„Żółte kamizelki” do rządu Francji: „To za mało”, „Rzucają nam fistaszki, jak małpom”

Protestujący chcą więcej i przypominają rządzącym o innych swoich postulatach (fot. PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO)

Po ogłoszeniu we wtorek przez premiera Francji Edouarda Philippe'a półrocznego moratorium na podwyżki akcyzy na paliwa i podwyżki cen energii członkowie oddolnego ruchu „żółtych kamizelek” twierdzą, że to „za mało i za późno” i przypominają o innych żądaniach.

Francuski rząd zawiesza planowaną podwyżkę akcyzy na paliwo. „Żółte kamizelki” nie odpuszczają

Francuski premier Edouard Philippe ogłosił, że w związku z masowymi protestami rząd zawiesza na sześć miesięcy planowaną od 1 stycznia podwyżkę...

zobacz więcej

Zarówno opozycyjni politycy, jak i większość komentatorów, równie negatywnie oceniają postępowanie władz w związku z ostatnim kryzysem. W obozie rządowym podnoszą się głosy wzywające „do uspokojenia gry” w celu uniknięcia takich jak w ostatnią sobotę zajść „prowadzących do chaosu”.

W środę rano oprócz blokad „żółtych kamizelek” trwały manifestacje licealistów. Zapowiedziano również blokadę kilku szkół wyższych, a największy związek rolników FNSEA wezwał swych członków, by przyłączyli się do „żółtych kamizelek”.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że po raz pierwszy od wyboru Emmanuela Macrona na prezydenta rząd ustąpił pod naciskiem ulicy. Nie wierzą też, by usłuchano ministra spraw wewnętrznych Christophe'a Castanera, który zaapelował do – jak to ujął – rozsądnych „żółtych kamizelek” o zrezygnowanie z przygotowywanej na sobotę kolejnej manifestacji paryskiej.

– Rachunek się nie zgadza – podsumowała propozycje rządowe w wywiadzie telewizyjnym jedna z najbardziej znanych rzeczniczek ruchu Jacline Mouraud. Kilkakrotnie powtórzyła, że przeciwna jest „przemocy, wandalizmowi i atakowaniu policjantów”, ale nie chciała jednoznacznie poprzeć wezwania szefa MSW.

Francja nadal nie może spać spokojnie. Zawieszenie podwyżki akcyzy nie zatrzymało protestów

Mimo że rząd Francji zawiesił na pół roku podwyżkę akcyzy na paliwo, protestujący w ramach ruchu „żółtych kamizelek” we wtorek nadal okupowali...

zobacz więcej

– Rzucają nam fistaszki, jak małpom – cytuje dziennik „Le Monde” 50-latka z pikiety przed prefekturą w Charleville-Mezieres w Ardenach. A reporterka gazety, wyliczając żądania, takie jak podwyżka wynagrodzeń, emerytur i zasiłków dla bezrobotnych, ocenia, że „podwyżka cen paliw była detonatorem kryzysu, ale obecnie jest tylko jedną z rewindykacji”.

Marion Mourgue z dziennika „Le Figaro”, występując w debacie radia France Info, wyraziła dość powszechną opinię, że przed trzema tygodniami zawieszenie akcyzy na paliwo wystarczyłoby do ugaszenia kryzysu, ale teraz „jest już za późno”.

Komentatorka ekonomicznej gazety „Les Echos” Cecile Cornudet zwróciła uwagę na szybką polityzację ruchu „żółtych kamizelek”. „Wiele osob z tego ruchu odrzuca politykę, nie uczestniczy w wyborach i manifestuje pierwszy raz w życiu. Szybko przecież uczą się prowadzić siłową grę polityczną” – wskazuje publicystka. „Rząd i prezydent stawiali na to, że ten ruch zwiędnie sam z siebie. Wygląda jednak na to, że się przeliczyli” – dodaje.

Politycy centroprawicowej partii Republikanie atakowali ekipę rządzącą za – jak to ujął były minister pracy Eric Woerth – „nie reformowanie, lecz brutalizowanie kraju”. Przewodniczący partii Laurent Wauquiez uznał, że władza wykonawcza „swym uporem i arogancją przeciągnęła strunę aż do zerwania”.

I sekretarz Partii Socjalistycznej Olivier Faure zarzucił rządowi, że „ani na jotę nie zmienił kursu”, ale stosuje manewr mający uspokoić niezadowolenie przed wyborami europejskimi.

źródło:

Zobacz więcej