„Alarm!”: Usiłował zamordować żonę, sąd był zaskakująco łaskawy

Niemal zamordował żonę, dwukrotnie podpalił samochód i zaatakował interweniujących policjantów. W normalnych okolicznościach socjopata powinien liczyć na surowy wyrok. Sąd krakowski uznał jednak, że Paweł W. nie chciał nikogo zabić, i skazał go za pobicie. Nasuwa się pytanie, czy kat mógł liczyć na pobłażliwość, ponieważ pochodzi ze znanej rodziny krakowskich optyków – zastanawiają się reporterzy programu „Alarm!”.

Premier o projekcie dot. przemocy domowej: projekt ustawy wróci do wnioskodawców; prawo musi chronić ofiary

„Polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary” – napisał premier Mateusz Morawiecki na Twitterze odnosząc się do...

zobacz więcej

Paweł W. poznał Martę Diener 6 lat temu. Ona miała 25 lat, on – 35. Był sytuowany, już po trzech miesiącach para zdecydowała się na ślub. Kilka miesięcy potem mężczyzna zaczął wpadać w ciągi alkoholowe. Alkoholem zapijał leki psychotropowe.

Życie pani Marty szybko stało się gehenną. Było ciągłym pasmem poniżeń, bicia i wyzwisk, nawet gdy kobieta była w zaawansowanej ciąży. – Pamiętam, że gdy byłam w siódmym miesiącu ciąży, poszedł raz zapalić papierosa, wrócił z garażu w takim szale, obłędzie i z pianą na ustach, zaczął mnie bić i pięścią rozbił mi czoło, zalałam się krwią. On coś sobie uroił – opowiada pani Marta.

Kobieta urodziła dwójkę dzieci, a z mężem było coraz gorzej. Narobił wielomilionowych długów, był coraz bardziej agresywny, także w stosunku do sąsiadów. W końcu wyprowadził się z domu i wystąpił o rozwód.

11 marca 2016 roku niemal doszło do tragedii. – Mąż dzwonił i powiedział mi przez telefon, że jedzie mnie zabić – wspomina pani Marta, która widząc, co może się wydarzyć, zadzwoniła na policję. Około godz. 3 nad ranem W. przyjechał ze swoim ochroniarzem, 31-letnim Mariuszem K. uzbrojonym w nóż.

Zanim przyjechali funkcjonariusze, Paweł W. i Mariusz K. bestialsko pobili kobietę na oczach jednego z dzieci. – To była lawina ciosów, które spadły na mnie. Żeby mnie jeszcze bardziej upokorzyć, ogolili mi głowę maszynką – wspomina horror pani Marta.

Policjanci udaremnili mężczyznom dokonanie morderstwa na kobiecie. Tak w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Ponad dwa miesiące odzyskiwała władzę w kończynach po ataku.

W. i K. byli sądzeni za próbę zabójstwa, ale na ostatniej rozprawie sąd zmienił kwalifikację prawną czynu z usiłowania zabójstwa na pobicie i wymierzył niższy wyrok. Obrońca Pawła W. twierdzi wręcz, że to sama pani Marta sprowokowała całe zajście, a mąż starał się obronić żonę przed działaniami drugiego mężczyzny…

źródło:
Zobacz więcej