Krzysztof Piątek w Milanie! Wielka szansa i... wielka presja

Krzysztof Piątek robi we Włoszech prawdziwą furorę (fot. Getty Images)

Jeszcze kilka miesięcy temu jego nazwisko znali tylko wierni sympatycy Ekstraklasy. Jedną jesień i kilkanaście goli później, Krzysztof Piątek stał się międzynarodową marką. Za 23-letniego napastnika z Dzierżoniowa słynny Milan zapłacił właśnie Genoi 35 milionów euro. 

Piątkowe szaleństwo. Włosi pokochali polskiego napastnika

Do Serie A, jednej z najlepszych europejskich lig, wszedł z drzwiami, bez kompleksów. Strzelił dziewięć goli w dziewięciu meczach, nic sobie nie...

zobacz więcej

Można wejść „z drzwiami”, można „z przytupem”, można też tak, jak Piątek wszedł do Serie A. Bez kompleksów, bez zasłaniania się aklimatyzacją, językiem, innym stylem gry... Zamiana Cracovii na Genoę to – z całym szacunkiem dla „Pasów” – niekoniecznie przejście z BMW do Mercedesa. A w jego przypadku trochę tak to wyglądało.

Michał Probierz lubił nazywać go „Lewym”. Tu i ówdzie opowiadał o podobieństwach, jakie łączą młodego napastnika z gwiazdą Bayernu i reprezentacji Polski. Ktoś się zaśmiał, ktoś popukał w czoło, ktoś pewnie docenił, że trener aż tak wierzy w swojego napastnika. Sam Piątek, raczej twardo stąpający po ziemi, reagował zwykle niewinnym uśmiechem. W myślach pojawiało się, co najwyżej, niezobowiązujące „może kiedyś”. 

Ubiegły rok zaczynał od tradycyjnego treningu noworocznego. W sparingu z juniorami Cracovii zdobył trzy bramki: w tym tę najważniejszą, pierwszą, celebrowaną szczególnie. Ziemia nie zdążyła wykonać pełnego obrotu wokół Słońca, a zamiast cieszyć się z pokonania Krzysztofa Sendorka, odpowiadał na pytania o zainteresowaniu Realu Madryt. Powiedzieć, że „sporo się zmieniło”, to nic nie powiedzieć. To był szalony rok. W międzyczasie sporo było o „pompowaniu balonika”. Strzelał gola za golem, dziennikarze z różnych stron świata pisali o Chelsea, Barcelonie i Juventusie, a zewsząd, poza ekscytacją, pojawiały się apele, by przyłożyć lód do głowy, uspokoić, poczekać, nie wywierać presji... – Transfer? Wydaje się, że najwcześniej latem. Prezes Enrico Preziosi obiecał kibicom, że zimą nie odejdą ani Piątek, ani Cristian Romero, ani Christian Kouame – tłumaczył Riccardo Re, pracujący przy Genoi dziennikarz włoskiego „Sky Sports”. Dla nikogo nie było jednak tajemnicą, że Preziosi nie zawsze dotrzymuje słowa. Szczególnie jeśli na stole pojawia się spora suma. 

Wygrała nie Anglia, nie Hiszpania, lecz opcja potencjalnie najbardziej bezpieczna: Włochy, gdzie Piątek – można tak założyć – czuje się już jak w domu. Słynny, wielki Milan – choć ostatnimi czasy nie tak wielki – wciąż zdolny do tego, by zapłacić za dobrze rokującego piłkarza 35 milionów euro.

Nikt nigdy nie wydał więcej na Polaka. 

***

Włoski dziennikarz: nie widziałem nigdy takiego piłkarza jak Piątek

Riccardo Re żyje i oddycha futbolem w Genui. Podgląda oba zespoły na meczach, treningach i zgrupowaniach, wyciąga wnioski, o których opowiada potem...

zobacz więcej

Piątek to kolejny element misternej układanki Ivana Gazidisa. 54-letni Afrykaner, absolwent Oksfordu, jest jednym z tych, którzy wiedzą, jak z piłki nożnej uczynić opłacalny biznes. Przez lata zarabiał dla Arsenalu, od kilku miesięcy zajmuje się finansami Milanu.

A te, wbrew pozorom, nie mają się najlepiej. Dziwne to o tyle, że Elliott Management Corporation – potężny amerykański fundusz inwestycyjny, zarządzany przez miliardera Paula Singera – ma pieniądze i chce je na Milan wydawać. Nie może, bo bałaganu narobili poprzedni właściciele, którzy kupowali bezmyślnie, zarabiali niewiele, zupełnie nie licząc się z ustaleniami Finansowego Fair Play.

Sprawy zaszły na tyle daleko, że latem Milan został wykluczony z udziału w europejskich pucharach. Ostatecznie, po apelacji w Sportowym Sądzie Arbitrażowym, przywrócono ich do gry, z zastrzeżeniem, że w trzy lata bilans zysków i strat musi być co najmniej „na zero”. 

Nowy dyrektor generalny sprowadza więc piłkarzy takich jak Piątek czy Lucas Paqueta (21 lat, 25 milionów euro) – młodych, perspektywicznych, których pensje nie obciążają w znaczący sposób budżetu, a których, przy korzystnych wiatrach, można w przyszłości sprzedać z dużą nawiązką. Higuain, dla którego stworzono przy San Siro komin płacowy, ani nie dawał takich możliwości, ani nie pasował do koncepcji. Poza tym grał znacznie słabiej niż w Juventusie czy Napoli. Argentyńczyk lada moment wyląduje w Chelsea. W Mediolanie płakać za nim nie będą. 


***

Z finansowego punktu widzenia – transfer Piątka się broni. Ze sportowego – nieco mniej. Milan ma w składzie 21-letniego Patricka Cutrone: utalentowanego wychowanka, ulubieńca kibiców, reprezentanta Włoch. – To jego powinni promować, na niego stawiać – przekonuje Patryk Kubik, jeden z najbardziej cenionych znawców włoskiej piłki w Polsce. – Z jednej strony można zazdrościć Gennaro Gattuso, że ma do dyspozycji dwóch takich piłkarzy. Z drugiej: stanie przed dużym dylematem, jeśli w stosowanej taktyce znajdzie się miejsce tylko dla jednego. Albo posadzi na ławce pupila fanów, albo piłkarza, który długo był liderem strzelców Serie A i kosztował klub 35 milionów euro.

To, jakim ustawieniem będzie grał Milan, pozostaje jednak sporą niewiadomą. – Dotychczas Gattuso stawiał przede wszystkim na 4-3-3 lub 4-4-2. Wyglądało to różnie, z reguły bardzo przeciętnie, więc nie sądzę, by był szczególnie przywiązany do któregoś z tych ustawień – tłumaczy Michał Borkowski, współautor audycji "Curva Nord" w portalu Weszło. – Poza tym wyobrażam sobie sytuację, w której Gattuso postawi na polsko-włoski duet w ataku. Pamiętajmy, że Piątek przebiega średnio najwięcej kilometrów ze wszystkich napastników w Serie A. Jest bardzo waleczny, często nakłada presję na obrońców… Obaj są zresztą bardzo podobni pod tym względem, obaj świetnie spisują się też w powietrzu. Potencjalny koszmar dla obrońców, biorąc pod uwagę, że z boku piłki mogą wrzucać Suso i Andrea Conti.

– Nade wszystko Cutrone to jeszcze nie jest piłkarz, który daje gwarancję bramek. Wielka nadzieja, owszem, ale pamiętajmy, że choć rozegrał w tym sezonie już 925 minut, strzelił tylko trzy gole. W porównaniu do Piątka jest jak strzelba bez prochu, podczas gdy Milan desperacko potrzebuje niezawodnej broni – dodaje Borkowski.

Wydaje się więc, że od pierwszych dni większym zaufaniem trenera będzie cieszył się Polak. – Różnica polega na tym, że w Genoi mógł nie strzelać w trzech, czterech, pięciu meczach z rzędu i nic się nie działo. W Milanie taka seria może kosztować go miejsce w składzie. Duży test charakteru, ale Piątek udowadniał już w tym sezonie, że jest człowiekiem bez układu nerwowego – wyjaśnia Kubik.


***

Presja będzie tym większa, że Milan bardzo potrzebuje miejsca w pierwszej czwórce. – To dla nich kluczowe pod każdym względem: medialnie, finansowo i sportowo. Jeśli wrócą do Ligi Mistrzów, znów będą mogli ściągać naprawdę klasowych piłkarzy. Jeśli Piątek im w tym pomoże, spłaci się z nawiązką już w kilka miesięcy — tłumaczy Borkowski.

Oczekiwania są ogromne. „Corriere dello Sport” ogłosił już nadejście „papieża Polaka” i „ministra od bramek”, który ma „zbawić atak Milanu”. „La Gazetta dello Sport” pisze o „grzmocie”, jakim jest przejście Piątka z Genoi do Milanu, i wyzwaniu, jakie rzucają w ten sposób Milikowi i Napoli. To starcie już w sobotę.

W dwóch słowach: dzieje się.

Milan ryzykuje, wydając tyle pieniędzy na Piątka, ryzykuje też jednak sam Piątek. Rossoneri strzelają zdecydowanie najmniej goli z całej czołówki, a zacinali się tu m.in. Carlos Bacca, Nikola Kalinić, Luiz Adriano, Andre Silva czy – ostatnio – Gonzalo Higuain, który w ciągu pięciu sezonów na Półwyspie Apenińskim zdobył 111 bramek, a w czerwono-czarnych barwach trafił tylko… sześciokrotnie.

Kibice otwarcie mówią o „klątwie” i „ciężarze”, jaki wiąże się z byciem środkowym napastnikiem w ich klubie. Od czasów Zlatana Ibrahimovicia nikomu nie udało się go udźwignąć…

– Na pewno są przesłanki, że akurat Polak sobie tam poradzi – przekonuje Borkowski. – W kontekście Milanu narzeka się przede wszystkim na drugą linię, ale i w Genoi nie mógł przecież liczyć na wsparcie pomocników. Poza tym Gattuso przez kilka ostatnich miesięcy zmagał się z plagą kontuzji. Teraz dołączył kreatywny Paqueta, wrócił Andrea Conti, czyli bardzo ofensywnie usposobiony prawy obrońca, wyleczy się kilku innych zawodników… Będzie im się grało łatwiej, a co za tym idzie Piątkowi będzie łatwiej o gole.

***

Jedno jest pewne: w przypadku Piątka nigdy niczego nie można wykluczyć. Jeśli uda mu się w Milanie, piłkarski świat stanie przed nim otworem. Już stoi. 


źródło:
Zobacz więcej