Prezes Wisły Kraków: Bałem się, że nasi piłkarze nie wrócą do domów

Nadchodzący mecz ze Śląskiem będzie testem dla piłkarzy, kibiców i zarządu (fot. arch.PAP/ Jacek Bednarczyk)

Przed krakowską Wisłą jeden z najważniejszych meczów ostatnich lat. Starcie ze Śląskiem, rozgrywane na własnym stadionie, będzie testem dla piłkarzy, kibiców i… zarządu. Prezes Rafał Wisłocki otwarcie mówi, że „może zdarzyć się więcej złego niż dobrego”, a atmosfera na trybunach w mniejszym lub większym stopniu wpłynie na dalsze losy klubu. O tym, swoich trenerskich ambicjach i wielu innych kwestiach opowiedział w rozmowie dla portalu TVP.info.

Wisła Kraków ma nowego właściciela

Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków w wydanym oświadczeniu potwierdziło, że podpisało warunkową umowę sprzedaży 100 procent akcji Wisły Kraków SA,...

zobacz więcej

Adrian Pudło, TVP.info: Będzie doping w poniedziałek?
Rafał Wisłocki: – Z tego co wiem, to tak. Ze Śląskiem tak. To wyjątkowy mecz, bo to powrót Kuby… Ma być pozytywnie, ma być jakiś hołd oddany Jakubowi, tego typu rzeczy. Co będzie dalej – nie wiem.

Może być tak, że ze Śląskiem miło, przyjemnie, święto, a potem pewna grupa kibiców ogłosi protest?
– Nie wiem, trudno ocenić. Mogę powiedzieć tylko tyle, że z naszej strony jest chęć i wola, by współpracować z kibicami i umożliwiać im choćby organizowanie meczów wyjazdowych. Wiele zależy od tego, jak będą zachowywać się w poniedziałek.

Rozmawiacie z kimś konkretnym? Jest w gronie fanów Wisły jakiś nieformalny przywódca?
– Nie ma, ale nie mam nic przeciwko, żeby ktoś taki – charyzmatyczny lider, który weźmie na siebie to wszystko – w pewnym momencie się pojawił. Może naturalnie wyłoni się z tej grupy?

Nie ma kandydatów?
– Na razie nie. Osoby, które są jeszcze w zarządzie Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków, wycofują się z działalności kibicowskiej. Zobaczymy, kto – i czy – będzie po nich.

A inni? Szukał pan kogoś?
– Pytałem kilku osób, ale na razie reakcje są negatywne.

Wisła Kraków w oparach absurdu. Tak upada wielki klub

Na treningu Wisły Kraków, która jest w trudnej sytuacji finansowej stawił się Jakub Błaszczykowski. Piłkarz zapowiedział, że jeżeli Wisła przystąpi...

zobacz więcej

Boją się?
– Pewnie też, ale trzeba pamiętać, że to przede wszystkim duża odpowiedzialność. Weźmy choćby te wyjazdy: od momentu wejścia do autokaru czy pociągu, taki ktoś bierze cały ten tłum na siebie. Ktokolwiek tego doświadczył, ten wie, że w ciągu tych kilku godzin zdarzyć może się sporo. Nie dziwię się, że nie każdy chce się tego podjąć.

Wiemy, ile złego zrobili Wiśle Marzena Sarapata i Damian Dukat, mówiło i pisało się o tym w ostatnim czasie sporo. A czy zostawili coś dobrego?
– Tak, uważam, że tak. Ich „dzieckiem” jest na pewno Klub Biznesu 1906, do kierowania którym oddelegowali Mieszka Łabuza. Strefy VIP, strefa biznesu… Fajnie to rozkręcili. Duży sukces.

Niewiele tego.
– Cóż…

Na drugim biegunie Bogusław Leśnodorski, Jarosław Królewski i spółka. Tu z kolei wydaje się, że wszystko idzie pięknie, zgadzacie się w każdej sprawie…
– Nie, aż tak to nie. Wielokrotnie musiałem jednemu czy drugiemu mówić: „nie, to się nie uda, to niemożliwe”.

Wisła Kraków odzyskała licencję na grę w Ekstraklasie

„Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN na wtorkowym posiedzeniu podjęła decyzję o odwieszeniu klubowi Wisła Kraków SA licencji na grę w Ekstraklasie”...

zobacz więcej

Na przykład?
– Różne były pomysły marketingowe, niektóre bardzo fajne, ale nie do zrealizowania w Krakowie. To nie Warszawa czy Poznań, gdzie jest właściwie tylko jeden klub. Tu, może jeszcze w Łodzi i Trójmieście, sytuacja jest bardzo skomplikowana. Nie można chodzić po mieście w koszulce, szaliku… Trudno zrobić cokolwiek.

Dobrze byłoby zacząć wykorzystywać stadion.
– To inna kwestia, o to też się zresztą sprzeczaliśmy. Mieliśmy ponad sto tysięcy zaległości za mecz Lechem, przez trzy tygodnie przekonywałem, że trzeba ją uregulować, niezależnie od tego, że to poprzednie władze namieszały.

Oni nie chcieli?
– Chcieli to rozwiązać jakoś inaczej. Koniec końców, Jarek Królewski był na spotkaniu z prezydentem, sprawa zakończona, wszystko spłacone.

A stadion wciąż przynosi straty, zamiast zysków. To nienormalne.
– Wiem, ale tu nie wystarczy tylko nasze zaangażowanie. Potrzebne jest też wsparcie urzędników. Jest sobota, godzina 17, a pan ochroniarz właśnie zamyka bramę i… nic się tu nie będzie działo.

Policja w siedzibie Wisły Kraków. Przeszukania w kilkunastu miejscach w Krakowie

Policja na polecenie prokuratury od rana prowadzi przeszukania w kilkunastu miejscach w Krakowie, związanych z działaczami klubu piłkarskiego Wisła...

zobacz więcej

Ma znaczenie, że prezydent Krakowa to kibic Cracovii?
– Nie, wydaje mi się, że prezydent akurat potrafi być ponad tym. Ma w mieście dwa kluby w Ekstraklasie i wie, że musi o nie jakoś dbać. No ale są ludzie, kibice z drugiej strony Błoń, którzy próbują wpływać na urzędników miejskich, rzucają nam kłody pod nogi… To nie do końca sportowa rywalizacja. Smutne realia krakowskie, nic więcej nie mogę powiedzieć.

Wspominał pan w rozmowie z Michałem Trelą z Przeglądu Sportowego, że gdyby zgłosił się inwestor pokroju Waldemara Kity i zapragnął przejąć klub, to oddalibyście mu Wisłę natychmiast. Kontaktowaliście się z nim?
– Tak, ale ma teraz na głowie budowę stadionu w Nantes i na tym skupia całą swoją uwagę.

Bogusław Cupiał?
– Odbyliśmy spotkanie z jego przedstawicielami.

I?
– Nie jest zainteresowany. Nie może sobie pozwolić na inwestowanie w cokolwiek innego, niż jego główna działalność.

Nawet w jakiejś mniejszej, symbolicznej formie? Małe logo na koszulce? Bandy reklamowe?
– Nawet w takiej. Inna sprawa, że gdyby pan Cupiał zdecydował się wesprzeć Wisłę, to jest to taki człowiek, że raczej wszedłby na całość. No ale nie może.

Są inni kandydaci?
– Są, ale nie są to ludzie „rozpoznawalni” dla przeciętnego Polaka.

Będą na meczu ze Śląskiem?
– Być może…

Mówimy o jednej grupie inwestorów czy jest ich więcej?
– Jedna co najmniej, ale mam nadzieję, że dwie.

Odsiecz z... Kambodży? Wisła Kraków znów na krawędzi

Najlepszy polski klub przełomu wieków. Trzynastokrotny mistrz kraju. Od lat w tarapatach finansowych, z których albo podźwignie się w spektakularny...

zobacz więcej

Jak wiele zależy od tego, co zobaczą na trybunach?
– Trudno powiedzieć. Jeśli wynik będzie dobry, atmosfera świetna, to niewykluczone, że podejdą do mnie po meczu i powiedzą „wow, podobało mi się”. Ja się jednak upieram, że bardziej może nam to starcie zaszkodzić niż pomóc.

Czego się pan boi?
– Różne są formy protestów. Nie chcę niczego podpowiadać, ale wszyscy jesteśmy chyba świadomi, że wiele rzeczy może się wydarzyć. Mam szczerą nadzieję, że będzie dobrze, ale nie wiem tego na pewno.

Ma pan jakieś zatargi z kibicami? Groźby, rozbite szyby, napisy na blokach?
– Nie, nic takiego mnie nie spotkało.

Wisła Kraków otrzyma cztery miliony złotych pożyczki

W poniedziałek późnym wieczorem podpisane zostały umowy, na mocy których Wisła Kraków SA otrzyma pożyczkę w wysokości czterech milionów złotych....

zobacz więcej

Czekają aż klub wyjdzie na prostą i wrócą po swoje?
– Może tak być, niczego nie wykluczam. Na pewno nie zależy im na upadku Wisły. Jaki mieliby mieć w tym interes? Poza tym: ja ich znam, jadałem wielokrotnie obiady w restauracji „U Wiślaków”, mijaliśmy się na korytarzach… Wiedzą, że zrobiłem dla tego klubu wiele dobrego, że bardzo przykładałem się do pracy w Akademii i zależy mi na tym, żeby Wisła wyszła na prostą. Nie chcę wierzyć, że komuś może się to nie podobać.

Jakim prezesem jest Rafał Wisłocki? Nie wygląda pan na takiego, co chodzi na wszystkie treningi, a potem ustala skład za trenera.
– Nie, nie mam czasu… A chciałbym, bo – mimo wszystko – wciąż bardziej czuję się trenerem niż prezesem.

Chciałby pan zostać trenerem Wisły?
– No tak, prezesem już jestem, to czemu nie trenerem? Fajnie by było… No ale nie mówmy tego Maćkowi Stolarczykowi, bo się zdenerwuje.

Chyba niewiele jest osób, które mając wybór między byciem prezesem a byciem trenerem klubu piłkarskiego, woli to drugie.
– Ja zawsze chciałem być trenerem. Od małego.

Ziobro o Wiśle Kraków: Prokuratura nie jest organem nadzorczym klubów sportowych

Prokuratura nie jest organem nadzorczym klubów sportowych; działa w stanie ostatecznej konieczności, gdy zachodzi oczywiste podejrzenie popełnienia...

zobacz więcej

A nie piłkarzem?
– No właśnie nie! Mojej matce chrzestnej, jak mnie pytała przed komunią „kim chcę zostać w przyszłości?”, to mówiłem, że chciałbym być trenerem. I też się dziwiła: że jak to, że czemu nie piłkarzem… To tłumaczyłem: „ciociu, trenerem, bo trener może pracować całe życie, a piłkarzem jest się dziesięć–piętnaście lat”. Mądre dziecko, co?

Piłkarz przez piętnaście lat zarobi tyle, co trener przez całe życie. Albo więcej.
– Widział pan, ile teraz trenerzy zarabiają?! Nie jest tak źle.

Jeśli już jesteśmy przy zarobkach: Kuba Błaszczykowski. Jak wiele dało jego pojawienie się w Wiśle?
– Podwoiło, a może nawet potroiło wiarę w to, że będzie dobrze. Nie wiem, trudno to opisać, bo to była naprawdę wielka rzecz. Wszyscy dookoła uwierzyli, że Wisła zmartwychwstanie: prezes Boniek, ludzie z Ekstraklasy, kibice, urzędnicy… No i piłkarze. U nich też widać było entuzjazm.

Wisła Kraków bez licencji na występy w ekstraklasie

Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej zawiesiła licencję Wisły Kraków na uczestnictwo w rozgrywkach ekstraklasy –...

zobacz więcej

Od pierwszego treningu?
– Tak, zdecydowanie. To był w ogóle bardzo trudny dzień, bo ruszyliśmy wtedy z akcją „czyny, nie słowa”, a jedyne, co mieliśmy wtedy do zaoferowania piłkarzom to… słowa. Wciąż nie mieli wypłat. Co mogliśmy zrobić? Stało przed nimi trzech facetów: Bogusław Leśnodorski, rozpoznawalny w piłce, no i dwóch chłopaków z Gorlic. Zupełnie nierozpoznawalni…

Jarosław Królewski to już niemal celebryta.
– No tak, ma ponad dwadzieścia tysięcy obserwujących na Twitterze!

Ale sprowadzenie Błaszczykowskiego w pewnym sensie było czynem.
– Było, ale zapowiedzianym już wcześniej, nie do końca naszą zasługą. Poza tym: Kuba mógł zacząć z nami trenować, ale potem podpisać kontrakt w innym klubie. Mogło tak być. Miał oferty, kilka nawet jeszcze w styczniu.

Mówił wam: „zróbcie tu szybko porządek, bo pójdę gdzie indziej”?
– Nie, nie, nie… Bardzo chciał zostać w Wiśle. Chciał grać tutaj, ale powtarzał, że żeby być w Wiśle, to ona musi być w Ekstraklasie.

Wisła Kraków unieważniła umowę sprzedaży. Miał być nowy prezes, ale zrezygnował

Zamieszania wokół Wisły Kraków ciąg dalszy. Umowa sprzedaży klubu luksembursko-szwedzkiemu konsorcjum została unieważniona. Poinformował o tym...

zobacz więcej

No i będzie.
– No i dlatego niedawno podpisał kontrakt. Nie wiem, czy to wszystko udałoby się bez niego. Duży bodziec dla wszystkich. Ogromny. Świetny gość, naprawdę.

Błaszczykowski w składzie, dobry trener, niezły skład, zdeterminowany zarząd… Co może pójść nie tak?
– Mieliśmy trochę zaburzony okres przygotowawczy. Widać było w Zabrzu, że nie ma pewnej dynamiki w zespole, że nie wygląda to tak, jak byśmy tego oczekiwali. Na pewno musi być więcej agresji w środku pola. Cyrkulacja piłki musi być lepsza.

Przekazuje pan podobne uwagi trenerowi Stolarczykowi?
– „Uwagi”? Nie. Rozmawialiśmy chyba w środę, jak przyszedł do nas na moment, to miała miejsce jakaś luźna wymiana zdań, ale to tyle. W nic się nie wtrącam. O kształcie zespołu decydują Arkadiusz Głowacki i Maciej Stolarczyk. Oni wiedzą najlepiej, na co kogo stać i jak mamy grać. Ja, gdy widzę coś interesującego z mojej perspektywy, czasem tylko pytam, czy dobrze widzę, czy to ma sens…

Wróćmy do „zaburzonego okresu”. Od kiedy, pańskim zdaniem, piłkarze mogą skupiać się tylko na treningach, a nie odświeżaniu stanu konta, czytaniu gazet, wieści z klubu…
Myślę, że jakoś po powrocie z Turcji.

Warunki sprzedaży Wisły Kraków nie zostały spełnione. „Żadne środki nie wpłynęły na konta”

Warunki umowy sprzedaży luksembursko-angielskiemu konsorcjum spółki piłkarskiej, która ma drużynę występującą w ekstraklasie, nie zostały spełnione...

zobacz więcej

Dopiero?
No niech pan spojrzy, jak ta Turcja wyglądała. Jakieś wichury, huragany, grad… Ja sobie pomyślałem w pewnym momencie, że spadają na nas wszystkie plagi egipskie. Ten obóz, właśnie przez pogodę, też nie był do końca taki, jak sobie wyobrażaliśmy. Było strasznie.

Jest pan przesądny? Myślał pan, że to jakiś znak?
Nie, ale pomyślałem, że to scenariusz na niezły film. Że dzieje nam się nawet to. W Turcji! Bałem się czy chłopakom uda się normalnie wylądować… Mówię poważnie: doszedłem do wniosku, że skoro nic nam nie wychodzi, skoro wszystko jest przeciwko nam, to może wydarzyć się najgorsze. Myślałem: „Boże Święty, żeby oni tylko bezpiecznie wrócili do domów”.

Wylądowali, wrócili, są, grają. Klątwa minęła?
Taką mam nadzieję. Wreszcie jest normalnie. Przegraliśmy z Górnikiem, szkoda, wiadomo, ale widzę, że jest coraz lepiej, że chłopaki są coraz bardziej zespołem. Oni potrzebują odrobiny zaufania, spokoju i czasu. Będzie dobrze.

O spadek się chyba nie boicie?
Nie, raczej nie. Mamy dobry skład. Naprawdę dobry. Chcielibyśmy górnej ósemki. Zaraz dogonimy Lecha!

źródło:
Zobacz więcej