Opozycja się jednoczy. Przeciwko Platformie [OPINIA]

Wybory do europarlamentu już 26 maja (fot. PAP/Piotr Nowak)

Najważniejszy rok w polityce opozycja rozpoczęła od ruchów podobnych do tych sprzed kilku lat. Tak jak w równie przełomowym 2015 r. PO oblizuje się na widok krążących blisko niej lewicowców, ludowców i lewicujących liberałów. A ci zwołują naprędce swoje planktoniczne organizmy, by udawać większą, a przynajmniej trudniejszą do połknięcia rybę. Proponują przy tym hasła, przez które przegrali cztery lata temu.

Jakubiak o swojej nowej partii: Drzwi dla Pawła Kukiza są otwarte

W Federacji dla Rzeczypospolitej, nowej partii, którą zakładamy, są otwarte drzwi dla Pawła Kukiza i on o tym wie – zaznaczył poseł Kukiz'15, a...

zobacz więcej

W mijającym tygodniu Grzegorz Schetyna nie pozostawił złudzeń swoim partnerom. Jasno dał maluchom do zrozumienia, że opozycja to PO i jeśli chcą wejść w sojusz, to na jego warunkach. Ma prawo tak myśleć po grudniowych czystkach w Nowoczesnej i jej promilowych wynikach w pierwszych sondażach w tym roku.

Nadzieja lewicy z twarzą po Palikocie

Nowoczesna z tak podłym poparciem musi szukać aliansów z porównywalnymi ugrupowaniami, by poczuć się raźniej i nie wyhodować kolejnych renegatów, którzy ostatecznie doprowadziliby do pełnego jej strawienia w brzuchu Platformy. Nieoficjalnie, jak donosił Onet, .N dogadała się z PSL, Unią Europejskich Demokratów i SLD. Wspólnie czekają na kolejny ruch PO, uznając, że dadzą radę z nią, jak i bez niej. Zwłaszcza, że to lider PSL nie Platformy został, według sondażu dla „Rzeczpospolitej”, obrany na przywódcę opozycji.

Kukiz’15 zadeklarował, że pójdzie z każdym, kto spełni jego postulaty. Jej lider Paweł Kukiz zagroził już w grudniu, że jeśli nie zdobędzie władzy w kolejnych wyborach, wycofa się z polityki.

Natomiast ugrupowania lewicowe zdążyły się już porozumieć co do wspólnej listy na eurowybory. Na tle logo Partii Razem jej przywódca Adrian Zandberg ogłosił sojusz z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych, Polską Partią Socjalistyczną, ugrupowaniem Wolność i Równość, Unią Pracy i Ruchem Sprawiedliwości Społecznej.

Powstaje wspólna lista lewicy w wyborach do PE. Patronem Anna Grodzka

– Będzie lewicowa lista w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Polacy nie będą skazani na wybór pomiędzy prawicą zamordystyczną a prawicą...

zobacz więcej

Przypomnijmy, że Adrian Zandberg stał się nagle gwiazdą lewicy tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. Oczekiwanie na kogoś takiego w tym środowisku było ogromne. Wystarczyło, że powiedział kilka gramatycznych zdań w zatłoczonej debacie przedwyborczej, by obwołano go wielką nadzieją przyszłych wyborów.

Klęskę w parlamencie lewicowy elektorat kwitował optymistycznie, że może to i lepiej, bo postkomunistów spod znaku Leszka Millera zastąpi nowy ruch, prowadzony właśnie przez Zandberga.

Razem dostało dotacje, bo przekroczyło w wyborach do parlamentu cztery lata temu barierę 3 proc. poparcia. Teraz nie ma nawet tego, zaś patronem i twarzą nowego wyborczego sojuszu ma być nieco już zapomniana Anna Grodzka, związana niegdyś z Twoim Ruchem Janusza Palikota.

Partia Razem wraz z przystawkami zaprosiła do współpracy wszystkich, którzy są na lewo od Platformy Obywatelskiej. Tym samym PO znów musi się obejść smakiem. Ani wcześniejsze umizgi Ewy Kopacz, ani późniejsze przymiarki Grzegorza Schetyny nie przyniosły skutku.

Jacek Protasiewicz dołączy do koła Nowoczesnej

Poseł klubu PSL-Unii Europejskich Demokratów Jacek Protasiewicz dołączy do koła Nowoczesnej. W ten sposób Nowoczesna znów będzie miała klub w...

zobacz więcej

Elektorat z SB

Lewica odcięła się od PO. Tyle, że nie cała. Wspomniany Sojusz Lewicy Demokratycznej oficjalnie wciąż jeszcze nie wie, czy więcej zyska na skojarzeniu z liberałami, czy z lewicą.

Czy jednak Platformie Obywatelskiej powinno zależeć na ugrupowaniu, które jako kandydata na prezydenta Warszawy wystawiło Andrzeja Rozenka? Były zastępca Jerzego Urbana w piśmie „Nie”, który wrócił do SLD po karierze w TR Palikota, ostatnio słynął głównie z płomiennych tyrad w obronie byłych funkcjonariuszy SB i zagrzewaniu ich do walki o swoje prawa. Najwidoczniej i ten elektorat jest potrzebny obrońcom praw człowieka z PO-KO. W końcu SLD może liczyć obecnie w sondażach na ok. 5 proc. poparcia.

Swoją rolę w tej układance zrozumiała już wcześniej Barbara Nowacka. Wklejona w Koalicję Obywatelską, próbuje nadać jej kurs skręcający jeszcze bardziej w lewo, a dokładnie w kierunku, w którym płynęła, gdy była jeszcze u steru w Twoim Ruchu.

W święto Trzech Króli wróciła do proponowanego jeszcze za czasów Palikota zniesienia m.in. finansowania religii w szkołach z budżetu państwa. Nie ukrywała, że to dopiero początek szerszego projektu. Zaznaczyła przy tym, że nie walczy ani z Kościołem, ani z ludźmi wierzącymi.

Janusz Palikot też to powtarzał, a jednocześnie promował wojujący antyklerykalizm, na czym się mocno sparzył. Gdy przegrywał, jego okręt w popłochu opuszczali dotychczasowi wyznawcy „palikotyzmu”. Teraz wracają.

Klub „poko” czy „peokao”? Dylematy wicemarszałka Sejmu w czasie obrad

Powodzeniem w sieci cieszy się przygotowany przez nas filmowy skrót z sejmowej sali obrad. – Tadeusz Aziewicz z klubu poko – zapowiada kolejnego...

zobacz więcej

Kto na kanapę z Biedroniem

Prócz wspomnianych Grodzkiej, Rozenka i Nowackiej, powraca również Robert Biedroń. Po wywczasach w Nikaragui wsłuchuje w potrzeby zwykłych obywateli. Wydaje się, że lider PO właśnie jego powinien obawiać się najbardziej. To kolejny po Palikocie czy Zandbergu PR-owy projekt, który znajdzie swoich nabywców. Socjotechnicznymi sztuczkami i uśmiechem od ściany do ściany uwiedzie następne kilka procent lewicowego elektoratu, na który tak liczy Grzegorz Schetyna.

Robert Biedroń już dawno odgrażał się, że jego ruch będzie siłą, która zmiecie PiS i PO ze sceny politycznej, a „Grześkowi” (Schetynie) radził, by się nie mazał, że nie odbiera od niego telefonów.

Zaznaczył też, że nie interesuje go Pałac Prezydencki, gdzie widzi go już część mediów. On woli zostać premierem, bo to, jak zaznaczył, realna władza, której potrzebuje.

Od początku było wiadomo, że Słupsk jest dla Biedronia za mały. Swoim urzędnikom pokazywał to aż nazbyt często. Dziennikarz Radia Gdańsk policzył, że na 250 dni roboczych w roku prezydent miasta był w delegacjach przez 105 dni.

Ale gdy już przyjeżdżał, dbał o to, by się pokazać. Według „Wprost”, gdy PR-owcy doradzili mu, by częściej pokazywał się na czerwonym tle, Biedroń zaczął na spotkania z mieszkańcami wozić busem czerwoną kanapę, na której się rozsiadał, żeby pięknie się zaprezentować.

W ciągu najbliższych miesięcy okaże się, kto z koalicji PO-KO uzna, że warto się na nią przesiąść.

źródło:
Zobacz więcej