Zły moment [OPINIA]

Gdańszczanie zgromadzili się, 15 bm. przed Urzędem Miasta w Gdańsku - oddają hołd zmarłemu prezydentowi miasta Pawłowi Adamowiczowi (fot. PAP/Adam Warżawa)

Gdy pisałem większą część tego komentarza, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz walczył jeszcze o życie, jeszcze można było mieć nadzieję, że będzie to walka zwycięska. Niestety, bardzo szybko dramatyczne wieści napływające z Gdańska zmieniły się w informację oficjalną. Kiedyś wydawało się, że nieszczęście – choroba, nieszczęśliwy wypadek, śmierć - to w warunkach pokojowych ostatnia rzecz, która potrafi nas połączyć. Że również gdy spotka ono kogoś, z kim się całkowicie nie zgadzamy czy wręcz kwestionujemy jego moralne czy etyczne kwalifikacje, nie wykorzystujemy go jako argumentu lub okazji, by zaatakować. I odwrotnie – nie traktujemy czyjegoś dramatu jako okazji do uzyskania jakiejś korzyści politycznej. Albo tylko chcieliśmy w to wierzyć, nawet, gdy było to już niemożliwe od dramatycznego przełomu, jaki dokonał się wiosną 2010 roku.

Minister zdrowia: Prezydent Gdańska doznał potwornych urazów. Miał rozdarte serce

– Musimy sobie uświadomić, że śp. Paweł Adamowicz doznał potwornych urazów. Serce, jelita, śledziona, przepona – wszystko uszkodzone w wyniku...

zobacz więcej

Co jest normą, co patologią, a co brutalną codziennością życia politycznego? Modlitwy i apele o modlitwę za człowieka, za zdrowie, a w sytuacji ostatecznej, za pokój duszy, powtórzmy – człowieka, nie polityka, konkurenta, samorządowca, działacza opozycji czy odwrotnie, natychmiastowe szukanie winnego?

Nie na scenie. Nie chodzi o już zatrzymanego psychopatę, szalejącego z nożem na gdańskim koncercie. Winnych szuka się, znajduje wszędzie tam, gdzie są ludzie, których nie lubimy – w drugiej partii politycznej, w telewizji, w prasie i w mediach społecznościowych. I bardzo łatwo się ich znajduje, wszędzie, tylko nie w lustrze. 


Spirala nakręca się niemal natychmiast. Pierwsze wpisy, które można tłumaczyć emocjami, znikają lub zostają. Hieny wyruszają na start, by ogłosić, że już wiedzą, wydały i ogłosiły wyroki, wysłały w świat swoje komunikaty. Świat zaś zapewne je podchwyci, bo zgodne są z tym, co chce widzieć i w co chce wierzyć.
Jak o tym pisać, by samemu nie wpaść w tą spiralę, jak pokazać hieny, by samemu nie zostać hieną?

To nic nowego, nie pierwsza to i nie ostatnia tragedia, która zostaje wykorzystana do celów brutalnej polityki. Dobrze widzieć, że głosy, by tego nie robić, by nie ferować wyroków, słowem – nie ulegać tej obrzydliwej pokusie i niemniej od niej fatalnemu szaleństwu, padają również ze strony osób, po których się tego nie spodziewaliśmy. Które czasem w późniejszych polemikach i komentarzach same nie zawsze już o tym pamiętają, ale jednak – i to trzeba odnotować, te próby tonowania nastrojów, zwykłą ludzką przyzwoitość.

Mamy więc reakcje ludzkie, wydawałoby się – oczywiste i mamy apele, by na nich poprzestać. Jest jednak i druga strona, ta jaskrawa, krzycząca, grożąca. Niektórzy nie ograniczają się do wskazywania winnych w polityce czy mediach, oczywiście tylko daleko od siebie samych, swoich biur i redakcji. Gdyby policja na poważnie wzięła wszystkie słowa o konieczności fizycznego odwetu, nie mogłaby przez kilka dni zajmować się niczym innym, jak przesłuchiwaniem hejterów i ochroną ich potencjalnych ofiar. A może, po Gdańsku, powinna? 


Gdybym zebrał tu najjaskrawsze wpisy, jakie pojawiły się w nocy z niedzieli na poniedziałek i później, tekst napisałby się właściwie sam. Zapewne wtedy (a znając praktykę, również i teraz tak to się skończy) ewentualni polemiści znaleźliby cały zbiór odpowiednich cytatów wskazujących, że po drugiej sporze sporu też nie brak było podobnych haseł i wezwań. Na proporcje nikt nie będzie patrzył, w oczy zawsze bardziej rzucą się jaskrawe wykrzykniki.

Olsztyn: Zarzuty dla internauty m.in. za nawoływanie do zabójstwa

Zarzut publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni zabójstwa oraz posiadanie znacznych ilości marihuany przedstawiła prokuratura 24-letniemu...

zobacz więcej

Groźby, wyzwiska i fałszywe analogie są przerażająco medialne. I łatwiejsze niż szukanie odpowiedzi na wiele pytań, które już właściwie zupełnie apolitycznie można postawić. Ot, jakość usług ochroniarskich, realne zabezpieczenie imprez, nie tylko masowych – ta bowiem, jak się okazuje, imprezą masową nie była.

Według organizatorów, więc kolejne pytanie – odpowiedzialność organizatora. I to już kwestia niebezpieczna, za chwilę ktoś taką wątpliwość potraktuje jak nóż. Ktoś inny za podżeganie do mordu i hejt uzna normalną, uprawnioną dziennikarską lub obywatelską krytykę polityka czy innej osoby zaufania publicznego. Dziwnym trafem bowiem w sytuacjach ekstremalnych bardzo łatwo przychodzi niektórym zacieranie pojęć i granic.

A przecież lista pytań na tym się kończy. Jak patrzeć na wymiar sprawiedliwości, na całą politykę karną, rolę kary, w tym kary więzienia? W przypadku sędziego wydającego wyrok na Stefana W. ta miała odnieść skutek wychowawczy i stąd wziął się jej minimalny wymiar. Czy odniosła? Jak widzimy, nie. Czy więc tutaj też szukać mamy przyczyn tego i wielu innych dramatów? 


  Wydawałoby się, że czasu na podobne pytania jest dość, teraz zaś trzeba skupić się na czymś innym. Apeluje o to rodzina, apelują władze Gdańska. Tyle tylko, że licho nie śpi, nawet po dobrze wykonanej robocie. Ci, którzy widzą tu własny interes, choćby nie wiem jak pięknymi słowami maskowany, nie czekają.

Zło bardzo lubi się powielać, z jednego zła początek biorą następne. Bardzo trudno jest samemu ustrzec się przekroczenia cienkiej granicy, po której już idziemy z tą samą falą, którą przed chwilą próbowaliśmy zatrzymać. Oby nie tym razem.

źródło:
Zobacz więcej