RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Państwo Islamskie wciąż żyje

Militarnie Państwo Islamskie zostało pokonane, ale zagrożenie ze strony ekstremistów nadal istnieje (fot. IS)
Militarnie Państwo Islamskie zostało pokonane, ale zagrożenie ze strony ekstremistów nadal istnieje (fot. IS)

9 grudnia 2017 r., po odbiciu ostatnich dwóch miast, Al-Kaim i Rawy, oraz oczyszczeniu pogranicza iracko-syryjskiego z resztek Państwa Islamskiego władze Iraku ogłosiły zwycięstwo nad samozwańczym „kalifatem”. Wszystko wskazuje na to, że zdecydowanie przedwcześnie.

Zmarł Polak po zamachu w Strasburgu. Jego bohaterski czyn ocalił wielu ludzi

Zmarł Bartosz Niedzielski, który został ranny podczas wtorkowego zamachu w Strasburgu. Polak rzucił się na terrorystę, udaremniając atak na jeden z...

zobacz więcej

Niemal równo rok później, 14 grudnia 2018 r., Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) wkroczyły do miasta Hadżin nad Eufratem, uważanego za ostatnią stolicę islamistów. Trzy dni wcześniej w Strasburgu doszło do zamachu terrorystycznego, w którym zginął również polski obywatel. Do zamachu przyznało się IS. Natomiast 13 grudnia ABW ujawniła zatrzymanie związanego z tą organizacją Czeczena Alviego A., który miał zajmować się również „organizowaniem nielegalnej imigracji”.

Zaczęło się od podboju

Burzliwe dzieje samozwańczego „kalifatu” zaczęły się w czerwcu 2014 r., gdy organizacja ta zajęła Mosul i ruszyła na Bagdad. Wcześniej opanowała Rakkę w Syrii, a także iracką Faludżę, znaną z sympatii dżihadystycznych. Początkowo wydarzenia te nie przykuły nadmiernej uwagi światowej opinii publicznej, która była przyzwyczajona do tego, że „w Iraku się biją”, i była znudzona „globalną wojną z terroryzmem”, zwłaszcza po widowiskowej likwidacji Osamy bin Ladena.

Równolegle w Afganistanie toczyła się wojna z talibami, zaś w Syrii dżihadyści nazywani byli powszechnie „umiarkowanymi rebeliantami”. Wydawało się, że wszystko już było i niczego nowego w tej dziedzinie nie można wymyślić.

Europa i USA początkowo nie mieszały się do tego, co się działo w Iraku, traktując to jako wojnę domową między szyitami i sunnitami. Wyrżnięcie kilku tysięcy szyickich rekrutów też nie zrobiło nadmiernego wrażenia. Irakowi wieszczono koniec. Sytuacja zmieniła się w sierpniu, gdy IS zaatakowało irackich Kurdów, zajęło chrześcijańskie miasta na Równinie Niniwy, a w Szengalu rozpoczęło ludobójstwo jazydów.

USA zdecydowały się na interwencję. Najpierw w Iraku, a następnie w Syrii, w ostatniej chwili idąc z pomocą tamtejszym Kurdom odpierającym kilkumiesięczny atak na Kobane. Obrona tego miasta była zresztą punktem zwrotnym w wojnie z islamistami. Po wyparciu terrorystów z miasta zaczęła się trwająca do dziś kontrofensywa, a IS znalazło się w permanentnym odwrocie. W Iraku „kalifat” zdołał jeszcze zdobyć Ramadi w maju 2015 r., ale również i w tym kraju od sierpnia 2015 r. tylko się już cofał.

Ojciec zamachowca ze Strasburga: Syn podzielał przekonania Państwa Islamskiego

Ojciec 29-letniego Cherifa Chekatta, który przeprowadził we wtorek atak na świątecznym jarmarku w Strasburgu, powiedział w wywiadzie dla telewizji...

zobacz więcej

Na opinii publicznej w Europie i Ameryce znacznie większe wrażenie niż ludobójstwo, rzezie i prześladowania dokonywane przez terrorystów zrobiły profesjonalnie kręcone filmy z egzekucji zakładników, w tym przede wszystkim zachodnich dziennikarzy. Potem doszły zamachy dokonywane na naszym terenie.

Nowa jakość

Pierwsze nagranie z obcięcia głowy, które obiegło świat, dotyczyło egzekucji amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya w sierpniu 2014 r. Profesjonalizm propagandowy IS spowodował, że do świadomości międzynarodowej opinii publicznej zaczęło wreszcie dochodzić to, że pojawiło się zupełnie nowe jakościowo zagrożenie.

Okrucieństwo bijące z przekazu propagandowego ekstremistów przyciągało widzów niczym pornografia. Stworzone przez IS media, zwłaszcza agencja Amaq, pismo „Dabiq”, a następnie „Rumiyah”, a także twitterowe konta powiązane z terrorystami szerzyły propagandowy przekaz wyolbrzymiający straty cywilne koalicyjnych nalotów oraz demonizujący siły, które z nimi walczyły (np. armię iracką). W ten sposób „kalifat” zaprzągł do swojej machiny propagandowej licznych pożytecznych idiotów. Nowatorskim posunięciem było też darowanie (przynajmniej do czasu) życia brytyjskiemu dziennikarzowi Johnowi Cantlie za cenę firmowania sobą materiałów propagandowych IS.

Nasz świat poruszał się po omacku w walce z IS. Zaczęto też podkreślać, że Państwo Islamskie jest „tak zwane” i że nie jest ani państwem, ani islamskim. Było jednak zupełnie inaczej. Organizacja miała trzy podstawowe atrybuty państwa: władzę, ludność i terytorium. Sprawność, z jaką „kalifat” zaczął organizować aparat państwowy na opanowanych terenach, był imponujący, a większość ludności - przynajmniej na początku - władzę tę uznawała i w dużym stopniu się z nią utożsamiała. Chodzi oczywiście tylko o tych, którzy nie zostali wygnani lub wymordowani.

Pierwszy zgrzyt pojawił się wraz z europejskimi „foreign fighters”, czyli ochotnikami z zagranicy, często konwertytami z rdzennie europejskich, chrześcijańskich rodzin, którzy uznali, że iracki islam nie jest dostatecznie islamski, i zaczęli narzucać miejscowej ludności swoje wyobrażenie o religii. To, czy było to islamskie, czy nie, to kwestia względna. Dla wielu muzułmanów z całą pewnością nie było, ale dla części absolutnie tak. Nie odbiegało to zresztą daleko od wahabickich reguł, na których zbudowano Arabię Saudyjską.

Upadł ostatni bastion Państwa Islamskiego. Odbito miasto Hadżin

Syryjscy bojownicy pod wodzą Kurdów, wspierani przez Stany Zjednoczone, zdobyli Hadżin we wschodniej Syrii – ostatnie miasto w tym kraju, które...

zobacz więcej

Wielu obserwatorów spodziewało się zresztą, że z czasem IS odstąpi od swojej bezkompromisowości i będzie starać się o uznanie międzynarodowe. Tak się nie stało, ale tylko dlatego, że frakcja dążąca do tego została wyrżnięta w publicznych egzekucjach. Nie przeszkodziło to jednak w kontaktach handlowych IS, i to zarówno z podmiotami państwowymi, jak i wielkimi koncernami takimi jak Lafarge (którego szefostwo odpowiada za to obecnie przed francuskim sądem).

Trzy wymiary

Państwo Islamskie od początku miało trzy wymiary: terytorialno-państwowo-militarny, terrorystyczny i ideologiczny. Najłatwiej (co nie znaczy, że łatwo) było przetrącić IS kręgosłup w tym pierwszym wymiarze. Już pod koniec 2015 r. wiadomo było, że klęska islamistów jest nieunikniona, a po militarnym wyparciu z Iraku zaczęło się mozolne dobijanie „kalifatu”, który choć stracił większość terytorium, wciąż dysponował tysiącami ludzi. Dziś siły organizacji wokół Hadżin oraz na pustyni po drugiej stronie Eufratu ocenia się na około 2,5 tys. ludzi.

Determinacja, z jaką te niedobitki się bronią, związana jest z wpływem tego oporu na żywotność ideologicznego wymiaru IS. Sama idea restytucji kalifatu miała dla dziesiątek, o ile nie setek milionów muzułmanów na świecie ogromne znaczenie. Nowa ideologia - czy to się komuś podoba, czy nie - była atrakcyjna.

Ogromną rolę spełniła też umiejętność wykorzystywania przez IS mediów społecznościowych, a także różnych zjawisk społecznych zachodzących w ich i naszym kręgu cywilizacyjnym. Jednym z ważniejszych jest kwestia migracji, i to nie tylko ze względu na możliwość wykorzystania masowego ruchu i związanego z tym chaosu do przerzutów swoich ludzi. Równie ważne jest to, że masowa migracja prowadzi nieuchronnie do kryzysów tożsamościowych, alienacji i dysonansów poznawczych (rozbieżność między oczekiwanym przez migrantów rajem a rzeczywistością, w której każe im się asymilować, pracować i trzyma w zamkniętych ośrodkach).

Obecnie dochodzi jeszcze jeden element: dzieci. Zabici terroryści pozostawili po sobie tysiące potomków, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić. Niektóre z nich mają prawo do europejskiego obywatelstwa, choć kraje europejskie udają, że to nie ich problem. Byłoby to logiczne, gdyby nie to, że jeśli dzieci nieznanego pochodzenia pojawią się nagle na łódce płynącej do Włoch, to Unia Europejska zaleca ich relokację w pierwszej kolejności. I nikt nie sprawdza, gdzie mamusia i gdzie tatuś i kto zapłacił przemytnikowi tysiące dolarów za przywóz sieroty.

Hołd dla ofiar zamachu w Strasburgu. „Miasto zranione prosto w serce”

Setki osób zgromadziły się w niedzielę przed południem w centrum Strasburga, żeby oddać hołd ofiarom wtorkowego ataku w pobliżu jarmarku...

zobacz więcej

Błędne założenie

Poważnym błędem popełnionym przez Europę było założenie, że to nawet dobrze, jeśli dżihadyści z Europy wyjeżdżają do Syrii i Iraku jako foreign fighters Państwa Islamskiego. Wprawdzie teoretycznie europejskie służby zwalczały ten proceder, ale niezbyt przekonująco. Pozornie było to sprytne: wyjadą, zginą, będzie po problemie. Nie wzięto jednak pod uwagę tego, że przeżyją i będą chcieli wracać.

Ponadto nie zawsze wracają tam, skąd przyjechali, często jadą tam, gdzie mogą się spokojnie przyczaić i przeczekać. Z całą pewnością takim krajem nie jest Federacja Rosyjska, natomiast już w 2017 r. pojawiły się doniesienia, że jest nim np. Ukraina. Informacja, że Alvi A. zajmował się nielegalną imigracją, wskazuje na to, że uciekający z tonącego okrętu o nazwie „kalifat” dżihadyści zainteresowali się spokojną przystanią o nazwie Polska.

To od żywotności IS w wymiarze ideologicznym zależy zdolność tej organizacji do organizowania lub inspirowania działań o charakterze terrorystycznym w Europie. W tym kontekście nowy rozdział w dziejach terroryzmu w Europie zainaugurowały zamachy w Paryżu w 2015 r. i w Brukseli w marcu 2016 r., przeprowadzone przez tzw. siatkę z Molenbeek, ale zaplanowane w syryjskiej Rakce. Bagatelizowanie zagrożenia terrorystycznego okazało się ślepą uliczką, podobnie jak reagowanie rysowaniem serduszek czy gołąbków pokoju.

Ostatni zamach w Strasburgu pokazał, że jedynie całkowite zniszczenie potencjału Państwa Islamskiego i polityka zera tolerancji dla ekstremistów islamskich może nas zabezpieczyć przed kolejnymi atakami. Konsekwencją powinno być również szanowanie sojuszników skutecznie zwalczających IS w jego wymiarze militarnym. To syryjscy Kurdowie zlikwidowali centrum planowania zamachów terrorystycznych w Europie mieszczące się w syryjskiej Rakce, zdobywając to miasto. Warto o tym pamiętać, gdy Turcja, która nie kiwnęła palcem w wojnie z ekstremistami, a często ją utrudniała, wsadza do więzień Europejczyków, którzy walczyli przeciwko Państwu Islamskiemu, a Kurdów, którzy urwali tej hydrze łeb, nazywa „terrorystami”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej