Prorok reglamentuje internet. Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu

Gurbanguły Berdimuhamedow rządzi Turkmenistanem twardą ręką (fot. Turkmenistan.gov.tm)

Prorok, piosenkarz, sportowiec, chirurg, ekspert od wojskowości, hodowli koni, leśnictwa, uprawy herbaty – gdyby Leonardo da Vinci żył w naszych czasach, mógłby się uczyć wszechstronności od prezydenta Turkmenistanu. Gurbanguły Mialikgułyjewicz Berdimuhamedow to prawdziwy człowiek renesansu, który teraz z właściwym sobie wdziękiem wziął się za internet. Mark Zuckerberg i Jeff Bezos wprawdzie nie mają się czego obawiać, ale też nie sukces komercyjny jest celem Berdimuhamedowa. My za to możemy się nacieszyć efektem ubocznym – możliwością wglądu w jedną z najciekawszych dyktatur na świecie.

Toalety i śmietniki do kontroli. Policja poszuka gazet ze zdjęciami prezydenta

Policja w turkmeńskim mieście Gumdag otrzymała odpowiedzialne zadanie. Funkcjonariusze mają pilnować, żeby obywatele nie wykorzystywali w celach...

zobacz więcej

Turkmenistan, była radziecka republika w Azji Środkowej, jest o ponad połowę większy od Polski, ale mieszka tam zaledwie nieco ponad 5 mln ludzi. Mieszkańcy mają umiarkowaną wiedzę na temat tego, co dzieje się na świecie. Nie jest to bynajmniej apatia, częsty długookresowy efekt promieniowania dyktatury. Władze pilnują, żeby umysłów i dusz obywateli nie mącił powiew zgnilizny z zagranicy, w efekcie w kraju nie ma dostępu do Facebooka, Twittera czy Instagrama. Oczywiście ludzie znajdują sposoby, żeby to obejść, ale zwykle kończy się to odcięciem internetu i wizytą smutnych panów.

Żeby jednak ludzie nie czuli się wyobcowani, Burdimuhamedow podarował im prawilne medium społecznościowe. Narodowa platforma nosi nazwę Biz Barde (w skrócie „Bi-Bi”), czo oznacza „Jesteśmy tu”.

– Długo pracowaliśmy nad tym, aby nasz produkt spodobał się użytkownikom i napotkaliśmy na wiele problemów – przyznaje Aziz Beknazarow, dyrektor generalny firmy Sungat Eseri, która opracowała serwis.

Dokręcanie śruby

Na razie aplikację ściągnęło kilka tysięcy osób, więc raczej nie stanie się hitem. Tym bardziej, że śruba w Turkmenistanie jest raczej dokręcana niż luzowana. Oficjalnie działa cenzura, niezależne media mają pod górkę. Podpisana przez prezydenta ustawa mająca „kreować pozytywny wizerunek kraju” wyklucza możliwość pokazywania w filmach i programach telewizyjnych seksu, przemocy i szkodliwych nałogów.

Tu jednak pojawia się pewien zgrzyt. Największą gwiazdą telewizji w Turkmenistanie jest sam Burdimuhamedow, który uczy swoich poddanych wszystkiego, łącznie ze strzelaniem z karabinu i pistoletu i rzucaniem nożami (oczywiście trafia tylko w 10-tki). W tym przypadku nie może być jednak mowy o przemocy. Po prostu dyktator jest drugi po Bogu i może wszystko. Nie tylko zresztą może, ale i robi wszystko.

Prezydent jak Rambo. Kiczowaty dyktator czy ojciec narodu?

Prezydent Turkmenistanu układa narodowy hymn, tańczy, dyryguje chórem, operuje, w wyścigach zawsze przyjeżdża pierwszy. Teraz prezentuje swoje...

zobacz więcej

Izolacja Turkmenistanu na arenie międzynarodowej to w znacznej mierze pochodna jego izolacji geograficznej. Przez dziesiątki lat kraj był częścią Związku Radzieckiego, ale znajdował się tak daleko od Moskwy, że gdy Sojuz się rozpadał, Kreml nie był w stanie zwalczyć w nim tendencji separatystycznych, jak próbował to robić choćby w Armenii czy Gruzji.

Ojcem niepodległości Turkmenistanu był twardogłowy komunista Saparmyrat Atajewicz Nijazow, jak na ironię zwolennik utrzymania spójności ZSRR. Gdy okazało się, że Związku uratować się nie uda, Nijazow, były I sekretarz Komunistycznej Partii Turkmeńskiej SRR, przeistoczył się w „demokratę”, choć oczywiście była to fasada. Rządził jak wcześniej twardą ręką, ale bez rosyjskiej kroplówki zacofana gospodarka posypała się do reszty. Kraj znalazł się na krawędzi. Nie przeszkodziło to jednak Nijazowowi budować kultu jednostki.

Brytyjski historyk Lord Acton wysnuł teorię, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Doskonałym przykładem potwierdzającym ją jest właśnie Nijazow. Już w 1993 r. otrzymał od wdzięcznych rodaków tytuł Turkmenbaszy, przywódcą Turkmenów, potem dołożył do niego przymiotnik Wielki. Wszystko nazywano na jego cześć, łącznie z meteorytem, który spadł na pustynię w Turkmenistanie. Ukuto nawet oficjalne hasło: „Jeden Naród, jedna Ojczyzna, jeden Turkmenbasza”. Nasuwa się oczywiste skojarzenie z inną dewizą promowaną niegdyś przez naszych zachodnich sąsiadów.

Nijazow został dożywotnim prezydentem – wybory się odbywały, choć nie były potrzebne, bo Turkmenbasza i tak otrzymywał nawet po 99,5 proc. głosów. Sama władza polityczna to było jednak zbyt mało dla – jak sam o sobie bez fałszywej skromności mówił – proroka, potomka Aleksandra Wielkiego, a nawet – co już stwierdziła specjalna komisja – potomka proroka Mahometa. Chciał władzy nad rządem dusz, stworzył więc dzieło oficjalnie stojące na równi z Koranem – „Ruhnamę”, czyli „Księgę Ducha”.
Złoty Saparmurat Nijazow otacza opieką Turkmenów ze szczytu 70-metrowego Łuku Neutralności w Aszchabadzie (fot. Wiki/Dave Proffer)

Mugabe nie jest ginącym gatunkiem. Dyktatorzy trzymają się mocno

Upadek Roberta Mugabego w Zimbabwe nie musi być znakiem czasów oznaczającym kres dyktatur. Wydawało się, że cezurą będzie rozpad ZSRR, który...

zobacz więcej

W „Ruhnamie” Nijazow streścił historię, przekonania, wierzenia i etykę Turkmenów. Oczywiście nie mogło zabraknąć wątków autobiograficznych, a raczej autohagiograficznych. Kandydaci do pracy, chętni na prawo jazdy, studenci, wszyscy zdawali egzaminy ze znajomości „Księgi Ducha”.

Imamowie mieli obiązek głosić te prawdy objawione w meczetach. Niepokorni trafiali do więzień. Za to szczególnie gorliwi czytelnicy mogli liczyć – Nijazow osobiście uprosił Allaha – na miejsce w Raju.

Psy zakazane

Z każdym rokiem sytuacja stawała się coraz bardziej groteskowa. Zmieniono nazwy miesięcy (styczeń był turkmenbaszą) i dni tygodnia. Zakazano funkcjonowania cyrków, oper i baletów, rzekomo pasujących do turkmeńskiej duchowości jak smark do rękawa. Lekarze przestali składać przysięgi Hipokratesa, tylko przysięgali Turkmenbaszy Wielkiemu. W stolicy kraju Aszchabadzie nie można już było posiadać psów, bo ich smród mierził niezwykle wrażliwe powonienie Nijazowa.

Jak sam stwierdził, wprowadził swój kraj w Złoty Wiek. Żeby obywatele mogli się o tym naocznie przekonać, zwolnił ich z podatków, do tego benzyna, energia, gaz, czy sól były całkowicie darmowe, zaś chleb był dotowany z budżetu państwa. By zaś nie zapomnieli, komu to wszystko zawdzięczają, w Aszchabadzie powstała 63-metrowa pozłacana figura Turkmenbaszy Wielkiego, której głowa porusza się zgodnie z ruchem Słońca.

Szczęście ludzkości zmarło w 2006 r. w wieku 66 lat. Ponieważ natura nie znosi próżni, a dyktatura tym bardziej, nowy prezydent Gurbanguły Berdimuhamedow szybko zaczął otaczać się własnym kultem, który nie ma sobie równych, jak Ziemia długa i szeroka. Nawet Kim Dzong Un nie ma takiej fantazji, a może po prostu brakuje mu środków, które Turkmenistan – w odróżnieniu od Korei Północnej – ma.

Była tylko jedna przeszkoda – zgodnie z konstytucją po śmierci prezydenta pełniącym obowiązki głowy państwa powinien zostać przewodniczący parlamentu, Öwezgeldi Atayew. Rozwiązanie? Atayewa uwięziono i oskarżono o „czyny niegodne zajmowanej funkcji”. Wysunięto przeciw niemu zarzuty rzekomego napastowania, poniżania i podżegania do samobójstwa swojej synowej. Dowolne by się zresztą znalazły. Berdimuhamedow chciał władzy i ją sobie wziął. Ot, tak.

Korupcja, oszustwa i skandale obyczajowe. Historia bohatera, który sprzedał swoje ideały

Państwo to ja – rzekł król Francji Ludwik XIV. Podobną dewizę wyznaje prezydent RPA Jacob Zuma, dla którego ojczyzna najwyraźniej jawi się jako...

zobacz więcej

Doktorat w Moskwie

Urodził się w 1957 r. we wsi Babarap w wilajecie achalskim, ale dzięki pilności już w czasach ZSRR należał do elity. Został dentystą, co potwierdził doktoratem z odontologii uzyskanym w Moskwie. Przez pewien czas pracował w zawodzie, ale w końcu ojczyzna go wezwała i w gabinecie Nijazowa został ministrem zdrowia, a potem wicepremierem, przy czym szefem rządu był naturalnie sam Turkmenbasza Wielki.

Kierując resortem zdrowia wykonywał nader osobliwe z naszej perspektywy posunięcia. Zgodnie z wytycznymi Nijazowa zlikwidował na przykład wszystkie szpitale na prowincji, wyrzucił na bruk 15 tys. pracowników służby zdrowia i zastąpił ich żołnierzami z poboru. „Wygrał” za to walkę z AIDS – lekarzom po prostu zabroniono diagnozować tę chorobę. W demokratycznym kraju takie decyzje oznaczałyby polityczną śmierć, ale Turkmenistan to Turkmenistan.

Po zdobyciu władzy Berdimuhamedow teoretycznie rozpoczął walkę z kultem jednostki – przywrócił nazwy dni i miesięcy, a nawet cyrk, balet i operę. Trochę jak Nikita Chruszczow po śmierci Józefa Stalina, ale chodziło o zastąpienie jednego kultu drugim – własnym. W 2010 r. prezydent otrzymał oficjalny tytuł Arkadaga, Protektora, a dwa lata później w Aszchabadzie odsłonięto jego pomnik – z białego marmuru.

Pomniki ze złota, marmuru, to atrybuty silnej władzy centralnej. Obowiązuje zasada, że im biedniejszy kraj, tym więcej łoży na pozory bogactwa. Z niepodległym Turkmenistanem było podobnie, dopóki nie okazało się, że wyciągnął szczęśliwy los w geologicznej loterii. Odkryto gigantyczne złoża ropy naftowej i gazu – to klucz do zrozumienia barwnego fenomenu Turkmenistanu.

Niepodobna wymienić wszystkie talenty prezydenta (fot. Turkmenistan.gov.tm)

Jak wydoić własny kraj. Francja bierze się za afrykańskiego satrapę

Dwa auta bugatti, liczne ferrari, lamborghini, dom w Paryżu za ponad 100 mln euro. To nie dorobek szpanerskiego miliardera, tylko skromnego...

zobacz więcej

Gazowe eldorado

Kraj niemal w całości leżący na pustyni Karakum ma szóste największe na świecie złoża gazu ziemnego. Największym skarbem jest pole Gałkynysz, drugie największe pole gazowe po znajdującym się pod dnem Zatoki Perskiej. Do tego dochodzą znaczne ilości ropy naftowej. Z takim potencjałem można po swojemu urządzać kraj i Arkadag to robi. Nie ma szans, żeby głód wygonił tłum na ulicę i ten zaczął się domagać chleba i wolności.

O ile Nijazow celował w złoto, Berdimuhamedow upatrzył sobie marmur, choć złotą rzeźbę konną oczywiście też ma. Reszta to powielenie i rozwinięcie dyktatorskich zapędów poprzednika. „Ruhnama” nie jest już lekturą obowiązkową w szkołach, nie jest studiowana na uniwersytetach, nie zdaje się z niej egzaminów, a nad jej zaletami nie rozpływają się imamowie, za to studenci uczą się wiedzy o Berdimuhamedowie.

Złoty Wiek Turkmenbaszy Wielkiego to przeszłość. W 2012 roku media państwowe ogłosiły wejście Turkmenistanu w Erę Szczytowego Szczęścia. Naturalnie jej ojcem i jedynym gwarantem jest Arkadag, o którym powiedzieć, że jest człowiekiem renesansu, to jakby nic nie powiedzieć. Przypuszczalnie nie ma dziedziny życia, w której Berdimuhamedow nie byłby autorytetem, której by twórczo nie pchnął, nie rozwinął.

Podczas gdy Nijazow literackie szczyty osiągnął tworząc wiekopomne dzieło „Ruhnama”, Arkadag z powodzeniem łączy jakość z ilością. Tworzy dużo i na dowolne tematy. Rocznie wydaje kilka książek, między innymi o polityce („Turkmenistan – serce Szlaku Jedwabnego”), ale w kręgu jego zainteresowań są rośliny lecznicze, herbata, drzewa, dywany, muzyka, sport. Nade wszystko jednak uwielbia rozprawiać o koniach.

Boska cześć

Turkmeni jak mało który naród kochają konie. Przed tysiącleciami udomowiono je na stepach na terenie dzisiejszego Kazachstanu sąsiadującego od północy z Turkmenistanem i w tych dwóch krajach te zwierzęta mają wyjątkowy status. O ile jednak Kazachowie je również jedzą, o tyle Turkmeni otaczają je niemal boską czcią.

Prezydent morderca. Duterte nie przestaje zaskakiwać

Dziwolągi, wariaci, maniacy. Niezależnie od szerokości geograficznej, zawsze na scenie politycznej musi być miejsce dla jakichś cudaków. Zwykle...

zobacz więcej

Rzecz jasna największym ekspertem od koni jest sam prezydent. Berdimuhamedow regularnie startuje w wyścigach i oczywiście je wygrywa, inkasując przy tym wysokie nagrody pieniężne nierzadko fundowane przez zagraniczne koncerny prowadzące działalność w Turkmenistanie. Będąc w gościach jak można nie wspierać lokalnego sportu narodowego?

Na torze rywale dają Arkadagowi fory, ale trzeba przyznać, że Berdimuhamedow dobrym jeźdźcem jest, choć zdarzają mu się przykre sytuacje. W maju 2013 r. wystartował w zawodach na hipodromie pod Aszchabadem i pech chciał, że za linią mety spadł z konia. Naturalnie telewizja to ocenzurowała, ale nagranie wyciekło do serwisu YouTube. Dla prestiżu prezydenta to jednak nic nie znaczy, gdyż jego poddani nie mają dostępu do tego medium.

Ministerstwo ds. koni

Podobnie jak rodacy, Berdimuhamedow ukochał szczególnie jedną rasę – achałtekińską. „Skrzydłom Turkmenów” poświęcił nawet jedną ze swoim książek – „Achał-tekińczyk – nasza duma i chwała”. O statusie tych koni w Turkmenistanie świadczy fakt, że w kraju funkcjonuje Agencja ds. Koni Achał-Tek w randze ministerstwa.

Od szefa urzędu ważniejszy jednak oczywiście prezydent noszący zaszczytne tytuły nadane mu przez parlament: Narodowego Hodowcy Koni i Mistrza Jeździectwa. Wydał on polecenie, by zmarłe achał-tekińczyki były chowane na specjalnych cmentarzach, a w ceremoniach uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz.

Nie będzie przesadą ocenienie, że gdy dopełni się los Alchana, ulubionego wierzchowca Berdimuhamedowa, w kraju zostanie wprowadzona żałoba narodowa. Koń jest niewyczerpanym źródłem natchnienia dla poetów, którzy stworzyli już kilkadziesiąt wierszy na jego temat. Godny następca Bucefała i Incitatusa.

Era Szczytowego Szczęścia (fot. Turkmenistan.gov.tm)

Po trupach do obalenia apartheidu. Zmarła żona Mandeli

„Ikona walki z apartheidem”, „matka narodu”. Takimi określeniami opisywano Winnie Madikizela-Mandelę, byłą żonę Nelsona Mandeli, pierwszego...

zobacz więcej

Oczywiście wychwalanie Alchana to wychwalanie samego prezydenta. Mimo wrodzonej skromności uległ narodowi, który domagał się postawienia w alei Szczęścia w Aszchabadzie konnego pomnika Arkadaga. Na marmurowym 14-metrowym postumencie stoi sześciometrowy pomnik z brązu, pokryty 24-karatowym złotem przedstawiający Berdimuhamedowa dzielnie spinającego achał-tekińczyka. W ostatnią niedzielę kwietnia odbywają się obchody z okazji Dnia Konia.

Człowiek renesansu

Aktywność związana z jazdą konną i hodowlą nie wyczerpują zainteresowań Berdimuhamedowa. To spektrum jest niezwykle szerokie. Wzorem w tym przypadku jest Władimir Putin, który poluje, gra w hokeja, trenuje judo, a nawet udało mu się odkryć podczas nurkowania na Morzu Azowskim dwie starożytne amfory. Prawdziwym człowiekiem renesansu jest jednak Gurbanguły Mialikgułyjewicz.

Jeżeli chodzi o parcie na szkło, sama Kim Kardashian może się od niego uczyć. Arkadag regularnie gości w państwowej telewizji. A to dźwiga ciężary na siłowni, a to jeżeli akurat nie wygrywa wyścigów konnych to triumfuje w rajdach samochodowych, pływa, jeździ na rowerze, rapuje... Wyemitowano również reportaż o tym, jak prezydent w stroju komandosa, w przeciwsłonecznych okularach, strzela do celu z karabinu, pistoletu, rzuca nożem.


Berdimuhamedow doczekał się też miejsca w Księdze Rekordów Guinnessa. Zaśpiewał w towarzystwie chóru liczącego 4155 osób pieśń, którą sam napisał i do której ułożył choreografię. Jest też godnym następcą Petroniusza jako arbiter elegantiarum. Wprowadził zakaz posiadania samochodów w kolorze czarnym. Czarne auta można sprowadzać, ale trzeba je przemalowywać na biało. Od niedawna przyjemności ich prowadzenia nie mogą jednak doświadczać kobiety. Prezydent zakazał im prowadzenia aut, choć już nawet Arabia Saudyjska im na to zezwala.

Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu może nam, Europejczykom, wydawać się czymś niezrozumiałym, ale trzeba pamiętać, że to Azja Środkowa, region należący do innego kręgu kulturowego. Byłe republiki sowieckie są wyjątkowymi tworami państwowymi, w których komunistyczne dziedzictwo i kult jednostki są wzbogacane bogatą i barwną historią chanów i emirów. W gronie tamtejszych dyktatorów Berdimuhamedow zajmuje poczesne miejsce, stając się stopniowo swoim własnym pomnikiem.

źródło:
Zobacz więcej