W interesie USA jest, by stosunki polsko-irańskie pozostały dobre [OPINIA]

W interesie USA jest stopniowa normalizacja stosunków z Iranem, a nie planowanie inwazji (fot. Reuters / Hamad I Mohammed)

Polska powinna zrobić wszystko, by w konferencji bliskowschodniej, która ma się odbyć w Warszawie, wziął udział również Iran. W przeciwnym razie konferencja ta nie tylko nie rozwiąże żadnych problemów Bliskiego Wschodu, ale stworzy nowe. Polska powinna też przekonać USA, że może być pomostem między Stanami Zjednoczonymi a Iranem i że może to Amerykanom przynieść znacznie więcej korzyści niż robienie z nas twarzy antyirańskiego frontu.

Protest ws. szczytu. MSZ Iranu wezwało polskiego dyplomatę

MSZ Iranu w niedzielę wezwało charge d'affaires ambasady Polski w Teheranie, by oficjalnie zaprotestować przeciw planowanej na luty w Warszawie...

zobacz więcej

Irańskie błędy USA

Iran i USA nie są wrogami w wymiarze geopolitycznym, a konflikt między tymi dwoma krajami wynika z historycznych błędów Amerykanów. W czasach nowożytnych głównymi wrogami Iranu była Turcja, Rosja i Anglia. To te dwa ostatnie kraje rujnowały Iran w czasach dynastii Kadżarów, rządzącej w XIX w.

To Rosjanie krwawo stłumili rewolucję konstytucyjną na początku XX w., której wolnościowe, demokratyczne cele wyprzedzały nawet przekształcenia ustrojowe w Europie. A rewolucja ta była wspierana przez ówczesne szyickie duchowieństwo.

Jednym z bohaterów Iranu stał się wówczas młody Amerykanin, nauczyciel z Tebrizu, Howard Baskerville, zastrzelony przez rosyjskiego snajpera w 1909 r. To właśnie niechęć do Brytyjczyków i Rosjan skłoniła szacha Rezę Pahlawiego do prowadzenia proniemieckiej polityki w czasie II wojny światowej.

Skończyło się to wojskową interwencją ZSRR i Wielkiej Brytanii, w wyniku której szach został obalony i zastąpiony przez swojego 22-letniego syna Mohammeda Rezę, a Iran był przez kilka następnych lat okupowany był przez Sowietów i Brytyjczyków.

USA wkroczyło na irańską scenę dopiero w 1953 r. Po II wojnie światowej młody szach nie wykazywał specjalnego zainteresowania rządzeniem i nastąpił krótki okres, w którym znów zaczęły się rodzić zalążki irańskiej demokracji.

Tą właśnie demokratyczną drogą wyborów parlamentarnych do władzy w 1950 r. doszedł Muhammad Mosaddegh, który stwierdził, że należy położyć kres kolonialnemu wykorzystywaniu kraju o takich tradycjach jak Iran. Postanowił więc znacjonalizować Anglo-Irańską Spółkę Naftową, która była instrumentem do wysysania irańskiego bogactwa przez Brytyjczyków.

Polska przedstawiła Irańczykom założenia konferencji dot. Bliskiego Wschodu

W sobotę odbyło się spotkanie charge d'affaires RP w Iranie z szefem Wydziału ds. Europy Wschodniej MSZ Iranu. Polski dyplomata przedstawił...

zobacz więcej

Mosaddegh jako nacjonalista nie miał żadnych związków ani z komunistami, ani ze Związkiem Radzieckim, ale Brytyjczycy przekonali Eisenhowera do tego by CIA zorganizowało przewrót. Operacja Ajax, przeprowadzona została w sierpniu 1953 roku i Irańczycy nigdy nie zapomnieli jak USA zabiło rodzącą się demokrację i odradzającą się siłę Iranu w imię brytyjskich interesów naftowych.

A dla USA był to strzał w kolano, bo zdobyli Iran na raptem 26 lat, a od 1979 roku stali się „Wielkim Szatanem”. Stało się to zresztą w dużej mierze dzięki kolejnemu amerykańskiemu strzałowi w kolano.

Jimmy Carter szacha nie znosił, więc postanowił zorganizować kolejny przewrót, mając totalnie błędną ocenę sytuacji. Wymyślił sobie, że władzę obejmą nacjonalistyczni liberałowie, sieroty po Mosaddeghu, nie zdając sobie sprawy, że stracili oni jakiekolwiek wpływy.

Dlatego, gdy zaczęła się rewolucja, USA nie udzieliły szachowi wsparcia, a kiedy Amerykanie zobaczyli, że obok szyickich islamistów dominującą rolę na ulicach odgrywają komuniści i marksistowscy islamiści (mudżahedini ludowi), to w strachu przed wejściem Iranu w sowiecką strefę wpływów uznali, że najlepiej będzie jeśli władzę przejmie Ruhollah Chomejni, spacyfikuje marksistów, a potem „jakoś się dogadamy”.

Iran dementuje, że wstrzymał wydawanie polskim obywatelom wiz turystycznych

Iran dementuje informacje części mediów, że wstrzymał wydawanie polskim obywatelom wiz turystycznych. Informację taką przekazał Bahram Qasemi,...

zobacz więcej

Efekty tego podejścia widać do dziś. Ten historyczny wstęp niezbędny jest do zrozumienia obecnej polityki USA w stosunku do Iranu. Jest ona bowiem oparta na tradycyjnie błędnych założeniach. Polityka przywrócenia sankcji to droga donikąd, a opieranie przyszłości Iranu na mudżahedinach ludowych to nieporozumienie.

Absolutna władza rahbara

Iran nie jest krajem wolnym i demokratycznym, mimo że odbywają się w nim wybory. Kluczem do zrozumienia tego jest system welajate fakih, co dosłownie oznacza „rządy mędrców”. Sprowadza się to do dwóch szczebli władzy.

Nad pierwszym, składającym się z tradycyjnych instytucji takich jak parlament, rząd, prezydent, sądy i wojsko znajduje się drugi złożony z Rady Strażników, Zgromadzenia Ekspertów oraz Najwyższego Przywódcy (rahbara). Faktyczną i absolutną władzę sprawuje rahbar, wybierany w zasadzie dożywotnio przez Zgromadzenie Ekspertów (teoretycznie może ono też go odwołać).

To jest z kolei wybierane w wyborach powszechnych, ale spośród kandydatów zatwierdzonych przez Radę Strażników, której skład w zasadzie zależy od decyzji rahbara. Kółko się zamyka. Do tego wyższego szczebla można też zaliczyć Pasdaran (zwany tez Sepah), czyli Korpus Strażników Rewolucji, formację wojskową podległą bezpośrednio rahbarowi i tylko przed nim odpowiedzialną.

Chiny chcą zainwestować 3 mld dolarów w irańskie pola naftowe

Chiński gigant naftowy Sinopec negocjuje z irańskim National Iranian Oil Company (NIOC) kontrakt o wartości 3 mld dolarów, dotyczący eksploatacji...

zobacz więcej

Połączenie władzy religijnej ze świecką odbiło się czkawką tej pierwszej, gdyż Irańczycy zaczęli obarczać ją odpowiedzialnością za błędy tej drugiej. Dzieje się tak mimo, że czołowi irańscy politycy nie zawsze mogą liczyć na bezkarność.

Najboleśniej przekonała się o tym ekipa Mahmuda Ahmedineżada, prezydenta w latach 2005 – 2013. Dwóch jego wiceprezydentów siedzi obecnie w więzieniu – Mohammad Reza Rahimi odsiaduje wyrok pięcioletni, a Esfandiar Rahim Maszaei został w tym roku skazany na 6,5 roku.

Tymczasem nie wszyscy ajatollahowie uczestniczą we władzy, a niektórzy są przeciwni obecnemu systemowi politycznemu, uważając, że należy oddzielić władzę religijną od świeckiej i zdemokratyzować Iran. Iran jest bowiem dziś najbardziej zateizowanym krajem w świecie muzułmańskim.

Ale to nie tworzy bynajmniej potencjału rewolucyjnego, bo nikt nie sprawdza list obecności na piątkowych modłach i choć władze starają się utrzymywać surowe reguły obyczajowe, to większość Irańczyków znalazła sobie modus vivendi. I nikt nie będzie umierał za to, żeby kobiety mogły chodzić bez chust, a mężczyźni w krótkich spodenkach. Nikt też nie będzie umierał za legalizację alkoholu, który i tak można kupić w Iranie bez większego wysiłku.

Iran: ambasadorowie Holandii, Danii i Wlk. Brytanii wezwani na dywanik

Po sobotnim zamachu na paradzie wojskowej w mieście Ahwaz w Iranie, w którym zginęło 25 osób, a ponad 60 zostało rannych, nocą z soboty na...

zobacz więcej

W Iranie nie ma też rozbudowanego systemu inwigilacji, takiego jak np. w byłej NRD, bo władza nie jest bynajmniej zainteresowana ściganiem tych, którzy na nią psioczą, o ile nie przekłada się to na polityczną aktywność, mogącą zagrozić ustrojowi islamskiej republiki.

Różne oblicza opozycji antysystemowej

Irańska opozycja oczywiście istnieje, ale jest bardzo mocno podzielona i składa się z opozycji wewnątrzsystemowej i pozasystemowej. Na tę drugą składają się komuniści i inne grupy lewicowe (które prawdopodobnie mają największe wpływy w Iranie ze wszystkich grup antysystemowych), rojaliści i inne tego typu marginalne grupki totalnie oderwane od realiów współczesnego Iranu, separatyści (kurdyjscy, beludżyjscy czy chuzestańscy) i mudżahedini ludowi.

Część separatystów prowadzi przy tym działalność o charakterze terrorystycznym. Trudno bowiem traktować inaczej zamach w Ahwazie we wrześniu 2018 r., w którym najmłodsza ofiara miała 4 lata. Z kolei mudżahedini ludowi, którzy starają się prezentować jako główna siła opozycyjna, a wielu wpływowych amerykańskich polityków i analityków zdaje się to kupować, mają niezwykle podejrzaną przeszłość i zszarganą w Iranie reputację.

Grupa ta, oficjalnie nosząca nazwę Organizacja Ludowych Mudżahedinów Iranu lub Narodowej Rady Irańskiego Ruchu Oporu, jeszcze do 2012 roku znajdowała się na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych, a w czasie wojny iracko-irańskiej brała udział w walkach po stronie Saddama Husajna. W samym Iranie nie ma żadnego silnego ruchu opozycji antysystemowej, co znalazło swój wyraz w słabości protestów, które wybuchły pod koniec 2017 r.

USA nałożyły kolejne sankcje na Iran. W tle „brutalny reżim Asada”

Stany Zjednoczone nałożyły kolejne sankcje na Iran. Restrykcje objęły – jak wskazano – „rozległą sieć finansową”, wspierającą powiązaną z Korpusem...

zobacz więcej

Elity islamskiej republiki na czele protestów

Od czasu powstania Islamskiej Republiki Iranu w kraju tym dochodziło do wielu protestów, ale najbardziej masowy i zorganizowany charakter miały dwa wystąpienia i w obu wypadkach emigracyjna opozycja odegrała niewielką rolę.

W 1997 roku prezydentem Iranu został Muhammad Chatami, który zaczął robić irańską wersję pieriestrojki i ostrożnie otwierać Iran na współpracę z Zachodem. Mając ogromne poparcie wśród irańskich studentów stał się ich nadzieją na zmianę.

W lipcu 1999 roku na irańskich uczelniach wybuchła rewolucja, Chatami jej nie poparł i protesty zostały bezwzględnie spacyfikowane. Drugie masowe protesty wybuchły w 2009 roku, po wyborach prezydenckich, które zdaniem oponentów ówczesnego prezydenta Mahmuda Ahmedineżada zostały sfałszowane tak, by mógł on pozostać na drugą kadencję.

Znane jako „zielona rewolucja” miały one nawet bardziej masowy charakter niż te sprzed dekady. Tyle, że w tym wypadku jeszcze wyraźniejsze było przywództwo opozycji wewnątrzsystemowej. Główny kontrkandydat Ahmedineżada Mir-Hosejn Musawi, który zdaniem protestujących wygrał wybory, był jednym z najbliższych współpracowników pierwszego rahbara Ruhollaha Chomeiniego i premierem przez całe lata 80-te.  

Iran: Amerykańskie bazy są w zasięgu naszych rakiet

Amerykańskie bazy wojskowe w Afganistanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Katarze, a także lotniskowce USA w Zatoce Perskiej są w zasięgu...

zobacz więcej

Musawiego, mniej lub bardziej otwarcie, popierało szereg kluczowych postaci irańskich elit władzy, w tym byli prezydenci Chatami i Rafsandżani, rodzina Chomeiniego i wielu ajatollahów, w tym niegdyś prawa ręka Chomeiniego Hosejn-Ali Montazeri.

Te doświadczenia powinny uzmysłowić USA, że jeśli dojdzie do zmiany w Iranie, to nie przyjdzie ona z zewnątrz, ale nastąpi wewnątrz systemu. Inne doświadczenia, te z Iraku za Saddama, powinny natomiast nauczyć Amerykanów sceptycyzmu w sprawczą moc sankcji gospodarczych.

Zresztą już dziś widać, że straci na nich przede wszystkim Europa (w tym Polska), bo w lukę stworzoną przez wycofujące się firmy europejskie wchodzą Chińczycy. Wielkim beneficjentem izolacji Iranu jest też Rosja, która nie chce, by kraj ten miał alternatywę w swoich relacjach zagranicznych i stanowił alternatywę dla rosyjskich dostaw ropy i gazu do Europy.

Z handlu z Iranem nie zrezygnuje też Turcja czy Irak, do którego szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif udał się z aż pięciodniową wizytą zaraz po ogłoszeniu planu bliskowschodniej konferencji w Warszawie. Na sankcjach skorzysta też Pasdaran będący nie tylko potęgą militarną ale również gospodarczą.

Polska pomostem między Iranem a USA

Wbrew retoryce irańskich władz większość Irańczyków nie pała nienawiścią do USA, ale też z całą pewnością nie pokocha Amerykanów za sankcje. Zwłaszcza, że celem sankcji jest uderzenie w rosnącą regionalną potęgę Iranu. Nie Islamskiej Republiki Iranu, ale po prostu Iranu. A Irańczycy to dumny naród z dużą skłonnością do nacjonalizmu.

Iran rzuca rękawicę USA. „Będziemy kontynuowali rozwijanie i testowanie rakiet”

Rzecznik irańskiej armii gen. Abdolfazl Szekarczi oznajmił, że Iran nie przerwie swego programu rakietowego i będzie kontynuował testy. Jest to...

zobacz więcej

Obecna polityka USA wobec Iranu jest oparta na interesach dwóch kluczowych sojuszników USA w regionie tj. Arabii Saudyjskiej i Izraela. Trudno spodziewać się, by Saudowie, u których panuje absolutyzm i najbardziej niebezpieczna forma islamu – wahabizm, marzyli o demokracji w Iranie. A zwykli Irańczycy nie marzą wcale o tym, by ich kraj został upokorzony, nie mówiąc już o ewentualnym ataku militarnym.

Póki żyje obecny 80-letni rahbar Ali Chamenei w Iranie nie dojdzie do żadnego przełomu ustrojowego. Trudno powiedzieć natomiast co stanie się po jego śmierci, gdyż rahbara wybierano dotychczas tylko raz – w 1989 r.

Istnieje przy tym duże prawdopodobieństwo, że Iran skręci mocniej w kierunku nacjonalistycznym, a mniej religijnym, co niekoniecznie wiązać się będzie z demokratyzacją. Iran jest przy tym coraz bardziej rosnącą potęgą, a jego położenie determinuje jego kluczową rolę w procesach zachodzących zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Azji Środkowej, w tym w Afganistanie.

W interesie USA jest stopniowa normalizacja stosunków z Iranem, a nie liczenie na rewolucję czy planowanie inwazji. Polska jako jeden z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych, a zarazem kraj który dotąd miał bardzo dobre relacje z Iranem, może odegrać kluczową rolę w takim procesie, co przyniosłoby korzyść zarówno USA, Iranowi jak i Polsce.

Warszawska konferencja mogłaby być pierwszym krokiem w tym kierunku. Jeśli stanie się jednak antyirańskim szczytem, na co póki co wszystko jednak wskazuje, to nie przyniesie to nam żadnych korzyści. Amerykanom zresztą też nie. Za jakiś czas USA być może to zrozumieją, ale jeśli my staniemy się teraz twarzą antyirańskiego frontu, to nasza rola będzie już skończona.

źródło:
Zobacz więcej