Wykurzyli Niemców z lotniska, zdobyli niewiarygodny łup

Powstanie wielkopolskie było największym polskim zrywem zakończonym zwycięstwem (fot. Wiki)

To jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów polskich żołnierzy w historii. Błyskawiczny atak, którego nie powstydziliby się współcześni komandosi, zakończył się ostatecznym wyparciem Niemców z Poznania oraz zdobyciem największego łupu wojennego w historii polskiego oręża. Niestety, bitwa o Ławicę, od której mija sto lat, wciąż pozostaje niemal nieznanym epizodem. – Niesłuszne, znaczenie bitwy dla sformowania polskich sił powietrznych było bowiem ogromne – podkreśla w rozmowie z portalem tvp.info Jarosław Łuczak, kierownik Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego w Poznaniu.

Prezydent: Powstanie wielkopolskie było i jest fundamentem odrodzonej Polski

– Jesteśmy dziś w Wielkopolsce, by z dumą krzyczeć cześć i chwała bohaterom. Nie byłoby II Rzeczpospolitej w jej ostatecznym kształcie, gdyby nie...

zobacz więcej

Cud nad Wisłą, bitwy pod Grunwaldem, Oliwą, Kircholmem – w historii polskiej wojskowości nie brakowało wspaniałych zwycięstw. Do tego grona należy zaliczyć również zdobycie Ławicy podczas powstania wielkopolskiego. Jeżeli chodzi o liczebność oddziałów, zaciętość czy ogrom zmagań, wprawdzie ustępuje słynnym poprzedniczkom, ale też żadna nie przyniosła takiego zysku.

Naturalnie nie sama chęć zdobycia łupu zdecydowała o ataku na niemieckie lotnisko, a konieczność militarna. Wszystko to jednak złożyło się na kluczowy epizod jedynego tak dużego i zakończonego powodzeniem powstania w historii naszego kraju.

Porażka Niemiec w I wojnie światowej nie oznaczała automatycznie, że Wielkopolska – kolebka polskiej państwowości – wróciła do odrodzonego po 123 latach państwa. Zgarnięta przez Prusy w wyniku zaborów dzielnica pozostawała zależna od Republiki Weimarskiej, która była zdecydowana utrzymać nad nią władzę za wszelką cenę.

Kluczowe zadanie

Pierwsze ruchy niepodległościowe Polaków spowodowały powstawanie niemieckich organizacji paramilitarnych mających bronić niemieckości Wielkopolski, które nierzadko dokonywały mordów na swoich przeciwnikach. Determinacji Polaków nie mogło to jednak złamać.

– Przyłączenie Wielkopolski będzie jednym z pierwszych naszych zadań – oświadczył 20 listopada 1918 r. w swoim exposé premier Jędrzej Moraczewski.

Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Działający w Poznaniu Polski Sejm Dzielnicowy przywrócił nauczanie języka polskiego w szkołach oraz religii również w tym języku. Berlin poważnie potraktował te działania i wysyłał do stolicy Wielkopolski kolejne oddziały paramilitarne Heimatschutzu. Był to wyraźny sygnał, że zaborca bierze pod uwagę rozwiązanie siłowe.

Prof. Dudek: Powstanie wielkopolskie to nasze wspólne dziedzictwo

– Świadomość o tym, jak ważne było powstanie wielkopolskie jest nadal zbyt mała. Było to jedyne zwycięskie powstanie, które wywołaliśmy w XIX i XX...

zobacz więcej

Polacy zdawali sobie sprawę, że o niepodległość trzeba będzie walczyć, ale byli na to przygotowani moralnie. O wyjątkowej postawie patriotycznej Wielkopolan świadczy fakt, że jako pierwsi, już 4 listopada 1918 r., wysłali swój oddział na odsiecz Lwowa podczas rozgorzałej właśnie wojny polsko-ukraińskiej.

Kluczowe dla przynależności Wielkopolski wydarzenia rozegrały się w Poznaniu. 26 grudnia 1918 r. do miasta przybył Ignacy Paderewski, choć Niemcy za wszelką cenę starali się do tego nie dopuścić; próbowali m.in. przekierować w Rogozinie jego pociąg do Warszawy. W samym Poznaniu próbowali wręczyć mu potem nakaz opuszczenia miasta, ale kordon Straży Ludowej przegonił niemieckich oficerów.

Beczka prochu

Paderewski pojechał do hotelu Bazar. Podczas bankietu wygłosił ognistą przemowę. Dodatkowo Polacy wywiesili flagi brytyjskie, francuskie i amerykańskie – państw sojuszniczych, które zmusiły Niemców do podpisania kompromitującego zawieszenia broni. Niemcy byli wściekli. Zorganizowali kontrmanifestację. Żywiołów nie dało się powstrzymać. Padły strzały, doszło do zamieszek.

Lotem błyskawicy walki objęły wiele dzielnic Poznania. Zbroić zaczęły się inne wielkopolskie miasta. Powstanie wielkopolskie wybuchło spontanicznie, ale przebiegało jakby zgodnie z planem. Stolica Wielkopolski została opanowana do końca dnia. W innych miastach Rady Żołnierskie przejmowały obiekty o znaczeniu strategicznym.

Łączną wartość sprzętu oszacowano na 200 milionów marek (fot. NAC)

Poszedł na pierwszy ogień. Gnyś pierwszym zwycięzcą II wojny światowej

To była niemal samobójcza misja. Ociężały górnopłat stanął do walki z nowoczesnymi niemieckimi maszynami. Władysław Gnyś wiedział, że nie ma szans....

zobacz więcej

Nie oznaczało to jednak szybkiego zakończenia walk. Niemcy również odnosili sukcesy, szczególnie w miejscach, w których należeli do większości. Szykowali się też do większej ofensywy, która miała zdusić insurekcję. Na razie jednak wypadki toczyły się po myśli powstańców. Pomogła w tym tradycyjna świetna organizacja mieszkańców Wielkopolski, którzy w krótkim czasie wystawili 60-tysięczną armię.

Polacy szybko zajęli Poznań; Niemcy mieli tu już tylko jeden punkt oporu, choć o znaczeniu strategicznym – wieś Ławicę, w której swoje lotnisko miało niemieckie wojsko. Port wybudowano dzięki składkom poznaniaków, głównie Niemców, którzy odpowiedzieli na apel gazety „Posener Tageblatt”. Został otwarty podczas parady V Korpusu Armijnego latem 1913 r. W uroczystości wziął udział sam cesarz Wilhelm II.

Flieger Ersatz Abteilung

Gdy wybuchło powstanie, stacjonował tu Flieger Ersatz Abteilung Nr 4 (Zapasowy Oddział Lotniczy numer 4), który liczył około 300 żołnierzy, z czego co czwarty był Polakiem. Jednym z nawigatorów był ppor. Jan Stempniewicz, w jednostce służyli też piloci sierż. Wiktor Pniewski i sierż. Józef Mańczak.

Prawdziwą siłę i największą wartość stanowiło natomiast około trzystu samolotów różnego typu. Wprawdzie większość była rozłożona na części, ale kilkadziesiąt było gotowych do akcji. Istniało ryzyko, że Niemcy wykorzystają je do zbombardowania niepokornego miasta. Obawy były jak uzasadnione, skoro Niemcy nie ewakuowali ich wgłąb kraju. W podjęciu decyzji o ataku pomogła również wieść, że Niemcy szykują zemstę na poznaniakach, choć najpewniej była to jedynie dezinformacja.

– Niemcy nie planowali nalotu na Poznań, tym bardziej, że większość samolotów była w częściach – tłumaczy Jarosław Łuczak. – Szantażowali natomiast Poznań tym, że wysadzą bomby lotnicze, które znajdowały się w Forcie VII, a mogło się to skończyć wysadzeniem połowy miasta. Atak na lotnisko przeprowadzono też, żeby zdobyć ostatni punkt oporu w Poznaniu. Miasto było w polskich rękach, wszystkie koszary i forty, z wyjątkiem Fortu VII – również. Pozostawała stacja lotnicza – wskazuje.

Animowane filmy o zwycięstwie sprzed stu lat. Powstanie Wielkopolskie z klocków Lego [WIDEO]

Koniec grudnia upływa pod znakiem obchodów setnej rocznicy zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. W oryginalny sposób o niepodległościowym zrywie...

zobacz więcej

Konieczność i pokusa

Zdobycie lotniska było nie tylko koniecznością, ale i ogromną pokusą. Za względnie słabą obroną kryło się ogromne bogactwo – perspektywa posiadania własnych sił powietrznych. Jeszcze przed wybuchem powstania pojawiły się plany zajęcia obiektu. Polska Organizacja Wojskowa Zaboru Pruskiego wskazywała, że trzeba to zrobić szybko i sprawnie, by uniemożliwić Niemcom wywiezienie sprzętu.

Decyzję o przeprowadzeniu szturmu na Die Fliegerstation Posen-Lawitz podjęli w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r. ppor. Mieczysław Paluch i sierż. Pniewski, zaś ówczesny dowódca insurekcji mjr Stanisław Taczak ją zaakceptował. Argumentowano, że wobec ryzyka bombardowań, powstańcy muszą mieć własne lotnictwo, by móc się bronić. Pniewski podnosił również, że zakończona właśnie wojna udowodniła siłę lotnictwa.

Do ataku zaplanowanego na 6 stycznia wyznaczono trzy kompanie Służby Straży i Bezpieczeństwa pod dowództwem Bronisława Pinieckiego, pluton artylerii, 50-osobowy oddział strzelców konnych straży miasta Poznania, oddział wykonawczy Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego oraz oddział sanitarny. Łącznie około 400 żołnierzy, w tym oddział sanitarny, do tego kilka karabinów maszynowych i dwa działa kalibru 80 mm. Na dowódcę wyznaczono ppor. Andrzeja Kopę.

Bezcenna wiedza

Powstańczy włączyli do planów również Polaków służących na Ławicy. Pniewski odpowiadał za utworzenie oddziału. Razem z Mańczakiem zwerbował pięciu pilotów, dwóch obserwatorów i 32 mechaników. Ich wiedza na temat rozmieszczenia i zawartości magazynów, hangarów oraz koszar była bezcenna. Mieli nie dopuścić również do wywiezienia sprzętu na drugie niemieckie lotnisko w regionie – we Frankfurcie nad Odrą.

Zdobyte samoloty stały się podstawą polskich sił powietrznych (fot. FB/Stacja Lotnicza Ławica)

Powstańcze Monte Cassino

Po latach przemilczania powstanie warszawskie już na stałe weszło do kanonu narodowej mitologii. Niewyobrażalne bohaterstwo walczących Polaków i...

zobacz więcej

Polacy ruszyli na Ławicę 5 stycznia o godz. 20. Po dotarciu na miejsce zażądali od niemieckiego dowódcy lotniska por. Fischera poddanie lotniska i wydanie całego sprzętu. Oficer odmówił, choć jego rodacy nie mieli ochoty walczyć.

W Republice Weimarskiej trwała rewolucja komunistyczna, która odbijała się echem także w Wielkopolsce. Rada Żołnierska chciała wymóc wymarsz z Ławicy z honorami, ale Polacy stawiali sprawę jasno – możliwa jest tylko kapitulacja.

Obrońcy nie chcieli się na to zgodzić – grozili, że wysadzą w powietrze obiekty lotniskowe oraz Fort VII, w którym składowano kilkaset ton bomb, jeżeli dojdzie do ataku. Polacy przygotowali własne „haki” – wyłączyli Niemcom prąd i odcięli łączność z Berlinem. Dalszy upór załogi lotniska sprawił, że jedynym rozwiązaniem było stoczenie bitwy.

– Dlaczego niemiecki dowódca się opierał? Najpewniej chciał mieć pretekst, gdyby w przyszłości ktoś mu zarzucił, że poddał lotnisko bez walki, to mogłyby go spotkać konsekwencje. Jeżeli jednak się bronił w jakiś sposób, to był usprawiedliwiony – argumentuje Łuczak.

Pozorowany atak

Przewagą atakujących był rozległy teren, lotnisko zajmowało bowiem obszar około 300 hektarów – sam pas startowy miał około 1,3 tys. metrów długości i 700 metrów szerokości. Do tego były koszary z wieżą, warsztaty i trzy hale magazynowe. Ppor. Kazimierz Nieżychowski zdecydował, że główne siły zaatakują od strony wsi Ławica, zaś artyleria miała ostrzeliwać ze stacji kolejowej Poznań Wola. Dla zmylenia wrogów od strony miasta pozorowany atak przeprowadzili kawalerzyści.

Ostrzał rozpoczął się o godz. 6.30 rano. Na piątkę spisała się artyleria, która oddała tylko cztery strzały, ale jeden z nich trafił w wieżę. Na szczęście żaden z pocisków nie trafił w hale pełne cennego sprzętu.

Po ostrzale, wciąż w całkowitych ciemnościach, do ataku ruszyła piechota, ale wymiana ognia była krótka. Fischer szybko poddał lotnisko.

Bomba w torcie, czyli jak porwać samolot i uciec z PRL

World Trade Center, Czarny Wrzesień. Porwania samolotów są uważane za sól współczesnego terroryzmu. Ale nie tylko. W PRL doszło do około 20 takich...

zobacz więcej

– Gdyby powstańcy nie dysponowali artylerią, to Niemcy tak łatwo by się nie poddali. Ponieważ w użyciu były armaty, to groziło zniszczeniem całej bazy – wskazuje kierownik MNP.

Straty były minimalne – jeden zabity powstaniec i kilku rannych, natomiast Niemcy stracili dwóch zabitych i kilkunastu rannych. Sukces był ogromny. Do niewoli wzięto 110 żołnierzy i zdobyto 20 karabinów maszynowych. Przede wszystkim zdobyto jednak cenne samoloty, z czego 50 było gotowych do akcji, kilkadziesiąt rozłożonych na części, do tego części zapasowe i sprzęt, w tym balony obserwacyjne.

Twarda waluta

Łączną wartość sprzętu oszacowano na 200 mln marek, naturalnie sprzed hiperinflacji, gdy za tę kwotę nie można było dostać nawet pudełka zapałek. Była to największa jednorazowa zdobycz polskiego oręża w historii.

Dowództwo nad lotniskiem przekazano Pniewskiemu. Ten wysłał sprawne samoloty do Warszawy. Wcześniej przemalowano na nich czarne krzyże na biało-czerwone szachownice. Przelot tych maszyn nad Poznaniem wywołał ogromny entuzjazm Polaków i wściekłość Niemców. Z pozostałych samolotów utworzono cztery eskadry.

Lotnisko Ławica było ostatnim punktem oporu Niemców w Poznaniu (fot. NAC)

„Szliśmy jak huragan”. Krwawa zemsta AK za Rzeź Ochoty

Powstanie warszawskie, największy zryw ludności cywilnej w okupowanej Europie, nie ograniczał się tylko do Warszawy. Choć po decyzji Józefa Stalina...

zobacz więcej

– Znaczenie bitwy dla sformowania polskich sił powietrznych było ogromne, bo korzystano z zasobów magazynowych. Władze w Warszawie chciały cały ciężki sprzęt wycofać na tereny wolne. Dlatego pierwsze samoloty tak szybko poleciały do Warszawy. W magazynach były dalej części i z nich montowano samoloty dla powstańców. Byli polscy mechanicy, którzy znali się na robocie, sprawnie szkolono nowych, więc prace szły sprawnie – mówi Łuczak.

Niemcy już jednak szykowali odwet. Gdy informacja o utracie lotniska dotarła do Frankfurtu, dowództwo lotniska poderwało bombowce i skierowało je na pozycje powstańców w Nakle nad Notecią. Nazajutrz niemieckie maszyny przeleciały nad Poznaniem i zbombardowały Ławicę. Podczas ataku zginął jeden powstaniec, a dwóch zostało rannych. Spłonął również jeden z baraków.

Schwytali lotników

8 stycznia Niemcy przeprowadzili kolejny atak. Tym razem obrońcy byli lepiej przygotowani. Udało im się trafić jedną z maszyn, która musiała lądować na polach w okolicach Bledzewa. Załoga spaliła samolot, żeby nie dostał się ręce Polaków. Lotnicy szybko zostali schwytani i trafili do poznańskiej Cytadeli.

Skuteczność niemieckich ataków była niewielka, zasiała jednak panikę wśród mieszkańców Poznania, którzy obawiali się bombardowań. 9 stycznia, bez konsultacji z dowództwem, Pniewski wraz z Mańczakiem, Zygmuntem Rosadem, Damazym Kortylewiczem, Wojciechem Białym i Janem Kasprzakiem przeprowadzili na zdobycznych maszynach LVG C.V. własny nalot na lotnisko we Frankfurcie nad Odrą.

Pierwsze bombardowanie w historii polskiego lotnictwa zakończyło się sukcesem. Po półtorej godzinie eskadra dotarła do Frankfurtu. Niemcy byli całkowicie zaskoczeni. Frankfurt leżał z dala od frontów zakończonej niedawno wojny i nigdy nie doświadczył ataków Anglików, Francuzów czy Rosjan.

Przelatując nad miastem sześć maszyn z wymalowaną szachownicą (na podstawie rozporządzenia szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nr 38 z 1 grudnia 1918 r. była znakiem rozpoznawczym polskich sił powietrznych – przyp. red.) siało popłoch wśród mieszkańców.

Rycerze niebios. Jak niemiecki as uratował Latającą Fortecę

II wojna światowa nie miała sobie równych pod względem okrucieństwa. Z jednej strony nazistowskie obozy zagłady, z drugiej – sowieci nieliczący się...

zobacz więcej

Załoga lotniska była tak zaskoczona, że nie zorganizowała obrony i polscy piloci mieli wolną rękę. Maszyny LVG miały na pokładzie bomby ważące po 25 kg, które zrzucano ręcznie. Łącznie na obiekty lotniskowe spadło 900 kg bomb, które zniszczyły jeden z samolotów, hangar oraz wznieciły pożar. Bez strat własnych Polacy wrócili na Ławicę.

Pod dywan

– Niektórzy naukowcy twierdzą, że tego nalotu na Frankfurt w ogóle nie było. Faktycznie, przedwojennych źródeł i opracowań nie ma. Kiedy jeszcze żyli uczestnicy wyprawy, sprawa została skierowana do rozstrzygnięcia przez Wydział Wojenny Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej i podobno piloci zostali ukarani ustnie, natomiast nie wyciągano wobec nich konsekwencji, żeby nie nadawać sprawie urzędowego biegu. Dlatego sprawę zamieciono – podkreśla Jarosław Łuczak.

– Niedawno ks. Robert Kulczyński, który zbadał archiwa Centralnego Archiwum Wojskowego, doszedł do wniosku, że nalotu nie było, bo nie ma żadnych źródeł w CAW. Dodatkowo sprawdzano prasę frankfurcką, która powinna odnotować coś takiego jak nalot i podobno nic nie znaleziono. My jako muzeum nie jesteśmy przekonani do tej teorii. Skoro nie zaprzeczano temu nalotowi w okresie międzywojennym, to dlaczego mamy teraz zaprzeczać? Tym bardziej, że była to akcja nieformalna, więc z założenia nie mogła pozostawiać żadnego śladu na papierze – argumentuje historyk.

Lotnisko we Frankfurcie było wyłączone; nawet nie ze względu na skalę zniszczeń – po prostu Niemcy bali się działań odwetowych, na które nie byli przygotowani. Załogi z Ławicy można było więc wykorzystać jako wsparcie walczących powstańców. 17 stycznia wzięły udział w obserwacji ruchów niemieckich wojsk na głębokości 50 km na terytorium kontrolowanym przez wroga.

Spektakularny sukces Polaków w bitwie o Ławicę miał niebagatelny wpływ na przebieg powstania wielkopolskiego. Oprócz ogromnego łupu i znaczenia militarnego dodał również otuchy i determinacji powstańcom. Po zwycięskim zakończeniu insurekcji zdobyczne samoloty stały się podstawą polskiego lotnictwa wojskowego. Wkrótce wzięły udział w walkach o Lwów oraz pomogły w odparciu Bolszewików w 1920 r.

źródło:
Zobacz więcej