Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Kpt. Robert M. Trimble uratował około tysiąca osób (fot. Wiki/USAAF/arch. pryw.)

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca osób. Amerykański oficer, który w okupowanej Polsce wywodził w pole tropiących go enkawudzistów i bezpiecznie przetrwał wojnę. Losy kpt. Roberta M. Trimble'a to gotowy scenariusz na wojenną epopeję. Mimo to przez dziesiątki lat jego bohaterskie czyny pozostawały nieznane...

Poszedł na pierwszy ogień. Gnyś pierwszym zwycięzcą II wojny światowej

To była niemal samobójcza misja. Ociężały górnopłat stanął do walki z nowoczesnymi niemieckimi maszynami. Władysław Gnyś wiedział, że nie ma szans....

zobacz więcej

W tym roku przypada setna rocznica urodzin jednego z największych szczęściarzy II wojny światowej. Robert Matlack Trimble wiele razy otarł się o śmierć, ale zawsze wykonywał swoje zadanie. Siłę charakteru zawdzięczał między innymi służbie w skautach, do których zapisał się w dzieciństwie jak wielu jego rówieśników.

Po przystąpieniu USA do II wojny światowej został przeszkolony na pilota bombowców i trafił do Ósmej Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych stacjonującej w Wielkiej Brytanii. W ramach 493. Grupy Bombowej US Air Force brał udział w nalotach na III Rzeszę. Pilotował B-17 Latającą Fortecę oraz B-24 Liberatora.

Śmiertelne niebezpieczeństwo

Każde zadanie było śmiertelnie niebezpieczne, gdyż Amerykanie w odróżnieniu od Brytyjczyków najczęściej podejmowali się dziennych bombardowań na cele strategiczne, niezwykle silnie bronione. Nalotom towarzyszyły kontrataki niemieckich myśliwców oraz kanonada dział przeciwlotniczych Flak kalibru 88 mm, najlepszych wówczas na świecie.

Trimble miał jednak szczęście. Przede wszystkim pilotował niezawodne i niezwykle odporne na trafienia bombowce B-17. Po drugie – zwyczajnie miał szczęście. Średnia żywotność załóg wynosiła od 12 do nawet zaledwie ośmiu misji. Trimble wysłużył całą turę wynoszącą 35 misji.

Ostatnie zadanie było jednym z najniebezpieczniejszych. Celem było niemieckie miasto Kassel w Hesji, w którym mieściło się kilka fabryk o znaczeniu strategicznym, m.in. zakłady lotnicze Fieseler produkujące bomby V-1 czy fabryka Henschel & Sohn produkująca czołgi Tygrys i Tygrys Królewski. Także z tej misji B-17 wrócił w jednym kawałku.

Pilotując m.in. B-17 Latające Fortece, Trimble wrócił cało z 25 misji bojowych (fot. USAAF)

Rycerze niebios. Jak niemiecki as uratował Latającą Fortecę

II wojna światowa nie miała sobie równych pod względem okrucieństwa. Z jednej strony nazistowskie obozy zagłady, z drugiej – sowieci nieliczący się...

zobacz więcej

Po zakończeniu swojej tury pilot miał prawo do trzytygodniowego urlopu w Stanach przed rozpoczęciem kolejnego śmiertelnego maratonu. Trimble swoją turę skończył 30 listopada 1944 roku i mógł wrócić do żony oraz nowo narodzonej córeczki. Dowództwo zaproponowało mu jednak nową misję, w perspektywie dającą nawet możliwość zakończenia udziału w wojnie bez żadnych zadań bojowych.

Kusząca oferta

Oferta była kusząca, choć do końca nie wiadomo, co kierowało dowódcami. Być może nie chcieli, żeby zdolny pilot wyczerpał swój limit szczęścia, może ocenili, że jego szczęście przyda się na innym odcinku. Niezależnie od motywów zaproponowali mu, że przeniosą go do Związku Radzieckiego, gdzie miał odnajdywać amerykańskie samoloty bombowe, które były zmuszone do awaryjnego lądowania na terytorium ZSRR i terenach kontrolowanych przez Armię Czerwoną. Miał dopilnować, żeby maszyny zostały zreperowane i odstawione do Włoch.

Teoretycznie było to o niebo łatwiejsze od nalotów na Niemcy, tym bardziej że na terenach, na których miał działać, nie były już prowadzone działania wojenne. Po uzgodnieniu z żoną kpt. Trimble przystał na propozycję.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że Sowieci pod pewnymi względami byli tylko formalnymi aliantami. Pod koniec wojny mieli własne cele, wśród których samo pokonanie III Rzeszy i jej koalicjantów nie było najważniejsze. To było przesądzone po zwycięstwach pod Stalingradem i na Łuku Kurskim. Chodziło o podporządkowanie sobie jak największej liczby państw.

Jednym z przejawów takiej strategii był choćby stosunek ZSRR do powstania warszawskiego. Józef Stalin chciał, żeby miasto się wykrwawiło i żeby zginęło jak najwięcej polskich patriotów, którzy w przeciwnym razie później mogliby stawiać opór podczas instalowania w Polsce systemu wzorowanego na sowieckim komunizmie. Z pełną premedytacją nadająca z Moskwy Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki zachęcała do zrywu, obiecując pomoc.

Kto zestrzelił Czerwonego Barona? Legenda von Richthofena żyje

– Jeśli wrócę z tej wojny żywy, to będę miał więcej szczęścia niż rozumu – mawiał Manfred von Richthofen. Szczęścia nie miał. Nie przeżył I wojny...

zobacz więcej

Fałszywy apel

„Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność” – apelował lektor.

Obiecana pomoc jednak nie nadeszła. Oprócz samorzutnych prób dołączenia polskich żołnierzy z towarzyszącego Armii Czerwonej Wojska Polskiego, zawsze tępionych, były sporadyczne zrzuty, przy czym Sowieci nie dołączali do zaopatrzenia spadochronów i skrzynki rozbijały się o ziemię. Odmawiano natomiast alianckim samolotom, które dokonywały zrzutów nad Warszawą, możliwości korzystania z zajętych przez Rosjan lotnisk.

Tu do akcji wkraczał kpt. Trimble. Jego misją było odzyskiwanie maszyn, które były zmuszone do lądowania u Rosjan. Wywiad przygotował dla niego jednak jeszcze jedno zadanie, tajne i o wiele ważniejsze oraz trudniejsze. Samo odbieranie alianckich samolotów nie było aż tak konieczne, produkcja amerykańska szła bowiem pełną parą. W odróżnieniu od Niemców US Air Force mogły liczyć na uzupełnienie. Dowództwu zależało na odzyskaniu przetrzymywanych przez Rosjan lotników.

Sytuacja alianckich żołnierzy – czy to wyzwolonych z obozów jenieckich i koncentracyjnych, czy pilotów po awaryjnym lądowaniu – którzy znaleźli się pod „opieką” Sowietów, w zasadzie sprowadzała się do tego, że byli oni więźniami. Musieli sobie często sami budować ogrodzone obozy i byli przetrzymywani przez NKWD. Warunki często przypominały te panujące w niemieckich obozach i wielu żołnierzy nie zdołało wrócić do swojej ojczyzny.

Warto zresztą podkreślić, że stosunek Sowietów do wszystkich więźniów wojennych był negatywny. Niemcy byli traktowani najgorzej i często od razu mordowani, nierzadko było to poprzedzane torturami. Czerwonoarmiści, którzy byli wyzwalani przez rodaków, mieli niewiele lepiej. Oddanie się Niemcom w niewolę było traktowane jako zdrada, za co w najlepszym przypadku trafiało się na długie lata do łagru.
Celem dyplomaty było uwalnianie alianckich jeńców (fot. Wiki/defenseimagery.mil)

Zabić kajzera. Ściśle tajna misja RAF-u

Ten atak miał zmienić bieg I wojny światowej i oszczędzić setki tysięcy ludzkich istnień. Dzięki francuskim materiałom wywiadowczym Anglicy...

zobacz więcej

W tej sytuacji trudno oczekiwać, żeby nagle Stalin nakazywał zwalniać alianckich żołnierzy i traktować ich jak przyjaciół. Tak nie było. Zdarzało się, że niektórzy byli okradani przez Rosjan i zabijani. Wszyscy bez wyjątku byli natomiast traktowani jako szpiedzy, co wiązało się z przesłuchaniami, również połączonymi z torturami, i umieszczaniem w więzieniach.

Teoretycznie ustalenia między aliantami były takie, że Armia Czerwona miała sprawować opiekę nad jeńcami – zapewnić im żywność, opiekę medyczną i dach nad głową. Dodatkowo przy sowieckich oddziałach mieli działać alianccy oficerowie łącznikowi, którzy mieli organizować powrót jeńców do kraju. Była to jednak tylko teoria.

Nie drażnić Stalina

Relacje wewnątrz tzw. wielkiej trójki były chłodne i Franklinowi Delano Rooseveltowi oraz Winstonowi Churchillowi nie wypadało upominać się o swoich wojskowych, żeby nie drażnić Stalina. Wszelkie tego typu prośby pozostawały bez odzewu. Wielu oficerów, którzy mieli opiekować się jeńcami, zostało uznanych przez sowieckie władze za personae non gratae i musieli wyjeżdżać.

Tajna misja kpt. Trimble'a była zatem niezwykle delikatna. Miał penetrować zaplecze frontu w poszukiwaniu alianckich jeńców – Amerykanów, Brytyjczyków i Kanadyjczyków – oraz wysyłać ich do Odessy, skąd mieli być zabierani brytyjskimi okrętami na Zachód. Wszystko miało się odbywać tak, żeby nie wzbudzić podejrzeń Rosjan. Mission impossible? Po części, ale skoro wywiad dysponował szczęściarzem pokroju Trimble'a, trzeba było spróbować.

Po dwóch krótkich odprawach w OSS, poprzedniczce CIA, na początku lutego 1945 roku były pilot B-17 trafił z Londynu przez Egipt i Iran do Połtawy na terenie dzisiejszej Ukrainy. Wcześniej Brytyjczycy wykorzystywali tamtejsze lotnisko do przeprowadzania nalotów na Włochy, ale po pokonaniu Benito Mussoliniego mieściła się tam baza, do której miały trafiać ściągane przez Trimble'a uszkodzone amerykańskie bombowce.

Zagadka śmierci giganta jazzu rozwiązana? Historyk wyklucza winę RAF-u

Był największą gwiazdą muzyki przełomu lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Wylansował więcej numerów 1 niż Elvis Presley i Beatlesi. Subtelnym jazzem...

zobacz więcej

Amerykański oficer otrzymał paszport dyplomatyczny, który teoretycznie gwarantował możliwość uniknięcia więzienia. W przypadku Sowietów nie było jednak mowy o żadnych gwarancjach, o czym świadczył przykład szwedzkiego dyplomaty Raoula Wallenberga. Mimo statusu dyplomatycznego został uprowadzony przez NKWD kilka tygodni przez misją Trimble'a. Zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Moskwa latami kłamała o jego losie.

Zaszyte dolary

Trimble mógł wiedzieć o zaginięciu Wallenberga, ale zapewne nie powstrzymałoby go to przed podjęciem się misji. Ułatwić ją zaś miała sprytna marynarka z zaszytą kieszenią, w której ukryto 10 tys. dolarów na łapówki. Tak zaopatrzony zamieszkał w hotelu George we Lwowie, skąd incognito jeździł do miejsc, o których go informowano, że przebywają w nich alianccy żołnierze. Po sprawdzeniu tych doniesień przywoził jeńcom jedzenie, papierosy i pieniądze, a następnie organizował transport pociągiem do Odessy.

Już podczas pierwszej akcji otrzymał „ogon” NKWD, ale cwanemu taksówkarzowi szybko udało się go zgubić. Grupę Amerykanów namierzył w stodole na terenie gospodarstwa należącego do polskiego chłopa. – Otwórzcie, jestem Amerykaninem – usłyszeli zaskoczeni żołnierze, gdy stanął przed budynkiem.

Oczom Trimble'a ukazał się ponury widok. Jego rodacy byli brudni i zarośnięci. Jak ocenił, tak musiał wyglądać „wiktoriański syf”. Zmęczenie mieszało się jednak u nich z radością. Wybawiciel nakarmił żołnierzy prowiantem, który zabrał ze Lwowa, i następnego dnia zapłacił rolnikowi, żeby kupił dla Amerykanów bilety z Lwowa do Odessy.

Kolejna misja zawiodła go do Staszowa, gdzie był zmuszony awaryjnie lądować amerykański bombowiec z 96. Grupy Bojowej. Tym razem Trimble nie musiał konspirować. Ze Lwowa do Rzeszowa zabrali go Sowieci. Stamtąd pojechał jeepem na gospodarstwo, gdzie kwaterowali lotnicy. W tym przypadku „kwaterowali” to już właściwszy zwrot. Amerykanie byli czyści i zadbani. Oni również trafili do Odessy.

Trimble uratował kilkuset byłych więźniów Auschwitz (fot. Auschwitz Memorial and Museum)

Ataki w jaskini lwa. „Teraz my likwidujemy Niemców”

Brutalne polowania na Niemców przedstawione w filmie „Bękarty Wojny” Quentina Tarantino to opowieść ciekawa, ale fikcyjna. Znacznie bardziej...

zobacz więcej

Zgubił „ogon”

Kapitan przeniósł się do Krakowa, gdzie otrzymał informację o ukrywających się Amerykanach. Także w tym przypadku musiał chyłkiem wydostać się z hotelu, żeby nie zostać namierzonym przez „ogon”. Rodaków odnalazł na jednym z gospodarstw, wraz z nimi koczowali przemarznięci byli więźniowie Auschwitz pochodzący m.in. z Francji i Holandii. Wkrótce kolumna natrafiła na 25 byłych więźniarek.

Jedna z kobiet szła z nowo narodzoną córeczką, która przyszła na świat w obozie – Kasią. Lotnik, sam marzący o powrocie do swojego dziecka, wziął dziewczynkę, owinął szalikiem i schował pod swoją lotniczą kurtką, żeby się ogrzało. Niestety, Kasia zmarła tej nocy. Trimble usypał dla niej przy drodze niewielki kopiec z kamieni i zostawił na nim swój lotniczy szal.

Idąc na mrozie, kolumna dotarła do gospodarstwa, gdzie udało się zorganizować transport. Właściciel udostępnił furmanki, którymi byli jeńcy i więźniowie zostali zabrani pod Kraków. Co więcej, chłop nie chciał za swoją pomoc przyjąć zapłaty. Noc spędzili poza granicami miasta, a rano w małych grupkach – żeby nie wpaść w oko sowieckim patrolom – przedostali się na dworzec.

Oficer kupił wszystkim bilety i odesłał do Odessy. Wbrew pozorom nie było to aż takie trudne. Obdarci jeńcy wyglądali jak zwykli uchodźcy, których w schyłkowym okresie II wojny światowej w Europie były miliony. W niczym nie przypominali szpiegów, których tak zawzięcie tropił sowiecki kontrwywiad.

Stały rytuał

„W ciągu następnych dni kilkakrotnie przechodził ten rytuał. Co najmniej jeden z jego agentów był nadal w jego okolicy; korzystając z okazji, jaką stwarzała sytuacja w Krakowie, wysyłał on niewielkie grupy uchodźców na obrzeża miasta, gdzie odbierał je Robert, a następnie, postępując zgodnie z przyjętą wcześniej metodą, pomagał im niepostrzeżenie dostać się na dworzec kolejowy” – opisał proceder jego syn Lee Trimble w książce „Ocalić jeńców!”.

Pani Śmierć. Jak robotnica stała się najbardziej zabójczym snajperem

Strzelcy wyborowi to elita. Już samo ich nazwisko nierzadko wzbudzało paniczny strach wśród wrogów. Wśród mistrzów snajperskiego rzemiosła należne...

zobacz więcej

„Większość tych ludzi stanowili dawni jeńcy, ale byli wśród nich również nieliczni więźniowie obozów zagłady. W pewnym momencie Robert stracił rachubę, ale szacował, że w ciągu tych paru dni spędzonych w Krakowie wsadził do pociągu sto pięćdziesiąt dusz” – wskazał syn bohatera.

Trimble poznawał z opowiadań jeńców okropności niemieckich obozów koncentracyjnych i wkrótce sam też na własne oczy przekonał się, co człowiek może uczynić drugiemu człowiekowi. Sowieci zabrali dyplomatę do wyzwolonego Auschwitz, gdzie wciąż na ziemi leżały stosy zwłok. Do końca życia nie pozbył się tego ponurego widoku.

Wizyta w Auschwitz była jedną z trudniejszych, ale nie brakowało również niebezpiecznych i osobliwych przygód. Była więc ucieczka przez enkawudzistami, ale też niespodziewane przyjęcie przez Kozaków. Podczas jednej z misji rozbił samolot transportowy C-47 Douglas Skytrain i dostał się pod ostrzał. Gdy Kozacy zorientowali się, że nie mają do czynienia z Niemcem, tylko aliantem, wyprawili mu imprezę z winem z buraków i tańcami.


Jego ostatnia misja była jednocześnie najbardziej spektakularną. Gdy stacjonował pod Lwowem, w hotelu odwiedziła go kobieta w łachmanach. Była to Francuzka o imieniu Isabelle, która dowiedziała się, że Trimble ratuje jeńców. Powiedziała, że Niemcy zabrali ją na roboty do Generalnej Guberni i spytała, czy również jej pomoże w powrocie do ojczyzny.

– Oczywiście – odpowiedział Amerykanin i przeliczając w głowie kwotę, jaką trzeba będzie wydać na bilet, spytał, czy jest z nią jeszcze ktoś. – 400 kobiet – padła odpowiedź. Okazało się, że byłe więźniarki znajdowały się na farmie pilnowanej przez strażników, ale ci w pewnym momencie zniknęli i kobiety schroniły się w lesie na obrzeżach miasta.

Córka generała, śpiewaczka, pilot. Jedyna kobieta, która zginęła w Katyniu

Jej ojciec gen. Józef Dowbor-Muśnicki we wspomnieniach pisał, że „pierwszy poznał się na bolszewickiej zarazie”. Gdy do radzieckiej niewoli trafiła...

zobacz więcej

Oficer nie mógł się wycofać i poprosił zaufanego człowieka, żeby kupił na dworcu 400 biletów. Niestety, agent został aresztowany, ale Trimble zdołał przekupić obsługę pociągu, która obiecała, że zatrzyma się w polu i zabierze kobiety. Enkawudziści namierzyli zakonspirowanego dyplomatę i zabrali go na przesłuchanie, ale wkrótce zwolnili.

Wymówił się generałowi

Po tej nadprogramowej misji Trimble został wycofany. Wrócił do ojczyzny, ale dowództwo chciało, żeby pozostał w służbie. Gen. Carl Andrew Spaatz, dowódca amerykańskich sił lotniczych na Pacyfiku, zaproponował mu nawet pilotowanie bombowca, który zrzuci na Japonię jedną z bomb atomowych. Odmówił. Przeszedł do cywila, gdzie podjął przerwaną przez wojnę pracę w liniach kolejowych Penn Central Railroad.

Po wojnie nie obnosił się ze swoim bohaterstwem i nie chwalił liczbą uratowanych osób, ale uratowani nie zapomnieli. Został zaproszony do bazy lotniczej Wright-Patterson w stanie Ohio, gdzie francuski ambasador wręczył mu Krzyż Wojenny za uratowanie 400 kobiet. Co ciekawe, sami Amerykanie odznaczyli go jedynie Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym, Medalem Lotniczym oraz Brązową Gwiazdą, ale były to medale przyznane za pilotowanie bombowców. Tajne misje na tyłach Armii Czerwonej dotąd nie zostały należycie nagrodzone.

Sam oficer swoją misją nie chwali się przez 60 lat. Żył spokojnie, wędkował, polował, zbierał monety, grał w golfa, byle uciec przed okropnymi wizjami, które go prześladowały. Dopiero kilka lat przed śmiercią opowiedział o swojej służbie synowi Lee, który później opisał ją w książce.

Robert Matlack Trimble zmarł 12 maja 2009 roku w Lancaster w stanie Pensylwania w wieku 89 lat. Zostawił żonę Elenaor, czwórkę dzieci, sześcioro wnucząt i czworo prawnucząt. Do końca był przekonany – aż trudno to sobie wyobrazić – że mógł zrobić znacznie więcej. Bez wątpienia to, co zrobił zapomniany bohater, zasługuje nie tylko na scenariusz filmowy, ale przede wszystkim na poczesne miejsce w historii II wojny światowej.
Pisząc artykuł, korzystałem z książki Lee Trimble’a „Ocalić jeńców!: Tajna misja amerykańskiego pilota w okupowanej przez Sowietów Polsce” (Rebis, 2016).

źródło:
Zobacz więcej