Pierwowzór G.I. Joe. Z Biblią w plecaku odparł atak japońskiego regimentu

Mitchell Paige został odznaczony Medalem Honoru (fot. Navy.mil/United States Marine Corps)

Obrona Wizny, bitwa pod Hodowem w 1694 roku, gdzie czterystu Polaków pokonało około 40 tys. Tatarów – w naszej historii nie brakowało starć zasługujących na miano Termopil. Jeżeli chodzi jednak o dysproporcję w liczebności przeciwników, nic nie może się równać z wyczynem Amerykanina Mitchella Paige'a, który podczas bitwy o Guadalcanal w trakcie wojny na Pacyfiku niemal w pojedynkę powstrzymał atak 2,5 tys. żołnierzy japońskich. Otrzymał za to Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe.

Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca...

zobacz więcej

Bardzo rzadko, ale zdarzało się, że jeden człowiek jest w stanie odwrócić losy bitwy. Niewiele przypadków w historii ludzkości udowadnia to lepiej niż niesamowita historia Mitchella Paige'a. Ale po kolei. Urodził się 31 sierpnia 1918 roku w Charleroi w stanie Pensylwania w rodzinie etnicznych Serbów, którzy wyemigrowali z Pogranicza Wojskowego na krańcu monarchii austro-węgierskiej.

Rodzice dbali o to, żeby mały Mihajło Pejić, jak go nazwali rodzice, pamiętał o swoich korzeniach. Był karmiony historią m.in. średniowiecznej bitwy na Kosowym Polu. Wprawdzie w 1389 roku bałkańscy Słowianie nie zdołali odeprzeć osmańskiej ofensywy, ale starcie miało ogromne znaczenie dla kształtowania się świadomości narodowej Serbów. Mitchell był wraz z bratem wychowywany przez matkę również na dumnego Amerykanina.

Liścik w kanapkach

Kombinacja serbskiej nieustępliwości i amerykańskiego patriotyzmu przyniosła niezwykły skutek podczas walk na Dalekim Wschodzie. Zresztą kariera wojskowa była mu pisana. Gdy miał 17 lat, przeszedł ponad 300 km do punktu rekrutacyjnego marines w Baltimore. Otrzymał przy tym błogosławieństwo matki, która do kanapek dołożyła mu kartkę z cytatem z Biblii: „Ufaj Panu, synu, on zawsze cię będzie prowadzić”. Mitchowi podziękowano jednak i odesłano do domu. Kazano mu wrócić po osiągnięciu pełnoletniości.

Do Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych zaciągnął się po ukończeniu szkoły średniej McKeesport w Pensylwanii. Szkolenie rozpoczął 1 września 1936 roku w Baltimore. W listopadzie przetransferowano go do bazy marines w Quantico w stanie Virginia. Skierowano go do służby na pancerniku USS Wyoming, na którym został strzelcem. Przed wybuchem II wojny światowej służba zawiodła Paige'a m.in. na Kubę, do Portoryko oraz chińskiego Tiencinu, gdzie niemal przez rok był członkiem kompanii karabinów maszynowych. Brał udział w akcji ratunkowej gdy w 1939 roku wylała rzeka Hai Ho.

Miał też smykałkę do sportu. Podczas służby załapał się do drużyny bejsbolowej złożonej z najlepszych amerykańskich marynarzy, wziął też udział w meczu bokserskim przeciwko reprezentacjom innych alianckich jednostek.

Medal dla bohaterskiego psa-sapera

W londyńskich koszarach Wellingtona odbyła się wyjątkowa uroczystość wręczenia odznaczenia za służbę wojskową. Medal Dickina otrzymała Lucca,...

zobacz więcej

Po ataku na Pearl Harbor dokonanym przez Japończyków 7 grudnia 1941 roku razem z 7 Regimentem Marines został przeniesiony na Samoa. Stamtąd jego jednostka trafiła we wrześniu 1942 roku na Guadalcanal w archipelagu Wysp Salomona, gdzie trwała już jedna z najważniejszych bitew w teatrze Azji Dalekowschodniej.

Strategiczny cel

Po zajęciu Wysp Marshalla i Gilberta, a następnie Wysp Salomona Japończycy wybudowali na strategicznie położonej wyspie Guadalcanal lotnisko. Amerykanie ocenili, że samoloty startujące z niego mogą zagrażać ich liniom komunikacyjnym. Z drugiej strony, w przypadku zajęcia wyspy, alianci mogli, startując z tego lotniska, przeprowadzać naloty nawet na Tokio.

Japończycy mieli jednak inny priorytet dla lotniska. Głównym celem samolotów na nim służących było zapewnienie szybkiego zwycięstwa nad Nową Gwineą, co otwierało drogę do dalszej ekspansji na południe i południowy wschód Pacyfiku. Musieli więc za wszelką cenę utrzymać panowanie nad wyspą, zaś Amerykanie chcieli ją za wszelką cenę zdobyć jako dogodne miejsce do rozpoczęcia własnej kontrofensywy.

Zaczęły się osobliwe zabiegi strategów. Gdy amerykańska flota desantowa zbliżyła się do Wysp Salomona, Japończycy zlekceważyli ją, oceniając, że to tylko pokaz siły. Nie przewidzieli, że dla niedoświadczonych w walkach w tropikach aliantów operacja będzie miała ogromne znaczenie, wręcz kluczowe dla rozwoju własnej strategii.

Amerykanie mogli wypróbować w warunkach bojowych nowy sprzęt, m.in. amfibie, nowe granaty, miotacze płomieni, ale także mundury, racje żywnościowe czy medykamenty. Bardzo ważne było także wypróbowanie nowych metod walki w tropikalnej dżungli przy wysokiej temperaturze i wilgotności powietrza. Doświadczenie zdobyte na Guadalcanal Amerykanie wykorzystywali jeszcze podczas wojny w Wietnamie 30 lat później.
Paige służył na pancerniku USS Wyoming (fot. Wiki/U.S. Navy)

Poszedł na pierwszy ogień. Gnyś pierwszym zwycięzcą II wojny światowej

To była niemal samobójcza misja. Ociężały górnopłat stanął do walki z nowoczesnymi niemieckimi maszynami. Władysław Gnyś wiedział, że nie ma szans....

zobacz więcej

Starcia morskie o Guadalcanal były niezwykle zacięte. Alianci stracili m.in. dwa lotniskowce, sześć ciężkich i dwa lekkie krążowniki oraz czternaście niszczycieli. Japończycy stracili natomiast lotniskowiec, dwa pancerniki, trzy ciężkie krążowniki, jedenaście niszczycieli i sześć okrętów podwodnych. Obrońcy szybko zorientowali się, że inwazja na Wyspy Salomona to nie tylko „piracki rajd”, jak go nazwano w jednej z przechwyconych depesz.

Wielka bitwa morska była zapowiedzią niezwykle trudnych walk na wyspie z udziałem piechoty. Już pierwszy patrol wysłany na Guadalcanal w celu sprawdzenia pozycji Japończyków został doszczętnie rozbity, przeżyło zaledwie trzech z 23 zwiadowców. Co ciekawe, sam desant odbył się jednak sprawnie, a lotnisko zajęto niemal bez walki.

Osobliwy epizod

Był to jeden z najdziwniejszych epizodów tej kampanii. Japończycy wycofali się bowiem w góry w celu przeczekania amerykańskiego ataku. Gdy zorientowali się, że to operacja na wielką skalę, było już za późno. Mogli tylko starać się wyprzeć aliantów z lądowiska nazwanego przez zdobywców lotniskiem Hendersona na cześć pilota marines Loftona R. Hendersona, który zginął podczas bitwy o Midway.

Pierwsza znacząca potyczka miała miejsce przy ujściu rzeki Tenaru. Około dziewięciuset Japończyków mających odeprzeć część amerykańskiego kontyngentu dostało się pod solidny ostrzał. Atakujący zostali wybici niemal do nogi. Umożliwił to sierż. Jacob Vouza z podległej Brytyjczykom Policji Tubylczej Wysp Salomona. Vouza został schwytany przez Japończyków i był torturowany, ale zdołał zbiec. Doczołgał się do amerykańskich pozycji i ostrzegł o szykowanym ataku.

Wróćmy do Paige'a, wówczas dowódcy plutonu i operatora karabinów maszynowych. Jak wspomniano, dotarł on na Guadalcanal we wrześniu 1942 roku. 25 października wieczorem siedział w swoim okopie na wzgórzu, gdy wypatrzył, że zbliżają się znaczne siły nieprzyjaciela. Nie mógł ocenić ich liczebności, ale masa latarek mogła świadczyć o potężnej drugiej ofensywie mającej na celu odbicie strategicznego lotniska.

Uratował zakładnika i kolegów z oddziału. Amerykański komandos wyróżniony

– To doskonały, cichy profesjonalista – powiedział prezydent Barack Obama, wręczając komandosowi Navy SEAL Edwardowi Byersowi Medal Honoru,...

zobacz więcej

Obrońcy mieli ograniczoną widoczność i nie zdecydowali się pierwsi otworzyć ognia. Mogli tylko czekać, przysłuchując się grzechotaniu gąsienic japońskich pojazdów. Hałas miał prawo wlać strach w serca alianckich żołnierzy, z których znaczna część miała niewielkie doświadczenie bojowe.

Kanonada

Około godz. 2 nad ranem Paige mógł już słyszeć rozmowy Japończyków. Wiedział, że nieprzyjaciel jest w zasięgu karabinów maszynowych. Przeczołgał się pomiędzy stanowiskami swojego liczącego 33 żołnierzy plutonu i wydał rozkaz otworzenia ognia na sygnał. Kanonada Amerykanów długo jednak nie trwała. Karabiny szybko się przegrzały i doszło do walki wręcz.

Sytuacja wkrótce zrobiła się groźna dla broniących. Japończycy dowodzeni przez płk. Akinosuke Okę zdołali zdobyć pozycję zajmowaną przez kompanię Fox na lewej flance, zaś kompania George nie mogła zagwarantować dwóm pozostałym wsparcia ogniowego, gdyż narażałoby to własnych kolegów na ostrzał. Po częściowym odparciu pierwszego ataku Paige przeczołgał się między amerykańskimi pozycjami i dokonał szybkiego przeglądu sprzętu, wyczyścił i przygotował karabiny maszynowe do dalszej walki.

Wkrótce nastąpił kolejny atak. Po kilku godzinach starcia sierż. Paige został sam, otoczony przez Japończyków. Wszyscy koledzy z jego kompanii zginęli lub byli ranni i nie nadawali się do walki. Po przedostaniu się na pozycję kompanii George zarekwirował znajdujący się tam karabin maszynowy i rozkazał dwóm rannym nałożyć bagnety i iść za nim. Trójka ponownie włączyła się do walki.

Gdy zaczęło zmierzchać i jego stanowisko zostało zniszczone, Paige, wciąż pod japońskim ostrzałem, ruszył do trzeciego karabinu maszynowego. Wkrótce dołączyło do niego trzech rannych marines z pasami nabojów. Żaden z podwładnych nie nadawał się do walki, ale sam Paige mógł dalej się ostrzeliwać i powstrzymywać japońską ofensywę.

Zabić kajzera. Ściśle tajna misja RAF-u

Ten atak miał zmienić bieg I wojny światowej i oszczędzić setki tysięcy ludzkich istnień. Dzięki francuskim materiałom wywiadowczym Anglicy...

zobacz więcej

Nec Hercules contra plures

W tym przypadku nie spełniło się znane od starożytności powiedzenie „nec Hercules contra plures”. Wprawdzie Japończycy doszli do pozycji Paige'a, ale ten ostrzeliwując się z ciężkiego karabinu trzymanego w dłoniach, niczym Rambo, zdołał ich powstrzymać i zmusić do odwrotu.

Około godz. 5 rano Japończycy wciąż posuwali się do przodu z innych stron i byli bliscy zdobycia strategicznego wzgórza. Paige dokonał wówczas ostatniego kontrataku, uniemożliwiając nieprzyjacielowi zajęcie grzbietu, co otwierałoby drogę do pozycji dowództwa batalionu. Gdy zbliżała się kolejna fala szturmujących, Paige poprowadził garstkę rannych do szarży z bagnetami. – Bagnety na broń i za mną! – brzmiała krótka komenda. Sam zbiegał po wzgórzu z karabinem maszynowym w dłoniach.

Jeden z japońskich oficerów opróżnił w kierunku amerykańskiego sierżanta cały magazynek pistoletu, ale wszystkie kule chybiły. Następnie rzucił się na Paige'a z mieczem samurajskim, ale padł po serii z karabinu maszynowego. Szarża zakończyła się u podnóża wzgórza. Japończycy wycofali się. Regiment liczący 2,5 tys. żołnierzy przez 10 godzin nie zdołał pokonać w zasadzie osamotnionego i wielokrotnie rannego Amerykanina.

– Trzymałem spust, dopóki broń nie zaczęła parować. Przede mną leżał stos ciał. Obiegałem grzbiet od bunkra do bunkra, żeby móc liczyć na wsparcie, ale na każdym stanowisku widziałem tylko martwych strzelców piechoty morskiej. Wiedziałem, że jestem zdany tylko na siebie – opowiadał później.

Kucharze, do ataku!

Na innym odcinku Japończycy zdołali zająć jeden z grzbietów wzgórza. Mjr Odell M. Conoley, oficer z 2 batalionu 7 Regimentu Marines, ruszył z własną misją straceńczą. Do przeprowadzenia kontrataku zdołał zebrać 17 żołnierzy, w tym specjalistów od komunikacji, kucharza, obsługę kuchni polowej i jednego członka orkiestry wojskowej. Do oddziału dołączali pojedynczy żołnierze z rozbitych bunkrów.

Bitwa o Guadalcanal była niezwykle zacięta (fot. USMC)

Rycerze niebios. Jak niemiecki as uratował Latającą Fortecę

II wojna światowa nie miała sobie równych pod względem okrucieństwa. Z jednej strony nazistowskie obozy zagłady, z drugiej – sowieci nieliczący się...

zobacz więcej

Do godz. 6 rano improwizowana grupa wykurzyła Japończyków, ostatecznie przerywając atak płk. Oki. Marines naliczyli 98 ciał japońskich żołnierzy na grzbiecie i ponad 200 w wąwozie poniżej wzgórza. Straty własne wyniosły 14 zabitych i 32 rannych.

Kilka tygodni po bitwie Paige został awansowany na podporucznika. Na początku 1943 roku przeniesiono go wraz z 1 Dywizją Piechoty Morskiej do australijskiego Melbourne. Dowództwo nie zapomniało o stosownym odznaczeniu bohatera. Wiosną dowódca marines gen. Alexander A. Vandegrift przedstawił Paige'a do Medalu Honoru, najwyższego odznaczenia w amerykańskiej armii, a w czerwcu awansował go do stopnia porucznika.

We wrześniu 1943 roku dywizja Paige'a została skierowana do Nowej Gwinei, gdzie brała udział w wielotygodniowej krwawej bitwie o przylądek Gloucester w Nowej Brytanii. Po kilku miesiącach wyczerpujących walk Amerykanie zdołali wyprzeć Japończyków. O zaciętości starcia świadczy fakt, że był to jeden z niewielu epizodów, w którym alianci ponieśli wyższe straty niż Japończycy.

Laur od prezydenta

Latem następnego roku Paige został odesłany do Stanów Zjednoczonych, gdzie skierowano go do szkolenia żołnierzy w Camp Matthews w Kalifornii. Wojnę zakończył w stopniu kapitana i Medalem Honoru przyznanym mu przez prezydenta Franklina Delano Roosevelta. W rozkazie wskazano, że Paige popisał się „nadzwyczajnym bohaterstwem i wybitną walecznością”.

„Sierż. Paige dowodząc oddziałem karabinów maszynowych, z nieustraszoną determinacją kierował ogniem swoich żołnierzy, dopóki wszyscy nie zginęli bądź nie odnieśli ran. W śmiertelnej nawale ogniowej Japończyków sam obsługiwał swój karabin maszynowy, a gdy ten został zniszczony, wziął kolejny i dalej prowadził miażdżący ostrzał, dopóki nie otrzymał wsparcia. Następnie nie bacząc na własne bezpieczeństwo, poprowadził atak z użyciem bagnetów, odpierając wroga i zapobiegając powstaniu wyrwy w naszych liniach” – wskazał Roosevelt w rozkazie.

Zagadka śmierci giganta jazzu rozwiązana? Historyk wyklucza winę RAF-u

Był największą gwiazdą muzyki przełomu lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Wylansował więcej numerów 1 niż Elvis Presley i Beatlesi. Subtelnym jazzem...

zobacz więcej

„Jego wybitna postawa i nieprzejednane oddanie służbie nawiązały do najwspanialszych tradycji Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych” – chwalił prezydent.

Do końca służby Paige brał udział w szkoleniu żołnierzy i dowódców plutonu. Przed przejściem na emeryturę w 1964 roku został awansowany na pułkownika. Nie nudził się na emeryturze. Spisał wspomnienia. Początkowo nawet nie chciał tego robić, ale przekonał go do tego przyjaciel i również były żołnierz marines, wybitny aktor Lee Marvin. Wydana w 1975 roku książka „A marine named Mitch” doczekała się kolejnych wznowień i z pewnością będzie miała kolejne, dowództwo Korpusu Marines wciągnęło ją bowiem na listę polecanych lektur.

G.I. Joe

Paige został też uhonorowany w nietypowy sposób. Producent zabawek G.I. Joe wybrał go jako modela do serii figurek żołnierzy odznaczonych Medalem Honoru. Reprezentował Korpus Marines. Seria ta jest bardzo ceniona przez kolekcjonerów. W 1998 roku odebrał również przyznane mu w 1936 roku najwyższe odznaczenie amerykańskich skautów – Eagle Scout. Jest jednym z zaledwie siedmiu ludzi będących jednocześnie kawalerami najwyższych odznaczeń US Army oraz skautów.

Mitchell Paige zmarł 15 listopada 2003 roku. W jednym z wywiadów wyznał, że narażanie życia dla ojczyzny miało jeszcze jeden wymiar. – Nigdy nie zapomnę porannego siedzenia w okopie, tuż po całonocnej walce, również wręcz, z przeważającymi siłami japońskimi. Byłem zakrwawiony, poparzony i ranny. Opróżniłem plecak w poszukiwaniu czegoś, czym zatamowałbym krwawienie z rany zadanej bagnetem przez jednego z wrogów, i znalazłem moją małą Biblię. Wziąłem ją w zakrwawione ręce, a Opatrzność sprawiła, że otworzyłem ją na Księdze Przysłów, rozdział trzeci. Pierwsze, na co natrafiłem, to słowa powtarzane mi przez matkę: „Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna...”.

źródło:
Zobacz więcej