Europejscy dżihadyści chcą wracać do domu

Rządy wielu europejskich krajów nie mają złudzeń, że skazanie wielu, o ile nie większości, foreign fighters napotka przeszkody nie do pokonania (fot. REUTERS/Mohammad Ismail)

Około 6 tys. islamskich ekstremistów z Europy przyłączyło się do Państwa Islamskiego. Do tego trzeba dodać drugie tyle kobiet, które wyjechały do Syrii lub Iraku, by związać się z terrorystami, a także dzieci z tych związków. Teraz wielu z nich mówi, że nic złego nie robiło i chce wrócić do domu. W debacie na ten temat zbyt dużo uwagi poświęca się prawom europejskich dżihadystów, ignorując jednocześnie interes tych, którzy z nimi walczyli i ich pokonali.

Dżihadystka chce wrócić do USA. Trump mówi „no”

Hoda Muthana, która uciekła z USA, żeby dołączyć Państwa Islamskiego, chce wrócić do Stanów Zjednoczonych. „Poinstruowałem sekretarza stanu Mike'a...

zobacz więcej

Od kilku dni media na całym świecie żyją historią Shamimy Begum, do niedawna obywatelki brytyjskiej pochodzenia banglijskiego, która w wieku 15 lat wyjechała w 2014 r. z Londynu do Syrii. Wyszła tam za mąż za holenderskiego dżihadystę Yago Riedijka, któremu urodziła syna. Młoda islamistka w końcu dostała się do niewoli Syryjskich Sil Demokratycznych (SDF), czyli zdominowanej przez syryjskich Kurdów i wspieranej przez USA koalicji walczącej z Państwem Islamskim (IS).

Tam Shamima zaczęła udzielać wywiadów, w których bezczelnie domagała się współczucia, choć na pytanie, czy nie przeszkadzało jej, że IS obcinał ludziom głowy, wzruszyła ramionami, stwierdzając, że było to zgodne z prawem islamskim. Dodała też, że niczego nie żałuje, a pobyt w Syrii dobrze wpłynął na nią, gdyż stała się „twardsza”.

By ocieplić wizerunek młodej dżihadystki, niektóre media zaczęły publikować jej zdjęcie w towarzystwie rodziny, która przyjechała z Londynu odwiedzić ją w niewoli SDF, przywożąc w prezencie wielkiego pluszowego misia. Poinformowana o tym, że Wielka Brytania pozbawiła ją obywatelstwa, Shamima stwierdziła, że to niesprawiedliwe; zapowiedziała, że w takim razie chce ubiegać się o obywatelstwo holenderskie i liczy na to, że jej mąż zostanie przeniesiony z kurdyjskiego więzienia w Syrii do kraju tulipanów.

Inna islamistka, pochodząca z Alabamy 24-letnia Hoda Muthana, również postanowiła wrócić do domu. W wywiadzie dla telewizji ABC, całkowicie zrelaksowana, opowiadała o tym, że rzekomo ma taką samą „traumę”, jak porywane i sprzedawane na targach niewolników jezydki.

Uciekła, by żyć w Państwie Islamskim. Straci brytyjskie obywatelstwo

Brytyjski rząd podjął decyzję o pozbawieniu obywatelstwa Shamimy Begum – nastolatki, która cztery lata temu uciekła z Londynu, by żyć w Państwie...

zobacz więcej

Sugerując, że jest ofiarą, wyraziła nadzieję, że ludzie w USA będą czuć do niej sympatię, a po chwili z radosnym śmiechem opowiadała o tym, jak po przybyciu do Syrii IS dało jej listę potencjalnych mężów, z których mogła sobie wybrać jednego.

Reakcja władz USA na oczekiwania Muthany była jednak błyskawiczna. Sekretarz Stanu Mike Pompeo oświadczył, że Muthana nie jest obywatelką USA, bo wprawdzie się urodziła na terenie tego kraju, ale nie objęła jej 14. poprawka (mówiąca o tym, że wszystkie osoby, które urodziły się w USA i pod jurysdykcją tego kraju, uzyskują automatycznie obywatelstwo), gdyż jest córką jemeńskiego dyplomaty i jako taka nie podlegała jurysdykcji amerykańskiej. Sprawę szybko skomentował również sam Trump, który zapewnił, że Muthana nie wjedzie do USA.

Europa głucha na apele Kurdów

Widziałem, jak wyglądają kobiety, które przeszły traumę niewoli seksualnej u zwyrodnialców z IS, jak bardzo są zamknięte w sobie i jak wielki smutek bije z ich oczu. Widziałem też, jak pewna młoda kurdyjska bojowniczka śmiała się, by zagłuszyć strach przed walką. I nic nie przypominało reakcji tych dżihadystek, które robią teraz z siebie ofiary. Ale takich jak one jest znacznie więcej.

W trzech obozach dla uchodźców w kontrolowanej przez SDF części Syrii przebywa ok. 2 tys. pochodzących z zagranicy członków rodzin terrorystów IS, z czego połowa to dzieci. Z Europy, wyłączając Rosję, pochodzi kilkaset z nich. Dotyczy to przy tym tylko Syrii, bo Irak z tym problemem radzi sobie zupełnie inaczej. Ani tam, ani tu nie było jednak woli krajów europejskich nie tylko do repatriacji takich kobiet i ich dzieci (nie mówiąc już o samych zagranicznych terrorystach, tzw. foreign fighters), ale nawet do jakiejkolwiek współpracy z SDF w ich sprawie. A nie jest to nic nowego.

„Chciałabym znaleźć kogoś podobnego na Wyspach”. Brytyjka o mężu-dżihadyście

19-letnia Brytyjka, która przed czterema laty wyjechała z kraju, żeby dołączyć do terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie, poinformowała, że...

zobacz więcej

Już rok temu do Francji o repatriację apelowała Emilie Konig, dżihadystka pochodząca z Bretanii. Francja zignorowała jej prośby i na pozór można by uznać to za właściwe postępowanie. W końcu chodzi o kobietę, która zajmowała się werbowaniem kolejnych europejskich kandydatek na żony terrorystów IS. Problem polega jednak zupełnie na czymś innym.

Gdy w sierpniu 2018 r. byłem w północnej Syrii, wielu przedstawicieli SDF i lokalnej administracji narzekało w rozmowie ze mną na to, że europejskie rządy całkowicie ignorują ich wezwania do rozmów na temat pojmanych przez nich europejskich foreign fighters i członków ich rodzin. Tylko kilka krajów spoza Europy, w tym Rosja i USA, postanowiło przejąć terrorystów pochodzących z ich krajów. Łatwo to zrozumieć, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w Rosji nie ma praworządności, a głos organizacji humanitarnych nikogo nie obchodzi.

W USA jest za to kara śmierci, jest też Guantanamo, a jak będzie trzeba, to i CIA znajdzie sobie w jakimś zaprzyjaźnionym kraju tajne więzienie, gdzie z przejętym terrorystą zrobi, co będzie chciało.

Tymczasem w Europie nie ma kary śmierci, więzienia są luksusowe, a żeby kogoś skazać, trzeba mu udowodnić winę. Jest też masa organizacji, które staną na straży praw repatriowanych terrorystów i ich żon ekstremistek. Fakt, udało się parę osób skazać, ale znacznie więcej chodzi na wolności, często jeszcze pobierając zasiłki jako uchodźcy. Niektórzy z nich zresztą zastraszają prawdziwych uchodźców, np. jezydzkie kobiety, ich dawne niewolnice.

„My tylko pomagaliśmy ludziom”

Rządy wielu europejskich krajów nie mają złudzeń, że skazanie wielu, o ile nie większości foreign fighters, napotka przeszkody nie do pokonania. Niedawno SDF opublikowała nagrania kilku zagranicznych dzihadystów, złapanych w czasie końcowej fazy walk z IS w Syrii, na których twierdzili oni, jakoby nie mieli żadnych związków ze zbrodniami popełnianymi przez IS, a jedynie byli „lekarzami”, „kucharzami” czy też w inny sposób „pomagali ludziom”.

Austria przeciw powrotowi dżihadystów. Dania: nie możemy im go zabronić

Austriacki wicekanclerz odrzucił w czwartek możliwość powrotu do kraju obywateli, którzy walczyli w szeregach Państwa Islamskiego (IS). Z kolei...

zobacz więcej

Bardzo szybko okazało się jednak, że jeden z owych „pomagających” dwa lata wcześniej pozował do zdjęć w jednym z wydawnictw IS, trzymając długi nóż do obcinania głów. Podstawowy problem z sądzeniem tych ludzi związany jest jednak z politycznymi przeszkodami dla pomocy prawnej ze strony czy to rządów Syrii i Iraku, czy też SDF.

Syryjski wymiar sprawiedliwości niewątpliwie jest bezwolnym narzędziem władz tego kraju, a większość państw zachodniej Europy, z których pochodzą foreign fighters, nie utrzymuje z Asadem stosunków dyplomatycznych. To wyklucza pomoc prawną w zakresie postępowania dowodowego, a bez dowodów nie ma wyroku.

Z Irakiem sprawa tylko pozornie wygląda inaczej, bo europejscy obrońcy praw człowieka, również tamtejszy wymiar sprawiedliwości, oskarżają o to, że nie zapewnia uczciwego procesu (zasadność tych oskarżeń budzi ogromne wątpliwości). To zaś negatywnie wpływa na współpracę procesową.

Z SDF jest jeszcze gorzej, bo administracja Północnej Syrii nie jest uznawana, a wiele krajów europejskich, szczególnie Niemcy, boi się podpaść Turkom. Turcja nienawidzi Kurdów, więc wpadłaby we wściekłość i wysłała kolejne pogróżki pod adresem Europy, gdyby doszło do instytucjonalnej współpracy niemieckiej prokuratury z organami Północnej Syrii.

Jeszcze bardziej zagrożenie ze strony powracających foreign fighters i ich rodzin rozumieją służby specjalne. Już w końcu 2017 r. oceniano, że wróciło ich do krajów UE ponad 1,7 tys.

Trzy lata temu dołączyła do ISIS. Teraz chce wrócić do Wlk. Brytanii

Brytyjka, która w 2015 roku dołączyła do ISIS teraz chce wrócić do kraju. Szamima Begum była jedną z trzech uczennic, które wyjechały z Londynu by...

zobacz więcej

Dlatego nie były niczym zaskakującym informacje podawane przez brytyjskie i francuskie media o tym, że Francuzi mieli w czasie bitwy o Mosul płacić Irakijczykom za to, by nie brali do niewoli pochodzących z Francji terrorystów, lecz ich zabijali w czasie walki.

Brytyjczycy mieli natomiast wysłać komando swoich specjalsów, by polowali na dżihadystów mających obywatelstwo Zjednoczonego Królestwa. Rewelacje te nigdy nie zostały ostatecznie potwierdzone, ale pośrednio uwiarygadniały je wypowiedzi ministrów tych dwóch krajów, którzy sugerowali, że lepiej, by te niechciane osoby zginęły niżby miały wracać.

Co mają z nimi zrobić Kurdowie?

Problem z tymi, co przeżyli, nie polega na tym, czy mają oni prawo wracać, czy nie i czy pozbawianie ich obywatelstwa da się pogodzić z europejskimi zasadami praworządności. Właściwy problem polega na czymś zupełnie innym: czy Europa ma prawo umyć ręce, zostawiając SDF z tym fantem.

O sprawie foreign fighters zrobiło się zresztą głośno z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że SDF właśnie zdobył ostatnie tereny kontrolowane przez IS, po drugie zaś dlatego, że w związku z zapowiedzią prezydenta Trumpa z grudnia siły USA wspierające SDF mają się wycofać z Syrii. To powoduje, że rośnie groźba ataku tureckiego na SDF, które w takiej sytuacji nie będzie miało sił, by dalej pilnować jeńców i ich rodzin.

Londyn potwierdza: zaginione brytyjskie nastolatki są w Syrii

Trzy nastolatki z Londynu, które zniknęły z domów w ubiegłym tygodniu przebywają obecnie w Syrii – oświadczyła brytyjska policja. Zdaniem...

zobacz więcej

Zresztą po co mają Europie wyświadczać tę przysługę, jeśli ta odwróci głowę, gdy Turcja ich zaatakuje. Już i tak wielu Syryjczyków i Irakijczyków oskarża państwa europejskie, że nie przeszkadzały one dostatecznie w wyjazdach swoich obywateli do Syrii i Iraku, bo chciały się pozbyć swoich dżihadystów.

To, że ci ludzie będą mordować miejscową ludność, to już Europejczyków miało nie obchodzić. Jednak jedno założenie było chybione: przytłaczająca większość tych dżihadystów, wbrew oczekiwaniom, nie zginęła.

Niestety, europejska (w tym polska) opinia publiczna nie ma zamiaru okazać wdzięczności, choć gdyby SDF nie zdobyło w krwawej walce Rakki, to znacznie więcej zamachów byłoby w Europie. Teraz jednak prawie nikogo nie obchodzi, co mają z foreign foghters zrobić syryjscy Kurdowie, którzy ich trzymają. A powinno.

Jeśli bowiem SDF wypuści trzymanych przez siebie dżihadystów i ich rodziny, będą oni starać się przedostać do Europy w sposób niekontrolowany, udając uchodźców. Konsekwencje mogą być wówczas znacznie gorsze. A to, że może się tak stać, jeśli Europejczycy nie wezmą na siebie odpowiedzialności za rozwiązanie problemu, zapowiedział również Donald Trump.

Istnieje przy tym alternatywa dla repatriacji tych dżihadystów: niech Europa wyśle swoje siły do Północnej Syrii w celu stworzenia na tych terenach „strefy bezpieczeństwa”.

Zabić wszystkich?

W tej dyskusji pojawiają się również głosy nawołujące do pójścia na skróty, czyli pozabijania wszystkich wziętych do niewoli terrorystów.

Dżihadyści zaatakowali cywilów. Jest wiele ofiar

14 cywilów zginęło w ataku dżihadystów na północy Burkiny Faso – poinformowała w nocy z poniedziałku na wtorek burkińska armia. Do incydentu doszło...

zobacz więcej

Pomijając, że trudno byłoby to zrobić z ich rodzinami, w tych głosach brak kluczowej informacji: kto miałby tego dokonać? SDF z całą pewnością nie będzie organizował żadnych masowych egzekucji.

Po pierwsze w Północnej Syrii zniesiono karę śmierci, po drugie nie jest to podmiot uznany międzynarodowo więc wyroki północnosyryjskich sądów też nie będą uznawane przez społeczność międzynarodową. A to oznacza, że jeśli SDF powywieszałby tych terrorystów, nie tylko nie mógłby liczyć na żadną wdzięczność, ale wręcz przeciwnie, zostałby zaatakowany przez liczne media i organizacje, nazwany barbarzyńcą, oskarżony o zbrodnie i stworzono by w ten sposób klimat pod turecką interwencję militarną.

Liczenie, że Kurdowie tak się podłożą, jest nie tylko amoralne ale i bardzo głupie.

W Iraku sytuacja jest inna i sądy tego kraju mogą sobie pozwolić na nieprzejmowanie się protestami międzynarodowych organizacji broniących praw schwytanych tam terrorystów. Dlatego wyroków śmierci jest sporo i są one wydawane również na osoby, które przybyły do tego kraju z Europy, także kobiety.

Trump apeluje: Przyjmijcie islamskich bojowników

Prezydent USA Donald Trump poprosił na Twitterze w niedzielę, by Wielka Brytania, Francja, Niemcy i inni europejscy sojusznicy przyjęli z powrotem...

zobacz więcej

Choć zdarzają się przypadki, w których nawet Irak ugina się pod presją, np. sprawa Lindy Wenzel, niemieckiej dżihadystki, która przybyła do Mosulu w 2016 r. w wieku 16 lat. Na terenach Państwa Islamskiego była członkinią żeńskiego komanda, które terroryzowało miejscowe kobiety oskarżane o „nieobyczajne zachowanie”.

Większość jej „koleżanek z pracy” zawisło, a ona w wyniku nacisków mediów i rządu Niemiec dostała w 2018 r. wyrok sześciu lat.

W debacie na temat foreign fighters i ich rodzin pomija się też problem przyszłości dzieci urodzonych w tych związkach. Jeśli będą one dorastać w swoich dżihadystycznych rodzinach, również wyrosną na ekstremistów, a często terrorystów. To ich otoczenie przesądzi o ich przyszłości, a zarazem o tym, czy niektóre z nich będą stanowić zagrożenie terrorystyczne.

Dlatego należałoby odebrać przynajmniej te najmniejsze spośród nich, mające mniej niż 1-2 lata, i przeznaczyć do anonimowej adopcji. Niestety znów widać tu brak skłonności do podejmowania takich odważnych decyzji, choć w Iraku i Syrii wszyscy, łącznie z pracownikami organizacji pomocowych, zdają sobie sprawę z tego, że te dzieci pozostawione same sobie będą tykającą bombą zegarową.

źródło:
Zobacz więcej