Opozycja nie chce porównywać swojej mowy nienawiści z innymi. I ma rację [OPINIA]

Spotkanie „Światełko dla Pawła”, 20 bm. w Gdańsku. Mieszkańcy oddali hołd zamordowanemu prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi i zaprotestowali przeciwko przemocy (fot. arch. PAP)

Wymiany ciosów w tzw. mowie nienawiści nie mogła powstrzymać tragedia w Gdańsku ani pogrzeb Pawła Adamowicza, ani wyciągnięta ręka w kierunku opozycji przez premiera Mateusza Morawieckiego. Na pewno nie w roku wyborczym. Teraz opozycja kategorycznie nie zgadza się na symetryczne przypisywanie ilości i jakości hejtu. Ma rację, bo do języka totalnej kłótni wprowadziła nową jakość. Tego nie można jej odmówić.

„TVP stała się obiektem bezprzykładnego ataku”. Telewizja wytoczy procesy

„W przestrzeni publicznej były i są rozpowszechniane nieprawdziwe i zmanipulowane informacje” – napisała w oświadczeniu Telewizja Polska. Sprawa...

zobacz więcej

W porannym wywiadzie dla portalu Gazeta.pl Bartosz Arłukowicz, poseł PO, z pasją mówił o języku nienawiści i pogardy używanym przez PiS. Przytaczał najgorsze, jakie przyszły mu do głowy, słowa polityków partii rządzącej. Wycedził więc fragmenty cytatu ze słynnego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym sprowokowany lider PiS wykrzyczał do opozycyjnych posłów przeciwstawiających mu jego brata, by nie wycierali sobie zdradzieckich mord pamięcią śp. Lecha Kaczyńskiego. Arłukowicz przytoczył również nieśmiertelnych „komunistów i złodziei”, a także określenie, jakie padło pod jego adresem ze strony posłanki Krystyny Pawłowicz - „Ty szatanie”…

Czy język ze strony polityków PiS był zawsze dyplomatyczny? Oczywiście, że często nie był. Czy są w nim docinki, czy nawet niewybredne epitety – z pewnością zdarzało się to nieraz. Czy są z tego dumni? Nie powinni. Wreszcie - czy można symetrycznie potraktować język kłótni ze strony rządzącej partii i totalnej opozycji? Takiemu porównaniu sprzeciwia się sama opozycja i nie ma jej się co dziwić. W końcu włożyła dużo wysiłku, by podobnemu językowi nadać nową jakość. I nie chodzi tu o anonimowych hejterów czy peryferyjnych działaczy szukających rozgłosu. Mówimy o politykach z pierwszych stron gazet, liderach opinii.

Plan opozycji był prosty. Rozkołysać emocje i czekać na efekty, za które zapłaci przeciwnik. Wymiana na mniej lub bardziej dosadne epitety była uciążliwa i pobudzała emocje, ale tylko do pewnego stopnia. Zresztą podobny język, niestety, można było zauważyć też w innych krajach, przedstawianych jako wzór cnót demokracji.

Wartością dodaną w mowie nienawiści czołowych polityków jest wezwanie do czynu. Nie wystarczyło już powiedzieć, że PiS jest zły. Trzeba było namówić ludzi, by wreszcie ktoś rzucił kamieniem, potem jakoś się wszystko potoczy.

Rzucanie kamieniem nie jest tylko przenośnią. Ciężko zapomnieć wezwanie Władysława Frasyniuka, który, jak sam mówił, znów poczuł się „młodym Władkiem”. Liderowi, przekomarzającemu się z policjantem i krzyczącemu do kamer, że ma prawo w d…ie, przestały już wystarczyć emocje dla skautów. – Nie namawiam do przemocy, ale nie napluję na kogoś, kto rzuci kamieniem – tłumaczył zebranym manifestantom. Wtedy na szczęście nikt nie wziął do siebie tej sprzeczności zawartej w jednym zdaniu.

„To rodzina Adamowicza zadecydowała, gdzie na pogrzebie usiądą prezydent i premier”

– Rodzina prezydenta Pawła Adamowicza zadecydowała, gdzie podczas uroczystości pogrzebowych usiądą premier oraz prezydent – powiedziała w środę...

zobacz więcej

Jednak do tragedii podobnej do tej, jaka wydarzyła się w Gdańsku, mogło dojść dużo wcześniej. Wystarczyło, że znalazłby się wierny słuchacz, który bez oporów przyjąłby wezwania do „walki” takich liderów opinii jak wspomniany Frasyniuk, Lech Wałęsa czy Bronisław Komorowski. Nie mówiąc już o szczególnie wrażliwych na sztukę miłośników spektaklu „Klątwa”.

Ich język nie znajdował naśladowców i wykonawców w jednym, za to natychmiast znajdował usprawiedliwienie. Zbiórka pieniędzy na płatnego zabójcę Kaczyńskiego w ramach spektaklu „Klątwa” to przecież sztuka wyższego lotu, zresztą i tak tego nie zrozumiecie. „Dorżnąć watahę” – to, jak tłumaczył ostatnio Radosław Sikorski, element trenerskiej motywacji. Opowieści Lecha Wałęsy o tym, że jeśli rządzący się nie poddadzą, „będą skakać przez okna”, i że w więzieniu kazałby im jeść śledzie, nie podając wody – oj tam, oj tam, przecież wszyscy znamy barwny język Lecha, trzeba brać na niego poprawkę. „Trzeba lać dechą, nie pomogą długie referaty i merytoryczne debaty” – to już cytat z Bronisława Komorowskiego, przemawiającego do rozentuzjazmowanych członków KOD w Poznaniu. Ojej, to tylko niewinna metafora.

Bartłomiej Sienkiewicz, były szef MSWiA, kilkanaście godzin po zabójstwie prezydenta Adamowicza z zapałem odmieniał w radiu Tok FM przez wszystkie przypadki określenie „morderstwo polityczne”. Zdiagnozował też sytuację w kraju, który według niego jest na granicy wojny domowej. Szermowanie pojęciem „wojny domowej” nie jest nowe. To stały element tyrad choćby Lecha Wałęsy.

Jednak wypowiedzenie podobnej diagnozy, gdy społeczeństwo jest zszokowane i nabrzmiałe emocjami, to tak jakby poszukiwać drogi z zapaloną zapałką w pomieszczeniu, w którym ulatnia się gaz.

Co oglądał Stefan W.? Służba Więzienna dementuje spekulacje RPO

– Skazani odbywający karę w Zakładzie Karnym w Malborku nie mogli oglądać stacji TVP Info – powiedział portalowi tvp.info mjr Bartłomiej Turbiarz z...

zobacz więcej

To zresztą retoryka wyjęta prosto z rosyjskiej propagandy pokazującej wszystko w systemie zero-jedynkowym. Według niej każde zdarzenie sprowadza sytuację do pokoju lub wojny na śmierć i życie. Podobne obrazowanie pozwala na utrzymanie odbiorcy w ciągłym napięciu i skłania do podejmowania emocjonalnych reakcji. Za efekty zawsze można wystawić oponentowi rachunek z adnotacją: „to oni zaczęli”.

Podobny scenariusz przerobiono już w 2010 r. Po zabójstwie Marka Rosiaka, działacza PiS w Łodzi, strona wówczas rządząca unikała nazwania tego morderstwa „politycznym”, mimo że zabójca, były członek PO, był w pełni poczytalny i nie ukrywał swoich intencji. Wówczas słyszeliśmy głównie filozoficzne mądrości wypowiadane przez Stefana Niesiołowskiego typu: „kto sieje wiatr…”.

Dzisiaj jednak status Stefana W., mordercy Pawła Adamowicza, w oczach totalnej opozycji stale rośnie. Na początku niemal automatycznie porównywano go do wykładowcy i krytyka sztuki Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza. W niemieckich gazetach można było znaleźć porównania śmierci Pawła Adamowicza do morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki, ale wszystkich przebił Władysław Frasyniuk, który stwierdził, że Stefan W. poczuł się żołnierzem wyklętym na swojej ostatniej misji.

13 maja nikogo nie powinny zdziwić porównania tego, co się stało w Gdańsku, do zamachu na papieża Jana Pawła II. Nie mam bowiem wątpliwości, że tragedia z finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy będzie myślą przewodnią kampanii wyborczych totalnej opozycji na najbliższe lata.

źródło:
Zobacz więcej