Miała zarabiać krocie, prowadząc agencję towarzyską. Ruszył proces „Czekolindy”

Oskarżonych w tej sprawie było 12 osób, ale jedna jeszcze przed rozpoczęciem procesu dobrowolnie poddała się karze (fot. PAP/Marcin Bielecki, zdjęcie ilustracyjne)

Ruszył proces Karoliny P. „Czekolindy”. Kobieta miała wraz z byłym partnerem prowadzić w Wilanowie luksusową agencję towarzyską „Rasputin” i czerpać milionowe zyski z prostytucji. Oskarżone są także barmanki oraz ochroniarze z klubu.

„Czekolinda” oskarżona. Zarobiła na prostytucji co najmniej 4,5 mln zł!

Godzina seksu w pokoju: 350 zł, seks w basenie: 600 zł. Najtańszy drink: 90 zł, a napój lub woda: 20 zł. Tyle kosztowały atrakcje w „Rasputinie”,...

zobacz więcej

Oskarżonych w tej sprawie było 12 osób, ale jedna jeszcze przed rozpoczęciem procesu dobrowolnie poddała się karze. Na piątkowej rozprawie przed Sądem Okręgowym w Warszawie, która była drugim podejściem do otwarcia przewodu sądowego, pojawiły się tylko dwie osoby – ochroniarz Mariusz S. i barmanka Justyna G.

Główni oskarżeni za pośrednictwem obrońców przedstawili zaświadczenia lekarskie. Karolina P. ps. Czekolinda nie bierze udziału w rozprawach z uwagi na zaawansowaną, zagrożoną ciążę. Jej były partner Norbert K. przebywa na zwolnieniu lekarskim i wnosił o odroczenie sprawy, chociaż biegli psychiatrzy orzekli, że nie ma przeszkód, by stawił się w sądzie.

Prokurator Adam Grzeczyński odczytał akt oskarżenia, w którym zarzucił 32-letniej „Czekolindzie” i 31-letniemu Norbertowi K. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, której celem było „czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inne osoby”, z czego uczynili sobie „stałe źródło dochodu”. P. i K. mają odpowiedzieć również za to, że alkohol serwowany w prowadzonej przez nich agencji towarzyskiej „Rasputin” sprzedawany był bez koncesji.

Prokuratura zarzuca także „Czekolindzie” pranie pieniędzy pochodzących z prostytucji. Obojgu grozi do 15 lat pozbawienia wolności.

Pozostali oskarżeni to cztery barmanki i czterech ochroniarzy, matka Norberta K. (Grażyna K. dobrowolnie poddała się karze) oraz poprzednia właścicielka „Rasputina”. Na większości z nich ciąży zarzut udziału w gangu Karoliny P. oraz zarzut czerpania korzyści z cudzego nierządu.

Policjanci CBŚP „odwiedzili” największą stołeczną agencję towarzyską

„Czekolinda” szefowała luksusowemu przybytkowi rozkoszy.

zobacz więcej

Sędzia Jolanta Marek-Trocha odebrała wyjaśnienia od dwojga oskarżonych, którzy w piątek stawili się w sądzie. Były ochroniarz z „Rasputina”, Mariusz S., nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił odpowiedzi na pytania. Sąd odczytał oskarżonemu protokoły z wcześniejszych przesłuchań. S. zapewniał wówczas, że lokal nie czerpał korzyści z nierządu, tylko ze sprzedaży alkoholu. Jego zdaniem, prostytutki nie dzieliły się pieniędzmi z szefostwem ani z ochroną.

„Były zadowolone z roboty, nie narzekały”

Barmanka Justyna G. również nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień. Podczas przesłuchań w trakcie śledztwa przyznała jednak, iż „wiedziała, że dziewczyny uprawiają seks za pieniądze”.

– Były zadowolone z roboty, nie narzekały – twierdziła. Zadaniem G. było „nakręcanie klientów” do kupowania drinków w barze. Codzienny utarg raportowała „Czekolindzie”, która przyjęła ją do pracy. – Żeby być barmanką, trzeba było być zaufaną Karoliny – powiedziała.

Pozostali oskarżeni, jeżeli się stawią, będą mogli złożyć wyjaśnienia na dwóch kolejnych rozprawach wyznaczonych na koniec marca.

Do rozbicia grupy „Czekolindy” i likwidacji agencji „Rasputin” doszło w październiku 2016 roku. Zatrzymań dokonali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Wcześniej, w tym samym miejscu klub prowadziła Dorota B. Kobieta została zatrzymana, a następnie skazana.

Sprawdzą faktury klientów „Czekolindy”. Za agencją mogła stać mafia ożarowska

Karolina P. znana lepiej, jako „Czekolinda”, która miała zawiadywać największą stołeczną agencją towarzyską, była najprawdopodobniej figurantem...

zobacz więcej

Według prokuratury, jesienią 2014 roku „Czekolinda” i jej ówczesny partner Norbert K. skontaktowali się z Dorotą B., by przekazała im „know-how” prowadzenia agencji oraz niezbędne kontakty. Oficjalnie lokal „Rasputin” został zarejestrowany na matkę Norberta K. – Grażynę K. Kobieta otrzymywała z „Rasputina” około 1,5 tysiąca złotych miesięcznie.

„Akcja promocyjna” na ulicach Warszawy

Nowy „Rasputin” został oficjalnie otwarty w grudniu 2014 roku. „Czekolinda” zatrudniła prostytutki polecone przez Dorotę B. i ochronę. Karolina P. przeprowadziła także akcję promocyjną, polegającą na rozdawaniu ulotek, a po ulicach Warszawy krążyła oznakowana limuzyna, w której skąpo ubrane kobiety zachęcały do wizyty w klubie.

Agencja czynna była codziennie od godz. 20 do ostatniego klienta. Prokuratura ustaliła, że początkowo w „Rasputinie” jedna godzina spędzona z prostytutką kosztowała 300 zł, a następnie 350 zł, z czego 100 zł otrzymywała kobieta świadcząca usługę. Resztę pieniędzy dzielono pomiędzy kierownictwo (50 zł) i taksówkarzy (200 zł), którzy dowozili klientów pod klub na ulicę Wiertniczą.

„Czekolinda” oferowała klientom możliwość skorzystania z usług seksualnych w basenie bądź jacuzzi (600 zł), oraz zamówienia napojów (20 zł), drinków (90 zł) czy szampana (500 – 20 tys. zł).

Śledczy uważają, że to Karolina P. ściśle nadzorowała pracę w „Rasputinie”, rozdzielała zadania swoim podwładnym, dzieliła zyski i wyznaczała kary za niesubordynację. W zarządzaniu agencją pomagał jej przez pewien okres czasu Norbert K.

Luksusowy dom publiczny miał bankomat dla klientów

Drinki z najdroższych alkoholi, kobiety z Europy Środkowo-Wschodniej, seks w basenie i bankomat – to część z atrakcji, z których mogli korzystać...

zobacz więcej

Z aktu oskarżenia wynika, że w „Rasputinie” pracowało czterech ochroniarzy. Robert D., Bartłomiej W., Wojciech K. i Mariusz S. mieli nie tylko pilnować porządku, ale także otwierać drzwi, witać gości i rozliczać się z taksówkarzami. Kierowcy, którzy dowozili klientów, zarabiali nawet 200 złotych za każdą godzinę, którą ich pasażer spędził z prostytutką.

Kobieta pracująca w „Rasputinie”, zatrzymana przez CBŚP jesienią 2016 roku, powiedziała, że trafiła do „Rasputina” z innej agencji, bo „były lepsze stawki”. Twierdziła, że w ciągu jednej nocy zarobiła nawet 20 tysięcy złotych.

Nie wiadomo, ile dokładnie pieniędzy przeszło przez agencję „Czekolindy” od grudnia 2014 roku do października 2016 roku. Można to oszacować na podstawie zarejestrowanych transakcji na koncie założonym przez nią na potrzeby firmy Chocolate Event, na które wpłynęło około 3,5 mln złotych. Kolejne 78 tysięcy złotych wpłynęło od firmy obsługującej terminal płatniczy. Według prokuratury, Karolina P. przelewała te środki między różnymi rachunkami, „piorąc je” i próbując zatrzeć ich źródło.

P. składała w śledztwie wyjaśnienia kilka razy. Początkowo nie przyznawała się do winy, następnie przyznała, że założyła firmę-przykrywkę o nazwie Chocolate Event, czerpała korzyści z cudzego nierządu, na czym zarobiła około miliona złotych. Jednak jako głównego koordynatora pracy w agencji wskazywała byłego partnera. On z kolei podkreślał, że to „Czekolinda” kierowała „Rasputinem”.

„Czekolinda” przebywała w areszcie od października 2016 roku do lipca 2017 roku. Obecnie jest objęta policyjnym dozorem oraz poręczeniem majątkowym w kwocie 30 tys. zł i hipoteki na mieszkaniu w Ząbkach, wartym około 1 mln zł. Norbert K. wyszedł z aresztu w maju 2017 roku. On także jest objęty dozorem i poręczeniem majątkowym.

źródło:

Zobacz więcej