Prokuratura bada, czy ktoś nieumyślnie przyczynił się do śmierci Ireny Dziedzic

Śledczy znaleźli dalekich krewnych dziennikarki w Małopolsce, ale nie byli oni zainteresowani pogrzebem (fot. arch.PAP/Marcin Wegner)

Prokuratura bada, czy osoby opiekujące się Ireną Dziedzic nie dopuściły się nieumyślnego spowodowania śmierci dziennikarki. Kobieta zmarła 5 listopada 2018 r. Doniesienie w sprawie Dziedzic złożył biznesmen, który zawarł z nią umowę o tzw. odwróconej hipoteki. W zamian za 4,5 tys. zł pensji wypłacanej dziennikarce miał otrzymywać po jej śmierci jej mieszkanie na Saskiej Kępie. Z pogrzebem Dziedzic zwlekano dwa miesiące, ponieważ śledczy szukali jej krewnych.

Pogrzeb dziennikarki Ireny Dziedzic. Zmarła w wieku 93 lat

Dziennikarka Irena Dziedzic spoczęła na cmentarzu w podwarszawskich Laskach. Wcześniej odprawiona została msza pogrzebowa w kaplicy sióstr...

zobacz więcej

93-letnia Irena Dziedzic zmarła 5 listopada 2018 r. w jednym z warszawskich szpitali. Kilka miesięcy wcześniej, w niejasnych okolicznościach, złamała kość udową. W tym czasie była pod nadzorem opiekunki.

Nie wiadomo jednak, w jakich okolicznościach doszło do wypadku. W każdym razie, stanem zdrowia dziennikarki zaniepokoił się warszawski biznesmen, który zawarł z nią umowę dożywotnią, nazywaną także odwróconą hipoteką. Mężczyzna zobowiązał się płacić Dziedzic 4,5 tys. zł miesięcznie w zamian za to, że po śmierci kobiety otrzyma na własności jej mieszkanie na Saskiej Kępie.

W październiku 2018 r. zawiadomił prokuraturę, że opiekunka zajmująca się Dziedzic mogła dopuścić się zaniedbań i mogło dojść do „przestępstw związanych z umowami cywilno-prawnymi”.

Prokuratura zmieniła kwalifikację czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci, gdy dostała informację o jej śmierci. Z informacji portalu tvp.info wynika, że na razie brak jest przesłanek, że opiekunka dziennikarki mogła dopuścić się jakichkolwiek zaniedbań. Nie ma też dowodów, że przed śmiercią dziennikarka dokonała jakichś transakcji czy umów finansowych. Prokuratura czeka teraz na wyniki badań toksykologicznych krwi Ireny Dziedzic.

Wyjaśniło się za to, dlaczego z pogrzebem Ireny Dziedzic zwlekano przez ponad dwa miesiące. Z informacji portalu tvp.info wynika, że śledczy szukali członków jej rodziny. Udało się znaleźć dalekich krewnych w Małopolsce, ale nie byli oni zainteresowani pogrzebem dziennikarki. W końcu pogrzeb sfinansował w części mężczyzna, który miał przejąć mieszkanie Ireny Dziedzic.

źródło:
Zobacz więcej