RAPORT

Demaskujemy fake newsy

Liberałowie i lewica a 500 plus. Wciąż są głupi [OPINIA]

W przypadku sporej części lewicy niechęć wobec polityki społecznej à la 500 plus wynika z przyciężkiego doktrynerstwa (fot. arch. PAP/Darek Delmanowicz)

Pieniądze szerokim strumieniem mogą płynąć z budżetu państwa nie do aferzystów, ale do zwykłych ludzi – PiS udowodniło to społeczeństwu. I to jest największym dramatem elit III RP.

Sasin o „piątce Kaczyńskiego”: To nie jest rozdawnictwo

– To nie jest rozdawnictwo. To jest coś absolutnie naturalnego, że jeśli wspólnie wypracowujemy pewne walory finansowe, te pieniądze powinny wracać...

zobacz więcej

Obecny rząd w ramach „nowej piątki Morawieckiego” zaproponował od 1 lipca tego roku rozszerzenie 500 plus także na jedno dziecko – przy zniesieniu wszelkich kryteriów dochodowych. Opozycję niemal z miejsca dorwały ciężkie objawy rozdwojenia przekazu. Z jednej strony z tych samych środowisk rozległy się głosy, że „PiS posłuchał naszych pomysłów” i „że presja ma sens”. Tak jakby ktokolwiek wierzył, że oni tak serio i że cały projekt 500 plus nie stoi im od początku kością w gardle.

Z drugiej strony podniósł się lament, skąd na to wezmą się pieniądze w budżecie. I oczywiście teksty w rodzaju: „PiS wręcza kopertę suwerenowi”. Plus wizje katastrofy finansów państwa – ulubiony argument liberałów po polsku za tym, żeby środki publiczne zatrzymać dla siebie i wielkiego biznesu. Zawsze uderzali w ten ton – niezależnie od sytuacji budżetowej. Dlatego dziś przestali być wiarygodni dla znacznej części społeczeństwa – bo z zasady chcieli odchudzać tylko cudze brzuchy, a paśli własne, swoich kumpli i ludzi, z którymi chcieli być w dobrych układach.

Na marginesie: największym dramatem elit III RP jest właśnie fakt, że Prawo i Sprawiedliwość pokazało społeczeństwu, że pieniądze szerokim strumieniem mogą płynąć z budżetu państwa nie tylko do aferzystów, że środki budżetowe nie są zastrzeżone dla wtajemniczonej, zwykle wielkomiejskiej i warszawocentrycznej elitki. Że można za pomocą stosunkowo prostego mechanizmu znaczące kwoty przekazywać nie tylko „samym swoim” z różnych wpływowych grup interesów, nie tylko zaprzyjaźnionymi z ministrami lewicowo-liberalnymi, środowiskami obywatelsko-kulturalnymi itp.

„Opozycja jest oszołomiona naszą konwencją”. Politycy komentują „Piątkę Kaczyńskiego”

– My z pokorą podchodzimy do wyborów, będziemy ciężko pracować dla Polaków, by te propozycje zrealizować. Opozycja zachowuje się, jakby była po...

zobacz więcej

Największym dramatem postkomunistyczno-poopozycyjnych elit III RP jest właśnie to, że po trzech dekadach wychowywania społeczeństwa w duchu tępawej ideologii balcerowiczowskiej ktoś pokazał realną alternatywę. I to w sytuacji, gdy podział na biedniejszych i bogatszych stawał się w Polsce naprawdę dużym problemem społeczno-gospodarczym i groził kolejnymi potężnymi falami emigracji zarobkowej z kraju. Bo rozwój państwa to nie są jednak tylko abstrakcyjne wskaźniki, to realny dobrostan zwykłych ludzi.

Inaczej relacja między ludźmi a ekonomią zaczyna przypominać bajkę Krasickiego o nosie dla tabakiery. Nie jest też tak, że PiS daje komuś „ochłapy”, jak z pogardą mówią liberałowie. Dla miłośników ośmiorniczek to niewiarygodne, ale 500, 1000, 1500 złotych miesięcznie w budżecie wielu polskich rodzin to naprawdę znacząca kwota. Umożliwia choćby uwolnienie się od straszliwej pętli chwilówek na początku roku szkolnego.

Z kolei w przypadku sporej części lewicy niechęć wobec polityki społecznej à la 500 plus wynika z przyciężkiego doktrynerstwa. Dla nich samo 500 plus, na którym w największym stopniu korzysta przecież uboższa i uboga część społeczeństwa, jest zbyt „prorodzinne” i „pronatalistyczne”. Bez autoryzowanego nowolewicowego pakietu obyczajowego się zatem nie liczy, a wręcz – zdaniem niemałej części z nich – „utrwala patriarchat”.

Jest to, szerzej patrząc, filozofia, która właściwie blokuje wzrost lewicy jako bardziej liczącej się dla Polaków i Polek siły politycznej. I to nie tylko wśród tak zwanej klasy ludowej, ale też pracującej niezbyt zamożnej inteligencji, rodzin na dorobku, czy też wszystkich, którzy zmagają się z codziennymi problemami „z portfelem”, nie są nawet przesadni prawicowi, ale też nie zaczytują się w opiniotwórczych lewicowo-liberalnych mediach, mówiąc w dużym skrócie.

Beata Mazurek: Budujemy program w oparciu o rozmowy z Polakami

Pokazaliśmy, że jako Prawo i Sprawiedliwość budujemy program w oparciu o rozmowy z Polakami, pokazaliśmy, że realizujemy ten program i mamy...

zobacz więcej

Ani lewica, ani liberałowie nie mogą sobie wymienić społeczeństwa na takie, które spełniałoby ich wymogi. I muszą męczyć się z Polską taką, jaka ona jest, uczonymi słowami próbując sobie wyjaśnić, czemu ich teorie nie godzą się z praktyką, i nieustannie zostają bohaterem, czy też bohaterką, politycznego trzeciego, czwartego i piątego planu. Nieco ironizuję, choć tylko trochę.

Nie jest też tak, że o finansowaniu i efektywności polityki społecznej Prawa i Sprawiedliwości nie wolno mówić. Sam byłem i jestem gorącym orędownikiem tego, żeby rządząca partia postawiła na nogi swoją politykę wobec opiekunów osób z niepełnosprawnościami. Bo wszyscy, którzy na własnej skórze poznali w Polsce problemy tej niewielkiej grupy społecznej, wiedzą, w jak fatalnym jest często stanie. I nie mówię o głośnych twarzach sejmowego sporu z wiosny ubiegłego roku, których obecne polityczne wybory nie przestają mnie zdumiewać. Choć uważam też, że PiS popchnął tych ludzi w stronę totalnej opozycji.

A co do finansów państwa. Po pierwsze: jeśli koniunktura, to warto wreszcie przepompować trochę pieniędzy do budżetów zwykłych rodzin. Wszelkie dostępne analizy, obejmujące mapę pięćsetplusowych wydatków z kolejnych lat, pokazują, że te środki nie zostały zmarnowane. Duża ich część i tak zasiliła lokalne rynki: w wielu małych sklepikach zniknęły albo znacznie się zmniejszyły „zeszyty na krechę”, a to oznacza także większą płynność finansową i większe szanse na poprawę bytu małego biznesu.


Liberałowie chętnie napuszczają w tych sprawach ludzi na siebie: próbując robić z beneficjentów polityki społecznej leniwą tłuszczę. Ale 500 plus, właśnie dzięki swojej powszechności, pokazało, że albo grubo się mylą, albo z premedytacją kłamią. Moim zdaniem na ogół to drugie.

Wiem, że wiele osób, które sprzyjają 500 plus, nie ma ochoty uczestniczyć w rozmówkach internetowych z ultraliberalnym aktywem wszelkich opcji politycznych. Ten aktyw po weekendowej konwencji PiS krzyczał jak zwykle najgłośniej. Tak było kilka lat temu, gdy wszedł program 500 plus – zupełnie od czapy straszono nas wariantem greckim itp. Zobaczycie Państwo, tym razem też żadnej katastrofy gospodarczej nie będzie. Będzie za to spore zamieszanie w szeregach łączącej się na siłę w najdziwniejsze konstelacje totalnej opozycji.

źródło:
Zobacz więcej