Super Bowl, czyli jedyny taki mecz. Święto sportu w Miami

Super Bowl to od lat najważniejsze sportowe wydarzenie w USA (fot. Getty Images)

Ponad sto milionów ludzi przed telewizorami, ponad miliard litrów wypitego piwa i najdroższe w historii mediów bloki reklamowe. Do tego koncert Maroon 5, sporo rozrywki i – jakby gdzieś przy okazji – mecz Kansas City Chiefs z San Francisco 49ers. Bo Super Bowl to coś znacznie więcej niż widowisko sportowe.

Futbolowe ABC, czyli czym tak zachwycają się Amerykanie?

W nocy z czwartku na piątek rozpoczyna się kolejny sezon ligi NFL – ulubionej rozrywki milionów Amerykanów. W Polsce, pomimo rosnącej popularności,...

zobacz więcej

Odkąd tylko niedzielne słońce wzeszło nad amerykańskim niebem, w jednym z największych krajów świata rozpoczęły się wielkie przygotowania. Od Kalifornii po Nowy Jork, od Teksasu po Minnesotę, sąsiedzi zapraszają sąsiadów, żony dopytują mężów „o co w tym futbolu właściwie chodzi?”, a właściciele barów upewniają się, że w żadnym wypadku nie zabraknie im piwa, chipsów i skrzydełek. Koniecznie z sosem barbecue.

Przeciętny Amerykanin całe popołudnie i wieczór spędzi dziś przed telewizorem. Około pięć milionów krewnych Wujka Sama specjalnie na tę okazję zakupi nowy odbiornik – żeby lepiej wypaść przed znajomymi, żeby lepiej widzieć kolejne akcje, żeby jeszcze bardziej przeżywać to, co będzie się działo na stadionie i poza nim. Na jedzenie, picie i inne około futbolowe potrzeby każdy wyda mniej więcej 70 dolarów – czyli prawie tyle, ile w najgorętsze pod tym względem Święto Dziękczynienia. Łącznie skonsumowanych zostanie około 4 tysięcy ton guacamole, 15000 ton chipsów, ponad miliard (!) przekąsek z kurczaka i niemal 1,5 miliarda litrów piwa. A są przecież jeszcze steki, popcorn i coca-cola.

Czy wszystko to dlatego, że na leciwym Hard Rock Stadium w Miami kilkudziesięciu gladiatorów w kaskach rozegra mecz futbolu amerykańskiego? Nie. Sport to tylko pretekst. Super Bowl jest czymś znacznie większym.


***

W badaniach przeprowadzonych niedawno wśród mieszkańców USA, trochę ponad 200 milionów (2/3 całej populacji) zadeklarowało, że przynajmniej raz w roku ogląda mecz futbolu. Połowa z nich przyznała, że zwykle jest to Super Bowl, które w szczytowych momentach śledzi nawet do 150 milionów widzów. Jednocześnie zaledwie 47 proc. indagowanych uczestniczy w tym wydarzeniu po to, żeby śledzić mecz. Motywacje drugiej połowy są różne: dominuje chęć obejrzenia reklam (25 proc.), ale ważny jest też czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi (20 proc.) czy odbywające się w przerwie koncerty (8 proc.).

Ta szczególna niedziela (od kilkunastu lat pierwsza niedziela lutego) szczególną jest właśnie ze względu na tych drugich: obojętnych na sportowe emocje, wciągniętych przez potężną marketingową maszynę, która jakimś sposobem przekonała wszystkich wyznawców gwiaździstego sztandaru, że Super Bowl to czas wyjątkowy. I że każdy znajdzie w nim coś dla siebie...


***

Amerykanie kochają futbol. Europejczycy wolą grać w piłkę, w Indiach preferują krykiet, w Nowej Zelandii rugby, a w Stanach Zjednoczonych sportem numer jeden jest właśnie futbol. To nie czas, by zagłębiać się w skalę fenomenu i rozgryzać, dlaczego dyscyplina, w której właściwa rozgrywka trwa mniej niż 10 minut (z 60 na zegarze), zdobyła taką popularność. Zdobyła i już.

Jednak Super Bowl nie zawsze było wydarzeniem na tak ogromną skalę. Owszem, fani dyscypliny od początku widzieli w nim coś szczególnego, coś wyjątkowego (to przecież finał, mierzą się najlepsi z najlepszych), ale prawdziwą sztuką było przekonanie tzw. „całej reszty”, że oto w jednym z zakątków USA dzieje się coś naprawdę ważnego. Wtedy właśnie wkroczyli reklamodawcy.

W 1973 roku jeden z producentów pianek do golenia, firma Noxema, zaangażowała blond-piękność Farah Fawcett i jednego z czołowych wówczas futbolistów, rozgrywającego Joe Namatha, do reklamy swojego produktu. Koncepcja była banalnie prosta: atrakcyjna aktorka miała smarować twarz sympatycznemu zawodnikowi, który potem – z uśmiechem na ustach – pozbywał się zarostu...



Popularność tej reklamy przerosła najśmielsze oczekiwania. Oglądający mecz panowie nagle zapragnęli używać właśnie takiej pianki, a firma przeżyła kilkusetprocentowy wzrost sprzedaży. I się zaczęło...

Producenci, marketingowcy – wszyscy odkryli ogromny potencjał, jaki drzemie w reklamach emitowanych w trakcie najważniejszych dla Ameryki meczów. Od czterdziestu lat wielkie firmy prześcigają się więc w kreowaniu rozmaitych koncepcji, wymyślaniu co bardziej niebanalnych form promocji własnych marek, windując jednocześnie cenę 30-sekundowego spotu do rekordowych w 2019 roku 5,5 miliona dolarów.

***

Przez kilkadziesiąt lat przerwom w meczach Super Bowl towarzyszyły występy lokalnych orkiestr, grup tanecznych i chórów. W końcu, w 1993 roku, organizatorzy meczu w kalifornijskiej Pasadenie postanowili nieco zmienić trend i zaprezentowali widzom koncert... Michaela Jackson. Król muzyki pop na umieszczonej na płycie boiska scenie zaśpiewał swoje największe hity: „Bille Jean”, „Black or White” czy „Jam”, a wydarzenie – transmitowane już oczywiście na cały kraj – pobiło wszelkie rekordy oglądalności. Jak łatwo się domyślić, z każdym rokiem tzw. halftime show tylko przybierało na atrakcyjności, angażując coraz większe środki i ciesząc się coraz większym zainteresowaniem sponsorów.

I choć po Michaelu Jacksonie w kolejnych latach występowali jeszcze m.in. Madonna, Prince czy Beyonce, największym echem odbił się występ... jego siostry. W 2004 roku Justin Timberlake, występujący wówczas z Janet, pod koniec jednej z piosenek energicznym ruchem zerwał kawałek stroju piosenkarki. Przypadek (?) sprawił, że był to akurat kawałek zasłaniający jej prawą pierś, która – pomimo szybkiej interwencji realizatorów – ukazała się oczom niemal stu milionów oglądających to zdarzenie Amerykanów.


W tym roku na scenie pojawią się m.in. Jennifer Lopez i Shakira. Fani ich urody nie mogą jednak liczyć na dodatkowe atrakcje – od zdarzenia z Janet Jackson, transmisje koncertów nadawane są z kilkusekundowym opóźnieniem.

***

W 54. finale, o Vince Lombardi Trophy (puchar nazwany na cześć jednego z najlepszych trenerów w historii dyscypliny) powalczą Kansas City Chiefs i San Francisco 49ers.

Chiefs to uczestnicy pierwszego, historycznego Super Bowl (przegrali 10:35 z Green Bay Packers) i zwycięzcy z 1970 roku. Po obiecującym początku, zespół z Kansas czekał pół wieku, by znów zagrać o najwyższą stawkę. Problemów z motywacją mieć na pewno nie będą.

Rywal trafił im się jednak wyjątkowo niewygodny. San Francisco 49ers dysponują rewelacyjną, bardzo zdyscyplinowaną defensywą, która może napsuć krwi każdemu. A jeśli dodać do tego fakt, że ich trener – Kyle Shanahan – uznawany jest przez ekspertów za "ofensywnego geniusza", robi się wyjątkowo nieciekawie. Kibice w USA zastanawiają się, co tym razem wymyśli i jakie pułapki zastawi na zespół z Kansas...

W drodze do wielkiego finału lepsze wrażenie robili gracze z San Francisco, którzy łatwo wygrali oba poprzednie mecze. Chiefs mieli sporo kłopotów: długo przegrywali, odrabiali straty, pokazując jednak kawał charakteru. Świetnie w fazie play-off spisuje się rozgrywający Patrick Mahomes, MVP poprzedniego sezonu, na którego barkach spoczywa atak zespołu z Kansas.


Początek tego wielkiego wydarzenia ok. 0:30 polskiego czasu. Meczu nie pokaże żadna z krajowych telewizji, a fanom pozostała wizyta w pubie lub wykupienie – za 22 dolary – transmisji na oficjalnej platformie Game Pass.

źródło:
Zobacz więcej