Wisła Kraków w oparach absurdu. Tak upada wielki klub

Nie wiadomo, jaka będzie przyszłość Wisły Kraków. Pozostaje wiara, że ludzie odpowiedzialni za sprowadzenie jej na dno, zostaną ukarani (fot. arch. PAP/Stanisław Rozpędzik)

Takiej sytuacji w polskiej piłce jeszcze nie było. Owszem, kluby upadały, powolny rozkład dokonywał się w Łodzi, Wodzisławiu, Bytomiu, Szczecinie czy Gdańsku, ale nigdy tak spektakularnie i nigdy tak... kuriozalnie. Wciąż nie wiadomo, czy historia Wisły Kraków to lepszy materiał na dramat, komedię czy film science-fiction.

Z naszą piłką, zwłaszcza w wydaniu klubowym, nie jest dobrze. Mistrza bije w Europie półamatorskie Dudelange, na stadionach pustki, ogląda się to trudno… W bardzo eufemistycznym ujęciu: Ekstraklasa już od lat stanowi rozrywkę przede wszystkim dla koneserów.

Jakkolwiek źle by jednak było, nie da się racjonalnie wytłumaczyć i usprawiedliwić tego, co w ostatnich tygodniach dzieje się w Wiśle Kraków. Na pytanie “dlaczego?” odpowiedzi nie udzieli teraz nikt, a niewykluczone, że całej prawdy nie poznamy nigdy. Zasłużony klub ginie w oparach absurdu, ratunku nie widać, a wszystko przez… własnych kibiców. Tak w wielkim skrócie.


***

Statek zaczął tonąć mniej więcej na początku grudnia zeszłego roku. Dla porządku: konstrukcja spleśniała znacznie wcześniej, a liczne dziury od kilku lat niezdarna załoga zaklejała plasteliną. Uśmiechała się jednak pani kapitan, uśmiechali się jej przyboczni, więc pasażerowie mieli prawo wierzyć, że jakoś to będzie.

Gdy w trakcie długiego rejsu nagle przestano wydawać posiłki, a i koje stały się jakby mniej wygodne, w świat wysłano pierwsze niepokojące sygnały. Bez paniki, ale i bez euforii, która przez lata towarzyszyła gościom „Białej Gwiazdy”. Nagle, z dnia na dzień, na pokład przedostała się woda. To miał być koniec. Nieuchronne zejście na dno. Pozostało tylko rozpaczliwe wołanie o pomoc…

Na całe szczęście: świat nie pozostał głuchy, a z odsieczą ruszyła międzynarodowa załoga z Kambodży. „Globalizacja na ratunek Wiśle” — pisano w mediach. Cóż…


***

Tyle obrazowo. Mniej więcej. Czas na fakty.

1. Na początku grudnia przeprowadzono w Wiśle audyt. Domagała się go grupa potencjalnych inwestorów, na czele z Wojciechem Kwietniem i Wiesławem Włodarskim. Jak wynikało z relacji krakowskich dziennikarzy, skutecznie odstraszył ich nie tylko kilkudziesięciomilionowy dług, ale i panujący w klubie bałagan. Na czym dokładnie polegał: nie ujawniono.

2. Piłkarze Wisły, choć od wielu miesięcy bez wypłat, pokonali imienniczkę z Płocka 2:1. Pokaz profesjonalizmu, ale i wyjątkowej więzi, jaka wytworzyła się w drużynie. Wszystko pomimo fiaska rozmów z inwestorami…

3. „To już naprawdę finałowe odliczanie” — pisał w połowie miesiąca dziennikarz katowickiego „Sportu” Mateusz Miga. Inwestor potrzebny był na gwałt, klub znalazł się na krawędzi. Pomimo dobrego miejsca w tabeli, Wisła zmuszona byłaby pożegnać się ze zdecydowaną większością piłkarzy, a w rundzie wiosennej łatać dziury juniorami.

4. Od potencjalnej tragedii mógł Wisłę uchronić już tylko „tajemniczy inwestor”, na temat którego pojawiały się w mediach jedynie niewinne wzmianki. Pracownicy klubu prosili o poufność, tłumacząc, że rozgłos może zniechęcić zainteresowaną stronę.

5. Prezes Marzena Sarapata nie pojawiła się na przedświątecznym spotkaniu z piłkarzami. Zabrakło klasy.

6. 18 grudnia delegacja z Krakowa wybrała się do Szwajcarii, by podpisać umowę sprzedaży klubu. Po raz pierwszy głośno wspominano o „inwestorze z Kambodży”, członku rodziny królewskiej, który jeszcze kilka miesięcy temu miał chcieć nabyć jeden z klubów Serie A. Pod Wawelem, tak na początek, zamierzał zainwestować około 120 mln zł.

7. Dzień później ogłoszono radosną nowinę: Wisła uratowana!. 60 procent akcji klubu miało trafić do funduszu „Alelega” z siedzibą w Luksemburgu, a pozostałe 40 nabyła firma „Noble Capital Partners”. Za transakcją stali 53-letni Vanna Ly (obywatel Francji kambodżańskiego pochodzenia), 59-letni Szwed Mats Hartling i 40-letni Adam Pietrowski, Polak mieszkający w Niemczech.

8. Szweda (drugi z lewej) i Polaka (pierwszy z prawej) szybko udało się odnaleźć w sieci. Od początku, delikatnie rzecz ujmując, nie budzili zaufania.

9. Głosem i twarzą transakcji został Adam Pietrowski, który od początku bardzo chętnie udzielał wywiadów. Vannę Ly przedstawiał jako udziałowca Manchesteru City, New York City FC i kilku innych klubów. Samego siebie – jako byłego agenta Radosława Matusiaka i kolegę Zbigniewa Bońka. Pierwszy stanowczo takiej informacji zaprzeczył, drugi... zrobił to nieco mniej stanowczo.

10. Kolejny wywiad, kolejna porcja interesujących wiadomości. W rozmowie z Mateuszem Migą Pietrowski przekonywał, że ich celem są europejskie puchary, w których Wisła ma grać „rok w rok”. Dodał, że nowi właściciele są też zainteresowani inwestycjami w samym Krakowie. „Planowane jest spotkanie z prezydentem miasta Jackiem Majchrowskim”.

11. Dziennikarze RMF FM „zbadali” siedzibę firmy Hartlinga w Londynie. Zastali tam... sklep z cygarami. O funduszu „Alelega” nikt nie słyszał, tak jak zresztą o jego rzekomym właścicielu.

12. Michał Trela z „Przeglądu Sportowego” przepytał Jamesa Montague’a, dziennikarza i autora kilku książek, specjalizującego się w temacie przejęć klubów.

– Kiedy słyszę, że inwestor z Kambodży kupuje klub w Europie, zapala mi się czerwona lampka. To państwo niesamowicie przeżarte korupcją, z mało demokratycznym społeczeństwem i bardzo nietransparentnymi standardami. Trudno znaleźć historię życia niektórych postaci. Nie można napisać niczego złego o rodzinie królewskiej. (...) Jeśli w transakcji nie bierze udziału ekspert od tamtejszego rynku, byłbym bardzo ostrożny – wyznał, dodając, że żaden z jego kolegów pracujących w Kambodży o Vannie Ly nigdy nie słyszał.

13. Pesymiści wyczekiwali smutnego końca, optymiści uspokajali: nawet jeśli Trzej Muszkieterowie nie mieli w zanadrzu setek milionów, musieli przygotować przynajmniej wymaganych 12, by zabawy w posiadanie klubu nie skończyć po tygodniu. Czyli przynajmniej piłkarzom zapłacą, zawsze coś.

14. 21 grudnia, w dniu meczu z Lechem Poznań, w Krakowie pojawiła się cała trójka zbawców. Hartlinga i Pietrowskiego widziano już wcześniej, Vanna Ly zaprezentował się po raz pierwszy...

15. Nie szata zdobi człowieka. Czy zdobi prywatny odrzutowiec? Można polemizować. Fakty są takie, że do stolicy Małopolski tajemniczy Kambodżanin przyleciał... samolotem tanich linii. Wątpliwości wobec niego tylko wzrosły.

16. W międzyczasie na jaw wychodziły szczegóły umowy zawartej między władzami Wisły a nowymi inwestorami. Zespół sprzedano za symboliczną złotówkę, ale cała transakcja miała okazać się nieważna, jeśli do 28 grudnia na konto klubu nie trafi nieco ponad 12 mln zł – kwota zaległości wobec piłkarzy, najpilniejszy z wydatków.

17. Kolejna rysa na szkle. Coraz śmielej rozprzestrzeniały się głosy, że inwestorów miała skusić nie tyle perspektywa nabycia klubu piłkarskiego, co ziemi należącej do TS Wisła – sprytnym panom prawdopodobnie wydawało się, że jedno i drugie dostają w pakiecie. Gdy okazało się, że złotówka nie wystarczy, by podbić Kraków, pan Pietrowski niemal złapał się za głowę...
18. Kolejnym „rzecznikiem” sprawy, prawdopodobnie z namaszczenia jednego z warszawskich adwokatów, został dziennikarz Eleven Sports Maciej Kruk. Przekonywał, że fundusz „Alelega” rzeczywiście ma coś wspólnego z Manchesterem City, nowym prezesem Wisły będzie osoba „z samej góry piłkarskiego środowiska w Polsce”, a inwestorzy mają w planach „dużego sponsora strategicznego”.

19. Wróćmy do Krakowa. Vanna Ly, Mats Hartling i Adam Pietrowski przyjechali na stadion przy ulicy Reymonta, by spotkać się z zespołem. Uśmiechy Macieja Stolarczyka (trenera) i Radosława Sobolewskiego (asystenta) świadczą o tym, że panowie podchodzili do transakcji z wielkimi nadziejami. Twarzy milionera z Kambodży, niestety, nie widać. Można zakładać, że też się uśmiechał. To na pewno bardzo serdeczny człowiek.

20. Mecz z Lechem Poznań. Wisła przegrała 0:1, a starcie z loży honorowej oglądali nowi właściciele. A raczej: „właściciele”. Formalnie mieli się nimi stać dopiero po wpłaceniu 12 mln zł. W rozmowach z mediami zapewnili jednak, że przelewy wyszły w piątek.

21. W sobotę doszło do spotkania trójki bohaterów z prezydentem Majchrowskim. Adam Pietrowski prosił media o nierobienie zdjęć i niezdawanie pytań. Jak tłumaczył: pan Vanna Ly źle reaguje na błysk fleszy. Stąd... parasolka, którą rozłożył jeszcze w budynku magistratu.
22. Rozmowni nie byli inwestorzy, chętnie wypowiadał się za to prezydent Majchrowski. Uznał, że spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze i przyniosło optymistyczne wnioski. – Najaktywniejszy był pan skośnooki. On był jedynym mówcą, Szwed tylko dopowiadał, pan Pietrowski się nie odzywał – wyjawił dziennikarzom.

– Panowie nie koncentrują się tylko na zakupie Wisły. Chcą budować coś, co nazywają akademią piłkarską. Pokazywali swoje projekty, które już zrealizowali – głównie w Chinach. To napawa optymizmem. Są też zainteresowani budową na terenach wokół Balic, tam jest 400 hektarów, które są własnością prywatną. Mają tego świadomość i chcą tam inwestować – mówił prezydent Krakowa.

23. Maciej Kruk nie ustawał w staraniach.

24. Wigilia. Przelewy wyszły w piątek, ale jeszcze nie dotarły, no bo przecież święto. Jak się później okazało: Vanna Ly podróżował tego dnia po Krakowie z jednym z pracowników Wisły, składając wzory podpisów w bankach. Na jego nieszczęście większość była zamknięta...

25. Święta, święta i po świętach... Dzień „zero”, 28 grudnia, a przelewy wciąż nie dotarły. Z dobrych wiadomości: rezygnację z funkcji prezesa klubu złożyła Marzena Sarapata. O ironio, kilka miesięcy wcześniej wybrana „osobowością roku” w Krakowie.

26. Śmiech przez łzy...

27. Piłkarze czekali na przelewy, ale chyba już nikt nie łudził się, że tajemniczy inwestorzy rzeczywiście je zlecili. 28 grudnia nikt nie wiedział, co się właściwie dzieje się z Wisłą.
28. Niezłomny Maciej Kruk tym razem w roli listonosza. List od Matsa Hartlinga:

29. Jeszcze przed końcem roku błysnąć postanowiły osoby odpowiedzialne za media społecznościowe w Lechu Poznań. Gdyby na Twitterze istniały reakcje negatywne, mogliby pobić rekord...

Fanów Wisły zabolała szczególnie hipokryzja: nie tak dawno temu Lech – by uniknąć płacenia wierzycielom – ogłosił upadłość, przejmując chwilę potem licencję Amiki Wronki. Nie pamięta wół...

30. W Krakowie nie wszyscy się poddali. Rafał Wisłocki, szef Akademii Wisły Kraków, zakasał rękawy, wziął sprawy w swoje ręce i myślał nad możliwymi rozwiązaniami. Tak, by za wszelką cenę uratować klub.
31. Nie skończył się grudzień, a cyrk trwał. Wisła Kraków wystosowała oświadczenie, w którym poinformowano o... poważnej chorobie Vanny Ly. Kambodżański milioner miał nabawić się jej w trakcie lotu do Nowego Jorku. Dziwnym trafem nikt w tę historię nie uwierzył.
32. Internet zanosił się od żartów. Utworzono nawet hasztag #pray4vanna („módl się za Vannę”).

33. Coraz mniej osób wierzyło, że Vanna Ly naprawdę nazywa się Vanna Ly. Na rzekomą chorobę nie dał się nabrać nikt. Najważniejsza sprawa wciąż pozostawała bez odpowiedzi: co dalej z Wisłą?

34. Co do jednego nikt nie miał wątpliwości...
35. Nowy rok, nowe nadzieje. Władze TS Wisła unieważniły umowę pomiędzy klubem a funduszem „Alelega” i firmą Noble Capital Partners. – Na jakiej podstawie puszcza się taki komunikat? Przecież prima aprilis mamy w kwietniu – pytał wzburzony Adam Pietrowski, który od 22 grudnia pełnił w spółce z Reymonta obowiązki prezesa.

– To jest w pełni nielegalne. Są stosowne klauzule w umowie. Przecież w środę działacze TS Wisła wysłali do pana Hartlinga maila, że chcą jak najszybciej podpisać nową umowę z nami, tylko już bez pana Vanna Ly. Dlatego jestem zdziwiony, gdy kilka godzin później czytam komunikat, że jest nowy prezes i TS ma udziały. To nieprawda, to jest fejk, to jest nielegalne. Nie wiem, jakich oni mają prawników. Pan Hartling się z tego śmieje i powiedział, że wszystkie klauzule w umowie są złamane.

Cytat „pan Hartling się z tego śmieje” szybko stał się jednym z ulubionych powiedzonek internautów.

36. Widząc to, co dzieje się w klubie, pomoc Wiśle zaoferował Bogusław Leśnodorski – ceniony prawnik, do niedawna właściciel... warszawskiej Legii.

37. Rafał Wisłocki pozostał ostatnim człowiekiem, który mógł budzić czyjekolwiek zaufanie. By poradzić sobie ze wszystkimi problemami, przyjął rękę wyciągniętą przez Leśnodorskiego.

38. I tu nie obyło się jednak bez problemów. Wisłocki użył bowiem fotografii autorstwa Piotra Kuczy, nie podpisując go (o wypłaceniu tantiemy nie wspominając). „FotoPyK” niedopatrzenie, na szczęście, szybko wybaczył.
39. Skoro do pomocy Wiśle zaangażował się nawet były prezes Legii, to zaoferowali ją również byli piłkarze. Dobry przykład postanowił dać Kamil Kosowski.
40. A tymczasem...

41. Inaczej być nie mogło. Po specjalnym zgromadzeniu Komisji ds. Licencji przy PZPN, zdecydowano o zawieszeniu prawa Wisły do gry w Ekstraklasie.

42. Pierwsza ważna decyzja. I pierwsza od wielu miesięcy, która sprawiała wrażenie rozsądnej. 4 stycznia Rafał Wisłocki został prezesem Wisły. Tego samego dnia miała się też odbyć specjalna konferencja prasowa.

43. W konferencji, poza Wisłockim, wzięli udział również: wiceprezes Szymon Michlowicz i Łukasz Kwaśniewski, członek zarządu TS Wisła. Zaczęło się dobrze: sporo konkretów, liczby, fakty, pełna transparentność. Uderzyły kwoty. Z przedstawionego raportu wynikało bowiem, że Marzena Sarapata i Damian Dukat, rządzący Wisłą od ponad dwóch lat, w samym tylko 2018 r. pobrali z kasy klubu 910 tys. zł tytułem wynagrodzeń. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że piłkarze od wielu miesięcy nie otrzymywali wypłat...
44. Ujawniono, że utrzymanie zespołu kosztuje miesięcznie nieco ponad milion złotych. Suma długów klubu to około 24 mln, w tym największe wobec miasta, Tele-Foniki i – rzecz jasna – piłkarzy.

45. 15 zawodników złożyło wezwania do zapłaty, w przypadku sześciu zdążyły się przeterminować. Zoran Arsenić, Tibor Halilović, Marko Kolar, Jakub Bartkowski, Dawid Kort i Vultan Basha niemal na pewno opuszczą klub. O swoje nie upomnieli się tylko weterani: Marcin Wasilewski i Paweł Brożek.

46. Na jaw wychodziły też kolejne afery. Najważniejsza, związana z siłownią „TSW”, którą przez kilka ostatnich lat Towarzystwo Sportowe wynajmowało Pawłowi M., pseudonim „Misiek”, nieformalnemu przywódcy kiboli Wisły. Po pokazowym zerwaniu umowy obiekt oddano w ręce... Agaty Zebranowicz, powiązanej ze środowiskiem chuliganów.

47. Pani Agata długo nie nacieszyła się umową bardzo korzystnego najmu.
48. Kolejny problem: Fran Velez. Latem zmuszony do odejścia, bo nie miał pieniędzy na leczenie córki. By nie wydało się, że klub ledwo zipie finansowo, został zastraszony przez chuliganów.

49. Konferencja sprawiała wrażenie „oczyszczającej” tylko do pewnego momentu. Gdy pojawiły się pytania od dziennikarzy, większość kwestii okazała się dla nowych władz za trudna.

50. Wydarzenia wokół Wisły utwierdziły kibiców w przekonaniu, że problemem klubu wcale nie były pieniądze. Jak się okazało: Marzena Sarapata i Damian Dukat opletli Wisłę siecią umów rodzinno-przyjacielskich, nierentownych, długoletnich. Podczas konferencji potwierdzono, że jeszcze w dniu meczu z Lechem, gdy stare władze szykowały się do odejścia, przekazano w gotówce 40 tys. zł jednemu z członków SKWK. Okazało się, że niekoniecznie to wysoki dług odstraszył w grudniu Wojciecha Kwietnia, Wiesława Włodarskiego i innych potencjalnych inwestorów, lecz właśnie – prawdopodobnie – niekończące się powiązania klubu z bandytami.

Jak zauważył jeden z użytkowników portalu „Wykop”, na gaszenie pożaru mogło być już za późno.
(fot. Wykop.pl)

51. Kolejny problem: Szymon Michlowicz i Łukasz Kwaśniewski, którzy u boku Rafała Wisłockiego odpowiadali na pytania w trakcie konferencji, to ludzie związani z dawnym układem. Ich obecność w nowym rozdaniu nie zwiastowała niczego dobrego. Wciąż nie wiadomo, jaka w dalszej perspektywie będzie ich rola...

52. W międzyczasie w sprawę zaangażował się jeden z krakowskich prawników. Michał Piech, nie zważając na niebezpieczeństwo z tym związane, złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Marzenę Sarapatę. Na świadków powołał m.in. Wojciecha Kwietnia, Rafała Ziętka i Zbigniewa Bońka.
53. Przyjaciele z Kambodży i Szwecji nie zamierzają poddać się bez walki.
54. Bogusław Leśnodorski, którego kancelaria dokładnie przestudiowała dokumenty sprzedaży, nie ma jednak wątpliwości, do kogo faktycznie należy Wisła. Miał za to radę dla Vanny Ly, Hartlinga i Pietrowskiego...

55. Choć od zaangażowania się w sprawę Tercetu Egzotycznego minął prawie miesiąc, wciąż nikt nie wiedział wiele na temat ich intencji. Dwie grupy oszustów? Niewykluczone.

56. DJ Pepson, kimkolwiek jest, postanowił „podsumować” krótką historię Vanny Ly w Krakowie w formie utworu hip-hopowego. Miał być hit i wyszedł hit! Paweł Brożek przyznał kilka dni później, że piłkarze słuchali piosenki w szatni, tuż po pierwszym treningu w 2019 r.
57. Marzena Sarapata zniknęła z klubu pod koniec grudnia i od tego czasu ani nikt jej nie widział, ani nikt o niej nie słyszał. Kibice skutecznie upewniają się jednak, by nigdy nikomu nie przyszło do głowy korzystanie z jej usług prawniczych.

58. Po konferencji wzięto się do pracy. Najważniejszy cel: zerwanie niekorzystnych dla klubu umów. Ich studiowanie przyniosło wiele niepokojących wniosków. Pierwszy: Sarapata jeszcze przed odejściem upewniła się, by opłacić usługi związanej z klubem drukarni, należącej… do jej męża.

Drugi: trzy dni po tym, jak Towarzystwo Sportowe zostało właścicielem spółki piłkarskiej, założona została firma K&A SC, która niedługo potem zajmowała się sprzątaniem na stadionie. „A” w nazwie to pierwsza litera imienia narzeczonej Damiana Dukata, byłego już wiceprezesa klubu.

Trzeci: Iwonę Stankiewicz, która przez kilka miesięcy pełniła obowiązki rzeczniczki Wisły, zatrudniono, gdy była w ciąży. Niedługo potem trafiła na urlop macierzyński. Pracę najprawdopodobniej załatwił jej były członek rady nadzorczej Mateusz Stankiewicz. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa.

59. Sprzątanie sprzątaniem, a pan Hartling nie odpuszcza... Tym razem postanowił zachęcić do spółki Wojciecha Kwietnia, właściciela sieci aptek „Słoneczna”. Odpowiedzi nie znamy, ale możemy się domyślać.

60. 8 stycznia, sądny dzień. Od rana funkcjonariusze weszli do około 15 lokali związanych z Wisłą Kraków. Byli m.in. w mieszkaniu Marzeny Sarapaty, której jednak nie zastali. Celem było zabezpieczenie potencjalnych materiałów dowodowych, nie aresztowania. Nikogo nie zatrzymano.

61. Jak się okazało, 910 tys. zł, które w 2018 r. zarobili Sarapata i Dukat, nie wystarczyło przedsiębiorczemu duetowi. W ramach tzw. funduszu reprezentacyjnego mogli roztrwonić o wiele więcej.

62. Sprawa Wisły zyskała taki rozgłos, że zaangażował się w nią nawet minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Z ramienia prokuratury za ściganie przestępców wziął się natomiast Jan Kościsz, który 20 lat temu oskarżał samego „Miśka”. Prywatnie Kościsz to wielki kibic Wisły, który swego czasu podróżował na mecze w europejskich pucharach z… Bogusławem Cupiałem.

63. Pomimo ogromnego zamieszania panującego w Wiśle i niepewnej przyszłości klubu, Jakub Błaszczykowski podtrzymał wyrażoną kilka miesięcy temu chęć powrotu do klubu. Co kluczowe w obecnej sytuacji: zadeklarował, że może grać za darmo, byle tylko „Biała Gwiazda” przystąpiła do rozgrywek.

64. Dni mijają, a nad Krakowem wciąż unosi się duch Vanny Ly. Z wizytówki, którą zostawił, wynika, że jest właścicielem firmy Adia Investment. Strona internetowa nie robi wielkiego wrażenia…
65. Na 9 stycznia zaplanowano pierwszy w nowym roku trening Wisły. Nie wiadomo było, ilu piłkarzy na niego dotrze ani w jakich będą nastrojach. Wiadomo było natomiast, że zawodników odwiedzą Rafał Wisłocki i Bogusław Leśnodorski. Plan: szczere przedstawienie sytuacji, w jakiej znajduje się klub.

66. Pojawienie się Leśnodorskiego w siedzibie klubu w Myślenicach nie było największym wydarzeniem tego dnia. Od rana dziennikarze informowali, że na trening ma przyjechać również… Błaszczykowski.

67. I rzeczywiście: wielokrotny reprezentant Polski pojawił się w okolicach bazy w towarzystwie Pawła Brożka i Marcina Wasilewskiego.
68. Podczas treningu z drużyną pożegnali się m.in. Dawid Kort i Jakub Bartkowski. Kilku piłkarzy nie dojechało z powodu kontuzji. Nie wiadomo, w jakim kształcie (i czy w ogóle) zespół przystąpi do rundy wiosennej. W rozmowie dla stacji Weszło.FM Leśnodorski wysoko ocenił szansę na odwieszenie licencji.

69. Po spotkaniu z piłkarzami doszło do rozmów z udziałem Błaszczykowskiego, Wisłockiego, Leśnodorskiego, Macieja Stolarczyka i wspierającego Wisłę finansowo Jarosława Królewskiego. Jak poinformował Szymon Jadczak, dziennikarz „Superwizjera” TVN, podniosła atmosfera u niektórych wywołała nawet płacz. Sam Błaszczykowski zadeklarował natomiast, że nie tylko może grać w Wiśle za darmo, ale i pomagać w poszukiwaniu inwestorów.

70. Kibice Wisły przyjęli swojego idola z należnym mu szacunkiem. Błaszczykowski cierpliwie pozował do zdjęć i rozdawał autografy. Przypomnijmy: w klubie spod Wawelu grał w latach 2005-07. To Wisła pozwoliła mu wypłynąć na szerokie piłkarskie wody. Teraz piłkarz odwdzięcza się w niespotykany wcześniej sposób.

71. Dawid Kort podpisał kontrakt z greckim Atromitosem. Jakub Bartkowski najprawdopodobniej trafi do Pogoni Szczecin. Zorana Arsenicia łączy się z Legią. Z piłkarzami Wisły kontaktują się też m.in. przedstawiciele Śląska Wrocław i Górnika Zabrze. Ilu z nich dotrwa w klubie do lutego? Wszystko zależy od tempa przeprowadzanych przy Reymonta porządków.

72. Co dalej z Wisłą? W rozmowie z Weszło.FM Bogusław Leśnodorski przekonywał, że na klubie „nie da się nie zarabiać”, a władze mają wszelkie argumenty, by odzyskać licencję. Jednocześnie bardzo wiele zależy od działań prokuratury: jeśli uda się skazać odpowiednie osoby i odciągnąć je od klubowej kasy, być może „Biała Gwiazda” wcale nie zgaśnie.


***

Ciąg dalszy nastąpi...

źródło:
Zobacz więcej