Przerośnięta koalicja [OPINIA]

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w Polsce 26 maja br (fot. PAP/EPA/PATRICK SEEGER)

Gdy Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło jedynki i dwójki na listach do europarlamentu, natychmiast dało się wyodrębnić trzy reakcje komentujących. Pierwsza z nich była optymistyczna i dawała się streścić zdaniem „PiS wystawia mocne listy”. Pozostałe dwie sprowadzały się do słów „PiS ucieka”, przy czym jedni stwierdzali to z satysfakcją, inni zaś z pewną obawą.

PiS liderem sondażu Kantar. Koalicja Europejska z poparciem mniejszym prawie o połowę

Gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego odbywały się w lutym, PiS uzyskałby poparcie 37 proc. osób, które zamierzają wziąć w nich udział; PO – 20...

zobacz więcej

Oczywiście najzabawniejsi byli ci, którzy widzą ucieczkę w wystawieniu do PE kilku ministrów i wiceministrów, lecz już nie w porzuceniu rządu w trakcie kadencji przez Donalda Tuska i Jolantę Bieńkowską. Nie wymagajmy jednak zbyt wiele. Narrację „ucieczkową” próbowała zresztą wylansować jedna z prywatnych stacji telewizyjnych, przedstawiając ją jako największe wydarzenie na polskim Twitterze. Mocno na wyrost, bowiem hashtag #AkcjaEwakuacja lansowali głównie politycy Platformy…

Zauważmy, że gdy w kraju władzę przejmuje ekipa nieautoryzowana przez unijne elity, na salony Brukseli i Strasburga przenosi się duża część lokalnej polityki. Opozycja szuka wsparcia dla swoich postulatów lub zastrzeżeń, z poparciem sojuszników porusza je na arenie europejskiej, na której też rządzący próbują, z lepszym lub gorszym skutkiem, bronić swoich działań i ich legalności.

Nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego zapewne nie doprowadzą do wymiany unijnej elity z zadowolonych urzędników na krytycznych euro-realistów, zapewne jednak wzmocnią znacząco głos tej drugiej frakcji, do której zaliczyć trzeba również Prawo i Sprawiedliwość. Z drugiej strony bardzo trudno jest przewidzieć dziś wynik wyborów parlamentarnych, które odbędą się jesienią tego roku. Zakładając jednak, że PiS wybory te wygra i będzie w stanie wygraną tą przełożyć na dalsze rządzenie, samodzielnie lub z koalicjantem, mocna reprezentacja w Unii Europejskiej będzie tej partii potrzebna tak samo, jak silna ekipa w Warszawie.

PiS wybrał liderów list wyborczych do PE. Są niespodzianki

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło czołówki list do Parlamentu Europejskiego. Wśród nich Beata Szydło, Joachim Brudziński, Joanna Kopcińska,...

zobacz więcej

Praktyka kończącej się pierwszej kadencji pokazuje bowiem, że największe problemy pojawiają się wtedy, gdy Bruksela ingeruje w polski proces ustawodawczy, potrafiąc zablokować kluczowe elementy planowanych zmian, jak stało się w przypadku reformy sądownictwa. Patrząc na ogłoszony kształt list Prawa i Sprawiedliwości zaczyna wyglądać trochę inaczej, niż chcieliby autorzy hasła o „akcji ewakuacji”. Choć, oczywiście, kilka nazwisk może zastanawiać w kontekście ich krajowej aktywności i misji, która w przypadku wyboru może zostać rozgrzebana i niedokończona. O ile też łatwo zrozumieć obecność na liście Jacka Saryusz-Wolskiego, w przypadku Andżeliki Możdżanowskiej jest już o wiele, wiele trudniej. Jej dawni koledzy mają dziś wiele uciechy, przypominając nie tak dawne wypowiedzi posłanki, która kadencję zaczynała w PSL.

Na pewno jednak układanie list PiS, choć znajdziemy tu ślady walk frakcyjnych i niespełnionych ambicji, to tak naprawdę spokój i nuda przy tym, co dziać musi się w Koalicji Europejskiej. Po prostu zbyt dużo jest tu chętnych na relatywnie mało, jak na rosnącą liczbę uczestników, miejsc biorących. SLD, a raczej lewicowi weterani, już pozbawili Platformę kilku mandatów, lecz pomogli Grzegorzowi Schetynie wzmocnić swoją pozycję przed wciąż sygnalizującym gotowość powrotu Tuskiem. O centrolewicowych listach Koalicji Europejskiej pisałem w poprzednim tekście dla portalu TVP Info, warto jednak zauważyć, jak akces polityków lewicy zmienia pozycję innych graczy antypisowskiej strony sceny politycznej.

Biedroń śmieje się z list PiS do PE. Koalicja Europejska: To dyskryminacja

Myślałem, że dinozaury wyginęły!– tak Robert Biedroń skomentował wybór liderów list Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego. Słowa...

zobacz więcej

Robert Biedroń może jeszcze lepiej udawać „nową propozycję” dla światopoglądowej, liberalnej gospodarczo lewicy, ponieważ w zestawieniu z Millerem czy Cimoszewiczem, nowy będzie prawie każdy. Być może stąd narastająca nerwowość w relacjach koalicji Schetyny i partii Biedronia, przejawiająca się w docinkach, a nawet w zablokowaniu przez tego drugiego oficjalnego konta Koalicji Europejskiej na Twitterze. „Lider @wiosnabiedronia tak bardzo nie znosi krytyki, że w żadnej debacie na argumenty z polityczną konkurencją czy mediami nie daje rady. Jak PiS” – piszą więc na Twitterze koalicjanci, a chyba bardziej obrazić się nikogo w tym środowisku nie da.

W komfortowej sytuacji ląduje tymczasem, choć nie wiem, czy już zdaje sobie z tego sprawę, Polskie Stronnictwo Ludowe. Ponieważ decyzję ludowcy ogłosić mają w sobotę, Państwo prawdopodobnie będą już wiedzieć to, czego ja, pisząc ten tekst, jeszcze nie wiem – czy wykorzystają nadarzającą się okazję, czy ulegną presji sondaży i mniej pewnych siebie działaczy stronnictwa.

Koalicja Nowoczesnej, PSL i SLD w wyborach do PE? „Trwają między nami intensywne rozmowy”

Polityczne centrum koalicji w wyborach do PE tworzy się wokół Nowoczesnej, PSL i SLD; trwają między nami intensywne rozmowy – powiedziała szefowa...

zobacz więcej

Specyfika sytuacji Władysława Kosiniaka-Kamysza i jego kolegów bierze się z faktu, że zawsze, gdy koalicja zaczyna być zbyt szeroka, ktoś z bardziej ideowych wyborców, przestaje widzieć w niej propozycję dla siebie. Specyficzna elastyczność PSL sprawia zaś, że, choć może wyglądać to na paradoks, partia ta może być opcją drugiego wyboru zarówno dla chadeckiego zwolennika Platformy, który nie jest w stanie pogodzić się z połączeniem z nią dawnych postkomunistycznych premierów, jak i wyborcy SLD, który odrzuca porozumienie z liberałami.

Co ciekawe, reakcje partyjnych dołów pokazują, że to właśnie po tek stronie mamy więcej przeciwników Koalicji Europejskiej. Jeśli zaś dołożymy do tego obyczajowy konserwatyzm części starszych wyborców SLD, ludowcy wydają się być dla nich wymarzoną opcją. Ba, mogą być nawet ciekawym wyborem dla tych sympatyków PiS, którzy rozczarowani są ostatnimi wydarzeniami na arenie międzynarodowej i ulec mogą patriotycznej. Tyle racjonalnych argumentów socjologa.

Druga strona medalu to jednak trwający od kilku dni, a może nawet tygodni, szantaż sondażowy – wykazywanie, że koalicja wszystkich przeciw PiS, bez Biedronia, ale z ludowcami, może zdobyć minimalnie więcej głosów, niż Prawo i Sprawiedliwość. Magii tych liczb zdaje się ulegać ta część działaczy, która zadowoli się jednym lub dwoma pewnymi mandatami i politycznym pójściem na łatwiznę, choćby kosztem historycznego sztandaru i społecznej legitymacji ze strony elektoratu wiejskiego.

Tusk sonduje nastroje w PO. Szuka chętnych gotowych opuścić Schetynę

Donald Tusk sonduje struktury Platformy Obywatelskiej. Sprawdza jak duże znalazłby tam poparcie dla mającej powstać ponadpartyjnej inicjatywy Ruch...

zobacz więcej

Koalicja Europejska, czy z ludowcami, czy bez nich, chodzi w coraz ostrzejsze zwarcie z Robertem Biedroniem. To jedno z ciekawszych pytań tego sezonu wyborczego – czy Wiosna, która przynajmniej na pozór nie wpisuje się w logikę dwubiegunowego podziału sceny politycznej, ulegnie mu lub zostanie przez niego sprasowana do poparcia na poziomie Kukiz’15, w jakimś stopniu próbującego funkcjonować podobnie odpowiednika po prawej stronie sceny, czy utrzyma swoje poparcie?

Lider partii z biegiem czasu zdradza coraz większą nerwowość i zalicza wpadki, nagłaśniane solidarnie przez obie strony, mające w tym swój polityczny interes. Biedroń obraża kandydatów PiS, posługując się wykluczającym argumentem wieku, a równolegle masowo blokuje na Twitterze konta osób i ugrupowań ze swojej strony politycznej, blokadą taką chwali się nawet sama Koalicja Europejska. To dziwna strategia jak na kogoś, kto na swoich sztandarach ma otwartość i tolerancję.

Chwilami jednak odnieść można wrażenie, że największym przeciwnikiem Koalicji, a już na pewno Grzegorza Schetyny, jest w ostatnim czasie Donald Tusk. Tusk, kolejny arz wypuścił poprzez zaprzyjaźnioną telewizję sygnały, że jest gotów dać się ubłagać i wrócić do krajowej polityki. Zapewnił przy tym, że nie planuje stworzenia nowej partii, myśli jednak o ruchu obywatelskim.

Jak wiemy, podobne byty w polskiej polityce pojawiają się co jakiś czas i jeśli odnoszą sukces, funkcjonują tak samo jak partie, zarówno w praktyce politycznej, jak świadomości wyborców. Tak zaczynała choćby Platforma Obywatelska. Schetyna sprzątnął Tuskowi sprzed nosa pomysł na listę do PE, pytanie jednak, kto będzie szybszy przed krajowymi wyborami i co szef Rady Europejskiej ogłosi 4 czerwca. Jestem zresztą pewien, że odpowiedzi na to pytanie tak naprawdę nie zna sam Donald Tusk, deklarujący na razie wprost jedynie, że nie zamierza zachowywać neutralności w sprawach polskiej polityki. Jednak im więcej Tuska, na którego według badań nie czeka wcale tak wiele osób, jak chcieliby to widzieć jego zwolennicy, tym mniej jego uroku zewnętrznego arbitra, który byłby największym atutem wśród wyborców obdarzonych krótką pamięcią. Każde wystąpienie na tematy bieżące pamięć tę tymczasem przywraca.

Zanim PSL się namyśli (a im dłużej piszę ten artykuł, tym więcej sygnałów, że już się jednak namyśliło), do koalicji przystąpiła Nowoczesna. W klimacie radosnego jednoczenia się wszystkich ze wszystkimi, Ryszard Petru przebąkuje coś o propozycji wspólnego klubu jego dawnej partii i obecnego koła. Przedstawicielka tegoż pojechała w międzyczasie do Watykanu a powrocie oznajmiła, że do Parlamentu Europejskiego wybiera się po to, by postawić kościół katolicki przed trybunałem w Hadze. A nie jest to na pewno ostatnie słowo koalicjantów!

źródło:
Zobacz więcej