Złudne nadzieje zmiany języka debaty publicznej [OPINIA]

Prezydent Paweł Adamowicz został zaatakowany przez nożownika podczas gdańskiego finału WOŚP (fot. PAP/Tomasz Waszczuk)

Jeśli już teraz, nim ostygnąć zdążyło ciało Pawła Adamowicza, nim minął tydzień od zbrodni, zaczyna sączyć się trucizna, to trzeba się liczyć z tym, że wkrótce zamieni się ona w potok. Wszystko wskazuje na to, że wiara w możliwość naprawy debaty publicznej w Polsce jest naiwnością. Nawet po tak dramatycznym i szokującym wydarzeniu, jakim było zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Jacek Kurski o przeżywaniu żałoby w TVP: dochowaliśmy wszelkich standardów

Hołd został oddany, a TVP dochowała standardów właściwego przeżywania tych dramatycznych chwil – powiedział w niedzielę prezes TVP Jacek Kurski,...

zobacz więcej

Przed kilkoma dniami na własne życzenie moja wyobraźnia zaprowadziła mnie do grona ludzi naiwnych, którzy sądzili, że tak wstrząsające zdarzenie musi być – jak pisałem, używając ogranej przenośni – „dzwonem bijącym na alarm”. Krzykiem, wzywającym do wyciszenia ostrych, często brutalnych sporów i wzajemnych ataków w debacie publicznej, toczonej przez rywalizujące ze sobą obozy polityczne.

Podczas sobotnich uroczystości pogrzebowych wygłaszający homilię arcybiskup Sławoj Leszek Głódź użył podobnej metafory, mówiąc o „biciu dzwonu na trwogę”. Dzwonu, który wzywa do zmiany stylu naszego życia, politycznego, społecznego, medialnego, do wyrugowania z życia społecznego języka pogardy, pychy, która jest nieodrodnym dzieckiem pogardy. Trzeźwość rozumu podpowiada, że rachuby zakładające zmianę stylu uprawiania polityki są, niestety, mało prawdopodobne.

Co gorsza, prognozy na tegoroczną pogodę polityczną są fatalne. Można założyć, że wojna polsko-polska w sferze werbalnej przyjmie bardziej drastyczne formy, niż dotychczas to miało miejsce. W tę wojnę zaangażowane są głównie dwa środowiska – politycy i media. Analitycy sceny politycznej twierdzą, że nie ma szans na zmniejszenie napięć i wyciszenie sporów, obfitujących we wzajemne wypuszczanie trujących strzał, których jedynym celem jest osłabienie obozu przeciwnika lub doprowadzenie do jego zniszczenia. Co najwyżej, twierdzą specjaliści, możliwe jest zmniejszenie ostrości sporów. Złagodzenie dosadnych epitetów o skandalicznej wymowie, wypolerowanie dotkliwych ciosów niczym nieuzasadnionych. Czasami krótkie zawieszenie broni w obliczu dramatycznych wydarzeń, jak np. w przypadku gdańskiej zbrodni.

Żona prezydenta Adamowicza odebrała Nagrodę Orła Jana Karskiego

W niedzielny wieczór w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku żona prezydenta Gdańska Magdalena Adamowicz odebrała Nagrodę Orła Jana Karskiego...

zobacz więcej

Co ciekawe, zdaniem ekspertów, politologów, socjologów, wbrew mojemu założeniu, to raczej politycy potrafią przez krótki czas zachować większą wstrzemięźliwość niżeli media. Politycy są bardziej niż media gotowi i zdolni do wygaszenia agresji w debacie. Tymczasem wydawało mi się, że jeśli miałaby w Polsce nastąpić poprawa jakości debaty, polegająca na złagodzeniu języka oraz na szukaniu płaszczyzn porozumienia spierających się stron, to w sposób naturalny początek takiej metamorfozie dać winny media. One, sądziłem, byłyby zaczynem takich przemian.

W istocie chyba jednak jest odwrotnie. Wydarzenia tego tygodnia w sposób oczywisty dowodzą, że media nie są tylko biernym pasem transmisyjnym, przekazującym bulwersujące, bliskie granic gruboskórnych prostaków opinie i oceny polityków, ale same są aktywnym uczestnikiem debaty publicznej. Stają się często w większym stopniu niż posłowie czy senatorzy reprezentantem określonej postawy politycznej.

Zaś w przypadku sympatii do obecnej opozycji politycznej przybierają postać samodzielnych centrów określonej ideologii. Inaczej mówiąc, media nie tylko rejestrują i odtwarzają debatę prowadzoną między politykami - to prawda, iż często obciążoną negatywnymi treściami - ale same nie tylko włączają się do takiej debaty, lecz stają się jej samodzielnymi aktorami, będąc czymś o wiele więcej niż tylko kibicem określonej partii. Same inspirują polityków do określonych postaw i reakcji. Własnymi siłami tworzą coś na kształt ośrodka politycznej edukacji, dostarczającej politykom gotowych ściągawek.

I znowu muszę powiedzieć, że zarysowana tu charakterystyka obu środowisk polityków i mediów znalazła potwierdzenie w ciągu ostatnich dni po zabójstwie Pawła Adamowicza.

Żona prezydenta Adamowicza odebrała Nagrodę Orła Jana Karskiego

W niedzielny wieczór w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku żona prezydenta Gdańska Magdalena Adamowicz odebrała Nagrodę Orła Jana Karskiego...

zobacz więcej

Donald Tusk i Grzegorz Schetyna nie byli w stanie powstrzymać się całkowicie od politycznych oświadczeń dla mediów. – Chcę ci obiecać, że obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą – powiedział Tusk, po raz kolejny dając sygnał swoich aspiracji powrotu do krajowej polityki.

– Nienawiść, która odebrała Ci życie, nie zniszczy tego, co zbudowałeś – dorzucił w tym samym czasie Schetyna.

Żaden z ich nie epatował jednak brutalnymi oskarżeniami wypowiedzianymi wprost. Zrobili to ich dwaj partyjni koledzy oraz redaktorzy naczelni dwóch najbardziej opiniotwórczych dzienników. Takich hamulców nie miał już wicemarszałek Senatu z PO Bogdan Borusewicz, mówiąc następnego dnia po zgonie Pawła Adamowicza, że „to był mord polityczny, do którego doprowadziła atmosfera szczucia, nagonki, w której brały udział także publiczne media”. Dzień po pogrzebie nie miał również wątpliwości przewodniczący klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann, forsując tezę o zbrodni politycznej.

– W Gdańsku doszło do politycznej zbrodni, do wyrachowanej i zaplanowanej próby zabójstwa polityka wybranego w powszechnych wyborach, polityka z niedawno odnowionym wielkim demokratycznym i politycznym mandatem – oskarżył zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski, wyrażający oficjalne stanowisko redakcji. – Za brutalnym czynem psychopaty stoi polska psychoza polityczna. Rzeki negatywnych emocji wylewanych przeciw sobie przez głównych aktorów polskiej sceny politycznej, nienawiść i szyderstwa wobec siebie PiS-owskich i opozycyjnych harcowników, narracja medialna nie tylko w pełnych zwierzęcej nienawiści i kłamstw postach na platformach społecznościowych, ale również w skrajnie spolityzowanych kanałach telewizyjnych – napisał w komentarzu Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

To media napędzane swoją agresją i chęcią urządzania świata, według przyjętego przez nie modelu, nie były w stanie respektować prośby rodziny Pawła Adamowicza, by wstrzymać się od wikłania tragicznej śmierci ich najbliższego z polityką.

źródło:
Zobacz więcej