Biznesmen Leszek Czarnecki zaatakował operatora TVP

Leszek Czarnecki zaatakował operatora „Magazynu Śledczego” Anity Gargas, gdy towarzyszący mu dziennikarz zapytał go, czy rozważa zadośćuczynienie dla osób, które straciły na emitowanych przez jego bank toksycznych obligacjach. Na jego zachowanie nie zareagował towarzyszący mu jego adwokat Roman Giertych.

„Pani umrze i nie zobaczy ani złotówki”. Czarnecki na taśmie o Giertychu

Portal tvp.info ujawnia nowe nagranie z restauracji Amber Room. – Już 16 lat prowadzi Ryszardowi Krauzemu sprawę o egzekucję i kobiecie walczącej o...

zobacz więcej

– Do tego zdarzenia doszło po przesłuchaniu pana Czarneckiego. Nasza ekipa dokumentuje temat obligacji GetBack. Dziennikarze chcieli zadać panu Czarneckiemu parę pytań dotyczących tej sprawy: toksycznych obligacji wypuszczanych przez kontrolowany przez pana Czarneckiego bank; w jaki sposób zamierza zadośćuczynić ludziom, którzy powierzyli mu pieniądze, inwestując je w takie narzędzia – wyjaśnia w rozmowie z portalem tvp.info Anita Gargas, autorka „Magazynu Śledczego”.

– Nasze pytania spotkały się właśnie z taką reakcją, jaką mogą państwo sami obejrzeć. Odpowiedzi nie było, natomiast po którymś z kolei pytaniu nastąpiła szarża miliardera na naszego operatora. W żaden sposób na zachowanie swojego klienta nie zareagował adwokat, pan Roman Giertych – opowiada Anita Gargas.

Dziennikarka podkreśla, że do ataku doszło ze strony człowieka, który reprezentuje instytucje finansowe i powinien zachowywać minimum kultury. Z drugiej strony powinien być przygotowany na trudne pytania w związku z aferą, w której wiele osób straciło pieniądze.

– Dziennikarze mają obowiązek zadawać pytania osobom publicznym, patrzeć władzy na ręce, tropić patologie. Sytuacja, że następuje fizyczna napaść na przedstawiciela mediów, jest niedopuszczalna i powinna być napiętnowana – wskazuje autorka „Magazynu Śledczego”.

– Tymczasem osoby, które obecnie są w opozycji, przyzwalają na atakowanie przedstawicieli mediów. Atakowani są zwykle przedstawiciele mediów publicznych, i to atakowani słownie oraz fizycznie. My jako zespół „Magazynu Śledczego Anity Gargas” mieliśmy do czynienia z obydwoma rodzajami takich ataków – przypomina.

Do fizycznego ataku na ekipę „Magazynu Śledczego” doszło też podczas otwartego spotkania z red. Adamem Michnikiem organizowanego w miejscu publicznym przez działaczy KOD-u. reporter „Magazynu” zadał red. Michnikowi określone pytania, red. Michnik na część odpowiedział, na część nie.

– Ponieważ nasz reporter był dociekliwy, został zaatakowany na oczach redaktora Michnika. Otrzymał cios w głowę, uszkodzono kamerę – mówi Anita Gargas.

Redakcja złożyła w związku z tym zdarzeniem zawiadomienie do prokuratury, jednak śledczy mimo że było nagranie, na którym zarejestrowano nawet, jakie ciosy i kto wyprowadzał, umorzyła sprawę, powołując się na znikomą szkodliwość czynu. Poza tym sugerowano, że nie można stwierdzić, czy reporter przez przypadek sam się nie przewrócił.

– Odwołaliśmy się oczywiście od tej decyzji, wygraliśmy w sądzie i sprawa wróciła do prokuratury. Ale jeśli dla organów ścigania nie stwarza problemu tak oczywista sprawa, jak napaść na osobę zaufania publicznego - bo dziennikarz wykonuje zawód zaufania publicznego - w trakcie wykonywania obowiązków, to mamy do czynienia z czymś bardzo bulwersującym i niepokojącym – ocenia nasza rozmówczyni.

– Żadna forma agresji w przestrzeni publicznej nie może być tolerowana, powinna być napiętnowana i eliminowana. Tymczasem pewne środowiska wręcz zachęcają do takich zachowań. Ci, którzy to robią, powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wiedzą, czym to się może skończyć – ostrzega Anita Gargas.

źródło:
Zobacz więcej