RAPORT

Wojna na Ukrainie

Prof. Tomasz Panfil: W latach 90. celowo przemilczano Wyklętych, teraz atak narasta

Wiedza o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych dociera do coraz szerszego grona Polaków  (fot. archiwum IPN)
Wiedza o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych dociera do coraz szerszego grona Polaków (fot. archiwum IPN)

– Dzisiaj media i osoby zwalczające Żołnierzy Wyklętych korzystają z propagandy z końca lat 40. i początku 50., kiedy słowo „bandyci” w stosunku do nich było w powszechnym użytku – mówi portalowi tvp.info dr hab. Tomasz Panfil z IPN. - Wrogowie żołnierzy wiernych przysiędze składanej Rzeczypospolitej nie mogą się przyznać, że ich dziadkowie, ojcowie byli po stronie Sowietów, działali na rozkaz Moskwy, lokalnych doradców sowieckich, którzy im nakazywali mordowanie Polaków, torturowanie, strzelanie w tył głowy – podkreśla.

„Chwała Niezłomnym!”. Kancelaria Premiera wspomina Żołnierzy Wyklętych [WIDEO]

„Rzeczpospolita musi być godna swoich synów. Polacy muszą być godni swoich przodków. Niech Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych zawsze nam...

zobacz więcej

Żołnierze Wyklęci wciąż mają zażartych wrogów. Pomimo tego, że w ostatnich latach coraz więcej ludzi dowiaduje się o ich bohaterstwie, poświęceniu, poznaje ich dramatyczne losy, wybory, rozterki, nadal wiele mediów, środowisk, a nawet polityków ostro ich atakuje, stosując wobec nich najgorsze epitety. Epitety jak żywcem wyjęte z czasów PRL-u.

Nienawiść do nich nigdy nie znikła. Towarzysz Stalin swojego czasu sformułował teorię o tym, że walka klas zaostrza się w miarę postępów w budowie socjalizmu. Możemy koncepcję Stalina w przypadku Żołnierzy Wyklętych niemal w całości odnieść do naszych czasów. Tylko że teraz nie chodzi o socjalizm. Dam panu taki przykład - w kiosku na honorowym miejscu widziałem tygodnik „Przegląd” – a na okładce znajduje się napis: „Bandyci, a nie święci. Ogień, Łupaszka, Bury” – czyli wróciliśmy do schyłku lat 40. czy początku lat 50., kiedy słowo „bandyci” w stosunku do Żołnierzy Wyklętych było w powszechnym użytku. Im bardziej budujemy naszą dumę narodową, im bardziej odbudowujemy naszą pamięć narodową, tym ostrzejsza jest walka, tym ostrzejszy jest atak ze strony tych, którzy tę pamięć zakłamywali.

W takich przypadkach zawsze pada pytanie – czemu tak się dzieje, przecież jest to jawne zaprzeczenie faktom, nie da się dzisiaj obronić komunistycznej propagandy sprzed lat.

Wrogowie żołnierzy wiernych przysiędze składanej Rzeczypospolitej nie mogą się przyznać, że ich dziadkowie, ojcowie byli po stronie Sowietów, działali na rozkaz Moskwy, lokalnych doradców sowieckich, którzy im nakazywali mordowanie Polaków, torturowanie, strzelanie w tył głowy. To jest bardzo prosty mechanizm. Nie da się wyprzeć tego okresu historii. A jeśli tak, to trzeba go przebiegunować. Stąd cały czas w naszej narracji pokutuje straszne słowo – „wyzwolenie”. Wyzwolenie?! Na takiej Lubelszczyźnie wyzwolenie było, owszem, ale trwało dwa, trzy dni. Doszło do niego wtedy, kiedy oddziały Armii Krajowej zajmowały Zamość, Szczebrzeszyn, Lublin, Lubartów, Ryki, a po dwóch, trzech dniach wchodzili Sowieci i to był koniec wolności. Natomiast wciąż w podręcznikach, wciąż w przekazie historycznym mówi się o tym, że w roku 1944 nastąpiło wyzwolenie i że wojna się skończyła. Nie! Miejsce jednego okupanta zajął drugi. Nic się nie zmieniło dla Polaków, dla żołnierzy. Przysięga wciąż obowiązywała. Oni składali przysięgę, że będą walczyć o wolną Polskę. Więc walczyli.

Wyklęte. Amazonki powstania antykomunistycznego

Akcja bojowa, wsypa, aresztowanie, tortury podczas przesłuchania, wyrok śmierci, egzekucja, pochowanie w anonimowym grobie – taki los spotkał wielu...

zobacz więcej

Dziś wciąż słychać stare epitety: bandyci, faszyści, antysemici. To ostatnie, w kontekście wysuwania fałszywych oskarżeń pod adresem Polski i Polaków o antysemityzm, o to, że „wysysaliśmy go z mlekiem matki” – irytuje szczególnie mocno.

Bandyci to były lata 40-50. Jeszcze za Władysława Gomułki mieliśmy „miłośników Hitlera” czy „faszystów” spod znaku Narodowych Sił Zbrojnych. W latach 90. mamy z kolei do czynienia z próbą zamilczenia tego tematu. Przy tego typu okazjach przypominam fragment przemówienia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który w roku 1998 wręczał Order Orła Białego dwóm politykom-działaczom: Karolowi Modzelewskiemu i Jackowi Kuroniowi. Oni poszli do więzienia za to, że napisali list do Gomułki, w którym krytykowali go za odejście od ideałów komunizmu. Ponieważ towarzysz sekretarz nie lubił jakiejkolwiek krytyki, więc nawet tych szczerych komunistów wsadził za to do więzienia. I oni m.in. za to dostali Order Orła Białego.

Co Kwaśniewski do nich powiedział przy jego wręczaniu? Powiedział, że oni pierwsi przeciwstawili się komunizmowi. Kwaśniewski nie mówił nic o bandytach, faszystach. On po prostu ich przemilczał. Nie istnieje w jego opowieści, w opowieści lewicy postkomunistycznej, polskie podziemie antykomunistyczne, nie istnieje to, co w tej chwili IPN pokazuje, czyli ponad tysiąc młodzieżowych organizacji antykomunistycznych działających w szkołach, w których udział brało ponad 11 tysięcy młodych ludzi. Dla Kwaśniewskiego nie istnieje podziemie zbrojne, nie istnieje opozycja polityczna w postaci PSL-u, Stronnictwa Narodowego. Nie istnieje nawet powstanie poznańskie w roku 1956. U Kwaśniewskiego nie ma „Lalusia”, niezłomnie i tragicznie trwającego w lasach do 1963 roku. Kwaśniewski mówi – wy pierwsi przeciwstawiliście się komunizmowi.

To jest właśnie przemilczenie lat 90. Nie ma tego okresu. Walka z komunizmem zaczyna się od Kuronia i Modzelewskiego, potem dochodzą następni. A kim oni są? To byli ZMP-owcy, to komuniści, którzy rozczarowali się komunizmem. Więc jeżeli u władzy w tamtych latach są komuniści rozczarowani komunizmem, to trudno im się przyznać, że donosili i niszczyli niepodległościowe, patriotyczne organizacje zakładane przez swych równolatków. Członkowie tych ponad tysiąca organizacji młodzieżowych wpadali w ręce UB bardzo często na podstawie donosów „kolegów” z ZMP, czyli tak samo młodych ludzi, ale biegających z czerwonymi krawatami. Ci ludzie, którzy w latach 50. są szczerymi ZMP-owcami, w latach 90. są ministrami i autorami podręczników. Więc co oni zrobią z Żołnierzami Wyklętymi? Zamilczą zjawisko. Nie stać ich na to, żeby powiedzieć – błądziliśmy, myliliśmy się, byliśmy komunistami, przepraszamy, to było złe. Nie ma takiego jawnego kłamstwa jak w micie założycielskim PRL-u – ale przemilczenie tego rozdziału polskiej historii w III RP też jest kłamstwem.

Jaki: Muzeum Żołnierzy Wyklętych będzie jednym z najnowocześniejszych w Europie

Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL będzie jedną z największych i najnowocześniejszych tego typu placówek w Europie – ocenił...

zobacz więcej

Kłamstwo PRL-u było więc kontynuowane w III RP?

Pamiętajmy, że mitem założycielskim PRL-u były dwa kłamstwa. Kłamstwo katyńskie i kłamstwo „wyzwolenia”. Niemcy nas mordowali, a Armia Czerwona nas „wyzwoliła”. Mitem założycielskim III RP jest z kolei kłamstwo Okrągłego Stołu. Tu też nie można się przyznać, że przy Okrągłym Stole naprzeciw komunistów siedzą w znacznej części byli komuniści, siedzą ci, którzy w latach 40. i 50. szczerze i gorąco popierali komunizm: Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki - przecież to są ZMP-owcy, członkowie PZPR. Oni już nie używają epitetów wobec Wyklętych, oni po prostu milczą na ten temat. Dlatego młodzież nie dowiadywała się o nich w szkole. I to przynosi negatywne efekty. Jeden przykład. Jedyną grupą wiekową, w której w poprzednich wyborach prezydenckich wygrał Bronisław Komorowski, byli ludzie między 30 a 40 rokiem życia. Czyli jest to generacja ludzi, która w latach 90. chodziła do szkół. Oni byli wychowani na przemilczaniu historii.

Dziś walczy się też z Wyklętymi, wpisując się ich w bieżący konflikt polityczny. Przekonuje się, że tylko dla zwolenników PiS-u są oni bohaterami, a wszyscy inni powinni mieć do nich co najmniej sceptyczne podejście.

Jeżeli stoimy na gruncie partyjnym, to czemu koalicja PO i PSL przez osiem lat rządów nie mówiła o polskich bohaterach? Przecież miała okazję, nikt im tego nie bronił. Mogli mówić, że nie wszyscy ci bohaterowie zawsze i wszędzie zachowywali się nieskazitelnie. Mogli wytłumaczyć, że wojna niszczy sumienia, niszczy systemy wartości, że w takim czasie dzieją się różne rzeczy, że człowiek nie jest istotą logiczną, tylko najczęściej działa pod wpływem emocji. Jak mu zamordują żonę, dzieci, rodziców, to będzie się mścił. Każdy by tak zrobił, jesteśmy istotami emocjonalnymi. Ale to wszystko da się opowiedzieć.

Nie znam takich historyków, którzy by kwestionowali fakt, że we wsi Wierzchowiny na Lubelszczyźnie z rąk polskich żołnierzy podziemia zginęli cywile ukraińskiego pochodzenia. Tylko że tej masakry dokonali żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, którzy patrzyli na to, jak Ukraińcy mordują ich najbliższych. Nie byli oni robotami, pozbawionymi emocji maszynami. To jest armia ochotnicza, która rządzi się trochę innymi prawami. Gdyby to była armia zawodowa, armia z poboru, to można wydać rozkaz – nie wolno. A tu mamy ochotników. Ich system mówi im tak – zamordowali mi najbliższych – zemszczę się. Nie będę odkładał odpłaty, aż Bóg raczy wymierzyć sprawiedliwość na sądzie ostatecznym. Zemszczę się. To leży w naturze człowieka. Zwłaszcza gdy trwa walka, gdy w ciemnościach ty strzelasz, do ciebie strzelają – trudno wtedy zachować kontrolę.

Ostatni żyjący żołnierz wyklęty: Celem mojego życia było służyć Bogu i ojczyźnie

– Cieszę się bardzo, że nie zostałem zapomniany. Do tej pory zawsze staram się uczestniczyć (…), w dalszym ciągu się staram się być potrzebny i...

zobacz więcej

Wydaje się, że w dyskusji o Wyklętych – w szczególności tej toczonej w mediach – mało miejsca zajmuje umieszczenie tej problematyki w realiach, w których wtedy znajdowali się ci ludzie.

Historia, często wbrew temu, czego się uczy w szkołach, nie jest historią logiczną, tylko emocjonalną. Ludzie robią różne rzeczy z miłości, ale również z nienawiści, a wojna to jest ten czas, kiedy zwycięża nienawiść. Trzeba o tym pamiętać. Żołnierze polskich oddziałów zbrojnych, podziemia antyniemieckiego, antykomunistycznego strzelali do cywili. To prawda. „Bury” kazał wykonać wyrok na kilkudziesięciu furmanach. Tylko nie odwracajmy pojęć, tak jak robią to nasi przeciwnicy. W Puchałach Starych „Bury” nakazał zlikwidować trzydziestu konfidentów. To, że wszyscy ci konfidenci byli z pochodzenia Białorusinami, nie było powodem akcji – w jego oddziale byli przecież Białorusini, i to na stanowiskach dowódczych. Ponieważ „Bury” likwiduje konfidentów. Nie sprawdza, jakiego są wyzwania, jakiej są narodowości.

Akurat tak się zdarzyło, że oni wszyscy byli Białorusinami. To samo robią inne oddziały. Likwidują funkcjonariuszy UB, MO, ormowców, partyjnych. A to, że są oni Żydami, Polakami, Ukraińcami czy Białorusinami, to nie ma większego znaczenia. Istotna jest pierwotna przyczyna. To, co się dziś często robi, to próba wchodzenia w głowy dowódców podziemia, odwracania ich myśli i przypisywanie im chęci dokonania ludobójstwa na Białorusinach. „Bury” nakazał zlikwidować konfidentów. Jeżeli oddział ma się przemieszczać w miarę bezpiecznie, to musi mieć czystą drogę, czyli pewność, że nikt 15 minut po jego przejściu nie pobiegnie i nie doniesie. To są warunki wojny. To jest okrutne. Rozstrzeliwanie ludzi, odbieranie życia jest straszne. Człowiek nie powinien tego robić. Ale to jest wojna, a ona rządzi się zupełnie innymi prawami. Ubolewamy, jako chrześcijanie, nad śmiercią każdego człowieka. Ale to nie my rozpętaliśmy tę wojnę, my chcieliśmy przetrwać jako naród, więc przyjęliśmy – choć nie tak bardzo jak Anglicy czy Amerykanie – zasady wojny.

Nie jest łatwo o tym mówić, ale trzeba powiedzieć o wszystkim.

Młodym ludziom w latach 90. można to było wszystko wytłumaczyć. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby pokazać i blaski, i cienie polskiego podziemia, żeby pokazać czyny chwalebne i pokazać te czyny, za które wypada przeprosić. Na tym polega edukacja, a nie propaganda. W trakcie rządów PiS – my, historycy, o tym mówimy. Nie mówimy, że to nieprawda, że tego nie było. Naczelną zasadą jest prawda. To, że prawda nie pasuje do ideologii, to jest wina ideologii, a nie prawdy. Pamiętajmy, że strasznie łatwo jest ferować wyroki i sądy, siedząc z herbatką na kanapie. Ale tak, jak napisał Zbigniew Herbert: „nie nam żałować, gryzipiórkom i gładzić ich zmierzwioną sierść. Ponieważ żyli prawem wilka”, prawem, którego my nie znamy, nie jesteśmy w stanie ocenić, nie wiemy, jak byśmy się zachowali na ich miejscu. Być może całe mnóstwo ludzi, którzy dzisiaj krytykują Żołnierzy Wyklętych, też stosowałoby odpowiedzialność zbiorową i strzelałoby bez badania dowodów, chcąc się zemścić za śmierć jedynego dziecka. Musimy po prostu mówić prawdę – i o dobrych rzeczach i o złych.

Rozmawiał Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej