Łukasz Schreiber: Musimy bronić swojego rynku jak Francuzi czy Niemcy

Gdyby mer Paryża cieszył się z wygranego przetargu przez azjatycka firmę, miałby zapewne gigantyczne problemy – mówi Łukasz Schreiber, poseł i sekretarz stanu w kancelarii premiera. W ten sposób komentuje reakcję prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego na wynik przetargu ws. dostawy tramwajów dla stolicy. Z przetargu zwycięsko wyszła koreańska firma Hyundai Rotem, ale bydgoska Pesa zdążyła już złożyć odwołanie od tej decyzji. Wiceminister czeka na odpowiedź ratusza, m.in. w sprawie wątpliwości dotyczących warunków zamówienia.

Pesa odwołała się w sprawie przetargu na tramwaje w Warszawie

„Potwierdzamy, że Pesa wniosła odwołanie do KIO [Krajowej Izby Odwoławczej] w sprawie rozstrzygnięcia przetargu na dostawę taboru dla Tramwajów...

zobacz więcej

Pesa odwołała się od wyników przetargu na tramwaje w Warszawie, uznając, że Hyundai nie jest w stanie sprostać tak wyśrubowanym zobowiązaniom technicznym za cenę, jaką zadeklarował. Myśli pan, że uda się odwrócić losy przetargu?

Nie jestem lobbystą jednej firmy, o co mnie posądzano, ale warto się zastanowić na kilkoma sprawami. Po pierwsze radość prezydenta Rafała Trzaskowskiego z tego, że wygrywa koreańska firma. Gdyby mer Paryża zachował się u siebie podobnie, to miałby zapewne gigantyczne problemy. U nas, gdy wyraziłem swoje wątpliwości, to zarzucono mi, że chcę ustawiać przetargi.

Pytał pan ratusz, czy podczas przetargu zmieniono Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia, tzw. SIWZ. Dostał pan odpowiedź?

Pytałem, czy zmieniono warunki SIWZ na wniosek koreańskiej firmy. Jeśli tak się stało, to dlaczego zdecydowano się na taką zmianę? Nie mam odpowiedzi, na razie jest tylko milczenie z tej strony.

Inne pytanie, to czy miasto zapewniło w przetargu tzw. minimalny kontent unijny na tę inwestycję?

Minimalny kontent unijny to przykład, jak każdy kraj zachodnioeuropejski broni swojego rynku przed azjatyckimi produktami. One są rzeczywiście często dużo tańsze, ale to nie znaczy, że są dużo lepsze. Przypomnę, że to właśnie obecna większość parlamentarna zmieniła zapisy o prawach zamówień publicznych, dzięki czemu cena nie musi być głównym kryterium w przetargach. Czy otwarcie naszego rynku na artykuły azjatyckie leży w interesie Polski? W moim przekonaniu, to nie jest w naszym interesie. Polski kapitał ma ogromne znaczenie i polscy samorządowcy powinni zdawać sobie z tego sprawę. To nie jest tak, że po prostu ktoś wygrał przetarg za dwa miliardy złotych i nie ma do czego wracać.

Europoseł PiS złożył do KE interpelację ws. przetargu na warszawskie tramwaje

Europoseł Kosma Złotowski z Prawa i Sprawiedliwości złożył do Komisji Europejskiej interpelację ws. przetargu na warszawskie tramwaje. Jak...

zobacz więcej

Koreańczycy nie mają doświadczenia, nie mają kadr, ale przecież na rynku są fachowcy, choćby w Pesie. Jeden konstruktor już przeszedł na ich stronę. Myśli pan, że headhunterzy Hyundaia kręcą się wokół ekspertów bydgoskich zakładów, a ci cyzelują swoje cv?

Ta branża jest dość specyficzna. Nie ma stu firm w Polsce i tysiąca w Europie, które produkują tramwaje. Pamiętajmy, że w tym przetargu wzięła jeszcze udział jedna zachodnioeuropejska firma (konsorcjum firm Stadler i Solaris Tram), która złożyła drugą co do ceny ofertę, ale ją wycofała, bo stwierdziła, że nie ma takich mocy przerobowych, by wyrobić się w terminie. Z drugiej strony pojawia się azjatycka firma, która ma bardzo małe doświadczenie i deklaruje, że zrobi wszystko w terminie za niższą cenę. Przypominam, że nie mówimy tu o zamówieniu rzędu pięciu tramwajów tylko o ponad 200.

A może Pesa po prostu dała zawyżoną cenę i przez to nie była dość konkurencyjna na naszym rynku?

Nie podejmuję się tego rozstrzygać, ale skoro wspomniany bardzo doświadczony gracz na rynku z zachodniej Europy rezygnuje z tego zlecenia, to widać, że naprawdę nie każdy może się go podjąć. A a po drugie – że ta cena (Pesy) nie jest jakoś szokująco wysoka. Z pewnością należy też zachować ostrożność w ferowaniu wyroków. Mamy w końcu prawo o zamówieniach publicznych i sprawa nie jest zakończona. Jednak jeśli nie będziemy chronić naszego rynku, oczywiście w zupełnie legalny sposób, bez ustawiania przetargów, tak jak to robią Niemcy czy Francuzi, to nie posłuży to naszym interesom.

Czy państwo, jako główny akcjonariusz Pesy, chce jeszcze coś zrobić w tej sprawie?

Na razie nic. Nie występuję w tym przypadku jako przedstawiciel Pesy czy nawet Skarbu Państwa, tylko zadaję pytania, korzystając z mandatu poselskiego.

źródło:
Zobacz więcej