Demokratyczny świat musi pomóc Wenezueli! [OPINIA]

Wiec poparcia dla Nicolasa Maduro (fot. EPA/Cristian Hernandez)

Półkula zachodnia naszego globu jest znacznie bardziej demokratyczna niż wschodnia. Wprawdzie populacja obu Ameryk to tylko 15 proc. ludzkości, ale i tak napawa to optymizmem. Droga do tego stanu była jednak ciernista, usłana przewrotami wojskowymi, krwawymi dyktaturami i partyzantkami.

„Dziecinne” ultimatum odrzucone przez Maduro. Ponownych wyborów w Wenezueli nie będzie

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro odrzucił wystosowane przez kilka państw zachodnich ultimatum wzywające do rozpisania nowych wyborów w ciągu...

zobacz więcej

Wciąż na tej mapie wolności są trzy czarne plamy: Kuba, Nikaragua i Wenezuela. Dlatego obowiązkiem demokratycznego świata jest wsparcie buntu Wenezuelczyków przeciwko groteskowemu dyktatorowi Nicolasowi Maduro, ciągnącemu swój kraj na dno.

Demokratyzacja Ameryki Łacińskiej

Wenezuela to nie Syria, Egipt czy Libia, gdzie w 2011 roku na plecach autentycznego buntu pragnącej wolności młodzieży do władzy chcieli dojść niebezpieczni islamiści spod znaku Bractwa Muzułmańskiego czy też Al Kaidy. A obie Ameryki to nie Arabia Saudyjska, Turcja czy Katar, których zaangażowanie w krajach ogarniętych Arabską Wiosną doprowadziło do wojny, ogromnych zniszczeń i masowej migracji. Sąsiedzi Wenezueli, tj. Brazylia i Kolumbia, którzy uznali jako legalnego prezydenta przewodniczącego parlamentu Juana Guaido, to kraje w pełni demokratyczne, nie mające żadnych podstępnych planów wobec sąsiada.

Mają jednak z nim kłopot. W listopadzie 2018 r. UNHCR (Wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców) oceniało, że 2,4 mln Wenezuelczyków (7,5 proc. tamtejszej populacji) uciekło z kraju. Ponad milion znalazło schronienie w Kolumbii, a pół miliona w Peru, które również uznało Juana Guaido.

Ameryka Południowa i Środkowa nie zawsze były tak demokratyczne jak dziś. W XIX i XX w. w większości tamtejszych krajów dochodziło do krwawych walk o władzę, przewrotów wojskowych i terrorystycznej aktywności różnych partyzantek.

Pamięć o tych czasach jest wciąż świeża. Na przykład w Argentynie peronistowski autorytaryzm zastąpiony został w 1976 roku niezwykle brutalną dyktaturą wojskową, która rządziła do 1983 r. W Brazylii wojskowy reżim rządził ponad 20 lat – od 1963 do 1985 r. W Chile, w 1973 roku, prosowiecki prezydent Salvador Allende został obalony przez gen. Augusto Pinocheta, który rządził do 1990 r. Od początku lat 90-tych sytuacja zaczęła bardzo szybko się zmieniać.

Koniec zimnej wojny sprzyjał Ameryce Południowej i Środkowej, gdyż wraz z zanikiem ZSRR ustała też groźba rozprzestrzeniania się komunizmu. To z kolei spowodowało, że również USA przestało wspierać „swoich sukinsynów” (określenia tego użył Roosevelt w odniesieniu do nikaraguańskiego dyktatora Anastasio Somozy Garcii). W ostatnim ćwierćwieczu w zasadzie żadne przewroty nie miały już miejsca. Wprawdzie w 2000 roku w Ekwadorze doszło do obalenia prezydenta Jamila Mahuada, a 5 lat później Lucio Gutierreza ale przewroty te miały bezkrwawy charakter i nie doprowadziły do przejęcia władzy przez jakiś niedemokratyczny reżim.

Podobna sytuacja miała miejsce w Hondurasie w 2009 r.

Rosja i Chiny blokują wniosek USA o poparcie RB ONZ dla nowych władz Wenezueli

Rosja, Chiny, a także RPA i Gwinea Równikowa zablokowały wniosek Stanów Zjednoczonych o uznanie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ wenezuelskiego...

zobacz więcej

Terroryzm lewackich partyzantek i jego koniec

Bardziej wyboista była droga jaką w ciągu ostatnich 25 lat przeszło Haiti oraz Peru. Na Haiti przez ponad 30 lat panowała rodzina Duvalier. W 1991 roku w wyborach doszedł do władzy wieloletni opozycjonista i zarazem katolicki ksiądz Jean-Bertrand Aristide, który szybko ujawnił własne skłonności autorytarne i ponownie zepchnął Haiti z demokratycznej drogi (w międzyczasie przestał być księdzem).

Pod jego rządami amerykański instytut Freedom House znów oceniał Haiti jako „not free” (kraj niewolny). W 2004 r. został jednak obalony, a od 2007 r. Freedom House ocenia ten kraj jako „partly free” (częściowo wolny). Natomiast w ostatnim rankingu brytyjskiego The Economist Haiti zostało ocenione jako jeden z pięciu „reżimów hybrydowych” w regionie Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Z kolei Peru w latach 90-tych było rządzone w sposób półautorytarny przez Alberto Fujimoriego. Wynikało to częściowo z problemów jakie ten kraj miał z lewicowym terroryzmem takich organizacji jak Tupac Amaru i Sendero Luminoso.

Zostały one jednak rozbite w latach 90-tych, natomiast sam Fujimori został usunięty w 2000 roku.

Z lewackimi partyzantkami, często zajmującymi się równocześnie terroryzmem i handlem narkotykami, problemy miały również inne kraj, w tym w szczególności Kolumbia, jedna z najbardziej stabilnych demokracji południowoamerykańskich. Aktywność takich organizacji jak marksistowskie FARC i ELN, a także karteli narkotykowych, doprowadziły do tego, że jeszcze dwie dekady temu kolumbijskie władze nie kontrolowały znacznych obszarów własnego kraju. W 2016 roku FARC zawarła jednak porozumienie z rządem kolumbijskim i zaprzestała działalności, a tego typu ruchy lewicowe w Ameryce Łacińskiej zdecydowanie osłabły.

Nastały nowe czasy i powinno to dotyczyć również Wenezueli.

Ekspert: Nawet jeśli Maduro nie upadnie, wydarzenia w Wenezueli są porażką Rosji

– Upadek Maduro oznaczałby klęskę rosyjskich planów w tej części świata. Kwestią czasu będzie w takiej sytuacji upadek prorosyjskich rządów na...

zobacz więcej

Wolny świat vs. reżimy

Gdy spojrzy się na mapę poparcia dla ogłoszonego tymczasowym prezydentem Juana Guaido z jednej strony i Nicolasa Maduro z drugiej, to widać wyraźnie na czym polega podział. Według ostatniego rankingu The Economist spośród 24 krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów 16 to demokracje, 5 to „reżimy hybrydowe” (Salwador, Boliwia, Honduras, Gwatemala i Haiti), a 3 to reżimy autorytarne – Wenezuela, Nikaragua i Kuba. Juana Guaido uznało już 11 krajów tego regionu, w tym 9 ocenianych jako czyste demokracje (w tym najpotężniejsze kraje takie jak Brazylia, Argentyna, Chile, Kolumbia, Ekwador i Peru).

Po stronie Maduro zdecydowanie stanęła tylko Kuba i Boliwia. Ponadto Juana Guaido poparły też USA, Kanada i Wielka Brytania. Inne kraje Unii Europejskiej dały ultimatum Maduro. Ma ogłosić wolne wybory w ciągu 8 dni albo większość krajów Europy uzna Guaido za głowę wenezuelskiego państwa. Polska powinna również to zrobić.

Po stronie Maduro zdecydowanie opowiedziały się natomiast Chiny, Rosja, Syria, Iran oraz Turcja, czyli kraje, w których z całą pewnością nie można mówić o wolności czy demokracji. Stanowisko Rosji nie dziwi, gdyż kraj ten stara się w ten sposób ratować marną resztkę swoich aktywów w Ameryce Łacińskiej. Po upadku wojskowych reżimów, przeważnie wspieranych przez USA, rządy w wielu krajach tego regionu przejęli politycy lewicowi, często sceptycznie odnoszący się do relacji z USA.

Jednak w ostatnich latach sytuacja się zmieniła i do władzy w Brazylii, Argentynie, Chile, Peru czy Kolumbii w wyniku demokratycznych wyborów doszli politycy prawicowi. Rosji pozostała Kuba, Nikaragua, gdzie do władzy wrócił b. sandinowski sojusznik ZSRR Daniel Ortega, Boliwia i właśnie Wenezuela. W tym wypadku Rosja ma więcej powodów do obaw, gdyż w latach 2016 – 2017 udzieliła Maduro pożyczek w wysokości 17 mld dolarów. A niedawno Maduro zapowiadał kolejne miliardowe interesy z Rosjanami. Jeśli zmieni się władza to Rosja to wszystko straci.

Dlatego właśnie Putin wysłał kilkuset najemników tzw. „wagnerowców” do Wenezueli, by wsparli dyktatora nielegalnie próbującego utrzymać się u władzy. Kreml słusznie bowiem obawia się, że wojsko przejdzie na stronę legalnej władzy czyli parlamentu, mimo odmiennych deklaracji wenezuelskiej generalicji. Ta bowiem jest przekupiona przez Maduro, ale może zostać zmieciona przez niższych oficerów. Tymczasem rosyjskie trolle i różnego rodzaju pożyteczni idioci zaczęli głosić, że to co się dzieje w Wenezueli, to kolejny amerykański pucz. To oczywista bzdura i trzeba być niezłym ignorantem, by nie widzieć różnicy między tym, co się dzieje dziś w Wenezueli, a sponsorowanymi przez CIA przewrotami w czasach zimnej wojny. Co więcej, USA zachowują się w tej kwestii bardzo wstrzemięźliwie, co rodzi obawy, że pozwolą Rosjanom utrzymać Maduro. Byłaby to katastrofa.

USA wezwały do kraju część personelu ze swej ambasady w Wenezueli

Stany Zjednoczone odwołały do kraju część personelu swej ambasady w ogarniętej kryzysem Wenezueli. Z Caracas wyjadą pracownicy, którzy nie zajmują...

zobacz więcej

Od Chaveza do Maduro

Wenezuela była jednym z krajów Ameryki Łacińskiej, które w początkach lat 90-tych skręciły mocno w lewo. Od połowy XX w. nie było tu jednak żadnej junty wojskowej, a wszystkie rządy pochodziły z demokratycznego wyboru. Jedyna próba puczu miała miejsce w 1992 r. i dowodził nią lewicowy oficer Hugo Chavez, który 7 lat później wygrał wybory prezydenckie. Wenezuela zaczęła staczać się w stronę autorytaryzmu, ale wciąż oceniana była jako państwo przynajmniej częściowo demokratyczne, w którym wybory nie były ordynarnie fałszowane.

Chavez, który z całą pewnością był przywódcą charyzmatycznym, zmarł w 2013 r. i zastąpił go pozbawiony cech przywódczych Maduro. Jeszcze za życia Chaveza wenezuelska opozycja zaczęła odzyskiwać poparcie. W 2010 r. w wyborach parlamentarnych zjednoczony blok opozycji demokratycznej (MUD) przegrał z partia Chaveza tylko o 1 pkt procentowy. W 2013 r. Maduro pokonał jednak kandydata MUD Henrique Caprilesa Radonskiego zdobywając 1,5 proc. głosów więcej. W 2015 r. MUD zdecydowanie wygrał natomiast wybory parlamentarne zdobywając ponad 56 proc., podczas gdy lista popierana przez Maduro niespełna 41 proc. W 2014 r. nastąpił krach ekonomiczny spowodowany złą polityką i gigantyczną korupcją. Wartość wenezuelskiego boliwara zaczęła spadać na łeb na szyję, rosło bezrobocie i inflacja, a kraj popadł w recesję.

W Wenezueli, będącej na 11 miejscu pod względem produkcji ropy naftowej, ludzie zaczęli głodować. Gdy w 2018 roku kończyła się kadencja Maduro jako prezydenta, wiedział on, że nie ma szans na reelekcję. Przynajmniej w uczciwych wyborach. Nie dopuścił on zatem kandydatów opozycji do startu w wyborach i zorganizował farsę, po której został ogłoszony ponownie prezydentem. Faktycznie więc w Wenezueli nie ma głowy państwa od maja 2018 roku, a w takiej sytuacji naturalnym jest przejęcie uprawnień prezydenckich przez przewodniczącego parlamentu. I to właśnie się stało. Próbą puczu jest natomiast to, że Maduro chce utrzymać się u władzy przy pomocy wagnerowców. Guaido ma pełne prawo wezwać inne kraje na pomoc, by wyrzucić rosyjskich najemników i przywrócić demokratyczny, konstytucyjny porządek w Wenezueli, która w 2017 r. spadła w rankingach do poziomu reżimu autorytarnego. Jeśli będzie trzeba to również z wojskowym wsparciem innych państw. Wagnerowcy już raz zostali zmasakrowani i Rosja musiała to przełknąć.

Warto również zwrócić uwagę na bardzo duże zaangażowanie Turcji w obronę Maduro. To z tego kraju pochodzi największy (poza samą Wenezuelą) ruch w internecie przeciwko rzekomemu „amerykańskiemu przewrotowi”.

Tureckie trolle pod tym względem prześcignęły Rosjan, co jest nie lada osiągnięciem. Pokazuje to więc po raz kolejny, po której stronie stoi Turcja. Na pewno nie po stronie demokracji, wolności oraz transatlantyckich interesów USA, Europy i NATO.

źródło:
Zobacz więcej