Nad Syrią wisi groźba nowej wojny

Północno-zachodnia część prowincji Aleppo okupowana jest przez Turcję i protureckich rebeliantów, którzy zasłynęli grabieżami i terroryzują miejscową ludność kurdyjską (fot. Ibrahim Ebu Leys/Anadolu Agency/Getty Images)

Przyszłość Syrii w 2019 roku nie maluje się w jasnych barwach. Po wycofaniu się USA z tego kraju może rozpocząć się nowa wojna, której towarzyszyć będzie gigantyczny kryzys humanitarny oraz odrodzenie Państwa Islamskiego. Alternatywą jest przywrócenie władzy Asada nad Północną Syrią. Otwarte pozostanie jednak wówczas pytanie, na jakich warunkach.

Gałązka Oliwna ociekająca krwią. Jak Rosja sprzedała sojusznika

Turecka ofensywa na kurdyjską enklawę Afrin otworzyła nowy front w syryjskiej wojnie domowej. Operacja nie byłaby możliwa bez przyzwolenia Rosji....

zobacz więcej

Pięć części Syrii

Syria podzielona jest obecnie na pięć części. Na południowym wschodzie, w prowincji Dajr az-Zaur wciąż utrzymują się na niewielkim terytorium kilkutysięczne siły Państwa Islamskiego (IS), z którymi walczą Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Na północnym-zachodzie prowincja Idlib (z przyległościami) opanowana jest przez dżihadystów, w tym Al-Kaidę, natomiast północno-zachodnia część prowincji Aleppo okupowana jest przez Turcję i protureckich rebeliantów, którzy zasłynęli grabieżami i terroryzują miejscową ludność kurdyjską.

Na reszcie terytorium Syrii wojna jest już (póki co) skończona, a w wielu miejscach zresztą nigdy jej nie było. Tereny te, mniej więcej przedzielone Eufratem, z jednej tj. zachodniej strony kontrolowane są przez syryjskie władze czyli Asada, z drugiej zaś przez zdominowane przez syryjskich Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF).

Między wspieranym dotychczas przez USA i Francję SDF-em a korzystającym z pomocy rosyjskiej i irańskiej Asadem utrzymywała się dotąd chłodna neutralność. Do starć dochodziło, ale rzadko i szybko były one przerywane. Gdy byłem w sierpniu w Północnej Syrii, zwanej przez Kurdów Rożawą, miejscowi dowódcy kurdyjskiego YPG (trzon SDF) mówili mi, że jest to zasługa Iranu i Hezbollahu, którzy nie byli zainteresowani konfrontacją z Kurdami syryjskimi na pełną skalę, mając nadzieję na układ.

W czerwcu i lipcu 2018 roku toczyły się rozmowy między Asadem a delegacją Syryjskiej Rady Demokratycznej (MSD), czyli cywilnej władzy w Demokratycznej Federacji Północnej Syrii (DFPS) proklamowanej na terenach kontrolowanych przez SDF. Ich wynik był jednak marny, gdyż Asad w zasadzie nic nie zaoferował – żadnej decentralizacji, federalizacji, autonomii dla Kurdów.

MSD i SDF pozostawali też lojalni wobec swojego sojusznika tj. USA i nie wchodzili w konszachty z Hezbollahem i Iranem, którzy mogli nacisnąć na Asada, by był nieco bardziej elastyczny. Główny patron Asada, czyli Kreml nigdy nie był natomiast zainteresowany tym, by doszło do jakiegoś dealu satysfakcjonującego obie strony.

Rosja prowadziła dwulicową politykę, wysyłając do Kurdów sygnały, że jeśli oddadzą się pod jej protekcję, to stanie się ona adwokatem ich sprawy w Syrii. Jak bardzo fałszywe były to obietnice, widać było już na początku 2017 roku, gdy Rosjanie sprytnie wypuścili fake-newsa, że rzekomo w opracowanym przez nich projekcie konstytucji syryjskiej przewidziana jest autonomia dla Kurdów.

Później, na początku 2018 roku, mimo wcześniejszych układów z Kurdami w regionie Afrin, zawarli deal z Turcją, pozwalając jej na naloty na ten region. Dla Rosjan zajęcie Afrin przez Turcję było wygodne, gdyż w ten sposób wrogie Asadowi siły stoją teraz kilka kilometrów od miasta Aleppo. Jest to swoisty bat na Asada, który ma zapobiec ewentualnej jego emancypacji spod wpływów rosyjskich.

Hezbollah ogłosił zwycięstwo w wojnie w Syrii

Libańska organizacja Hezbollah, sojusznik prezydenta Syrii Baszara el-Asada, ogłosiła zwycięstwo w wojnie w Syrii – podał we wtorek libański...

zobacz więcej

Rosyjskie „dziel i rządź”

Nieoficjalnie wiadomo, że decyzja Trumpa o wycofaniu sił USA z Syrii zaskoczyła wszystkie strony syryjskiej układanki. Stąd trudno do końca przewidzieć, jak wypadki potoczą się dalej. Najbardziej zadowolona musi być z tej sytuacji Rosja, dla której jest kilka korzystnych wariantów rozwoju sytuacji. Jeśli Turcja zajęłaby część północnej Syrii, to ustawiłoby to Rosję w jeszcze bardziej korzystnej pozycji wiecznego mediatora. Jak wiadomo, by była mediacja musi być konflikt i to jest ogromna wartość z punktu widzenia Kremla.

USA będą w takiej sytuacji całkowicie skompromitowane na Bliskim Wschodzie i nikt nie będzie chciał z nimi wchodzić w jakiekolwiek układy. Izraelowi i Saudom pozostanie więc dogadywanie się z Rosjanami w sprawie blokowania Iranu w Syrii. Saudowie mogą za to słono zapłacić, dając Rosjanom pieniądze na odbudowę kraju, przez co Kreml jeszcze bardziej zaciśnie żelazny uścisk kontroli nad Syrią. To najczarniejszy wariant, w którym będzie terror, wojna, kryzys humanitarny i czystki etniczne.

Rosjanie wygrają jednak również wtedy, gdy uda się im doprowadzić do pełnej kapitulacji Kurdów wobec Asada i jednocześnie nie dopuścić do jakiejkolwiek mediacji irańskiej. Wtedy to oni kontrolowaliby północną trasę Iran-Morze Śródziemne, nie dopuszczając do budowy niezależnego od nich szlaku tranzytowego (m.in. dla transportu irańskiej, irackiej i syryjskiej ropy i gazu) do Europy. Ponieważ na blokowaniu tego projektu zależy i Izraelowi, i Turcji, i Saudom, i USA, to Rosjanie zyskaliby silne karty przetargowe i byliby geopolitycznym zwycięzcą.

Czy Asad i Iran zawrą z Kurdami deal?

Z punktu widzenia Asada nie są to oczywiście najdogodniejsze rozwiązania. Teoretycznie ma on dwie opcje, tj. postawić Kurdów pod ścianą, oferując im wyłącznie bezwarunkową kapitulację, albo zaoferować układ. To drugie rozwiązanie byłoby również korzystne dla Iranu. Teoretyczność tej opcji polega jednak na tym, że nie jest ona zgodna z interesem Rosji, a to oznacza że Kreml będzie starał się do niej nie dopuścić.

W tej chwili SDF/MSD jest oczywiście w jeszcze słabszej pozycji negocjacyjnej niż był latem, a układ z Asadem nie będzie zbyt wiele wart, jeśli nie będzie gwarantowany przez Iran (na pewno nie przez Rosję). Iran (i Chiny) są bowiem zainteresowane względną stabilizacją w Syrii, a także Iraku, co pozwoliłoby skonsolidować im geopolityczny projekt tzw. „szyickiego półksiężyca” (irańska strefa wpływów na Bliskim Wschodzie), a także otworzyć szlak handlowy do Europy.

Iran już pokazał przy tym w Iraku, że jest w stanie pragmatycznie podchodzić do współpracy z Kurdami, a czerwoną linią jest tylko jakikolwiek separatyzm. Takie irańsko-kurdyjsko porozumienie miałoby też fatalne skutki dla geopolitycznej sytuacji Turcji. Z kolei problemem Asada jest to, że prawie w ogóle nie dysponuje siłami zbrojnymi, opierając się na Rosjanach (w tym najemnikach), Irańczykach, Hezbollahu, Afgańczykach i Irakijczykach. Tymczasem SDF to prawie stutysięczna, zdyscyplinowana i zaprawiona w boju armia, a do tego dochodzą jeszcze różne inne formacje paramilitarne działające w DFPS. Problemem SDF jest z kolei brak lotnictwa i obrony przeciwlotniczej.

„Pokój w Syrii niemożliwy z Asadem u władzy”. Stanowcze słowa prezydenta Turcji

Niemożliwe jest kontynuowanie wysiłków na rzecz pokoju w Syrii, dopóki u władzy w tym kraju pozostaje prezydent Baszar el-Asad – oświadczył we...

zobacz więcej

Groźba tureckiej inwazji

Wszystko wskazuje na to, że Turcja, choć zapowiadała, że już zaraz rozpocznie swoją agresję, w ogóle nie jest do niej przygotowana. Turcy mają teraz trzy opcje. Pierwsza to zwlekać w nieskończoność, ograniczając się do ostrzału i bombardowania kurdyjskich miast przygranicznych, a także wypuszczając rebeliantów na pozycje SDF. Wcześniejsze walki pokazały jednak, że ci rebelianci potrafią głównie grabić i mordować cywilów, natomiast w starciu z oddziałami zbrojnymi nie mają żadnych szans.

Druga opcja to przeprowadzenie ograniczonej inwazji i zajęcie miast Manbidż oraz Tel Abjad. Turcja może w takiej sytuacji liczyć na to, że SDF będzie zmuszony do walki na dwa a nawet trzy fronty (z Asadem i Państwem Islamskim) i dlatego szybko dojdzie do podziału północnej Syrii. Trzecia opcja to inwazja na pełną skalę, która dla Turcji może okazać się „Wietnamem”, zwłaszcza, jeśli Kurdowie tureccy również chwycą za broń. Ta opcja oznaczać będzie otwarcie nowego, długiego rozdziału w syryjskiej tragedii i co najmniej kilkaset tysięcy nowych uchodźców.

Najgorszym rozwiązaniem są Turcy

Dla Kurdów każda opcja jest lepsza od tureckiej okupacji. Mają więc do wyboru albo walczyć albo z kimś się dogadać. Pierwsza opcja oznacza katastrofę humanitarną. Ponadto SDF ryzykuje walkę na kilku frontach. W takiej sytuacji Asad szybko przekroczyłby Eufrat i zajął większość terenów wschodniej Syrii, z których SDF wycofałby się bez walki. Część tych terenów odzyskałoby natomiast Państwo Islamskie, które starałoby się w takiej sytuacji przebić ponownie do Iraku. Poza tym SDF wypuściłby kilka tysięcy więźniów IS, a także ich rodzin, z których duża część pochodzi z Europy i b. ZSRR.

Ludzie ci, korzystając z nowego kryzysu uchodźczego, przedzieraliby się do Europy, gdzie zagrożenie terrorystyczne gwałtownie by wzrosło. Stałoby się to być może jeszcze przed wyborami do europarlamentu, co byłoby kolejnym krokiem na drodze do realizacji kremlowskich planów destabilizacji Europy.

Opcja dogadania się jest natomiast problematyczna, gdyż może sprowadzać się do kapitulacji i terroru wobec tych, którzy pokonali Państwo Islamskie.

Istnieje wciąż pewna szansa, choć niewielka, a czasu jest mało, że amerykański Kongres lub Europa podejmą pewne działania, które nie dopuszczą do nowej wojny w Syrii i pozwolą na dobicie Państwa Islamskiego. Problem w tym, że podzielona i krótkowzroczna Europa nie chce postawić się Erdoganowi. Sytuacja, w której cały ciężar spadał na USA, był dla niej wygodny. Ale o ile USA mogą zapłacić utratą globalnego przywództwa i niewiarygodnością sojuszniczą, to Europa zostanie wystawiona na zwiększoną aktywność terrorystyczną. Będzie to niestety zasłużona kara za hipokryzję i zdradę jedynej części Syrii, gdzie udało się zaprowadzić pokój i zapewnić swobodę religijną i równość płci.

źródło:
Zobacz więcej