Faktury Chucka Norrisa [OPINIA]

„Gazeta Wyborcza” opublikowała kolejne stenogramy taśm dot. budowy wieżowców na ul. Srebrnej (fot. Shutterstock/Gil C)

Tydzień temu zastanawialiśmy się, co takiego widzi w swoich taśmach „Gazeta Wyborcza”, czego czytelnicy, niepodzielający przekonania, że Jarosław Kaczyński jest zły z definicji, dostrzec nie potrafią. Minęło siedem dni, pojawiły się kolejne wstrząsające materiały, powinniśmy być już zdaje się w zupełnie innym świecie, na pewno zaś zupełnie innej Polsce. I, jakoś tak wychodzi, nie jesteśmy.

Prokuratura ws. Stefana Niesiołowskiego postawiła zarzuty trzem biznesmenom

Prokuratura postawiła trzem zatrzymanym dziś biznesmenom zarzuty korupcyjne oraz dotyczące stręczycielstwa - powiedziała IAR rzeczniczka...

zobacz więcej

Z kolejnych nagrań dowiedzieliśmy się głównie tego, że skrzywdzony jakoby Austriak może spodziewać się kłopotów już nie z prezesem PiS, a z prawem. Kolejne skróty i infografiki tłumaczyły opornym czytelnikom, czemu mają do czynienia z wielką aferą i tak płynęły kolejne dni. Dziwne to trzęsienie ziemi, w którym trzeba chodzić od drzwi do drzwi i cierpliwie tłumaczyć, że choć wcale tego nie widać, meble dookoła się trzęsą a ściany pękają. Pękają niczym łóżko Stefana Niesiołowskiego.

I tu przechodzimy do kolejnego mocnego punktu zeszłego tygodnia, który wciąż utrzymuje się w czołówce popularnych tematów. Zarzuty wobec posła Niesiołowskiego, polityka z bogatą kartą opozycyjną i również już urozmaiconą karierą polityczną po 1989 roku, rozpaliły opinię publiczną o wiele bardziej, niż taśmy Kaczyńskiego. Cóż, tu jakieś nudne dywagacje, z których mało tak naprawdę wynika, poza gorączką części dziennikarzy, tu zaś konkret i to taki, jaki publiczność kocha najbardziej.

Skandal obyczajowy z udziałem polityka, który, choć ostatnio udało mu się wykonać najpotężniejszą w życiu ideową woltę, kojarzony był zawsze z bardzo konserwatywnymi poglądami to temat atrakcyjny, tym bardziej, że potwierdza obiegową opinię o politykach jako takich, ta zaś, jak wiemy, nie jest najlepsza.

„Korzystał pan z usług prostytutek?” Niesiołowski: Co to w ogóle za pytanie?

Stefan Niesiołowski zabiera głos ws. seksafery. Krytykuje śledczych, według których za rzekomą pomoc w załatwianiu biznesmenom kontraktów na...

zobacz więcej

Stefan Niesiołowski barwnym doniesieniom oczywiście zaprzecza, jednak jego sytuację utrudnia na pewno fakt, że jego nazwisko w podobnym kontekście już raz pojawiło się w polskiej polityce. Stało się to na początku lat 90-tych za sprawą niesławnej Anastazji Potockiej, czyli Marzeny Domaros, pani, która udając dziennikarkę nawiązała całą serię bliskich relacji z politykami, czym z kolei wywołała całą serię skandali. Zdyskontowała ją książką z opisami swoich przygód, po czym próbowała zrobić jeszcze karierę muzyczną. Z tej jednak nic nie wyszło, dlatego też nikt już też chyba nie pamięta, że piosenka, która miała być początkiem przygody Anastazji P. ze sceną, wydana jako pierwszy singiel, opowiadała właśnie o pośle Niesiołowskim, wówczas polityku Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego.

Dla porządku trzeba jednak dodać, że Niesiołowski był jedynym chyba politykiem, który rozrywkowej pannie Marzenie wytoczył sprawę w sądzie i ją wygrał. I ten epizod już w pamięci się zapisał, jest przywoływany w wielu komentarzach, towarzyszących obecnym kłopotom parlamentarzysty. Który, oczywiście, znów wszystkiemu zaprzecza.

Marcinkiewicz: Niesiołowski to poczciwy człowiek. Co to za beznadziejne łóżka, co się tak łamią?

– Jest poczciwy i pomocny – mówi o Stefanie Niesiołowskim Kazimierz Marcinkiewicz, niegdyś, podobnie jak ten pierwszy, działacz ZChN. – Co to za...

zobacz więcej

Niesiołowski, zawsze chętny do krytyki Jarosława Kaczyńskiego, z oczywistych przyczyn w tym tygodniu nie mógł pomóc. Na miejscu zawsze jest jednak Kazimierz Marcinkiewicz. Pan, który w ostatnich latach znany jest głównie z nieuporządkowanego życia uczuciowego i niezbyt budujących świadectw swojej byłej drugiej żony, przypomniał sobie, że prezes PiS chciał kupować mu garnitury. Nie ze środków partyjnych, więc, jak sugeruje Marcinkiewicz, zapewne zdobytych nielegalnie z pieniędzy podatnika. Obrońcy prezesa Kaczyńskiego tłumaczą, że pewnie tak naprawdę ten przeznaczyć chciał na odzianie ówczesnego premiera własne pieniądze, jednak jest faktem, że to chyba jedyny odprysk rzekomej afery, który może być dla wyborców kłopotliwy. Inwestowanie w Kazimierza Marcinkiewicza po latach jawi się bowiem jako faktyczne marnowanie kasy, czy prywatnej, czy partyjnej, czy państwowej – to już mniej istotne.

Zarówno Marcinkiewicz, jak Niesiołowski wywodzą się ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Od tamtej pory przeszli daleką drogę, dlatego też nie będzie już chyba żadnym dysonansem, jeśli kolejną osobą, która pojawi się w tym tekście, będzie Robert Biedroń. Od tygodnia bowiem komentatorzy zastanawiają się, jak bardzo polską scenę polityczną odmieni pojawienie się partii „Wiosna”. Wiosną odżywa przyroda, złośliwi zaś twierdzą, że do życia wraca również Ruch Palikota, z którym nową siłę polityczną łączy tak wiele, że trudno nazwać ją prawdziwymi debiutantami.

Biedroń: Ja zostanę premierem, a Schetyna wicepremierem i szefem MSWiA. Niech mi kibicuje

– Ja zostanę szefem rządu, a Schetyna wicepremierem i szefem MSWiA. Premierem powinien być ktoś, kto budzi zaufanie Polek i Polaków. A Schetyna...

zobacz więcej

Drodze politycznej jej lidera poświęciłem już poprzedni tekst, tymczasem jednak ciekawsze jeszcze okazują się wyliczenia ekspertów. Wychodzi z nich bowiem, że przed nimi nikt, a już na pewno nie sam Biedroń, żadnymi liczbami się nie zajął. Abstrahując od samej słuszności lub błędności koncepcji rezygnacji z węgla jako głównego źródła energii, okazuje się bowiem, że w tempie, zaproponowanym przez Biedronia, operacji wykonać się zwyczajnie nie da, ponieważ nie będzie go czym zastąpić. Inne postulaty, oparte oczywiście na skrajnie lewicowym programie kulturowym, nie spinają się finansowo. Wszystkie pomysły mają bowiem zostać sfinansowane z wyraźnie przez to środowisko mitologizowanych wydatków „na kościół”, które jednak okazują się tak naprawdę kroplą w morzu wiosennych potrzeb i rojeń.

Nowe wiatry w polityce cieszą jednak obecnego wśród witających partię Roberta Biedronia na Torwarze pułkownika Adama Mazgułę i to pozwala chyba najlepiej zrozumieć, z powtórką z jakiej rozrywki mamy tak naprawdę do czynienia. Ponieważ jednak również w polityce niektórzy najbardziej lubią te piosenki, które już słyszeli, politycy Platformy jeszcze wielu nocy nie będą mogli przez Biedronia spać spokojnie.

Tusk: Specjalne miejsce w piekle dla zwolenników brexitu

– Zastanawiałem się, jak wygląda specjalne miejsce w piekle dla tych, którzy promowali brexit bez nawet szkicu planu tego, jak go bezpiecznie...

zobacz więcej

Wszystkie te harce skończą się pewnie, gdy swój powrót ogłosi w końcu Donald Tusk, ten na razie woli jednak straszyć Anglików piekłem. „Dziękujemy, że przypomniałeś nam, czemu wszyscy wychodzimy” – pisze do szefa Rady Europejskiej brytyjska dziennikarka Isabel Oakeshott i nie wie nawet, że te wizje ognia piekielnego dla politycznych przeciwników to nie tyle specyfika Unii Europejskiej, co Platformy. Ta piekłem straszy sympatyków PiS co najmniej od 2011 roku, gdy podobne słowa wymsknęły się jednej z posłanek na partyjnej imprezie w Gnieźnie. To jednak nasza lokalna specyfika, o Tusku tymczasem piszą od kilkudziesięciu godzin wszyscy i wszędzie.

I, delikatnie mówiąc, jego konfrontacyjna polityka wobec Brytyjczyków, których dawno już do siebie zniechęcił, nie budzi entuzjazmu również w innych państwach Europy. Za chwilę przeciwnicy jego kandydatury w wyborach prezydenckich będą mogli spokojnie przejąć od opozycji argument ze skłócania i bycia nielubianym za granicą. Z której do Polski na białym koniu trzeba będzie nie tyle przybywać na ratunek, co zwiewać z Brukseli. To jednak jeszcze przed nami.

Były premier Jan Olszewski nie żyje

Były premier Polski Jan Olszewski nie żyje. Polityk odszedł późnym wieczorem w czwartek w szpitalu w Warszawie, gdzie przebywał od kilku dni. Nie...

zobacz więcej

Na pewno pamiętają Państwo, gdy kilka lat temu Chuck Norris reklamował jeden z polskich banków. Urzędnik, trochę zbity z tropu, mówi, że wszystko gotowe, „a jeśli chodzi o faktury, to…?” „Fak-tury?” przerywa mu zdziwiony gwiazdor. Po ostatniej jak dotąd odsłonie afery taśmowej, którą tydzień zaczyna się i skończyć nie może, Jarosław Kaczyński zapewne poczuł się właśnie jak Chuck Norris.

Oto bowiem kolejnym już dowodem, mającym przesądzać o winie lub przynajmniej odpowiedzialności Kaczyńskiego ma być tajemnicza, niezarejestrowana faktura, w której nic, łącznie z danymi firmy i legalnością oprogramowania, się nie zgadza. A że tak właśnie zdaje się wyglądać cała ta afera, zapewne również za tydzień będzie można napisać o niej tekst i zasmucić się nad tym, że ktoś tak bardzo się stara, byśmy wreszcie odczuli to samo święte oburzenie, a my, uparcie, nie dzielimy z nim tych emocji.

PS. Polityczny tydzień przyniósł jednak również bardzo smutną wiadomość o śmierci premiera Jana Olszewskiego. Ta wyjątkowa dla Polski i niezmiernie ważna dla zrozumienia jej najnowszych dziejów postać zasługuje na uhonorowanie oddzielnym tekstem.

źródło:
Zobacz więcej