RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wyklęte. Amazonki powstania antykomunistycznego

Kobiety walczyły również z bronią w ręku (fot. arch. TVP/PAP/Aleksandra Grochowska)
Kobiety walczyły również z bronią w ręku (fot. arch. TVP/PAP/Aleksandra Grochowska)

Akcja bojowa, wsypa, aresztowanie, tortury podczas przesłuchania, wyrok śmierci, egzekucja, pochowanie w anonimowym grobie – taki los spotkał wielu Żołnierzy Wyklętych. Oczami wyobraźni widzimy udręczonego młodego mężczyznę, który walkę z Niemcami i ich reżimem nazistowskim zamienił na walkę z komunistami – zarówno Rosjanami, jak i rodzimymi wyznawcami tej zbrodniczej ideologii. Nie był to jednak tylko los mężczyzn, spotkał również wiele kobiet...

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, wspominamy bohaterów walki o niepodległość, których przez dziesiątki lat starano się wyrugować z pamięci, ze świadomości. Tego dnia w 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie wykonano wyrok śmierci na Łukaszu Cieplińskim „Pługu”, Mieczysławie Kawalcu „Żbiku”, Józefie Batorym „Argusie”, Adamie Lazarowiczu „Klamrze”, Franciszku Błażeju „Tadeuszu”, Karolu Chmielu „Gromie” i Józefie Rzepce „Krzysztofie”, członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

Tragiczni bohaterowie

Odkrywanie historii powstania antykomunistycznego sprawiło, że w świadomości znacznej części Polaków pojawili się tragiczni bohaterowie tamtych ponurych czasów – rtm. Witold Pilecki „Witold”, August Emil Fieldorf „Nil”, Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” czy Hieronim Dekutowski „Zapora”.

Z wyjątkiem Danuty Siedzikówny „Inki” w tym gronie nie ma wielu kobiet. Choć nie zawsze walczyły z bronią w ręku, to ryzykowały tak samo jak mężczyźni i również ginęły, bestialsko mordowane przez komunistyczną bezpiekę, dlatego o nich również powinno się pamiętać.

Taki los spotkał Zofię Pelczarską. Urodziła się w Dynowie na Podkarpaciu w 1897 r., ale była związana głównie z Lublinem – tu była harcerką, nauczycielką, a następnie kierowniczką Szkoły Powszechnej nr 12, która mieściła się w budynku klasztoru przy ul. Dominikańskiej 1. Po niemieckiej agresji szybko podjęła służbę konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, a następnie w AK.

Była referentką Wojskowej Służby Kobiet w Sztabie Inspektoratu Rejonowego AK „Lublin” i obwodu Lublin. Jej zadanie polegało na przysposabianiu kobiet do walki z Niemcami, ale nie na szkoleniu z posługiwaniu się bronią, lecz służbie sanitarnej, gospodarczej i łączności. Ponieważ była o pokolenie starsza od swoich podwładnych i uznawano ją za ciepłą osobę, nosiła sympatyczny pseudonim „Ciotka”.

Zofia Pelczarska została rozstrzelana za działalność w AK (fot. IPN)
Zofia Pelczarska została rozstrzelana za działalność w AK (fot. IPN)

Mordercy w togach. Za śmierć rtm. Pileckiego nie odpowiedział nikt

Oświęcim to była igraszka – powiedział podczas ostatniego widzenia z żoną Marią rtm. Witold Pilecki. Były więzień niemieckiego obozu wiedział już,...

zobacz więcej

Gdy do Lublina wkroczyła Armia Czerwona i ukonstytuował się Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, rząd polski z nadania Józefa Stalina, Pelczarska nie zaprzestała działalności konspiracyjnej. Gdy rozpoczęły się aresztowania żołnierzy AK, skupiła się na organizowaniu pomocy dla nich – przygotowywała paczki, wypłacała zapomogi rodzinom, które traciły osoby je utrzymujące. Żadnych działań militarnych, ludzkie rzeczy.

Działalność „Ciotki” wpadła w oko Smierszowi, sowieckiemu kontrwywiadowi. Została aresztowana 6 listopada 1944 r. w mieszkaniu przy ul. Sierocej w Lublinie. Osadzono ją w areszcie przy ul. Chopina 18 i poddano okrutnemu śledztwu. Jedną z metod tortur były przesłuchiwania non stop; więźniowie nie mogli spać, przez cały czas były zapalone światła.

Pozostała nieugięta

23 listopada przekazano ją Resortowi Bezpieczeństwa Publicznego. Trafiła do więzienia na Zamku w Lublinie. Tam dalej była przesłuchiwana. Przyznała się do służby w AK i działalności w Wojskowej Służby Kobiet. Wiadomo, że podczas przesłuchań była nieugięta. Śledczy odnotowali, że „uznaje tylko rząd polski emigracyjny Mikołajczyka, nie uznaje rządu PKWN i dyrektyw jego nie wykonuje”.

Pelczarskiej zarzucono działalność w AK, której nie zaprzestała po rozwiązaniu jej stuktur przez PKWN, wyszukanie mieszkania do działalności konspiracyjnej i wciągnięcie do tej działalności młodej dziewczyny. Rozprawa przed Wojskowym Sądem Garnizonu Lubelskiego odbyła się 8 grudnia między godziną 14 a 16.20, bez udziału zarówno obrońcy, jak i prokuratora. Przewodniczący składu sędziowskiego ppor. Marian Bartoń skazał kobietę na śmierć. Wyrok był ostateczny i nie podlegał zaskarżeniu.

Więźniarka napisała prośbę o ułaskawienie do Naczelnego Wodza gen. Michała Roli Żymierskiego, ale gen. Karol Świerczewski ją odrzucił, zatwierdzając wyrok. Czekając na egzekucję Pelczarska oddała koc swojej uczennicy Zofii Dzierzgowskiej. Irena Rembaszowa-Antoszewska, która była katowana przez śledczych nawet będąc w zaawansowanej ciąży, wspominała, że widziała jak 18 grudnia 1944 r. strażnicy wyprowadzili „Ciotkę” na egzekucję. Miała na sobie niebieski sweter i przewiązane oczy.

„Nie było celem Żołnierzy Wyklętych mordowanie ludności cywilnej”

Nie było celem Żołnierzy Wyklętych mordowanie ludności cywilnej. W walkach zdarzały się takie incydenty, ale nikt tego nie przysłania. Tak samo jak...

zobacz więcej

Zofia Pelczarska została rozstrzelana w podziemiach Zamku Lubelskiego. Była pierwszą kobietą żołnierzem AK, na której w Polsce ludowej wykonano wyrok śmierci. Rodzina o jej śmierci dowiedziała się dopiero po czterech latach. Dopiero w latach 90. ubiegłego wieku wyrok na nią uznano za polityczny i błędny. Odbyło się to po kasacji ministra sprawiedliwości.

Wyrok śmierci

Wyrok śmierci wykonano również na Helenie Motykównie „Dziuńce”. Jej działalność nie ograniczyła się do aktywności organizacyjnej – walczyła ramię w ramię z mężczyznami. Gdy wybuchła II wojna światowa, miała 15 lat i częściowo było to spełnienie jej marzeń. Od najmłodszych lat fascynowało ją bowiem wojsko. Była chłopczycą, grała w piłkę, chodziła po drzewach, zamiast lalkami bawiła się żołnierzykami i marzyła o służbie wojskowej.

Pochodziła z województwa stanisławowskiego i gdy region ten przypadł Ukrainie, przeniosła się z rodzicami na Ziemie Odzyskane. Tam wreszcie mogła walczyć. Do konspiracji przeszła po tym, jak na wiejską zabawę przyszli partyzanci z niezależnej grupy Franciszka Olszówki „Otta”, działającej na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska. Szybko zaprzyjaźniła się z córką komendanta oddziału i zakochała w jednym z „leśnych”. Bez namysłu zostawiła dom rodzinny. Mając poniemiecki pistolet maszynowy MP-40, czeską zbrojovkę i karabin mausera, które uwielbiała czyścić, była w siódmym niebie.

Powstała w kwietniu 1945 r. grupa Olszówki była jedną z najskuteczniejszych w regionie. Zlikwidowała łącznie 71 osób, w tym funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz żołnierzy Armii Czerwonej, atakowała posterunki MO. Miała rozbudowaną sieć informatorów, dzięki czemu długo wymykała się komunistom. Szczęście odwróciło się w lutym 1946 r. W trakcie walki we wsi Pisarzowice w Wielkopolsce zginął „Otto”. Ubeków na trop grupy naprowadził Edward Jeziorny „Lis”, były partyzant z oddziału i zdrajca.

72 lata temu rozstrzelano „Inkę” i „Zagończyka”

72 lata temu, 28 sierpnia 1946 roku, wykonano wyroki śmierci na – niespełna 18-letniej Danucie Siedzikównie, pseudonim „Inka”, oraz na...

zobacz więcej

Wielu żołnierzy „Otta” wydostało się z okrążenia. Nowym dowódcą został Stanisław Panek „Rudy”. W odwecie za śmierć „Otta” oddział przeprowadził atak na pociąg relacji Poznań-Katowice, którym jechali żołnierze radzieccy. W nocy z 17 na 18 lutego na stacji Czastary partyzanci zastrzelili dziewięciu żołnierzy Armii Czerwonej i podoficera Wojska Polskiego. W akcji tej brała już udział „Dziuńka”.

Jej kariera w oddziale nie trwała długo, raptem dwa tygodnie. Wkrótce po akcji w Czastarach została aresztowana. Młody wiek i zaawansowana ciąża – przypuszczalnie ósmy albo dziewiąty miesiąc – nie powstrzymały śledczych z Bolesławca przed stosowaniem wobec niej tortur. Standardową było niekończące się przesłuchanie. W końcu wydano na nią wyrok śmierci. Świadkiem jej ostatnich chwil był ks. Jan Skiba, asystujący w latach 1946-47 w ostatniej drodze skazańców we wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej.

Egzekucja

„Któregoś razu było ich pięcioro (skazańców – przyp. red.). Wśród nich dziewczyna, która miała w kieszonce książeczkę do nabożeństwa, modliła się żarliwie. Zwykle rozstrzeliwano na dziedzińcu więziennym, wtedy jednak skierowali nas do jakiejś szopy. Ustawili ich przy filarach, opaska na oczy, ręce do tyłu. Prokurator odczytał akt oskarżenia i wyrok, a oni śpiewali »Pod Twoją obronę«. Podałem krzyżyk do pocałowania, a oni jak na komendę krzyknęli »Jeszcze Polska nie zginęła«. W tej samej chwili oficer dał komendę do strzału. A potem jeden, jedyny okrzyk: »Mamo!!!«. Ten okrzyk prześladował mnie po nocach. Modliłem się za nich, odprawiałem msze w ich intencji, cierpiałem z nimi” – wspominał duchowny.

Ponieważ członkowie plutonu egzekucyjnego byli pijani i mieli problemy z celnością, tylko postrzelili Motykównę. Ta wyjąc z bólu wzywała matkę i błagała o dobicie. Podjął się tego dowódca plutonu. Towarzyszyło temu walenie przez więźniów miskami w kraty – gest niemego protestu.

Koniec wojny był początkiem ich walki. Kim byli Wyklęci?

Swoja walkę rozpoczęli wraz z końcem II wojny światowej. Walczyli aż do 1963 r. Tortury, wielogodzinne przesłuchania, potworne warunki sanitarne –...

zobacz więcej

W tym samym oddziale służyło więcej kobiet, które wpadły w szpony zbrodniarzy z komunistycznej bezpieki. Jedną z nich była Irena Nawrocka z domu Taras „Krysia”, która została partnerką „Otta”. Zachowała się jej dramatyczna relacja. „18 lutego 1946 roku to był pogodny, bez śniegu dzień, kiedy zostałam aresztowana w domu na Szpocie. Przyszedł do nas »Lis« (Edward Jeziorny) razem z trzema wojskowymi, wśród nich był major Jakub Jonas (zabójca »Otta« – przyp. red.). Gdy ich zobaczyłam, wycofałam się do pokoju babci i stamtąd wyskoczyłam przez okno do ogródka. Czułam, że dom jest obstawiony, więc ukryłam się w komorze, gdzie było zboże i beczki z mąką” – wspominała.

„Siedziałam tam tak cicho, że słyszałam własny oddech, aż tu nagle drzwi do komory się uchyliły i wszedł ten zdrajca »Lis« oraz jeden z wojskowych. Pomyślałam wówczas, że to już koniec. Podniosłam się z ukrycia, wojskowy kazał chwycić »Lisowi« mnie za włosy i wyprowadzić. Szłam jak w letargu. Widziałam, że na podwórzu mieli już zabite trzy indyki, zwiniętą kurtkę ojczyma i moją harmonię. To wszystko kazali zabrać Frankowi Habrajskiemu, który wówczas u nas przebywał. Prowadzili mnie przez pola do Opatowa, tam czekało na nas auto KBW. Jak przypuszczam, było błoto i nie mogli dojechać na Szpot, a może przez ostrożność nie wjechali do wioski. Wcześniej, przed aresztowaniem, miałam sen, śniło mi się, że wyrywam sobie z moją sąsiadką Moniką różaniec i ona uderzyła mnie kijem. I to się spełniło, wieczorem już dostałam bicie od funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa” – zeznała.

Katowanie

Trafiła do Bolesławca. „Rozpoczęło się śledztwo, wyszłam z założenia, że jak będę posłuszna, to mnie nie będą bili. Poprowadzili nas z Irką (Irena Tomaszewicz »Danka« – przyp. red.) do dużej sali, kazali usiąść na krześle z rękoma skrzyżowanymi. Było tam oprócz nas kilkunastu funkcjonariuszy i wojskowych. Jeden z nich stał obok nas z pejczem, a drugi zadawał pytania. I zaczęło się, pytania i bicie na przemian. »Kiedy poznałaś tego AK–owca?«, »Gdzie się spotykaliście?«, »Kto jest w organizacji?«. Trwało to kilka godzin. Bili nas żołnierze KBW. W pewnym momencie przyszedł Jonas i powiedział nam, że chce nas przejąć NKWD, ale zaraz dodał: »Nie pozwolę, żeby się cała Azja nad wami pastwiła«” – wspominała „Krysia”.

„Noc spędziłam na krześle w sali przesłuchań, razem z Irką. Cały ten czas obok nas byli wojskowi. Rano obudzili mnie i kazali wychodzić. Irka miała zostać. Wyszłam przed budynek i tu stało dwóch żołnierzy z KBW, pamiętam ich nazwiska: Grzywacz i Kulesza, oprócz nich jeszcze kilkunastu żołnierzy. W pewnej chwili jeden z tych funkcjonariuszy powiedział mi: »Będą proponowali tobie w czasie jazdy ucieczkę. Nie daj się namówić, bo to kula w plecy«. Wsiedliśmy do samochodu ciężarowego, ja sama wśród tych kilkunastu z KBW, jednak przez całą drogę nikt nie zaproponował mi ucieczki” – ciągnęła straszną opowieść.

.

zobacz więcej

„Krysia” dzieliła los z „Dziuńką” i „Danką”. Były razem przetrzymywane w zapluskwionym areszcie, przesłuchiwane i torturowane (jedną z tortur było bicie po wyciągniętych w górę rękach). Podczas wspólnego procesu „Krysia” została skazana na 10 lat więzienia za działalność w grupie „Otta” i próbę obalenia systemu siłą. Na wolność wyszła 20 marca 1951 r. w wyniku amnestii, w dniu 24. urodzin. Po opuszczeniu zakładu uklękła i modliła na drodze. Matka podniosła ją i razem poszły do kościoła, gdzie płakały i modliły się.

Podwójna kara śmierci dla 15-latki

Na łagodny wyrok nie mogła liczyć Irena Tomaszewicz, choć miała wówczas zaledwie 15 lat. „Danka” brała udział w ataku na pociąg w Czastarach i wcześniej w zamachu na dwóch ubeków w Kępnie. Skazano ją za to na podwójną karę śmierci. Z uwagi na młody wiek sąd zamienił karę na 15 lat więzienia, bez prawa do amnestii. Z celi napisała do prezydenta Bolesława Bieruta list z prośbą o darowanie kary. Ten łaskawie anulował skazanej siedmioletni pobyt w aresztach, resztę musiała odsiedzieć.

Surowy wyrok po okrutnym śledztwie usłyszała również Irena Szajowska „Hanka”. Urodziła się w 1923 r. w Przemyślu. Po skończeniu 20 lat dołączyła do Armii Krajowej, w której działał już jej brat Zdzisław. Po roku trafiła do Brygad Wywiadowczych, ściśle zakonspirowanej komórki kierowanej przez swojego krewnego Antoniego Słabosza „Pawła”. Służyła jako wywiadowczyni i łączniczka.

Po przejęciu władzy przez komunistów dołączyła do zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, w ramach którego dalej zajmowała się wywiadem oraz rozpracowywaniem UB i NKWD. Zbierała informacje dostarczane przez dwie pracownice Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Przemyślu. Przygotowywała z nich raporty dla podziemia, opisywała, jak działa komunistyczny aparat represji.

Ataki w jaskini lwa. „Teraz my likwidujemy Niemców”

Brutalne polowania na Niemców przedstawione w filmie „Bękarty Wojny” Quentina Tarantino to opowieść ciekawa, ale fikcyjna. Znacznie bardziej...

zobacz więcej

Bezpieka również tropiła WiN i to ubecy byli górą w tej rywalizacji. Sama Szajowska została aresztowana 24 października 1946 r., dwa dni po Franciszku Niepokólczyckim, prezesie WiN. Mimo straszliwych tortur nikogo nie wydała i nie dała się złamać. W marcu 1947 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie skazał ją za szpiegostwo na 15 lat więzienia oraz utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych przez pięć lat. Wolność odzyskała w sierpniu 1955 r. Została częściowo zrehabilitowana, w 1957 r. zmieniono oskarżenie – ze szpiegostwa na „próbę działania w organizacji, której celem było obalenie ustroju i przejęcie władzy”.

Z zimną krwią

Wyroku nie doczekała 23-letnia Janina Przysiężniak „Jaga”, sanitariuszka AK, żona mjra Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. Mąż był dowódcą Oddziału Partyzanckiego NOW-AK „Ojca Jana”, operującego w Lasach Janowskich w Kotlinie Sandomierskiej. Była to jedna z najlepszych grup partyzanckich polskiego podziemia. „Jaga” została aresztowana w marcu 1945 r. Choć była w siódmym miesiącu ciąży, poddano ją okrutnym torturom.

Nazajutrz po aresztowaniu i katowaniu ubecy pozornie ją zwolnili i odwieźli do domu rodziców we wsi Kuryłówka. Gdy tylko wysiadła z auta, jeden z funkcjonariuszy zastrzelił ją od tyłu. Kilka tygodni później komuniści zapłacili wysoką cenę za tę przelaną krew. Pod Kuryłówką Przysiężniak stoczył z NKWD otwartą bitwę, jedną z największych podczas powstania antykomunistycznego. Zginęło 57 enkawudzistów, a także siedmiu żołnierzy podziemia.



Niesłusznie zapomnianych bohaterek powstania antykomunistycznego było znacznie więcej. To choćby Wanda Bortkiewicz „Basia”, sanitariuszka AK na Wileńszczyźnie i łączniczka mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Jako jedna z niewielu miała to szczęście, że choć przeszła ciężkie śledztwo, została uniewinniona. Dariusz Malejonek mógłby na podstawie historii tych dzielnych kobiet stworzyć jeszcze kilka płyt z serii „Panny wyklęte”.

Wprawdzie regułą było, że kobiety nie zajmowały wysokich stanowisk w organizacjach konspiracyjnych i najczęściej nie walczyły z bronią w ręku, to jednak ich służba była kluczowa dla funkcjonowania podziemia. Dawała siłę innym żołnierzom wyklętym, przede wszystkim moralną. One również zasługują na to miano oraz wieczny szacunek i pamięć. Dobrze, że państwo polskie przypomniało sobie o nich – szkoda, że wiele z nich tego nie doczekało...


TWÓJ BIEG TROPEM WILCZYM
Bieg Tropem Wilczym doczekał się już siódmej odsłony. Pierwszy z nich zgromadził grupę 50 zapaleńców. W tym roku 3 marca na kilku kontynentach pobiegnie 75 tysięcy ludzi. Wielu z nich po raz kolejny upamiętni w ten sposób Żołnierzy Wyklętych. Jeśli macie wspomnienia z Biegu, które dla Was są wyjątkowe, napiszcie o nich, przyślijcie nam zdjęcia i filmiki obrazujące Wasze wrażenia. Przechowujmy pamięć o naszych bohaterach i pochwalny się, że umiemy oddawać im hołd w każdy dostępny nam sposób.
Czekamy na Twoje wspomnienia. E-mail: twoje@tvp.info, tel: 601 600 100.

źródło:
Zobacz więcej