Koalicja w lewo, Europa w prawo [OPINIA]

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, przewodnicząca partii Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty oraz przewodniczący Partii Zielonych Małgorzata Tracz i Marek Kossakowski podpisali deklarację w Warszawie o powołaniu Koalicji Europejskiej (fot. PAP/Rafał Guz)

Spór o pamięć żołnierzy wyklętych, wybory w Gdańsku i ruchy na scenie politycznej przed wyborami do Europarlamentu – co mówią nam te wydarzenia i co je ze sobą łączy?

Koalicjanci jednego dnia [OPINIA]

Jak słusznie zauważył Krzysztof Król, w dniu pogrzebu Jana Olszewskiego odnowiła się koalicja, które 27 lat temu pozbawiła pierwszego...

zobacz więcej

Awantura, jaką wokół obchodzonego 1 marca święta wywołali swoimi wypowiedziami politycy Nowoczesnej, pokazuje, że niezależnie od tego, pod jakimi hasłami łączy się szeroka antypisowska koalicja, przejmować będzie ona najbardziej radykalny przekaz lewicowy, nie rozumiany oczywiście gospodarczo czy społecznie, a kulturowo, w tym – historycznie.

To ostatnie może być pewnym zaskoczeniem, ponieważ Nowoczesna przejęła tu rolę SLD, dla którego takie podejście do kwestii lat 40. i 50. w Polsce jest niejako naturalną konsekwencją jej historycznego dziedzictwa. Partia Katarzyny Lubnauer w temat Wyklętych wchodzić nie musi, lecz, jak się okazuje, chce. Stawia tym samym w kłopotliwej sytuacji Platformę, która do tej pory kwestię pamięci musiała jakoś niuansować, nie chcąc jednoznacznie opowiedzieć się po jednej stronie sporu, a w deklaracjach przywołując od czasu do czasu związki z opozycją w PRL.

I, nie pierwszy raz w ostatnich dniach, PSL, którego politycy do tradycji wyklętych lubią, również w tej chwili się odwoływać, choć nie przeszkadza im to w dawaniu twarzy narracji swoich kolegów. Tyle, że od uczciwych badań historycznych i nazwaniu po imieniu również mniej chwalebnych, kłopotliwych czy nawet haniebnych incydentów do zbiorowego określenia „bandyci”, stosowanego wobec barwnej, szerokiej pod względem typów ludzkich i obecnych w niej postaw grupy, jest skandalicznym nadużyciem, godnym dziedzictwa propagandy czasów stalinowskich i z nich bezpośrednio się wywodzącym.

To zaś zaostrza spór i bez tego przecież jasny podział sceny politycznej, który jednak służyć będzie raczej Prawu i Sprawiedliwości niż drugiej stronie.

PSL rozczarowane Koalicją Europejską. Ludowcy bez jedynki w Wielkopolsce

Europoseł PSL Andrzej Grzyb nie będzie miał pierwszego miejsca na wielkopolskiej liście Koalicji Europejskiej do europarlamentu – wynika z rozmów z...

zobacz więcej

Dla przywiązanych bowiem do antykomunistycznych czy konserwatywnych tradycji wyborców ludowców (przy czym nie rozstrzygam, o jaką część elektoratu chodzi) czy Platformy (a mimo wszystko, z różnych przyczyn, kilku takich zapewne również zostało), jest to sytuacja mocno niekomfortowa. PiS tymczasem dostaje kolejną okazję, by zaprezentować się jako partia, która odwołuje się do patriotycznych i antykomunistycznych tradycji (co utrudnia oczywiście obecność kilku byłych członków partii, lecz ułatwia akces jej prominentów do obozu konkurencji), to zaś cenne jest podwójnie w sytuacji, gdy również na prawo od PiS następuje przegrupowanie.

Zbyt duży rozrzut ideowy

Koalicja, która potocznie nazywana jest „propolską” i nie wiedzieć czemu nie zdecydowała się na utrzymanie tej nożnej nazwy jako oficjalnej w pewnym stopniu podobna jest do swojej politycznej antytezy, czyli Koalicji Europejskiej. Jej potencjalnym kłopotem może być zbyt duży rozrzut ideowy między potencjalnymi graczami, co najbardziej widać, gdy zderzyć Liroya z Kają Godek.

Z drugiej strony jednak mamy do czynienia z kilkoma podmiotami, które razem wypadają dość skromnie, więc akurat w tym przypadku powiedzenie „w jedności siła” może mieć o wiele większe zastosowanie niż dla koalicji liberalno-lewicowo-ludowej. W niedzielnych wyborach w Gdańsku Grzegorz Braun zdobył 12 proc. głosów, co należy uznać za niezły wynik, mogący być punktem wyjścia i paliwem na dalszą kampanię. Przy czym fakt, że Braun nie miał właściwie konkurencji z prawej strony (Piotr Walentynowicz nie wystartował, praktycznie nieznany Marek Skiba uzyskał co prawda poparcie części środowisk bliskich PiS, ale wyrażone bardzo późno i nadzwyczaj skromnie), sprawia, że trudno tu o jednoznaczną ocenę tego wyniku.

Wybory do Parlamentu Europejskiego 26 maja. Prezydent podpisał postanowienie

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w niedzielę 26 maja; prezydent Andrzej Duda podpisał postanowienie w tej sprawie – poinformowała w...

zobacz więcej

Można bowiem uznać, że bez kandydata PiS do zdobycia było więcej, być może nawet 30 proc. Z drugiej strony jednak Braun, jako kandydat dość egzotyczny, za sukces ma pełne prawo uznać każdy wynik powyżej 5 proc., a 10 wydawało się już szczytem możliwości. Pamiętajmy, że reżyser w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2015 r. zdobył mniej niż 1 proc. głosów. Co więcej, również obecny dziś w koalicji propolskiej Jacek Wilk uzyskał niecałe 0,5 proc. głosów, a celujący w ten sam elektorat Marian Kowalski – niewiele więcej, 0,52 proc.

Mobilizacja elektoratu opozycji

Gdańskie wybory to jednak również kolejny przykład dużej mobilizacji elektoratu opozycji. Co więcej, ich wyniki już zaczynają być wykorzystywane jako zapowiedź przyszłej rozprawy z PiS, co, zważywszy na ich wyjątkowy kontekst, jest dużym i wysoce nieetycznym nadużyciem. Niemniej – taka właśnie będzie nadchodząca kampania wyborcza.

Mobilizacja, którą widzieliśmy już w wyborach samorządowych, jest faktem. Prawica, czy to Zjednoczona wielką, czy małą literą, musi znaleźć sposób, by również jej elektorat bardziej masowo niż we wcześniejszych głosowaniach wziął udział w wyborach do europarlamentu.

Coraz wyraźniejsza lewicowa identyfikacja Koalicji Europejskiej otwiera szanse na pozyskanie nowych głosów dla pozostałych ugrupowań. W dalszej perspektywie prawdopodobnie doprowadzi również do zbliżenia środowiska Pawła Kukiza i PiS, czego jaskółki widać już w ostatnich dniach. Konfederacja (czyli koalicja propolska) zapewne również zaznaczy w tych wyborach swoją obecność i wprowadzi do europarlamentu niewielką, lecz aktywną medialnie reprezentację.

Zważywszy na spodziewane ogólne przesunięcie się PE w prawo i osłabienie tamtejszego głównego nurtu, wszystko to może przynieść naprawdę ciekawe rezultaty. Dla Koalicji Europejskiej majowe głosowanie stanowić może klucz do powrotu do władzy w kraju, dla PiS – do utrwalenia „dobrej zmiany”, dla reszty prawicy – do stałej i silniejszej niż dotąd obecności w życiu politycznym, również parlamentarnym . Wydaje się więc, że zarówno z perspektywy krajowej, jak międzynarodowej, faktycznie mamy do czynienia z wyborami o wiele ważniejszymi, niż te z 2014 r.

źródło:
Zobacz więcej