Wałęsa o liście Kiszczaka: Z moim charakterem szantaż by się im nie udał

Lech Wałęsa twierdzi, że nie dostał listu od gen. Czesława Kiszczaka (fot. Wiki/Mateusz Włodarczyk)

Z moim charakterem szantaż by się im nie udał – tak Wałęsa odpowiedział na pytanie, czy jakoby znaleziony w Stanford list gen. Czesława Kiszczaka z 1993 r. dowodzi podejmowanych podczas jego prezydentury prób szantażu. Wywiad ukazał się w środę na portalu „Rzeczpospolitej”.

Nieznane dokumenty Kiszczaka ujawnione. A w nich: Jaruzelski, Wałęsa, Michnik

Kilkaset stron dokumentów komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, papiery i notatki osobiste, a nawet dokumentacja medyczna gen. Czesława Kiszczaka...

zobacz więcej

W Hoover Institute Stanford odnaleziono nieznane wcześniej dokumenty z kolekcji gen. Czesława Kiszczaka m.in. jego list do Wałęsy z 1993 r. W wywiadzie z byłym prezydentem, który ukazał się na portalu Rp.pl, pada pytanie, czy Wałęsa był szantażowany w latach swojej prezydentury i czy grożono mu ujawnieniem informacji o jego „ewentualnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa”. Takie wnioski płyną z odnalezionego listu.

Wałęsa odpowiedział, że nie otrzymał listu, a generał Kiszczak nie próbował się z nim kontaktować. Wyraził przypuszczenie, że list nie został dostarczony na adres kancelarii prezydenta w 1993 r., tylko sfabrykowany później.

W odpowiedzi na stwierdzenie prowadzącego wywiad Jacka Nizinkiewicza, że „według dziennikarzy, którzy dotarli do dokumentów, są one prawdziwe, nie były podrabiane”, były prezydent powiedział: „Tak oni mówią, ale trzeba to sprawdzić. Nie wiem tego”.

Zaznaczył, że nigdy nie zgodziłby się na niszczenie dokumentów dotyczących jego przeszłości. Jak przekonywał, pełna dokumentacja zawierała informacje o jego oporze wobec SB. Ta jednak została zniszczona.

– Spalona dokumentacja zawierała moją prawdziwą walkę i dokumenty z tej walki – powiedział.

Wałęsa do Cenckiewicza: Ty jesteś „Bolkiem”. Prawda Ciebie dopadnie

Były prezydent Polski Lech Wałęsa, któremu zarzuca się, że współpracował w latach 70’ ze służbami bezpieczeństwa PRL stwierdził, że to nie on jest...

zobacz więcej

„SB fabrykowała dokumenty”

Wałęsa zaprzeczył też, jakoby gen. Kiszczak próbował wywierać nie niego wpływ wiedzą na temat jego ewentualnej współpracy z SB.

– Na co to miałoby być Kiszczakowi w tamtym czasie? Nie, proszę pana. Postanowiłem wyczyścić swoje sprawy i powiedzieć, kto robił ze mnie agenta i do dziś to robi, to próbowano wyprzedzić moje uderzenie. Cała ta sprawa była od początku do końca robiona. SB fabrykowała dokumenty i wysyłało do różnych osób, w tym do Anny Walentynowicz. Bezpieka robiła wszystko, żeby mnie zohydzić społeczeństwu – przekonywał.

Dowodził także, że kiedy kandydował na prezydenta, sfabrykowane dokumenty wysyłano do kancelarii jako anonimy.

– Minister Krzysztof Kozłowski zbierał te anonimy i wkładał do teczki. Teczkę przejął jego następca, Antoni Macierewicz, i ogłosił mnie agentem, przedstawiając teczkę TW Bolka. Tak powstała teczka na mnie. Próbowałem o tym wszystkim powiedzieć, to oni chcieli mnie wyprzedzić – zapewniał.

Zapewnił też, że nigdy nie był szantażowany przez Kiszczaka dokumentami na temat jego przeszłości.

– Nigdy Kiszczak mnie nie szantażował. Ja jestem nie do szantażowania. Gdyby Kiszczak próbował mnie szantażować, to dopingowałby mnie tym do jeszcze większej walki. Z moim charakterem szantaż by się im nie udał – przekonywał.

Na słowa dziennikarza odwołujące się do opinii historyka Antoniego Dudka, według którego ujawniony list nie stawia w dobrym świetle ani jego, ani jego prezydentury, Lech Wałęsa odpowiedział: „To ja wywarłem wpływ na to, żeby gen. Kiszczak nie został premierem. To ja, Lech Wałęsa, nie zgodziłem się na premiera Kiszczaka. Czy agent zablokowałby taką nominację? Nigdy nikomu nie dałem się zaszantażować i nigdy nikomu nie dam się zaszantażować. Wałęsę można zabić, ale nie pokonać! Nie zapominajcie o tym”.

źródło:

Zobacz więcej