Przedwyborczy strach europejskiego mainstreamu [OPINIA]

Wicepremier Włoch Matteo Salvini (fot. PAP/Marcin Obara)

Krytyka wizyty włoskiego wicepremiera Matteo Salviniego w Polsce przekroczyła wszelkie granice hipokryzji i oparta była na szokująco absurdalnych argumentach. Trudno jednak się dziwić tym atakom, gdyż ich prawdziwą przyczyną jest strach europejskiego mainstreamu politycznego przed utratą władzy. Demokracja nie polega jednak na tym, że może rządzić każdy ale tylko pod warunkiem, że jest członkiem jednej z trzech konsensualnych rodzin politycznych: liberałów, chadeków lub socjaldemokratów.

Spotkanie szefów MSW Włoch i Polski. „Współpraca w zakresie bezpieczeństwa”

Wśród tematów środowego spotkania szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego z wicepremierem, szefem MSW Włoch Matteo Salvinim znalazły się m.in....

zobacz więcej

W wyborach do europarlamentu w 2004 roku partie tworzące trzy tradycyjnie największe grupy polityczne czyli chadecką Europejską Partie Ludową (EPP), Partię Europejskich Socjalistów (PES) oraz Sojusz Europejskich Liberałów i Demokratów (ALDE), zdobyły ponad 75 proc. Cztery lata później liczba ta spadła do 72,5 proc. W 2014 roku mainstream zdobył już tylko niespełna 64 proc., a liberałowie zostali zepchnięci na czwarte miejsce pod względem wielkości reprezentacji w Europarlamencie. Wyprzedziła ich nowa rodzina polityczna Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, stworzona przede wszystkim przez PiS oraz brytyjskich konserwatystów. Decyzja PiS o tworzeniu nowej grupy politycznej, rzucającej wyzwanie europejskiemu mainstreamowi politycznemu, była wówczas krytykowana jako osłabianie wpływów Polski w unijnym parlamencie. Logika była taka, że aby cokolwiek znaczyć trzeba trzymać z mainstreamem a nie tworzyć „polityczny margines”.

Po II Wojnie Światowej system polityczny w Europie był jasny: była prawica, lewica i centrum. W Niemczech, największej europejskiej demokracji, było to najlepiej widoczne w sprowadzeniu sceny politycznej do trzech partii: CDU/CSU, FDP i SPD. W Wielkiej Brytanii obok konserwatystów i laburzystów byli zepchnięci na margines (za sprawą większościowej ordynacji wyborczej) liberałowie. We Francji i Włoszech silni byli jeszcze komuniści. Stopniowo jednak podział na lewicę i prawicę przestawał mieć znaczenie, chadecy stawali się coraz mniej chrześcijańscy, a socjaliści byli coraz bardziej liberalni. Podział prawica-centrum-lewica zastąpiony został podziałem na partie konsensualne, czyli mainstream, dążące do osiągania celów politycznych drogą ogólnopolitycznego kompromisu i partie konfrontacyjne, pryncypialnie dążące do realizacji swoich celów politycznych.

Długo udawało się utrzymywać „partie konfrontacyjne” na marginesie stosując ich izolację. Sprzyjał temu fakt, że partie te zwykle miały rzeczywiście ekstremistyczny charakter. Z jednej strony byli to komuniści będący ekspozyturą wpływów ZSRR w warunkach zimnej wojny, z drugiej przesiąknięci rasizmem i antysemityzmem nacjonaliści w stylu włoskich postfaszystów, austriackich czy niemieckich neonazistów czy też Jean-Marie Le Pena.

Coraz trudniejsza sytuacja Theresy May. Część jej partii przeciwna ustaleniom ws. brexitu

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May prawdopodobnie odłoży zaplanowane na wtorek głosowanie w Izbie Gmin w sprawie porozumienia brexitowego –...

zobacz więcej

Reformowani komuniści i „odradzający się faszyzm”

Po rozpadzie ZSRR i zakończeniu zimnej wojny sytuacja uległa całkowitej zmianie. Zachodnioeuropejscy komuniści, pozbawieni dawnego patrona, musieli się przekształcić by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Część z nich, podobnie jak większość postkomunistów z bloku postsowieckiego, weszła do mainstreamu jako nowocześni socjaldemokraci, część natomiast pozostała lewicą (bo mainstreamowa lewica w znacznym stopniu przestała nią być). Z drugiej strony kryzys tradycyjnych narodowych i chrześcijańskich wartości oraz promocja muti-kulti doprowadziła do oporu, który był tłumiony oskarżeniami o rasizm, ksenofobię, islamofobię etc. Coraz większe rzesze Europejczyków widziały problemy, których mainstream nie zamierzał dostrzec, a jedyną jego odpowiedzią było tępienie „odradzającego się faszyzmu”. Skoro więc tylko „skrajna prawica” te problemy dostrzegała więc rosła w siłę. Wrzucanie wszystkich do jednego worka (doszło jeszcze określenie „populiści”) nie służyło niczemu bo powodem popularności tych ugrupowań były realne problemy, których mainstreamowe rządy nie miały zamiaru rozwiązywać. Tymczasem część „skrajnej prawicy” całkowicie odrzuciła rasizm czy antysemityzm, tak jak część komunistów wyrzekła się miłości do Stalina zostając z dnia na dzień socjaldemokratami.

W 1999 r. doszło do przełomu na europejskiej scenie politycznej. W Austrii, kierowana przez charyzmatycznego i kontrowersyjnego Jorga Haidera FPOe zdobyła 27 proc. głosów, wyprzedzając socjaldemokratów i wchodząc do rządu. Dwa lata później włoska postfaszystowska Aleanza Nationale zdobyła 12 proc. głosów i również weszła do rządu. W przypadku FPOe sukces tłumaczono osobowością lidera co okazało się być kolejnym nieporozumieniem gdy Haider zginął, a partia pod nowym przywództwem szybko odbudowała swoje poparcie i w 2017 r. znów weszła do rządu.

Salvini po rozmowie z prezesem PiS: Rozpoczął się dialog

Rozpoczęliśmy wymianę poglądów na temat przyszłej współpracy w nowym Parlamencie Europejskim – powiedział wicepremier Włoch, szef MSW i lider...

zobacz więcej

Różne oblicza „skrajnej prawicy”

Część politycznych liderów tradycyjnej prawicy zrozumiała, że w świecie nowoczesnych mediów izolacja „skrajnej prawicy” jest przeciwskuteczna. Ponadto stało się jasne, że tam gdzie mainstreamowa prawica jest bardziej konsensualna i niechętna rozwiązywaniu realnych problemów takich jak polityczny islamizm czy nielegalna migracja, tam skrajna prawica staje się coraz silniejsza. Natomiast przejmowanie przez tradycyjną prawicę części postulatów „skrajnej prawicy” powodowało utrzymanie takich partii na marginesie. To, że tak jest łatwo sprawdzić i nie zmieni tego propaganda niereformowalnego mainstreamu sugerująca, że radykalizacja tradycyjnej prawicy otwiera drzwi „odradzającemu się faszyzmowi”.

To zmiana rządu w Hiszpanii na lewicowy i implementacja radykalnego programu lewicowego, w tym liberalizacji polityki migracyjnej, spowodowała gwałtowną erupcję popularność postfrankistowskiej partii VOX, która w ciągu kilku miesięcy z poparcia na poziomie poniżej 1 proc. wystrzeliła do poziomu dwucyfrowego. Nie ulega również wątpliwości, że gdyby w Polsce nie rządził PiS, a na Węgrzech Fidesz to poparcie odpowiednio dla Ruchu Narodowego i Jobbiku byłoby znacznie większe.

„Z przedstawicielem Włoch warto rozmawiać”, „Spekulacje o froncie są bezpodstawne”

– Dzisiaj odbyło się pierwsze konsultacyjne spotkanie szefów partii, którzy mają również istotny wpływ na rządy. Spekulacje mówiące o jakimś...

zobacz więcej

Demokracja dla wszystkich?

Dziś poparcie chadecko-liberalno-socjaldemokratycznego mainstreamu spadło w skali Europy do około 50 proc. Na takim poziomie kształtuje się poparcie dla trzech tradycyjnych partii w Niemczech tj. CDU/CSU, FDP i SPD. We Francji jest to już mniej niż 45 proc., a we Włoszech około 35 proc. Nie pozbawia to jednak zwolenników mainstreamu dobrego samopoczucia i przekonania, że tylko chadecy, liberałowie i socjaldemokraci (oraz ewentualnie jeszcze Zieloni), są „Europą” a reszta to groźny margines, ekstremiści, których trzeba zwalczać. Oczywiście w imię demokracji. Bo czy jest coś bardziej demokratycznego niż ignorowanie głosu połowy społeczeństwa?

Na lewo od mainstreamu wykształciły się dwie grupy polityczne, z jednej strony są to Zieloni, którzy czasem zaliczani są również do mainstreamu, z drugiej zaś skrajna lewica. Partie, wchodzące w skład Europejskiej Zjednoczonej Lewicy-Nordyckiej Zielonej Lewicy, poza rządzącą obecnie w Grecji Syrizą i kilkoma innymi, krótkotrwałymi epizodami, pozostają przy tym poza koalicjami rządowymi w Europie. Natomiast wszystko to co jest na prawo od mainstreamu w retoryce mainstreamu to „skrajna prawica”, którą należy zwalczać bo jest rzekomo „antyeuropejska”, „ksenofobiczna” (bo nie chce przyjmować nielegalnych migrantów), „rasistowska”, „islamofobiczna” no i oczywiście „prorosyjska”. Ten straszliwy margines reprezentuje obecnie jedną czwartą europejskich wyborców i to tylko dlatego, że przerażony mainstream nie wyrzuca ze swego grona kilku partii, które raz za razem oskarżane są o takie same grzechy. Chodzi m.in. o węgierski Fidesz, ale również o czeskie ANO (należące do liberałów).

Brytyjskie media: May nie osiągnęła na szczycie UE postępu ws. brexitu

Brytyjskie media krytycznie oceniły udział premier Theresy May w szczycie Rady Europejskiej, skupiając się w pierwszych reakcjach na braku...

zobacz więcej

Koniec ECR?

Brexit oznacza, że w nowym europarlamencie nie będzie brytyjskich konserwatystów co teoretycznie oznacza wyrok śmierci dla największego pozamainstreamowego prawicowego ugrupowania w europarlamencie czyli ECR, do którego należy PiS. Dlatego zrozumiałe jest dążenie PiS do stworzenia nowej grupy z innymi partiami, które podobnie podchodzą do europejskiego dziedzictwa, suwerenności, systemu wartości oraz problemu migracji i terroryzmu. Według przedwyborczych prognoz największą reprezentację w europarlamencie będzie miała włoska Liga Salviniego, na trzecim miejscu ma być PiS, a na piątym francuskie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. W pierwszej 10-tce znajdą się tylko dwie partie należące do EPP (CDU/CSU oraz PO), dwie należące do PES (hiszpańskie PSOE i SPD), a także po jednej z rodziny zielonych (niemieccy Zieloni) i liberałów (francuski blok Macrona).

Partie pozamainstreamowej prawicy, które tworzą w Europie koalicje rządowe czyli austriacką FPOe, belgijską N-VA, holenderską CU, bułgarskich Zjednoczonych Patriotów, łotewski Sojusz Narodowy mogą liczyć na około 15 mandatów i wydaje się dość naturalne, że zarówno Liga jak i PiS będą chciały z nimi współpracować. To samo dotyczy innych partii obecnie wchodzących do ECR, a także nowej holenderskiej partii FvD Thierry'ego Baudeta. W ten sposób Liga i PiS mogą zebrać około 90 deputowanych. Otwartym pozostanie natomiast pytanie o dalsze powiększanie tego grona np. o AfD czy Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, gdyż z perspektywy PiS może to budzić większe wątpliwości. Warto jednak pamiętać, że partia Marine Le Pen nie jest bynajmniej ekstremistycznym marginesem i cieszy się poparciem co czwartego Francuza.

„Putin mówi Salviniemu: albo ze mną, albo z Polakami”

Lider włoskiej Ligi Matteo Salvini „szuka sojuszników na scenie europejskiej i wywołuje dezorientację u swego przyjaciela Putina” – pisze w sobotę...

zobacz więcej

Kto jest przyjacielem Putina?

Współpraca między PiS a Ligą, i być może także z Le Pen, nie tylko nie będzie wzmocnieniem „sił prorosyjskich” ale wręcz przeciwnie - może doprowadzić do weryfikacji stanowiska tych partii w stosunku do Rosji. Szkoda tylko, że ci którzy szukają europejskiej V kolumny na prawicy nie rozejrzą się najpierw wokół siebie. Dwóch liderów niemieckiej SPD znalazło sobie posadki u Putina, a projekt Nord Stream II będzie największym sukcesem Kremla, przy którym wszelkie działania „prorosyjskich” Salviniego, Le Pen, etc. bledną. Zresztą trudno przypuszczać, że Rosja rzeczywiście cieszy się z antyimigracyjnej polityki Salviniego. W interesie Kremla jest to by migracja z Afryki do Europy była jak największa, gdyż to pozwala na wywoływanie chaosu i antagonizowanie wewnętrzne europejskich społeczeństw. Oczywiście propaganda rosyjska mówi co innego tylko dlaczego nagle staje się dla niektórych wiarygodna?

Przyjaciół Putina lepiej też szukać wśród polityków na złość Polsce promujących Ludmiłę Kozłowską, która ze względu na podejrzane związki z Rosją została wydalona z naszego kraju. Lepiej też szukać ich wśród grup politycznych przyjmujących do swego grona partie rosyjskiej V kolumny w krajach nadbałtyckich. Śmieszy też bombardowanie zdjęciem Salviniego w koszulce z Putinem w sytuacji, gdy Merkel i Macron tak niedawno radośnie podnosili ręce ściskając dłonie Erdogana i Putina. Warto przejrzeć zdjęciowe archiwum, w którym pełno fotografii Putina z uradowanymi liderami europejskiego mainstreamu politycznego.

Oczywiście są też partie, które rzeczywiście powinny być izolowane w europarlamencie. Należy do nich na pewno neonazistowska NPD, która weszła z puli niemieckiej, grecki Złoty Świt, węgierski Jobbik, słowaccy nacjonaliści Mariana Kotleby. Tylko, że niedostrzeganie różnicy między tymi ugrupowaniami a np. Szwedzkimi Demokratami czy Ligą Salviniego jest delikatnie mówiąc niepoważne.

źródło:
Zobacz więcej