Pięć lat temu Majdan spłynął krwią. Rosja wciąż chce pożreć Ukrainę

W poniedziałek za dusze bohaterów tzw. Niebiańskiej Sotni odmówiona zostanie modlitwa (fot. PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO)

Mija pięć lat od najkrwawszych walk na Majdanie Niepodległości w Kijowie. 18 lutego 2014 roku jednostki podległe prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi zaczęły krwawo pacyfikować miasteczko namiotowe. W ciągu kilku dni zginęło około stu demonstrantów. W poniedziałek UE zgodziła się na wprowadzenie nowych sankcji wobec ludzi Kremla. W trwającym wciąż konflikcie w Donbasie zginęło już ponad 10 tysięcy osób.

„Anonimowe” rosyjskie samoloty nad Bałtykiem. Przechwycone przez NATO

Myśliwce NATO chroniące przestrzeń państw bałtyckich cztery razy startowały w ubiegłym tygodniu do rozpoznania pięciu rosyjskich samolotów. Polska...

zobacz więcej

Pięć lat temu, 18 lutego 2014 roku, w Kijowie rozpoczęły się uliczne walki między uczestnikami ukraińskiej Rewolucji Godności a wysłanymi przez władze siłami MSW i Berkutu. Na Majdanie doszło do pacyfikacji miasteczka namiotowego, zginęło kilkunastu demonstrantów, a w ciągu kilku kolejnych dni starć liczba zabitych sięgnęła setki. Ponad pół tysiąca osób zostało rannych. W poniedziałek za dusze bohaterów tzw. Niebiańskiej Sotni odmówiona zostanie modlitwa, a uczestnicy tamtych wydarzeń zgromadzą się pod krzyżem upamiętniającym zabitych demonstrantów.

Największe na Ukrainie manifestacje – Euromajdan – zaczęły się w listopadzie 2013 roku, po tym jak prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz wstrzymał przygotowania do podpisania umowy z Unią Europejską. Kulminacja dramatycznych walk miała miejsce 20 lutego 2014 roku i stała się punktem zwrotnym dla Ukrainy. Następnego dnia, pod naciskiem Zachodu, Janukowycz podpisał z opozycją porozumienie i przywrócił konstytucję z 2004 roku. Prorosyjski prezydent uciekł następnie z kraju i schronił się w Rosji. Władza przeszła w ręce opozycji, a w marcu 2014 roku podpisano część polityczną umowy stowarzyszeniowej z Unią, w czerwcu zaś umowę gospodarczą.

Rosja nie mogąc pogodzić się z takim obrotem spraw, łamiąc prawo międzynarodowe, anektowała Półwysep Krymski i wywołała wojnę na wschodzie Ukrainy, która trwa do dziś. Na półwyspie wciąż trwa prześladowanie Tatarów krymskich, którzy pozostali lojalni wobec władz w Kijowie. Kreml stara się nie tylko łamać ich opór siłą, poprzez aresztowania i wyroki więzienia dla opozycjonistów, ale także próbuje niszczyć ich tożsamość narodową.

Wstępna zgoda UE na nałożenie dodatkowych sankcji na Rosję

Jest wstępna zgoda w Unii Europejskiej na nałożenie sankcji na Rosję za atak na ukraińskie okręty w pobliżu Morza Azowskiego. Brukselska...

zobacz więcej

Moskwa, pomimo apeli Zachodu i kolejnych sankcji, wciąż wspiera operujących na wschodzie Ukrainy prorosyjskich separatystów. Wykonuje również kolejne agresywne ruchy wobec władz w Kijowie, podważając w dalszym stopniu integralność tego kraju. Prorosyjscy rebelianci okupują około jednej trzeciej powierzchni okręgów donieckiego i ługańskiego, a na ich terenach ustanowili samozwańcze republiki ludowe: doniecką i ługańską.

Kreml jest nie tylko odpowiedzialny za tysiące ofiar cywilnych na Ukrainie, ale również działania terrorystyczne – jak chociażby zestrzelenie przez prorosyjskich separatystów w lipcu 2014 r. cywilnego samolotu pasażerskiego Malaysia z 298 osobami na pokładzie.

Rosja wciąż nie przestrzega również porozumienia z Mińska o zawieszeniu broni z 2015 roku i przekazuje separatystom nowoczesne uzbrojenie. Korzystają oni m.in. z zakazanych przez międzynarodowe konwencje pocisków moździerzowych Grań kalibru 120 milimetrów. Kreml zaognia konflikt na Ukrainie, by oddziaływać zarówno na społeczeństwo ukraińskie - tak jak obecnie, gdy za kilka miesięcy w tym kraju odbędą się wybory prezydenckie - jak i na państwa zachodnie.

Przykładem takiego działania było ostrzelanie w listopadzie zeszłego roku przez rosyjskie służby graniczne na Morzu Azowskim trzech ukraińskich okrętów oraz zatrzymanie 24 marynarzy. Kijów uważa, że Moskwa stara się przejąć kontrolę nad tym akwenem i zablokować tym samym pracę ukraińskich portów w Mariupolu i Berdiańsku. Morze Azowskie i Cieśnina Kerczeńska to – zgodnie z umowami dwustronnymi – wewnętrzne terytoria obu państw, które mają na nim swobodę żeglugi. Rosja podważa te zapisy i stara się siłą zmienić stan rzeczy.

Pomimo licznych apeli Zachodu Moskwa nie uwolniła marynarzy. Ostatecznie w poniedziałek UE zdecydowała się – jak dowiedziała się nieoficjalnie brukselska korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka – wpisać osiem osób odpowiedzialnych za atak i zatrzymania na czarną listę. Oczywiście nie można się spodziewać, by wśród ukaranych znalazł się główny winny prowadzenia przez ten kraj agresywnej polityki, czyli prezydent Władimir Putin.

Gruziński parlament: kary za mapy Gruzji bez Abchazji i Osetii Południowej

Władze w Tbilisi planują wprowadzenie kar za drukowanie i rozpowszechnianie map Gruzji bez Abchazji i Osetii Południowej – poinformowało radio Echo...

zobacz więcej

Wpisani na listę mają mieć zakaz wjazdu do Unii i zamrożone aktywa w Europie. Wciąż jednak nie uzyskano jednomyślności co do zaostrzenia wobec Kremla restrykcji gospodarczych, nałożonych po aneksji Krymu. O tym, że będą nad tym w UE w przeciągu najbliższych kilku tygodni trwały prace, zapewniała w poniedziałek szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. – Nie widzimy pozytywnych kroków ze strony Rosji. To dlatego państwa członkowskie jak dotąd zawsze powtarzały swoją wolę utrzymania sankcji – podkreśliła.

Ukraina wciąż stara się przekonywać Zachód do stosowania jak najostrzejszych sankcji wobec Rosji, w celu powstrzymania jej neoimperialnych zapędów i powrotu do sytuacji sprzed aneksji Krymu. Kijów zwraca przy tym uwagę na wielowymiarową politykę dezinformacyjną stosowaną przez Kreml. Przed tygodniem ukraińskie ministerstwo informacji przedstawiło raport zatytułowany – „Biała księga informacyjnych operacji przeciw Ukrainie w latach 2014-2018”. Według władz w Kijowie Kreml wydaje na wojnę propagandową miliardy dolarów w celu manipulowania opinią publiczną Zachodu. Wykorzystywane przez rosyjską propagandę tematy to m.in. rzekome związki Ukrainy z Państwem Islamskim, oskarżanie tego kraju o zestrzelenie malezyjskiego pasażerskiego boeinga czy rzekoma obecność w Donbasie wojsk NATO.

Jak widać po oporze Zachodu przed zastosowaniem ostrzejszych sankcji, rosyjska propaganda przynosi efekty. Najważniejsze zachodnie stolice z Berlinem, Paryżem i Rzymem na czele, pomimo prowadzenia przez Rosję w dalszym ciągu agresywnej polityki w regionie, zacieśniają współpracę gospodarczą w Kremlem. Stawia to pod znakiem zapytania zarówno ich deklarowaną krytyczną postawę wobec działań Moskwy, jak i skuteczność stosowanych wobec niej sankcji gospodarczych. Bardziej zdecydowane pod tym względem są Stany Zjednoczone, które nie dość, że wprowadzają kolejne kary wobec Rosji, to wspierają Ukrainę dostawami nowoczesnego uzbrojenia.

Działania te są niezbędne, gdyż wciąż istnieje ryzyko rozszerzenia się konfliktu poza Donbas. Podczas zeszłotygodniowego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. politycznych Miroslav Jencza zwracał uwagę, że konflikt na wschodniej Ukrainie „nie jest ani uśpiony, ani zamrożony”. – To konflikt w sercu Europy, który wciąż przynosi ofiary – dodał.

Rosja wycofuje ze szkół na Krymie podręcznik skrytykowany przez Tatarów

Z bibliotek i szkół na anektowanym przez Rosję Krymie zostanie wycofany jeden z podręczników do historii – podało radio Echo Moskwy. Chodzi o...

zobacz więcej

Według danych ONZ najwyższą cenę za konflikt na wschodzie Ukrainy płacą cywile, gdyż od jego rozpoczęcia w 2014 roku zginęło ponad 3,3 tysięcy osób, rannych zostało około 9 tysięcy, a 1,5 miliona zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Podczas spotkania ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzia oskarżał Zachód i Ukrainę o utrzymywanie konfliktu w Donbasie.

Spotkało się to ze zdecydowaną postawą ambasador RP przy ONZ Joanny Wroneckiej, która powiedziała, że należy pamiętać, „kto w tym przypadku jest ofiarą, a kto agresorem”. Rosyjską agresję na Ukrainę określiła jako utrzymujące się zagrożenie dla całego regionu. – Polska w pełni popiera suwerenność Ukrainy, jej integralność terytorialną, włączając w to obszary morskie – podkreśliła Wronecka.

– Rosja wciąż uzbraja, szkoli, dowodzi swoimi siłami zastępczymi i wraz z nimi prowadzi walkę we wschodniej Ukrainie, wprost naruszając zobowiązania wynikające z porozumień mińskich, w tym natychmiastowe i kompleksowe zawieszenie broni – powiedział z kolei p.o. stałego przedstawiciela USA przy ONZ Jonathan Cohen. Dodał, że jedynym akceptowalnym rozwiązaniem dla tego konfliktu jest wycofanie rosyjskich sił ze wschodniej Ukrainy i Krymu.

Sprawę Ukrainy poruszał w dwustronnych rozmowach na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa szef MON Mariusz Błaszczak. – Wszyscy doskonale wiemy, skąd płynie zagrożenie – powiedział minister. Przypomniał on również wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Gruzji z 2008 roku. – Prezydent mówił wówczas: „najpierw Gruzja, potem Ukraina, potem państwa nadbałtyckie, a później Polska”. I w 2014 roku nastąpił atak Rosji na Ukrainę – powiedział Błaszczak.

Minister poinformował również, że rozmawiał także o gazociągu Nord Stream 2. – Zgadzamy się wszyscy, że jest to rzeczywiste zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, Ukrainy, ale też całej Europy. Podczas spotkania z senatorami USA zwróciłem uwagę, że pieniądze, które Rosja pozyskuje ze sprzedaży gazu, uzależniając Europę, wydaje przede wszystkim na zbrojenia. To paradoksalna sytuacja, kiedy za pieniądze partnerów z zachodu Europy Rosja się zbroi, a my musimy szukać odpowiedzi na zbrojenia rosyjskie, zacieśniając współpracę w ramach NATO – wskazał. Pomimo apeli niemiecka kanclerz Angela Merkel pozostaje nieugięta i wciąż stoi na stanowisku, że Nord Stream 2 to jedynie inicjatywa gospodarcza i nie zagraża krajom regionu.

O tym jednak, na co Rosja przeznacza zarobione na surowcach pieniądze, zaświadczyć może właśnie Ukraina, która jest od lat ofiarą agresji Kremla.

źródło:
Zobacz więcej