„Układ gdański istnieje i będzie istniał. Co tak naprawdę zostawił po sobie Paweł Adamowicz?”

Gdańsk (fot. Shutterstock/HAL-9000)

Aleksandra Dulkiewicz ma być gwarantem tego, że układ gdański, w którym prym wiodą deweloperzy, nadal będzie istniał – pisze tygodnik „Sieci”. „Ma być tak, jak było. Zbyt wiele środowisk i grup biznesowych oraz politycznych uwiło sobie tutaj wygodne gniazdka” – czytamy.

Sondaż: Aleksandra Dulkiewicz następczynią Pawła Adamowicza

P.o. prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz w I turze wygrała w niedzielę przedterminowe wybory na prezydenta miasta – wynika z sondażowego...

zobacz więcej

Publicyści tygodnika „Sieci” zastanawiają się, w jakiej kondycji Paweł Adamowicz zostawił miasto „i komu naprawdę żyje się w nim cudownie”. Autorzy tekstu wskazują, że tragiczna śmierć wieloletniego prezydenta miasta wstrząsnęła układem polityczno-biznesowym panującym od wielu lat w Gdańsku, jednak nic nie wskazuje na to, by coś miało się w mieście zmienić.

W tekście opisana została siatka powiązań towarzyskich i biznesowych, jakie panują w mieście, a wobec których Gdańsk przez wiele lat zachowywał się bardzo przyjaźnie.

Jaka jest cena za ukłony wobec deweloperów? – pytają autorzy tekstu. Specjaliści, z którymi rozmawiali, powiedzieli wprost: „straszna i wyniszczająca dla miasta”.

„Budowy w strefie ochronnej ujęć wody, likwidacja ogródków działkowych, by teren przeznaczyć pod osiedle, próba zmiany zagospodarowania przestrzennego tak, by deweloper mógł zbudować bloki na dawnym boisku klubu Gedania, absurdalna zabudowa dzielnicy Morena wysokimi budynkami (choć chwilę wcześniej miasto nie godziło się na dużo niższą zabudowę) czy budowa centrum handlowego Metropolia na zbiorniku retencyjnym – to tylko niektóre przykłady kierunku, w jakim zmierza polityka rozwoju miasta” – czytamy.

Wybory na prezydenta Gdańska. Nieoficjalnie frekwencja wyniosła 48 procent

Do sprawdzenia i zatwierdzenia pozostały protokoły z 7 spośród 196 obwodowych komisji wyborczych – podała w poniedziałek MKW w Gdańsku. Z...

zobacz więcej

Na łamach tygodnika pokazano na konkretnym przykładzie, jakie „szwindle” robi się nad Motławą. „W ramach programu Mieszkania za Grunty miasto podliczyło wymianę z jedną ze spółek. Okazało się, że firma ma dopłacić 1 mln 198 tys. zł. Co się wtedy stało? Wykonawca inwestycji – osiedla mieszkaniowego – postanowił, że w rozliczeniu zrobi chodnik przylegający bezpośrednio do świeżo postawionych bloków, co wydaje się absolutnym standardem. (…) Za wykonanie tego chodnika deweloper policzył sobie… 1 mln 199 tys. zł, a więc po ponownym przeliczeniu okazało się, że to miasto ma dopłacić niewielką kwotę” – zauważono.

Autorzy tekstu zastanawiają się, dlaczego deweloperzy tak bardzo pokochali gdański program Mieszkania za Grunty. „Dotarliśmy do analiz, z których wynika, (…) że wartość działki zazwyczaj jest zaniżana, a wartość mieszkań zawyżana” – poinformowano.

Zdaniem publicystów Gdańsk jest miastem pełnym sprzeczności i paradoksów. Z jednej strony to właśnie stąd „wyszła” Solidarność, ale także w tym mieście źródło ma np. afera Amber Gold. Autorzy zauważają, że sam Paweł Adamowicz był znakomitym przykładem odwróconych pojęć. „Zawsze obecny na niedzielnej mszy św., ale też stający na czele czarnych pochodów promujących zabijanie nienarodzonych dzieci. Kiedyś był ministrantem, potem marzył o stanięciu w Trójmiejskim Marszu Równości na czele środowisk LGBT – czytamy.

Autorzy tekstu podkreślają, że współpraca miejsko-deweloperska trwa w najlepsze od lat. Organy ścigania mają świadomość istnienia takiego procederu, jednak efektów dochodzenia na razie nie ma. „W końcu jesteśmy nad Motławą, więc gdańskie tempo wyjaśniania afer nie może dziwić” – zauważono.

CBA kontroluje spółkę Gdańskie Autobusy i Tramwaje

Centralne Biuro Antykorupcyjne podjęło kontrolę w spółce komunalnej Gdańskie Autobusy i Tramwaje. Kontrola ma dotyczyć prawidłowości...

zobacz więcej

Tygodnik informuje, że Paweł Adamowicz poważnie liczył się z zatrzymaniem przez służby, o czym mówiła na początku lutego w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Aleksandra Dulkiewicz. „Nasi rozmówcy z gdańskiego ratusza dopowiadają, że prezydent autentycznie bał się CBA. Na zewnątrz robił dobrą minę, ale w środku był kłębkiem nerwów. Nie miał spokojnych nocy. Brał pigułki na sen”. – czytamy.

W tekście zauważono, że „prezydent przez wiele lat mógł się czuć bezkarny”. „Wszystko zaczęło się sypać w 2013 r., gdy Centralne Biuro Antykorupcyjne zainteresowało się jego majątkiem, a prokuratura »zgarnęła« pięć urzędniczek z Wydziału Gospodarki Komunalnej UM” – zaznaczono.

Autorzy tekstu podkreślili, że wielu współpracowników Pawła Adamowicza trafiło do różnych spółek i rad nadzorczych.

„Gdańsk to miasto, które łączy ludzi – w radach nadzorczych. To więzy trwałe, niegasnące, niewątpliwie przynoszące owoce. Jest gdzie je budować – miasto ma udziały w ok. 30 spółkach. Próżno szukać w nich ludzi związanych politycznie z kimkolwiek poza Platformą Obywatelską” – zaznaczono.


Podsumowując tekst, autorzy zauważają, że Paweł Adamowicz zostawił po sobie Gdańsk „niewątpliwie piękniejszy, ale także uwikłany w sieć powiązań, formalnych i nieformalnych”.

„Gdańsk zmieniał się nie będzie. Ma być tak, jak było. Zbyt wiele środowisk i grup biznesowych oraz politycznych przez lata inwestowało i wiło sobie tutaj wygodne gniazdka, by teraz wszystko nagle wywrócić do góry dnem. Gwarantem utrzymania tego status quo będzie (…) Aleksandra Dulkiewicz” – podkreślono.

źródło:
Zobacz więcej