Anna Popek: Wierzę w wywodzący się z Biblii przepis na dobre życie [WYWIAD]

Tewizja na żywo to jest moja ogromna pasja, ja to uwielbiam. Różni się od programów nagrywanych (fot. arch. PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński)

Anna Popek jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Wierzy w Boga, dobrze gotuje, kocha sen, który w prowadzonym przez nią pracowitym życiu stanowi ogromną nagrodę. Lubi słodycze, stosuje diety. O tym, że jest piękna dowiedziała się z fanpage’a na portalu społecznościowym. Na co dzień lubi nosić sportowe szare bluzy i dżinsy. W pracy, oczywiście, to profesjonalistka. Szanuje dobre maniery, lubi ciuchy Henri Lloyd'a i oczywiście czyta portal TVP.info. Poznajmy więcej szczegółów z życia gwiazdy programu „Wstaje dzień”.

"Wstaje Dzień" od 6:30 W TVP INFO

zobacz więcej

Program „Wstaje Dzień” rozpoczyna się o godz. 6:30, a o której budzi się do życia Ania Popek?

Bardzo rano. Żeby z widzami przywitać się o 6:29, to muszę wstać o godzinie 4.20. Wychodzę z domu o 4.45 docieram do studia i przygotowuję się do pracy. Make up i fryzura to jedno, ale czytam też gazety, portale, przeglądam zdjęcia PAP. Mam naturę spontaniczną, więc lubię działać na „żywioł” i często jeszcze rano coś wymyślam.

Przy takim systemie pracy, muszę zrezygnować z kilku życiowych przyjemności m.in. takich jak długi sen. Kocham moją robotę, mam naturę kreatywną i spontaniczną, więc sygnał budzika budzi mnie dosłownie do życia.

Telewizja live to jest moja ogromna pasja, ja to uwielbiam. Różni się od programów nagrywanych, bo wszystko dzieje się na żywo i nie ma tu miejsca na błąd, a jeśli się go popełni - trzeba umieć wybrnąć. Trzeba powiedzieć raz i koniec, drugiej szansy już nie ma. To mobilizuje i stresuje jednocześnie. Ale mam nadzieję, że wychodzi mi to nie najgorzej, i że widzowie się ze mną nie nudzą.

Wstała pani dziś o godzinie 4.20, teraz minęła godzina 18, a my przeprowadzamy wywiad, powstaje kolejny program z udziałem Anny Popek. Życie gwiazdy nie jest łatwe, jak się wydaje większości ludzi. Co ze snem?

Oczywiście jest. Staram się być w łóżku o godzinie 22 i grzecznie zasnąć. Żyję tak od wielu lat. Wstaję z całą resztą ludzi, którzy muszą być bardzo rano w pracy. Tylko często oni są już w domu, a ja dalej zaliczam drugie, a czasami trzecie zmiany.

Dzisiaj praca jutro śmierć…

Bez przesady. Przyznam państwu, że to poranne wstawanie jest dla kobiety ciężkie. Wiadomo, nie służy to urodzie. Na szczęście zasypiam - jak to się mówi - snem sprawiedliwego. Ale nocne emocjonujące filmy i całą rzeszę dobrych programów muszę odpuścić. Co zrobić, takie życie gwiazdy.

Ile trwa taki maraton. Całe życie?

Chyba tak. Praca daje mi energię, więc dbam o to żeby ją mieć. Także dbam o bliskich. Muszę mieć czas na pracę ale przecież pracujemy nie tylko dla siebie także dla innych - przede wszystkim dla rodziny. I to im chcę także dawać swój czas.

Była pani bananowym dzieckiem, czy bardziej pracusiem, który musiał na wszystko ciężko zapracować?

Pochodzę z Bytomia, wychowałam się w średnio zamożnej rodzinie. Żyliśmy normalnie, jak wszyscy. Jestem absolwentką I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Smolenia. Właśnie tu na Górnym Śląsku stawiałam pierwsze dziennikarskie kroki. Zawsze siedziałam z nosem w książkach i do tej pory tak jest. Chciałam poznawać ludzi, uczestniczyć w życiu i tak się stało. Włożyłam w to bardzo dużo pracy, bo nie szłam na skróty..

Jest pani pewna siebie?

Przez życie szłam sumiennie, jak większość skromnych ludzi często nie wierzyłam w swoje możliwości, bez walki oddawałam pole. Na szczęście teraz, jak już jestem kobietą dojrzałą, w końcu uwierzyłam w swoje możliwości.

Jeśli też macie państwo problem z poczuciem własnej wartości, to najlepiej zastosować kurację „kontrolowanego egoizmu” i uwierzyć w siebie. Moc jest w naszych głowach, to tam w środku kryje się lekarstwo na sukces.

Pereira: Chcemy łączyć powagę portalu TVP z potrzebą liczby odsłon

zobacz więcej

Wystarczy pogrzebać w internecie i od lat rządzą w nim Anna Popek, Aldona Orman i Danuta Stenka. Co roku świat mediów tworzy nowe gwiazdy, często bardzo młode, po których ślad zanika. Wynika z tego, że Polacy kochają kobiety dojrzałe?

Miło mi to słyszeć. To bardzo atrakcyjne kobiety, prawdziwe gwiazdy. Miło, że i ja jestem wymieniana w tak zacnym gronie. Jeśli ludzie nas lubią, to znaczy, że jesteśmy użyteczne dla nich. Muszą kojarzyć nas z mocnymi kobietami. Dojrzałość zawsze kojarzyła mi się z doświadczeniem, mądrością, dawaniem, zapewnieniem bezpieczeństwa. Dobrem. Jeśli tak jestem odbierana przez społeczeństwo, to wierzę, że jeszcze będę mogła coś zdziałać na polu mediów i nie tylko.

Zadam pytanie, jak w większości wywiadów. Może płytkie i nie na miejscu. Kiedy pani dowiedziała się, że jest piękna, tak publicznie?

W życiu kilka osób mi to mówiło. Ale w pewnym wieku niespecjalnie łatwo przyjmuje się komplementy. Media społecznościowe choć zazwyczaj są źródłem negatywnym komentarzy na temat osób publicznych to jednak także niosą pozytywne zaskoczenia. W momencie założenia fanpage’a na Instagramie i Facebooku liczba miłych słów wzrosła. Wszystkim komentującym bardzo dziękuję.

Jest to miłe, pozytywne. Dowiedziałam się, że jestem rozpoznawalna. Wcześniej zdarzało się, że na ulicy podchodzili do mnie sympatycy, i mówili dzień dobry, miło się witali, zamienialiśmy kilka słów. Nie było to jednak nagminne. I może dobrze, bo bym miała wypieki na twarzy. Często po jakimś odważnym komentarzu pod zdjęciem i tak je mam.

Jakie ciuchy pani najbardziej lubi?

Kiedy wychodzę do pracy czy na spotkanie ubieram się kobieco. Buty na obcasie i sukienka to mój znak rozpoznawczy. Ale gdy nie mam obowiązków a tylko spacer, siłownie czy zakupy to uwielbiam zakładać bluzy z kapturem. Po mieście poruszam się na sportowo. Mało kto wie, że to ja. Zlewam się z tłumem. Jednak zdarzył się kiedyś przypadek, że w sklepie pewna pani przerwała moją anonimowość poznając mnie po głosie.

- Pani Popek powiedziała. - Tak to ja. I cała kolejka po moim wyjściu na pewno wzięła mnie na języki, bo wychodząc ze sklepu piekły mnie uszy. Program „Wstaje dzień” robi swoje.

Duża część kobiet w Polsce często wątpi w swoją wartość. Wystarczy posłuchać koleżanek w pracy, poczytać prasę kobiecą. Dla wielu z nich liczy się tylko młodość i uroda. Dojrzałość często je przerasta. Czy nie myślała pani żeby ruszyć z ogólnopolską kampanią, która wzmocni je i pozwoli uwierzyć w siebie. Jak nie gwiazdy, to kto ma to zrobić?

To bardzo dobry pomysł. Wiem o czym pan mówi, to się niestety dzieje. Już mówiłam wcześniej, że recepta na dobre samopoczucie jest w naszych głowach. Albo akceptujemy się, albo w poczuciu niespełnienia marnujemy kolejne okazje do tego,by być szczęśliwą, czy szczęśliwym.

Kiedyś nawet stworzyłam taki projekt z pewną firmą kosmetyczną. Wiadomo, że spora część kobiet lubi się spotykać z ludźmi którzy mają doświadczenie medialne. Babskie pogaduchy często więcej dają niż wizyta u specjalistów.

Poczucia własnej wartości nikt nikomu nie da. Wychowanie w domu, miłość rodzicielska do dziecka jest podstawą, żeby się prawidłowo formował człowiek. Jeśli tego zabraknie nawet najpiękniejsi ludzie na świecie będą nosić w sobie patogen.

„Społeczeństwo się wzbogaciło, a auta klasyczne potaniały”. Nastąpiła moda na klasyki. #PolskaToWięcej

– Ostatnio w Polsce wzrosło zainteresowanie klasycznymi autami. Nie jest to już tylko hobby dla wybranych, stało się wręcz dostępne dla szerszej...

zobacz więcej

Znam sporo ludzi sukcesu, nie tylko kobiet, które osiągnęły stanowiska, jeśli można tak nazwać życiowy sukces, a cały czas są niepewne. Wyrażają to często w kompleksach, zazdrości, niszczeniu i oczernianiu innych. Nikt nie da nikomu pewności siebie. Według mnie można ją zdobyć w oparciu o pracę własną.

Czyli zrobienie czegoś, zobaczenie, czy jest dobre, czy nie, czy się ludziom podoba. Jeśli nie, trzeba to udoskonalić. Tylko praca własna może pomóc wyjść ze stanów niskiej samooceny. Ja jestem osobą wierzącą, więc mam przekonanie o miłości Boga, który chce dla mnie, jak najlepiej. Warto uświadomić sobie, że na wszystko nie mamy wpływu, i warto Jemu zaufać.

W babskim gronie gdzie najlepiej się spotykać?

Ja lubię spotkania we własnym domu. Robię wtedy kluski śląskie albo inne pyszności. Bezpiecznie, przytulnie, miło.

Ale przy okazji zawodowym wojaży, odwiedzać lubię koła gospodyń wiejskich. Znowu się odradzają. Jest to wspólnota samych kobiet, bez żadnych facetów. Panie mogą sobie we własnym gronie porozmawiać o wszystkim.

W nich jest prawdziwa siła współpracy, pomocy. Przebywanie przez kilka godzin w towarzystwo samych kobiet czyni cuda. Po takich spotkaniach dużo pań wraca do domu w dobrym nastroju. Dumnych, że upiekły pyszne ciasto, wesołych, bo koleżanki śmiały się z ich opowieści. Oczyszczone i naładowane energią.

Ale jednak powiedziała pani ostatnio w wywiadzie, że bardzo często się zdarza, że kobiety są dla siebie największymi wrogami. Coś się zmieniło od tamtej pory?

Są i takie panie. Ja sama doświadczyłam tego na własnej skórze. Taka „konkurentka” może za plecami robić naprawdę czarny pr.

Jak wygląda najbardziej wyrafinowany cios?

Dotyczy prac zawodowych. Podbieranie możliwości ciężkiego zarobienia na chleb. Obgadywanie i zmyślanie przełożonym. Wtedy człowiek staje się bezbronny, bo każdy atak może stać się zabójczy.

Oczywiście kobiecym świństwem jest także podbieranie mężów, narzeczonych. Jednak w moim przekonaniu najgorsze jest „podłożenie świni” w sprawach zawodowych. Ktoś tak namieszał, że kończy się na zasiłku.

A rodzimi mężczyźni są raczej ok? Mają brody, mięśnie ciężko wyrzeźbione na siłowni, markowe ciuchy, dobre fury. Macho?

Myślę, że w show biznesie i zawodach twórczych jest pewien styl noszenia się. Panowie często ubierają się w długie swetry, nietypowe marynarki, są pozornie zaniedbani. Bez typowo męskiej postawy, pewności siebie. Oczywiście nie wszyscy. Mnie podoba się raczej styl „chłopa na schwał”.

Ale i tak najważniejsza jest inteligencja i poczucie humoru. Bo o czym rozmawiać z nawet najprzystojniejszym i dobrze ubranym megalomanem albo nudziarzem?

Niedawno wydała Pani książkę „Piękna pięćdziesiątka. Jak wyglądać 10 lat młodziej”. Wystarczy spojrzeć na panią, żeby przekonać się, że rady zawarte w niej działają na 100 proc.

W książce m.in. opisuję dietę pani dr. Ewy Dąbrowskiej. Głównie zachęca ona do jedzenia warzyw. Stosowana przez pewien okres może nam bardzo pomóc. Od 20 lat przynajmniej raz w roku jestem na takim poście. Tydzień albo dwa, w zależności ile mam czasu.

Wierzę w ten wywodzący się z Biblii przepis na dobre życie. Mnie pomaga, to i państwu powinien. Reszta moich tajemnic jest zawarta w książce.

Powstaje pierwszy Śpiewnik Unii Europejskiej. Można głosować m.in. na „Bogurodzicę”

Twórcy pierwszego Śpiewnika Unii Europejskiej zapraszają do głosowania na sześć piosenek, które będą w tym wydawnictwie reprezentować Polskę. Wśród...

zobacz więcej

Wyciszenie istnieje w pani życiu

Oczywiście. Bywam na rekolekcjach ignacjańskich, pielgrzymka do Częstochowy nie jest mi obca. Spędziłam kiedyś Andrzejki w Pustelni Złotego Lasu w dawnym klasztorze w Rytwianach. Jak każdy miewam okresy, że nie wiem co mam robić w życiu. Zawsze przychodzi taki moment. Wtedy zamiast iść do psychologa najlepiej przeprowadzić rozmowę ze sobą.

A takie spotkanie jest możliwe tylko w ciszy. Trzeba się odizolować od wszystkich i wszystkiego, co może zakłócić nasz spokój. Wtedy wybieram taką formę. Czyli modlitwa, klasztor, spacery, wyciszenie. W hałasie życia codziennego ciężko jest słyszeć siebie.

Czyli jak większość ludzi z dużych miast wyprowadziła się pani na wieś?

Mieszkam na warszawskich Bielanach. Mam malutki ogródek przed blokiem. Taki rarytas w wielkim mieście. Przy moim intensywnym trybie życia Warszawa mi bardzo odpowiada.

Wszędzie jest blisko. Oczywiście tęsknota za naturą, drzewami cały czas jest we mnie. Wcześniej mieszkałam w Podkowie Leśnej do której z chęcią kiedyś wrócę. Urok małych zielonych miasteczek jest niesamowity.

W porozumieniu z burmistrzem Bielan i mieszkańcami mojego osiedla zaczęłam akcję dosadzania drzew w mojej okolicy. Bardzo się cieszę, że wkrótce będzie tu zielono. Jestem domatorką. Bardzo lubię swoje mieszkanie. Najbardziej po pracy, kiedy mam czas na relaks. Uwielbiam gotować, opiekować się domem i moimi córkami. Kocham codzienne zwykłe życie.

I kocha pani bal i dobre maniery. Zbliża się kolejna prestiżowa impreza dla dziennikarzy

Tak, już 2 marca organizujemy w Warszawie kolejny „Bal u Dziennikarzy na Foksal”. Pomysł pojawił się w zeszłym roku. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich zorganizowaliśmy go spontanicznie, ale goście byli zadowoleni, więc z prezesem SDP Krzysztofem Skowrońskim postanowiliśmy, że w tym roku będzie kolejna edycja.

Takie imprezy są dobrą okazją, żeby przypomnieć sobie, że można wytwornie i przyjemnie zarazem spędzać czas. Maniery etykieta, gdzieś to zanika, warto wrócić do czasów zasad, których na obecnych salonach często brakuje. Mam zamiar nawiązać do tradycji międzywojnia - gdzie bale dziennikarzy należały do najbardziej elitarnych imprez w mieście. Mam nadzieję, że uda nam się przywrócić te imprezy w dawnym dobrym stylu.

źródło:
Zobacz więcej