Olszewski odchodzi… [OPINIA]

(fot. PAP/Paweł Supernak)

„Olszewski odchodzi, agenci zostają” – pisał w 1992 r. na pierwszej stronie prawicowy dziennik „Nowy Świat”. „Nowy Świat” sam wkrótce zniknął z rynku, by stać się w jakimś stopniu zaczątkiem późniejszej „Gazety Polskiej”. Czy za kilka lat będziemy mogli powiedzieć „Agenci odchodzą, Olszewski zostaje”? Zostaje z nami jak ikona polskiej polityki, wzorzec bezkompromisowości, uczciwości i odwagi? Polityki wreszcie uwolnionej od całego bagażu patologii, przeniesionej w ledwie naruszonej formie z PRL do III RP.

Faktury Chucka Norrisa [OPINIA]

Tydzień temu zastanawialiśmy się, co takiego widzi w swoich taśmach „Gazeta Wyborcza”, czego czytelnicy, niepodzielający przekonania, że Jarosław...

zobacz więcej

Dziś Jana Olszewskiego najpiękniejszymi słowami żegnają prawie wszyscy uczestnicy polskiego życia politycznego. Czasem budzi to sprzeciw, jak wtedy, gdy do żałobnego chóru dołączają jego najwięksi polityczni przeciwnicy. Pamiętajmy o tym, że czasy rządów Jana Olszewskiego to jedna z pierwszych, a właściwie druga po atakach na Lecha Wałęsę ze strony jego późniejszych sojuszników, odsłona zjawiska, które potem nazwano „przemysłem pogardy”. Brały w nim udział również osoby, które później przyznały rację, jeśli nie samemu Olszewskiemu, to jego szeroko pojętemu politycznemu obozowi. Warto przypominać o tym również dlatego, że obrazuje to skalę medialnej niechęci, jej masowość, która niejako wymuszała przyłączenie się do grona krytyków.

Całkiem słusznie Zofia Romaszewska porównuje zachowanie przeciwników byłego premiera do obecnego podejścia opozycji do Jarosława Kaczyńskiego. Czy słowa Tuska z maja 1992 r. – „zniszczyć ten rząd, najgorsze wyjście, nawet niedemokratyczne, nawet niekonstytucyjne, jest lepsze niż rząd Olszewskiego” – czegoś nam nie przypominają?

Chichot historii [OPINIA]

Jednym z bardziej naiwnych sądów w polskiej polityce było przekonanie, że 2015 rok to koniec lewicy. Skoro bowiem SLD nie weszło do Sejmu,...

zobacz więcej

Cieszy oczywiście ta prawie powszechna zgoda w obliczu śmierci człowieka zarazem wielkiego i skromnego, konsekwentnego i przyzwoitego, choć trudno zapomnieć, że dla wielu dzisiejszych żałobników bywał on wrogiem numer jeden i to z przyczyn, które jeszcze wiele lat determinować będą polską politykę. Wiele kontrowersji wzbudziło nazwanie Olszewskiego „pierwszym niekomunistycznym premierem”, lecz na pewno był on pierwszym antykomunistycznym premierem. Tym, który chciał urzeczywistnić tę zmianę, która w 1989 r. w dużym stopniu okazała się fasadą.

Nadanie polskiej polityce kierunku europejskiego (tak!) i atlantyckiego, lustracja, dekomunizacja, ukrócenie afer – to program rządu, który musiał tym samym narobić sobie potężnych wrogów i działając w warunkach gabinetu mniejszościowego przedstawiany był jako niebezpieczny i nieudolny.

Słusznie przypomina się dziś film „Nocna zmiana”, pokazujący kulisy obalenia Jana Olszewskiego. Przed filmem była jeszcze książka Jacka Kurskiego i Piotra Semki „Lewy czerwcowy”, zaś po nim piosenka Kultu pod tym samym tytułem, znana też jako „Panie Waldku, pan się nie boi”, funkcjonująca dziś w popkulturze zapewne w oderwaniu od opisywanych wydarzeń, przynajmniej w świadomości części słuchaczy. A szkoda.

Ostrzeżenie z Warszawy [OPINIA]

Aktorka Grażyna Wolszczak pozwała Skarb Państwa i warszawski ratusz w sprawie bezczynności wobec smogu. Po wyborach wygranych przez Koalicję...

zobacz więcej

Ta noc i pamiętne wystąpienie Olszewskiego, wielokrotnie w ostatnich dniach przypominane, to jednak ani koniec, ani tym bardziej przecież początek jego drogi, choć młodszym na zawsze głownie z tym wydarzeniem będzie się już zapewne kojarzyć. Uczestnik Powstania, żołnierz Szarych Szeregów, obrońca w procesach politycznych, oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców księdza Jerzego Popiełuszki, podczas którego wygłosił kolejną historyczną mowę; po 1989 r. nie poszedł śladem wielu swoich znamienitych kolegów, którzy obronę więźniów politycznych zamienili na równie oddaną pomoc prawniczą rozpoczynającej swoją ekspansję polskiej mafii. Jan Olszewski został przy skrzywdzonych, wypchniętych na margines, łącząc antykomunizm z wywodzącą się z PPS wrażliwością. W jakimś stopniu wyprzedził w tym połączeniu tendencje, które po latach pozwoliły wygrać wybory Andrzejowi Dudzie i prawu Sprawiedliwości.

Po okresie premierostwa dalej obecny w polityce, poseł, założyciel liczącej się przez dłuższy czas partii (Ruch Odbudowy Polski), zdobywca ponad miliona głosów i czwartego miejsca w wyborach prezydenckich w 1995 r., później jeszcze współpracownik braci Kaczyńskich, coraz bardziej jednak gnębiony chorobą i znikający z polskiej polityki, choć wciąż jej potrzebny. Trudno się jednak dziwić, że mówiąc o Janie Olszewskim, skupiamy się na dramatycznym końcu jego rządu.

Zły moment [OPINIA]

Gdy pisałem większą część tego komentarza, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz walczył jeszcze o życie, jeszcze można było mieć nadzieję, że będzie...

zobacz więcej

To wydarzenie, które dla osób urodzonych w drugiej połowie lat 70. często było momentem zerwania klapek z oczu, utraty złudzeń wobec polskiej polityki i obozu posierpniowego, który przecież jeszcze kilka lat po zmianie ustroju przejechał na swoim micie – ba, i później próbował do niego wracać, choć Sierpień miał być legitymacją dla wielu sprzecznych ze sobą nawzajem, a na ogół i samą ideą tamtego protestu i porozumień działań. Dzieje się tak do dzisiaj, wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Europejskim Centrum Solidarności.

Dziś nie wszystkim wypada wracać do tamtych wydarzeń. Skutkuje to czasami wyjątkowo ohydnymi próbami manipulacji, takimi jak sugerowanie za pomocą błędnie opisanego zdjęcia, że za odwołaniem rządu Olszewskiego był Jarosław Kaczyński, bronił go zaś… Donald Tusk. Takie treści pojawiły się w mediach społecznościowych między innymi za sprawą profesora Jana Hartmana, który później tłumaczył się, że „dał się nabrać”. Czy historię aż tak można naginać do własnych celów? Chyba nie, dlatego stopniowo u dawnych krytyków premiera wraca już stary ton.

Do pogrzebu Jana Olszewskiego zostało jeszcze kilka dni, wydarzeniu temu towarzyszyć będzie również żałoba narodowa. Dobrze, jeśli ten czas zostanie wykorzystany na przypomnienie i utrwalenie w powszechnej świadomości wyjątkowości tej postaci. Bogdan Borusewicz ostrzega już przed tworzeniem mitów wokół Olszewskiego i jego rządu. Nie trzeba jednak mitów, wystarczy prawda, dla wielu środowisk politycznych niewygodna, tym bardziej jednak potrzebna. Po prawie 30 latach wypadałoby dokończyć tamten wysiłek.

źródło:
Zobacz więcej