Lukas Podolski: Każdy ma swoją szansę i trzeba z niej skorzystać. #PolskaToWiecej

Od 2014 r. na warszawskiej Pradze działa świetlica dla dzieci z ubogich środowisk, prowadzona przez fundację Arka. Jej patronem jest słynny piłkarz Lukas Podolski, który stara się przeszczepić na polski grunt wzorce z Niemiec. Przyjrzyjmy się, jak wygląda działalność praskiej placówki, jakie cele przyświecają jej personelowi i, wreszcie, co zainspirowało gwiazdę futbolu do niesienia pomocy potrzebującym dzieciom.

„Polska ma wszystko, czego potrzebujesz”. #PolskaToWiecej

zobacz więcej

Arka została otwarta 19 maja 2014 r. przy wsparciu fundacji Lukasa Podolskiego, który chciał pomóc dzieciom z kraju, z którego pochodzi.

Fundacja ma bardzo ambitnie zarysowane cele. Pośród nich znajdziemy: wzbudzanie i wspieranie potencjału i zdolności dzieci, zachęcanie dzieci do ciekawych zajęć, przekazywanie dzieciom prawidłowych zachowań społecznych, pomoc w nauce, pomoc materialną dzieciom i rodzinom, uczenie odpowiedzialności, uwrażliwianie opinii publicznej na nierówności społeczne.

Jaka była geneza fundacji? „Nie mogę pomóc wszystkim dzieciom, ale chcę zrobić to, co mogę”.

Nie byłoby Arki w Warszawie, gdyby nie Lukas Podolski. To on zainspirował utworzenie polskiej placówki w oparciu o niemieckie doświadczenia. Jak sam mówi, głównym impulsem do rozpoczęcia działalności była dla niego wizyta w monachijskim oddziale chrześcijańskiej organizacji „Arche”.

Zbiegło się to z jego osobistymi doświadczeniami. Przyszła gwiazda futbolu zawdzięcza karierę temu, że na swojej drodze znalazła ludzi, którzy potrafili rozwinąć jej potencjał.

– Mój tata grał w piłkę w I lidze, rodzice robili wszystko, żebym był tam, gdzie teraz jestem. Także trenerzy i koledzy mi pomagali. Każdy ma swoją szansę, i trzeba z niej skorzystać. Obojętnie, czy to jest piłka, inny sport, czy praca. Jak się ma szansę, to trzeba z niej korzystać – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Lukas Podolski, założyciel Arki Fundacji Dzieci w Polsce.

– Wiele dzieci nie ma takich rodziców, jakich ja miałem. Takich, co kupią ci piłkę, buty, odwiozą na trening – dodaje.

Zdaniem Podolskiego potrzeby dzieci w Polsce i w Niemczech są zbliżone, więc działalność ludzi, którzy chcą im pomagać, będzie wyglądać podobnie w obu krajach.

– Zawsze mówię, że nie mogę pomóc wszystkim dzieciom, ale chcę zrobić to, co mogę – podkreśla piłkarz. Podolski wyraźnie przy tym cieszy się, że praska Arka się rozwija.

„Cieszę się, że mogę pomóc dzieciom”

– Cieszę się, że mogę pomóc dzieciom. Dostaję zdjęcia z Arki w Warszawie, kilka tygodni temu rozmawiałem z nimi na Skypie. Serce mi się otwiera, bo dzieci śmieją się, bawią. Takich miejsc powinno być więcej w Polsce i w Niemczech. Ludzie, którym się lepiej wiedzie, muszą więcej od siebie dawać, więcej pomagać – dodaje piłkarz.

Ten pociąg szmuglował żywność do Warszawy, teraz daje radość dzieciom. #PolskaToWiecej

Powstała z inicjatywy krawca. Przetrwała dwie wojny i rozkochała w sobie setki osób, które były gotowe poświęcić jej całe życie. Kolej wąskotorowa...

zobacz więcej

Jak dodaje, sam ma „polskie serce” i – tak jak kibicuje reprezentacji Polski, będzie dążył do rozwoju inicjatywy w Polsce.

A jak patrzy na to personel warszawskiej Arki?

„Chodzi o to, by odkryć potencjał dziecka. By ruszyło potem w świat i mogło realizować marzenia”.

Po placówce oprowadziła nas Magda Szypowska, zastępca kierownika Arki Fundacji Dzieci.

– Myśmy to miejsce tworzyli na bazie doświadczeń niemieckich. Organizacja „Arche” istnieje w Niemczech od ponad 20 lat. Ma tam sieć placówek, w samych Niemczech jest ich 22, w Szwajcarii dwie, no i teraz w Polsce jedna – powiedziała Szypowska.

– Wystrój we wszystkich Arkach jest podobny, podobne są założenia, metodyka i sposób wychowywania dzieci – dodała.

– Tu są dzieci z rodzin mających problemy, zagrożonych marginalizacją społeczną. Jesteśmy na Szmulkach, w miejscu Warszawy, które ma niezbyt dobrą sławę. Staramy się to odczarować, pokazać dzieciom, że to, że są z Pragi, z drugiej strony Wisły, nie znaczy, że są gorsze. (...) Chodzi o to, by odkryć potencjał dziecka, by ruszyło potem w świat i mogło realizować marzenia – podkreśla.

Według niej personel Arki nie jest nastawiony na efekt natychmiastowy. Nikt tu nie oczekuje, że dziecko, które pochodzi z rodziny mającej problemy, nie będzie stwarzać problemów. Bardzo istotne jest współdziałanie z rodzicami.

– Często jest tak, że rodzice zrzucają odpowiedzialność czy to na nas, czy na szkołę. (...) Staramy się jednak traktować rodzica jak partnera. Kiedy dziecko dziwnie się zachowuje, trzeba porozmawiać z rodzicami. Współpraca z nimi to większa część sukcesu – twierdzi.

Jak można się domyślić, nie wszystko przychodzi tu bezproblemowo.

– Są czasami chwile zwątpienia. To takie momenty, kiedy zbyt dużo rzeczy się nawarstwia w krótkim czasie. Chcielibyśmy wszystkim dzieciom pomóc, a czasami dzień po prostu jest zbyt krótki. Czasem jest tak, że idę do domu dziecka i rozmawiam z rodzicem, bo to nie jest tylko tak, że rodzic może przyjść tutaj. Czasem musimy wyjść do rodzica i pomóc mu nie tylko rzeczowo. Trzeba powiedzieć mu, że są sytuacje trudne, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. My jesteśmy też od tego, żeby rodzica trochę pokierować – mówi Magda Szypowska.

Najważniejsze jest jednak nastawienie na pomoc samemu dziecku.

– Cieszymy się z każdego małego sukcesu dziecka. Z tego, że najpierw powtarzało klasę, a teraz stara się uczyć systematycznie i dostaje promocję do klasy następnej. Z tego, że chłopiec, który jak tylko przyszedł do nas, to bił pięściami o ścianę, a teraz normalnie rozmawia. Wie, że nam można zaufać. Że nawet jak go odeślemy z tzw. czerwoną kartką do domu, to nie po to, by mu zrobić krzywdę – opisuje stosunek do dzieci, jaki panuje w Arce.

„Jestem dumną polską Żydówką”. #PolskaToWiecej

Yasmine Chancer urodziła się w Jerozolimie. Jest polsko-żydowską aktorką i śpiewaczką. Niedawno zamieniła Nowy Jork na Los Angeles. W rozmowie z...

zobacz więcej

„Żeby cokolwiek mieć, trzeba na to zarobić”

Każdego dnia na dzieci czeka tu ciepły posiłek. Później personel zachęca je do rozwijania swoich zdolności na różnych polach. A różnorodność zajęć, jakie fundacja oferuje dzieciom, może imponować.

– Pomagamy im odrabiać lekcje, co jest typowe dla świetlic środowiskowych. Dwa razy w tygodniu mamy zajęcia z języka niemieckiego. Mamy treningi sportowo-ogólnorozwojowe, z elementami piłki nożnej, no bo jak Arka i Podolski, to musi być piłka nożna, od tego się nie ucieknie. Mamy basen, zajęcia z pływania, no i wiele innych zajęć dodatkowych, by wypełnić czas, który nam zostaje. Zapraszamy ludzi z różnych krajów, wychodzimy na wystawy, do kina, do teatru, staramy się, by dzieciaki miały dużo atrakcji – opisuje Szypowska.

W Arce działa specjalny system punktacji. Dzieci dostają punkty: za odrobione lekcje, za udział w zajęciach z języka niemieckiego, w spotkaniach z gośćmi, w warsztatach kulinarnych, zajęciach plastycznych i sportowych. Później dzieci mogą te punkty wymienić - na wycieczkę, na wyjście na basen.

– Jak zarobią, to mają. Trochę w opozycji do środowiska, które pokazuje, że wszystko się im należy. My pokazujemy, że żeby cokolwiek mieć, to trzeba na to zarobić – mówi.

Jak dodaje, dziecko musi włożyć w to, co robi, własną pracę – bo w życiu nie ma nic za darmo. Arka chce nauczyć dzieci tego, jak mają sobie radzić w dorosłym życiu.

„Przede wszystkim poświęcamy dzieciom mnóstwo uwagi, budujemy z nimi relacje i towarzyszymy im na drodze do dojrzałości i dorosłości” – czytamy na stronie fundacji. Jak można się przekonać, odwiedzając praską placówkę Arki, personel zupełnie poważnie traktuje te założenia. Kolejne takie miejsca mają powstać na Śląsku, skąd pochodzi Lukas Podolski.

źródło:
Zobacz więcej