Sikorski o „dorżnięciu watahy”: To nie jest skierowane przeciwko komuś

Radosław Sikorski bronił swojej kontrowersyjnej wypowiedzi (fot. arch.PAP/Tomasz Gzell)

W Polsce trwa dyskusja o mowie nienawiści. Za jej przykład wiele osób uznało słowa Radosława Sikorskiego o „dorżnięciu watahy”. Były szef MSZ przekonywał na antenie TVN24, że nie był to agresywny język. – Jak ktoś nie jest uprzedzony, wie, że to nie jest skierowane przeciwko komuś – twierdził.

„Szarańcze” i „muchy” Schetyny. „Takiego języka nie powstydziłaby się hitlerowska gazeta”

– „Szarańcza”, „muchy”, takiego języka nie powstydziłaby się hitlerowska gazeta „Der Sturmer”, czy sowiecka „Komsomolskaja Prawda” – ocenił szef...

zobacz więcej

Jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy. Donku, panie marszałku, liczymy na pana – powiedział kilka lat temu Sikorski, wówczas szef MON podczas zjazdu Platformy Obywatelskiej. Teraz zapewnił, że na te słowa należy patrzeć w innym kontekście.

– W trakcie wiecu między jedną a drugą debatą powiedziałem, że jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy, wygramy tę batalię. To tak jak trener mówi: chłopaki, dobijcie ich w drugiej połowie. Jak ktoś nie jest uprzedzony, wie, że to nie jest skierowane przeciwko komuś – bronił się polityk.

Sikorski odniósł się też do tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Był prawdziwym gospodarzem. Ci prezydenci miast to są współautorzy wielkiego polskiego sukcesu. To dzięki nim Polska wygląda tak jak wygląda – przekonywał.

– Prezydent Narutowicz został zamordowany też przez szaleńca, ale który miał motywację polityczną, który czytał endecką prasę. I szaleńcy zawsze mają różne motywacje. Chodzi o to, że stworzono kontekst ataku na sędziów, a przecież o czym głównie myśli więzień. Żeby wyjść. A tu sędzia mu podwyższył wyrok ponad to, co chciała prokuratura, po czym trzy razy bodajże mu odmawiał wyjścia. No to jak słyszał, że sędziowie to kasta, to się pewnie z tym zgadzał – argumentował.

źródło:
Zobacz więcej