Jak trwoga, to do… Zidane’a. Real Madryt czeka rewolucja

Zinedine Zidane wraca do Madrytu po zaledwie 10 miesiącach przerwy (fot. Matthias Hangst/Getty Images)

Kibice Królewskich odetchnęli z ulgą: Zinedine Zidane wraca do domu. Legenda klubu, trener, który przywrócił zespołowi blask, zastąpi w roli pierwszego szkoleniowca Santiago Solariego. Francuz wraca do Madrytu, by posprzątać bałagan i wprowadzić zespół w nową erę.

Zinedine Zidane wraca do Realu Madryt

Francuz Zinedine Zidane ponownie zostanie trenerem piłkarzy Realu Madryt – potwierdziły oficjalnie władze klubu. Zidane zastąpi Santiago Solariego,...

zobacz więcej

Słodko-gorzki był zeszły maj dla kibiców Realu Madryt. Słodki, bo Królewscy odnieśli trzeci z rzędu triumf w Lidze Mistrzów: rzecz bez precedensu, osiągnięcie, które trudno będzie komukolwiek powtórzyć. Gorzki, bo kilka dni po wygranej z Liverpoolem rozstanie z zespołem ogłosił architekt sukcesu – Zinedine Zidane.

– Wszyscy mogą na tym zyskać, zarówno ja, jak i klub. Nie jestem przekonany, czy w następnych latach wygrywalibyśmy tak wiele. Lepiej dokonać zmiany, wprowadzić nowe metody, nowy głos do szatni… – mówił trener w trakcie pożegnalnej konferencji.

Trener spełniony, który w dwa i pół roku zdobył z Królewskimi niemal wszystko. Trzy Puchary Europy, mistrzostwo Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii, dwa Superpuchary Europy i dwa klubowe mistrzostwa świata. Dziewięć trofeów. Więcej niż legendarny już Vicente del Bosque, więcej niż Jose Mourinho, mniej tylko od Miguela Munoza, dowodzącego magicznym Realem z lat sześćdziesiątych, który ma ich w gablocie aż 14.

Odszedł na własnych warunkach. Czy rzeczywiście dla dobra klubu, przekonany, że nie jest w stanie poprowadzić Królewskich do czwartego z rzędu triumfu w Lidze Mistrzów? Tego nie wiadomo, choć nie ma powodów, żeby Francuzowi nie wierzyć. Faktem jest, że dziesięć miesięcy temu jego pozycja była zupełnie inna: Florentino Perez i spora część kibiców sprawiali wrażenie przekonanych, że Real to samograj, który raz na jakiś czas trzeba tylko odpowiednio naoliwić. Maszynka do wygrywania, z cudownym Cristiano Ronaldo, będącym w życiowej formie Luką Modriciem, świetnymi bokami obrony, wyczyniającym cuda w bramce Keylorem Navasem… Zidane? Dobry trener, wybitny motywator, ale rzadko stawiano go w rzędzie z największymi.

Teraz to Real bardziej potrzebuje jego, niż on Realu. Dla Pereza ściągnięcie Francuza było jednym z niewielu logicznych wyborów. Kibice domagali się głowy prezesa, który kiedyś słynął z przesadnej wręcz rozrzutności, a od kilku lat bliżej mu do Ebenezera Scrooge’a niż Wilka z Wall Street. Królewscy sprzedali Ronaldo za ponad 100 milionów, oddali do Chelsea Alvaro Moratę za niemal 70, Danilo do Manchesteru City za 30, pożyczyli Bayernowi Jamesa Rodrigueza, a w międzyczasie sami wydawali głównie na nastolatków.

Krzysztof Piątek w Milanie! Wielka szansa i... wielka presja

Jeszcze kilka miesięcy temu jego nazwisko znali tylko wierni sympatycy Ekstraklasy. Jedną jesień i kilkanaście goli później, Krzysztof Piątek stał...

zobacz więcej

To logiczny model biznesowy: rynek futbolowy doszedł do punktu, w którym 20-letni piłkarz po jednym udanym sezonie może kosztować więcej niż Neymar. Poddała się temu szaleństwu Barcelona, poddały się – już dawno – kluby angielskie, a w ścisłej europejskiej czołówce chyba tylko Juventus, Bayern i Real starały się zachować umiar. Madrytczycy długo już raczej nie wytrzymają…

Krążyły w okolicach Santiago Bernabeu teorie, że Francuz wyczuł, że klubowi potrzebne są nowe impulsy. Był świadomy odejścia Cristiano Ronaldo, cieszył się z dostępnej w kadrze młodzieży, ale wiedział, że bez wielkich nazwisk, bez wielkich gwiazd, gotowych błyszczeć tu i teraz, Real może popaść w marazm. Wtedy Perez podobne pomysły zbywał machnięciem ręką. Teraz – wszystko na to wskazuje – zmuszony będzie otworzyć sakwę z pieniędzmi. W Madrycie dojdzie do rewolucji, a na jej czele stanie właśnie Zidane.

Francuz wraca w idealnym dla siebie momencie: jako bohater, rycerz na białym koniu, który przez najbliższych kilkanaście miesięcy… niczego nie musi. Nie musi teraz, bo Real nie ma już nic do wygrania. Nie będzie musiał też we wrześniu, październiku czy grudniu – przyjdzie przecież kilku nowych piłkarzy, będą musieli się zgrać, przystosować… Trudno oczekiwać cudów od razu, od ręki. A jeśli nowi nie przyjdą, no to winę w pierwszej kolejności ponosić będzie Perez. Amerykanie mówią o takich sytuacjach „win-win”.

„Trzeba zmienić pewne rzeczy” – zapowiedział Zidane na powitalnej konferencji prasowej. Perez wykluczył wielkie przemeblowania, ale mówimy przecież o Realu Madryt, a nie – z całym szacunkiem – Chrobrym Głogów. Nie można, tak po prostu, ogłosić, że za moment sprzedanych zostanie kilku piłkarzy, kolejnych kilku kupionych… Rynek wyczuwa desperację, a gdy zdesperowany jest tak wielki klub, ceny mogą osiągać niebotyczne poziomy. Oficjalnie więc wszystko jest w porządku, latem w stolicy Hiszpanii tylko małe sprzątanie.

Nieoficjalnie: Gareth Bale nie wszedł w buty Ronaldo, Marcelo już chyba nigdy nie zachce się grać w defensywie, Isco do stylu gry Królewskich nie pasuje, a Thibaut Courtois może nie być rozwiązaniem na lata. Odejdzie trzech-czterech piłkarzy. Ilu przyjdzie? To zależy.

Perez uwielbia rozpieszczać fanów wielkimi nazwiskami. Celem numer jeden zdaje się być Neymar, który w PSG nie odnalazł drugiego domu. By go z Paryża wyciągnąć, trzeba będzie – i to zdecydowanie – pobić transferowy rekord świata. Real ma dużo pieniędzy i dużo ochoty, by to zrobić. Czy chce go sam Zidane? Tu zdania są podzielone. Jeszcze kilka miesięcy temu madrycki „As” informował, że Francuz wyklucza funkcjonowanie Neymara i Marcelo w jednym składzie. „Zbyt często znajdowaliby się w tej samej części boiska” – miał wyznać jednemu ze swoich przyjaciół. Wobec prawdopodobnego odejścia lewego obrońcy do Juventusu, problem poniekąd sam się rozwiązuje…

Największym ulubieńcem Zidane’a wydaje się jednak Eden Hazard. Głośno chwalił go jeszcze wtedy, gdy ten szalał w barwach Lille. Zachęcał Real do wydania kilkudziesięciu milionów euro na Belga, ale wówczas był tylko „dobrym duchem” Królewskich. Dziś ma realny wpływ na kształt kadry i trudno spodziewać się, by nie podjął próby ściągnięcia 28-latka z Chelsea. To też, choć Hazard do najmłodszych nie należy, inwestycja za kwotę trzycyfrową.

Odświeżenia wymaga defensywa. Raphael Varane od mundialu rozegrał mniej więcej dwa niezłe spotkania, a Sergio Ramos nie będzie żył wiecznie. Alvaro Odriozola, Achraf Hakimi czy Sergio Reguilon dają nadzieję na przyszłość, ale potrzebny jest jeszcze co najmniej jeden solidny stoper. Virgil van Dijk wydaje się poza zasięgiem. Kalidou Koulibaly? Matthijs de Ligt? Pomysłów jest co najmniej kilka.

W wielkim skrócie: przed kibicami Realu Madryt bardzo ekscytujące lato. Może nie tak jak wtedy, gdy w ciągu dwóch miesięcy do klubu zawitali Cristiano Ronaldo, Kaka i Karim Benzema, ale i tym razem nie powinno zabraknąć wielkich gwiazd i wielkich nazwisk. Wyczekiwanych i wytęsknionych: ostatnim, który przyciągnął na prezentację tłumy, był przecież… James Rodriguez. W 2014 roku, tuż po mundialu.

Jak mawia Sławomir Peszko: będzie się działo!

źródło:
Zobacz więcej