Chybiona strategia antyirańska [OPINIA]

Prezydent USA Donald Trump (fot. PAP/EPA/JIM LO SCALZO)

USA nakładając na Iran sankcję zakładają, że albo uda im się w ten sposób zmusić władze tego kraju do renegocjacji porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego albo w Iranie wybuchnie rewolucja, która doprowadzi do zmiany władzy. Co jednak gdy te rachuby zawiodą?

Szef MSZ: UE i Stany Zjednoczone podobnie widzą problemy na Bliskim Wschodzie

– UE i Stany Zjednoczone podobnie widzą problemy na Bliskim Wschodzie, także – powiedzmy to otwarcie – negatywną rolę Iranu. Iran nie był...

zobacz więcej

Tzw. „renegocjacja”

Problem irańskiego programu nuklearnego był przedmiotem bardzo długich, wręcz niekończących się negocjacji. Zaczęły się one jeszcze za czasów irańskiej prezydentury Mahmuda Ahmedineżada, znanego z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat Izraela oraz kwestionującego Holokaust. Ahmedineżadowi przypisywano między innymi wypowiedź, w której miał on zapowiadać „wymazanie Izraela z mapy świata”.

W rzeczywistości jednak wypowiedź ta nie była tak jednoznaczna i zdaniem wielu ekspertów zapowiadała ona jedynie naturalny upadek „syjonistycznego reżimu” a nie jego fizyczną anihilację w wyniku działań zbrojnych. Iran zresztą jest znany z buńczucznych, wręcz teatralnych deklaracji przeciwko „wielkiemu Szatanowi” (USA) czy „małemu Szatanowi” (Izrael) ale jak dotąd ani jeden irański pocisk nie spadł na Izrael i ani jeden zamach terrorystyczny, za którym stałby Iran, nie został przeprowadzony na amerykańskiej ziemi. Wręcz przeciwnie, po ataku na WTC z Iranu (również z władz tego kraju) popłynęły słowa potępienia terrorystów, a Irańczycy, za zgodą władz, wyszli na ulice manifestować solidarność z ofiarami. Tymczasem Izrael regularnie bombarduje pozycje irańskie w Syrii.

Zawarcie w 2015 r. w Wiedniu porozumienia przez tzw. grupę P5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa i Niemcy), Unię Europejską oraz Iran, poprzedzone było zaciętą batalią w Iranie. Konserwatywni przeciwnicy ustępstw w sprawie programu nuklearnego oraz otwierania Iranu na współpracę z Zachodem wielokrotnie oskarżali reformatorsko nastawioną ekipę nowego prezydenta Hasana Rowhaniego (od 2013 r.) o zdradę.

W szczególności po kruchym lodzie stąpał szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif, który pozwolił sobie na bezprecedensowy krok – bezpośrednie, dwustronne rozmowy z przedstawicielem „wielkiego Szatana” czyli ówczesnym Sekretarzem Stanu USA Johnem Kerrym. Zarif oficjalnie zdystansował się również od wypowiedzi Ahmedineżada kwestionujących Holokaust.

Premier Izraela na konferencji bliskowschodniej. „To historyczny punkt zwrotny”

Wczorajszy dzień to był historyczny punkt zwrotny; izraelski premier i kilku ministrów spraw zagranicznych z czołowych krajów arabskich zgodzili...

zobacz więcej

To wszystko mogło bardzo łatwo zaprowadzić Zarifa do więzienia w Iranie, gdyby powinęła mu się noga. Decydujące znaczenie miał jednak głos Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia, który ostatecznie, choć nie bez wahań, zapalił zielone światło Rowhaniemu i Zarifowi. Zwolennicy obecnej polityki USA wobec Iranu sugerują, że chodzi „tylko” o to, że porozumienie trzeba poprawić. Tyle, że ta „poprawa” ma polegać na zmuszeniu Iranu do dalszych ustępstw, choć i na obecne warunki ekipa negocjacyjna Zarifa z trudem zyskała zgodę Chameneia, będąc pod ostrzałem konserwatystów. W dodatku tak naprawdę ustępstwa nie mają dotyczyć programu nuklearnego ale rozszerzenia porozumienia na rezygnację Iranu ze swojego programu balistycznego. USA nie oferują przy tym Iranowi nic w zamian.

Nie chodzi o atom, lecz o rakiety

Premier Izraela Benjamin Netanjahu od samego początku zawarcia porozumienia wiedeńskiego głosił, że jest ono złe i że Iran nie będzie go przestrzegał, dalej pracując nad bombą atomową. Iran jednak zawsze twierdził, że jego program atomowy ma służyć wyłącznie celom pokojowym. W dodatku Chamenei wydał fatwę, w której stwierdził, że broń nuklearna jest haram, czyli zakazana z punktu widzenia prawa islamu.

Paradoksem jest to, że ci którzy sceptycznie podchodzą do treści tej fatwy (bo to tylko słowa) jednocześnie ze śmiertelną powagą przekonują, że malowanie na rakietach napisów „śmierć Izraelowi” świadczy o tym, że mają one zostać wystrzelone w kierunku Izraela, niosąc głowice jądrowe.

Tymczasem to fatwa jest poważna deklaracją religijną, a nie bazgroły na kupie żelastwa. Netanjahu nigdy nie przedstawił też wiarygodnych dowodów na to, że Iran porozumienie lamie, a wiceprezydent USA Mike Pence oświadczył w Warszawie, że spór nie dotyczy tego czy Iran przestrzega porozumienia ale samego porozumienia.

Irańczycy podkreślają, że o ile broń nuklearna jest objęta międzynarodowym zakazem proliferacji to do programu balistycznego mają prawo, realizując w ten sposób prawo każdego państwa do obrony. A nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, że jest się przed czym bronić. Po pierwsze aż dwa kraje w bezpośrednim sąsiedztwie Iranu dawno złamały zakaz proliferacji i mają broń nuklearną: Pakistan i Izrael.

Stany Zjednoczone wprowadzają twarde sankcje wobec Iranu

Stany Zjednoczone przywracają twarde sankcje wobec Iranu, które zostały zniesione w 2015 roku na mocy porozumienia nuklearnego z Teheranem. Osiem...

zobacz więcej

Po drugie, USA oskarżają Iran o agresywne działania w regionie, gdyż żołnierze i/lub doradcy wojskowi tego kraju przebywają w Syrii i Iraku, a w Libanie i Jemenie Iran również odgrywa aktywną rolę militarną. Tyle, że inne kraje pozwalają sobie na znacznie więcej choć mogą mniej. Turcja bombarduje północny Irak i okupuje część północnej Syrii, grożąc inwazją. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą od 2015 roku krwawą wojnę w Jemenie, a Saudowie dokonali również interwencji zbrojnej w Bahrajnie w 2011 r. Izrael regularnie bombarduje Syrię i narusza libańską przestrzeń powietrzną. Ale tylko Iran ma godzić się na ustępstwa.

Ślepy zaułek

Łacińska przypowieść głosi, że historia jest nauczycielką życia. Po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej USA nałożyły na Irak ostre sankcje gospodarcze. Saddam jednak się nie ugiął, gdyż uderzyły one nie w niego, lecz w irackie społeczeństwo, którego tkanka narodowa zaczęła ulegać rozkładowi. Iracki dyktator, szukając nowego oparcia społecznego, zwrócił się w kierunku islamu, rozpoczynając tzw. kampanię religijną, To wtedy właśnie pojawili się w Iraku islamscy fanatycy, z których w końcu wyrosło Państwo Islamskie.

Tymczasem bieda jaka zapanowała w Iraku doprowadziła do tego, że ONZ rozpoczęło program „ropa za żywność”, nad którym nawiasem mówiąc cały czas unosił się smród międzynarodowej korupcji. Rezultaty tej polityki były zatem fatalne. Irakijczycy, wbrew nadziejom USA, nie powstali też przeciwko tyranowi, bo gdy to zrobili wcześniej, w 1991 r., reagując na wezwanie ówczesnego prezydenta George'a Busha seniora, to Amerykanie nie kiwnęli palcem w bucie, pozwalając Saddamowi na krwawą pacyfikację. Gdyby nie interwencja zbrojna w 2003 roku to Saddam panowałby aż do śmierci, a potem władzę przejąłby jeden z jego synów. Takie bowiem były reguły w regionie.

Iran pokazał światu nowy pocisk dalekiego zasięgu

Władze Iranu zaprezentowały w sobotę nowy pocisk manewrujący o zasięgu 1300 km – poinformowała w sobotę irańska telewizja państwowa. Teheran...

zobacz więcej

Obecnie Amerykanie popełniają ten sam błąd zakładając, że polityka sankcji zmusi Iran do uległości lub doprowadzi do rewolucji. Jeżeli chodzi o tę pierwszą opcję to USA zapomina, że przed zawarciem porozumienia nuklearnego w Iranie na sankcjach zarabiał Korpus Strażników Rewolucji tzw. Pasdaran. To równoległa armia irańska, stworzona po rewolucji by strzec nowego ustroju. To właśnie Pasdaran prowadzi tez wszystkie te zagraniczne operacje zbrojne, które zdaniem USA destabilizują region. To również właśnie Pasdaran kontrolował cały przemyt omijający sankcje i dlatego przeciwstawiał się prowadzonym przez ekipę Rowhaniego negocjacjom z Zachodem. Pasdaran nie jest tez zainteresowany otwarciem gospodarczym Iranu, gdyż w warunkach konkurencyjności irańskiego rynku straci swą dominującą pozycję.

Sankcje z całą pewnością tylko wzmocnią Pasdaran, a także irańskich twardogłowych, którzy ogłoszą, że polityka otwarcia forsowana przez Rowhaniego okazała się bezskuteczna, a Zachodowi nie wolno ufać bo łamie dopiero co zawarte porozumienia. To zaś zwiększy szanse konserwatystów w wyborach prezydenckich za dwa lata, a w konsekwencji zwiększy prawdopodobieństwo utrzymania systemu w obecnym kształcie po śmierci Chameneia. Możliwy będzie zresztą również scenariusz przejęcia władzy przez Pasdaran za fasadą uległego wobec tej formacji Najwyższego Przywódcy. Tak czy inaczej skutek będzie odwrotny do zamierzonego.

Suma wszystkich błędów

Amerykanie wykazują się ogromną determinacją w podtrzymywaniu swojej tradycji poruszania się w sprawach irańskich z gracją słonia w składzie z porcelaną. Swoją przygodę z tym krajem rozpoczęli obalając w 1953 r. Mohammada Mosadeka i niszcząc w ten sposób rodzącą się demokracje w Iranie. W 1979 r. podłożyli szachowi nogę, wierząc, że władzę w tym kraju mogą przejąć prozachodni liberałowie. Gdy okazało się to fikcją w panice umożliwili Chomeiniemu przejęcie władzy bojąc się, że w przeciwnym razie rządy przejmą komuniści. Po 2001 roku nie wykorzystali natomiast szansy powolnej odbudowy stosunków z Iranem.

Napięcie rośnie. Saudowie wzywają do przeciwstawienia się Iranowi

Najpierw Rijad zwołał posiedzenie ministrów spraw zagranicznych krajów Ligi Arabskiej w Kairze. Później wezwał wszystkich do przeciwstawienia się...

zobacz więcej

Po ataku 11 września Iran jednoznacznie potępił bowiem ten zamach, a gdy USA zaatakowały talibów w Afganistanie zaczęła się cicha współpraca irańsko-amerykańska. Oczywiście była ona bardzo ograniczona ale po obaleniu Saddam w Iraku dochodziło również do kontaktów amerykańsko-irańskich w sprawie tego kraju. Jawne rozmowy Zarif-Kerry mogły doprowadzić do stopniowej normalizacji stosunków między USA a Iranem. Mogły ale USA zdecydowało się na inną politykę.

Historia ostatnich 20 lat w Iranie pokazuje, że wszelkie zmiany wychodziły z inicjatywy osób tworzących irański system, a największe protesty wybuchały jako wyraz poparcia dla takich reformatorskich polityków. Wiedeńskie porozumienie i otwarcie Iranu na Zachód spotkało się z ogromnym poparciem irańskiego społeczeństwa. Amerykanie najwyraźniej jednak wolą słuchać tzw. mudżahedinów ludowych. To grupa marksisto-islamistów, obecnie udających liberalnych demokratów, która odegrała kluczową rolę w obaleniu szacha.

Później jednak przegrała rywalizację z islamistami Chomeiniego, a w wojnie iracko-irańskiej wsparła Saddama przeciw własnemu krajowi. Przez lata byli oni uważani za terrorystów zarówno przez USA jak i Unię Europejską ale ponad 10 lat temu zaczęli współpracować z CIA i Mossadem. Wiedza jaką Amerykanie uzyskali dzięki nim o Iranie jest „bezcenna”: na przykład już 10 lat temu „wiadomo było” że Chamenei jest jakoby w komie w stanie terminalnym, choć później pojawiał się publicznie tryskając zdrowiem. Amerykanie mają też tendencje do stawiania na separatystów w Iranie czym leją wodę na młyn rządowej propagandzie. Przytłaczająca większość Irańczyków, w tym ci szczerze nie cierpiący panującego systemu, ma skłonność do nacjonalizmu i nie chce dezintegracji terytorialnej Iranu.

Saudowie a wolny Iran Pomysł, że w Iranie wybuchnie rewolucja, która odwróci cały regionalny układ geopolityczny, ma jeszcze kilka innych słabych punktów. Gdy neokonserwatyści planowali wprowadzenie demokracji w Iraku to kierując się tzw. liberalnym paradygmatem stosunków międzynarodowych zakładali, że „demokratyczne narody nie walczą ze sobą” więc demokratyczny Irak stanie się przyjacielem Izraela. To było całkowicie błędne założenie i Irak rzeczywiście się zdemokratyzował ale nie pokochał Izraela. Innym nieporozumieniem jest dobór sojuszników w działaniach na rzecz obalenia obecnego systemu w Iranie. Założenie, że regionalne monarchie z Arabią Saudyjską na czele, w których panuje absolutny zamordyzm, pomogą w stworzeniu wolnego i demokratycznego Iranu jest absurdalne. Taki scenariusz byłby koszmarem dla państw regionu bo po pierwsze dałby „zły” przykład, a po drugie mógłby uczynić z 80-milionowego Iranu głównego sojusznika USA w regionie. Co wtedy poczęliby Saudowie? Ze strachu przed irańsko-amerykańską inwazją nie opuszczaliby toalety.

Problem w tym, że Amerykanie stawiają wszystko na jedną kartę tj. sankcje i najwyraźniej nie mają żadnego planu B. Mogłaby nim być inwazja na Iran, choć panuje raczej zgoda, że byłoby to szaleństwo. Skoro jednak nie inwazja to pozostanie jedynie wycofanie się za kilka lat z tej błędnej polityki i rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Oznaczać to będzie kilka zmarnowanych dekad.

źródło:
Zobacz więcej