Dzik w cyrku [OPINIA]

Demonstracja w Krakowie przeciwko planowanemu masowemu odstrzałowi dzików (fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

Wszyscy Polacy znają się podobno na piłce nożnej. W ostatnich dniach można mieć wrażenie, że drugim tematem, o którym każdy z nas wie wszystko, jest zdrowie dzików i świń, oraz metody i skuteczność w zwalczaniu ich chorób. Ja sam wiem o tym niewiele, przyznam uczciwie. Tak samo, jak prawdopodobnie większość wypowiadających się na ten temat, również tych z tytułami naukowymi. Ponieważ jednak temat wymaga zajęcia jakiegoś stanowiska, trzeba o nim napisać. Najlepiej, patrząc w statystyki i archiwa.

Minister rolnictwa: Myśliwi dostaną pieniądze za odstrzał dzików

Będą dopłaty do odstrzelonego dzika. Jakiego rzędu będzie to pomoc - jest to obecnie wyliczane, ale będzie to wysokość rzędu kilkuset złotych od...

zobacz więcej

Co kilka lat słyszymy o jakiejś strasznej epidemii wśród zwierząt, której skutkiem jest z reguły drastyczny spadek pogłowia gatunku lub nawet gatunków na obszarze występowania choroby. Co zaczyna natura, kończy z reguły człowiek, o wiele bardziej spektakularnie. By chronić inne stada, gatunki, wreszcie samego siebie, zabija tysiące zwierząt.

Doniesienia o tym zawsze brzmią niemiło i poruszają serca wrażliwych na los naszych braci mniejszych. Czy na pewno trzeba gotować im hekatombę? Czy jest to uzasadnione, a już najważniejsze – czy skuteczne? Choroba wściekłych krów, ptasia grypa, świńska grypa… Cierpienie zwierząt, zagrożenie dla ludzi, problemy rynku. Powtarzamy ten schemat co kilka lat, chętnie wykorzystując kolejne nazwy zjawiska w zwykłych rozmowach, politycznych żartach, popkulturze. Autorzy filmów katastroficznych czy horrorów znajdują tu inspirację do straszenia, a przynajmniej denerwowania widzów.

Minister środowiska rekomenduje, by nie strzelano do ciężarnych loch

Minister środowiska Henryk Kowalczyk skierował pismo do Polskiego Związku Łowieckiego oraz Lasów Państwowych, w którym rekomenduje, by myśliwi nie...

zobacz więcej

Temat dzików nie pojawił się znikąd, lecz w ostatnich dniach dosłownie zelektryzował polską opinię publiczną. Naukowcy piszą listy, dziennikarze – apele, użytkownicy mediów społecznościowych podpisują petycje i zmieniają zdjęcia profilowe, prezydent czuje się zobowiązany do zajęcia się tematem. Co więcej, pomimo mrozu ludzie wychodzą na ulice. Tyle, że gdy poszukać głębiej, okazuje się, że niespecjalnie jest ku temu wszystkiemu powód.

Wrażliwi na los zwierząt, rzadziej ludzi, artyści, gdy już uratowali tyle karpi, ile dało się uratować, postanowili ująć się za kolejnym gatunkiem. Na dziki padło dlatego, że wcześniej pojawiło się kilka wypowiedzi ważnych polityków, zapowiadających najradykalniejsze rozwiązanie kwestii gnębiącego ten gatunek afrykańskiego pomoru świń, czyli odstrzał dużej części populacji. Według niektórych – wręcz całej i właśnie to podchwyciła szybko wzburzona społeczność. Największe wrażenie wywołały informacje, że odpowiedni minister zachęca wręcz do zabijania samic w ciąży, ciąża zwierzęca zaś, całkiem słusznie, wzruszy nawet tych, którzy w tym samym zjawisku u ludzi nie dostrzegają niczego wartego ochrony. Lecz przecież współczucie dla słabszych, również zwierząt, jest rzeczą ludzką, informacje i jeszcze liczniejsze dezinformacje poruszyły bardzo wiele osób, niezależnie od barw partyjnych i przekonań politycznych.

Wiceminister środowiska: Jestem zaskoczona tym poruszeniem w sprawie dzików

– Jestem zaskoczona wywołanym poruszeniem, przecież pozyskanie dzika w tym roku jest niższe niż w minionych latach. Rekomendacje są dokładnie takie...

zobacz więcej

Tyle, że niektórzy zaczęli patrzeć w liczby, te zaś nie potwierdzają obaw (przy czym słowo „obawy” jest najłagodniejszym z możliwych określeń). Realne kwoty, przewidziane do tegorocznego odstrzału, w żaden sposób nie uzasadniają takiej reakcji. 210 tysięcy, przewidzianych w planach PZŁ na sezon 2018/2019 ani nie stanowi całości populacji dzików (jej wysokości nikt tak naprawdę dziś nie zna, jest jednak ona o wiele wyższa), ani nie są większe od tych, jakie pozyskano, jak eufemistycznie nazywa się zabicie dzika, w ubiegłych latach. Ba, zdarzały się takie lata, w których liczba zastrzelonych zwierząt tego jednego gatunku była o kilkadziesiąt, lub nawet 100 tysięcy wyższa. Co więcej, według słów ministra środowiska, w tym sezonie łowieckim odstrzelono już 170 tysięcy osobników, co oznacza, że bitwa idzie o 30 tysięcy. W czym lepszych od pozostałych, że budzą zainteresowanie aktorów i piosenkarzy? Czy dziki, które miały nieszczęście napotkać myśliwych przed początkiem 2019 roku cierpiały mniej? Nie miały stad i potomstwa? Pytania mnożą się jak dziki właśnie.

Jeśli próbować problem wytłumaczyć racjonalnie, wszystko bierze się z nieporozumienia, na które na naszej antenie zwróciła uwagę wiceminister środowiska, Małgorzata Golińska. Limity, przewidziane na sezon 2018/2019, nie będące w swojej wysokości ani wyjątkowymi, ani tym bardziej rekordowymi, zostały potraktowane jako ogłoszony nagle (jak krwawe gaszenie pożaru) plan na jeden tylko miesiąc. A faktycznie, co pozostawiało obojętnym wszystkich poza grupami ekologów i obrońców praw zwierząt, jeśli było rozłożone na rok, skomasowane w jednym miesiącu robi wrażenie.

Sawicki: Odstrzał dzików trwa od lat. Teraz mamy polowanie polityczne

– Problem polega na tym, że mamy teraz polowanie polityczne. Ten odstrzał trwa cały czas. Po co było ogłaszać krucjatę, te dziki trzeba było...

zobacz więcej

Czy to jednak tylko złe odczytanie danych, czy celowa manipulacja? Zważywszy na skalę zjawiska trzeba założyć, że chodzi o to drugie. Co gorsza, panika ta rozprzestrzenia się szybciej, niż samo ASF, co budzi pytanie o odpowiedzialność osób, biorących w tym zjawisku udział. Może niekoniecznie ekologów, dla których ten środek zdecydowanie uświęca cel, oto bowiem pojawia się okazja skupienia uwagi społecznej na od dawna podnoszonym przez nich problemie, co naukowców i myśliwych.

Ci ostatni zresztą, choć również protestują przeciwko planom ministra rolnictwa tak naprawdę potwierdzają, że obawy o los dzika jako gatunku są przesadzone – myśliwi zwyczajnie nie mają możliwości dokonać eksterminacji gatunku. Tyle, że nikt jej nie planuje, co potwierdza sam minister, mówiąc o polowaniach ograniczonych do kilku powiatów i zamykających się kwotą kilkudziesięciu tysięcy dzików. W najlepszym (lub najgorszym, zależy z której strony patrzeć) wypadku. Tymczasem takich protestów, zwłaszcza ze strony celebrytów i zainspirowanych ich postawą internautów nie doświadczyliśmy w poprzednich latach, gdy zwierzęta ginęły takimi samymi tysiącami. Ba, również wtedy, gdy minister rolnictwa w rządzie PO – PSL, Marek Sawicki, zapowiadał całkowite wybicie dzików na Podlasiu. Jeśli temat podejmowany był wówczas przez media, to najwyżej jako mocna interwencja na wyraźne życzenie obywateli, rolników.

Minister Ardanowski dla portalu tvp.info: W sprawie dzików zapanowała jakaś histeria

– W sprawie dzików zapanowała jakaś histeria, rozdwojenie jaźni. Również w przekazie społecznym, gdzie jest dużo przekłamań, by rozchwiać nastroje...

zobacz więcej

Ci zaś dziś traktowani są jako czarny charakter tej opowieści, co wskazuje na kolejne tło konfliktu. Oto bowiem dzik staje się symboliczna ofiarą, lecz również bronią w wojnie kapryśnego mieszczucha z ciemnym rolnikiem, czy raczej producentem trzody chlewnej.

Mocno zaangażowany w tłumaczenie, dlaczego jako element walki z ASF wybicie dzików będzie nieskuteczne, naukowiec Michał Żmihorski, pisze na Facebooku: Wirus ASF jest wyłącznie problemem producentów wieprzowiny, nie naszym. Tymczasem całe społeczeństwo „płaci” za utrzymywanie tej produkcji rezygnując z usług ekosystemowych dostarczanych przez dziki (np: brak dzika = więcej szkodników), płacąc za odstrzał dzika (650zł/szt), płacąc rolnikom odszkodowania i opłacając funkcjonowanie wszystkich służb, czy też biorąc na siebie przymus bioasekuracji w myśl zasady „ja chcę mieć przemysłową chlewnię, więc ty nie możesz trzymać świnki”. Wszystko po to, by stworzyć warunki nienaturalnie sprzyjające produkcji wieprzowiny. Tymczasem właśnie dobrze by się stało, gdyby producenci zaczęli (w końcu) ponosić realne koszty i ryzyko przemysłowej produkcji mięsa, na której zarabiają przecież kupę forsy.

Jeśli wczytać się uważnie, widzimy, że to już nie tylko ekologia, lecz konflikt cywilizacyjny, a może tylko klasowy – oświecone („wegańskie”) miasto kontra chciwa, śmierdząca wieś. Wieś, której jedyna racją bytu może być agroturystyka.

Komisja Europejska potwierdza: Odstrzał dzików w Polsce właściwym sposobem walki z ASF

Komisja Europejska poinformowała, że odstrzał dzików w celu redukcji ich populacji jest jednym ze sposobów walki z rozprzestrzenianiem się...

zobacz więcej

Całe to poruszenie, złagodzone minimalnie w piątek pozytywnym dla władz stanowiskiem KE, wydaje się jednak być wielką wojną, której jedyni potencjalni beneficjenci dawno już nie żyją, padli już bowiem w większości ofiarą planu na sezon 2018-2019. Jeśli zaś kolejne plany ustalać będzie już, jak marzy się na pewno części protestujących, zupełnie inny rząd, nie należy spodziewać się mniejszych liczb. Tyle, że pewnie nie będzie wtedy żadnych protestów.

Problem zniknie, jak warszawski smog znikł z płuc Grażyny Wolszczak, która wycofała pozew przeciwko miastu po rozmowie z nowym prezydentem. Od wielu lat obrońcy przyrody posługują się hasłem „Cyrk jest śmieszny – nie dla zwierząt”. Może warto pamiętać o tym również wtedy, gdy w polityczno-celebrycki cyrk zmienia się dyskusję o polityce wobec jednego z liczniej reprezentowanych w polskich lasach gatunku.

źródło:
Zobacz więcej