Nowoczesna przekąska [OPINIA]

Przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer (fot. PAP/Jakub Kamiński)

Jak to się dzieje, że wokół partii, która ma tak naprawdę najmniejsze dziś znaczenie ze wszystkich sił parlamentarnych, wciąż jest najwięcej hałasu? Rozmawiamy głównie o Nowoczesnej, bo to temat-samograj, dostarczający dziś wszystkim, poza nieszczęsnym co bardziej ideowym działaczom tej partii, dużo rozrywki. Oto bowiem fatalnie kończy, a przynajmniej tak się wydaje, partia, która uczciwie pracowała na to, by być najmniej lubianym ugrupowaniem tej kadencji.

Masowe odejścia członków Nowoczesnej z partii w jednym z regionów

Około 200 działaczy Nowoczesnej z regionu podkarpackiego złożyło rezygnacje z członkostwa w partii; doprowadziło to do likwidacji struktur...

zobacz więcej

Czemu tak surowo oceniam Nowoczesną? Partia ta od początku była taka, jak jej pierwszy lider – wszelkie braki, a tych było dużo, nadrabiała pewnością siebie i manierami z niezbyt drogiego kursu motywacji i samorealizacji. Pompowana sondażami i głosami pochlebców zbyt szybko uwierzyła, że idzie po władzę, w następnej, a może nawet jeszcze tej, kadencji. Że wygrać może zarówno z politycznymi przeciwnikami z Prawa i Sprawiedliwości, jak ze starymi wyjadaczami z Platformy, przeciw której, co dziś trzeba przypominać, skierowany był początkowo bunt nowej siły.

Ryszard Petru razem z kolegami i koleżankami chciał stworzyć partię, która da wyborcom wszystko, co wcześniej obiecała Platforma, a przy okazji kilka innych, mniejszych lub gasnących ugrupowań liberalnego centrum. W sytuacji, gdy Platformą wiele osób było zmęczonych, zaś PiS miał zdeklarowany elektorat negatywny, nie była to bynajmniej propozycja skierowana w próżnię. Tyle, że najpierw okazało się, że rządy Prawa i Sprawiedliwości są dla tego stronnictwa tak bardzo nie do przyjęcia, że trzeba zapomnieć o pierwotnych założeniach i argumentach estetycznych, później zaś okazało się, że w takiej sytuacji wyborcy również nie mają czasu, przypominać sobie, czym naraziła im się PO i stawiają na partię być może najbardziej skompromitowaną, ale też i sprawdzoną.

„Nowoczesna to historia”. „Partia Ryszarda Petru może odnieść sukces”

– Nowoczesna już przeminęła i jest passé. Nowoczesna to już historia. Ci ludzie dali się wchłonąć. Ludzie Nowoczesnej skanibalizowali się. Tam...

zobacz więcej

W efekcie Nowoczesna, kęs po kęsie, była przez Platformę pochłaniana, niespecjalnie się nawet broniąc. Owszem, gdy Ryszard Petru bez konsultacji z kolegami postanowił nieuchronne przyspieszyć, wycofując Pawła Rabieja z wyścigu o prezydenturę Warszawy i namaszczając go, jak się dziś okazało, skutecznie, na wiceprezydenta u boku Rafała Trzaskowskiego, spowodowało to tarcia, które zakończyły się zmianą lidera. Od kilku tygodni zwracam uwagę na swoisty paradoks – dziś to Petru reprezentuje część Nowoczesnej, która nie chce roztopić się w Platformie. Robi to już będąc poza stworzoną przez siebie partią, wyciągając z niej działaczy. Na razie na szczeblu lokalnym, ale być może w całym tym zawirowaniu uda mu się przyciągnąć również jakiegoś posła.

Petru wraz z dwiema najbliższymi współpracownicami powstanie nowej partii ogłosił niedawno, w ten weekend odbędzie się jej pierwsza konwencja, tymczasem Nowoczesna niknie w oczach. Wyrzucenie posła Piotra Misiło nie zatrzymało rozdarcia ugrupowania między próbami zachowania podmiotowości, a zgodą na wejście w pełną koalicję, a de facto przyłączenie się do Platformy. Prezydium Nowoczesnej przystało na drugie rozwiązanie, lecz okazało się, że nie było na nie zgody klubu. W tej sytuacji politycy Platformy, pewni już wygranej w tym wewnętrznym starciu, nie chcieli dłużej czekać i po prostu wyjęli Nowoczesnej, jeszcze niedawno określanej jako „młodsza siostra” siedmioro parlamentarzystów i przyjęli ich do klubu PO, który z tej okazji stał się klubem Koalicji Obywatelskiej. Koalicji, składającej się z posłów Grzegorza Schetyny i niezrzeszonych, bowiem w tej sytuacji członkostwo całej siódemki w poprzedniej partii zostało unieważnione, a ósmy w tej grupie Misiło i tak już w niej od tygodnia nie był.

Petru: Nowoczesna zniknęła jako samodzielny byt, rozmyła się w PO

Jeśli do wyborów do Parlamentu Europejskiego nie zawiąże się szeroka koalicja, również z PSL i SLD, partia Teraz! wystartuje w nich samodzielnie;...

zobacz więcej

Nowoczesna straciła tym samym status klubu, a więc choćby prawo do dłuższych wypowiedzi w sejmowych debatach czy udziału w niektórych programach publicystycznych, w których obowiązuje partyjny parytet. Gdyby do starego – nowego klubu weszli wszyscy jej posłowie, stałoby się to samo, być może w radykalniejszej wersji. Zamiast dwóch, poglądy tej części opozycji reprezentowałby w dyskusjach tylko jeden głos, co oznacza mniej czasu, zaś większej mocy nie gwarantuje. Jedyną osobą, która mogłaby ogłosić w takiej sytuacji sukces, byłby Grzegorz Schetyna.

Czy jednak lider Platformy faktycznie cokolwiek wygrał? Być może stało się dokładnie odwrotnie, być może to właśnie Schetyna uratował w czwartek drugą kadencję Prawa i Sprawiedliwości. Zauważmy, że to, mimo wszystko nagłe, wchłonięcie części Nowoczesnej przez PO i pozbawienie Katarzyny Lubnauer klubu parlamentarnego (gdy piszę te słowa, Nowoczesna ma status koła parlamentarnego) , zbiegło się z publikacją sondażu, w którym wszystkie (poza Kukiz’15), zebrane razem, partie opozycyjne zyskują 50 proc. poparcia. Ktoś postanowił pobawić się więc w matematyka i wyliczył, że koalicja „wszyscy przeciwko PiS”, startując w jednym bloku, również zdobywa połowę głosów.

Przeszli do PO-KO, muszą opuścić partię. Nowoczesna straci członków

Rozpad Nowoczesnej. Siedmioro posłów przeszło do Platformy Obywatelskiej, tym samym klub Nowoczesnej przestał istnieć. Zasilony wspomnianą siódemką...

zobacz więcej

Że to nie działa, zobaczyliśmy już przy okazji wyborów samorządowych. W polskiej polityce 25 + 5 nie daje nigdy trzydziestu, dobrze, jeśli będzie to chociaż 26. Wspólny blok liberałów, antyliberałów, ludowych konserwatystów i lewackich antyklerykałów byłby nie do przełknięcia dla dużej liczby potencjalnych wyborców każdej z tych sił osobno. Jeśli zaś ktoś z liderów, chciałby jednak zaryzykować, pozostając przy tej podstawówkowej matematyce, licząc na partnerską współpracę w ramach wielkiej koalicji, właśnie przekonał się, jak wygląda to w praktyce.

Platforma rozegrała słabszą stronę po swojemu, nie czekając, nie licząc się z jej zdaniem, posługując się zwykłym politycznym przekupstwem. Za biorące miejsca do europarlamentu i przyszłego parlamentu wyciągnięto z Nowoczesnej siedmioro naśladowców tak przecież znienawidzonego Wojciecha Kałuży. Który, na szczeblu samorządowym, ma o wiele większe prawo do argumentacji, że chodzi o możliwość realizacji programu i rozwój regionu. Przy przejściu z N. do PO o niczym podobnym nie można mówić, pozostaje chęć utrzymania stanowisk kosztem wypięcia się na przyjaciół, kolegów i współpracowników. Którzy są zresztą w tak nieciekawej sytuacji, że i tak pewnie zmuszeni będą to wszystko wybaczyć i za kilka, kilkanaście dni (a może godzin) wejdą do tej samej grupy, nie zyskując już właściwie niczego.

„Schetyna dawno temu połknął Nowoczesną. Teraz kończy trawić resztki po niej”

– Grzegorz Schetyna jest wytrawnym graczem gabinetowo-politycznym. Mniej doświadczeni koleżanki i koledzy z Nowoczesnej dali się ograć – stwierdził...

zobacz więcej

Wygląda na to, że w tej przynajmniej chwili sytuacja przerasta również wyborców i życzliwych opozycji komentatorów, wśród których ewidentnie nie ma zgody co do oceny wydarzeń. Oczywiście nie brak i tych, którzy wszelką krytyczną refleksję traktują niemal jak przystąpienie do obozu Jarosława Kaczyńskiego, wiele jednak głów wyrażających rozczarowanie i niesmak z zagrania Schetyny i Kamili Gasiuk-Pihowicz z kolegami. W tej grupie znajdziemy takie osoby jak Dominika Wielowieyska, czy Magdalena Środa.

Z kolei Adriam Zandberg, krytyczny wobec zbyt szerokich koalicji, pokazuje, jak rzecz wygląda z lewej strony i… bardzo chętnie cytowany jest z prawej. „PO udzieliła poglądowej lekcji, jak kończy się wejście do koalicji ze Schetyną. – pisze szef partii Razem na Twitterze. - @Nowoczesna została rozebrana na organy. Krokodyl przeżuł już Nowoczesną, a teraz ma chętkę pożerować na lewicy. Mam nadzieję, że dla wszystkich jest już jasne, jaką »współpracę« proponuje PO.” Czy dla wszystkich?

Petru: Nowoczesna zniknęła jako samodzielny byt, rozmyła się w PO

Jeśli do wyborów do Parlamentu Europejskiego nie zawiąże się szeroka koalicja, również z PSL i SLD, partia Teraz! wystartuje w nich samodzielnie;...

zobacz więcej

Ponoć rozbicie N. dało do myślenia również działaczom PSL, jednak część z nich wciąż skłania się ku startowi w eurowyborach w „wielkiej, chadeckiej koalicji”, czyli razem z PO, z którą ludowcy współtworzą w PE frakcję Europejskiej Partii Ludowej. Tyle, że przecież „chadeckość” Zjednoczonej Opozycji to pojęcie na tyle względne, by objąć nie tylko liberałów z Nowoczesnej (z którymi PSL miało bliżej współpracować w sejmie, czy ktoś o tym pamięta?) lecz również Barbarę Nowacką.

To, co Platforma tak chętnie nazywa „korupcją polityczną” jest tu przecież aż nad to widoczne. Argumenty i wyzwiska z wieców, wymierzonych przeciw przywołanemu już radnemu Kałuży, powracają niczym bumerang i uderzają w wielu z jeszcze wczoraj je stosujących. A przecież liczba „miejsc biorących” jest ograniczona. Nie wszystkich da się kupić, nie wszystkim da się zapłacić. Być może więc ostatecznie pozostałe partie zdecydują się na zachowanie samodzielności… i twarzy. I dlatego właśnie pełna analiza wydarzeń tego tygodnia, związanych z odejściem posłów Nowoczesnej i ich możliwych konsekwencji, jest o wiele ważniejsza, niż sam fakt tego politycznego transferu.

źródło:
Zobacz więcej