Sprawa Hansa G.: Żadna organizacja piętnująca ksenofobię nie wsparła nas

Była pracownica firmy Pos System Natalia Nitek-Płażyńska (L) i obrońca Monika Brzozowska-Pasieka (P) (fot. PAP/Adam Warżawa)

Sąd Okręgowy w Gdańsku przesłuchał ostatnich świadków w sprawie skierowanej przez Natalię Nitek-Płażyńską przeciwko Hansowi G., niemieckiemu przedsiębiorcy, współwłaścicielowi spółki na Pomorzu. Pozwany, jak wynika z zarejestrowanych nagrań, miał wykrzykiwać do pracowników m.in., że „rozstrzelałby wszystkich Polaków”, zapewniał o swojej nienawiści do nich i mówił, że jest hitlerowcem. – Ani Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ani żadna organizacja zajmująca się piętnowaniem ksenofobii czy mowy nienawiści, nie kontaktowała się z nami w tej sprawie. Chyba nie dostrzegają w takim zachowaniu nic niestosownego – powiedziała w rozmowie z portalem tvp.info mec. Monika Brzozowska-Pasieka, pełnomocnik Nitek-Płażyńskiej i Reduty Dobrego Imienia.

Rozprawa Nitek-Płażyńskiej. „Hans G. nawołuje do zabijania Polaków”

Przed sądem okręgowym w Gdańsku zakończyła się rozprawa z powództwa cywilnego Natalii Nitek-Płażyńskiej przeciwko niemieckiemu biznesmenowi Hansowi...

zobacz więcej

Jak Pani ocenia przebieg tej rozprawy?

To specyficzne doświadczenie, bo dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy o niemieckim przedsiębiorcy, który przyjechał do Polski. Rzekomo w przypływie złego humoru, dając upust swoim nerwom, krzyczy, że jest hitlerowcem i chciałby rozstrzelać wszystkich Polaków. Nie widzi w tym problemu i nie uznaje za stosowne przeprosić swoich pracowników. Robi to dopiero wtedy, gdy musi, gdy sprawa zostaje nagłośniona, gdy pojawiają się artykuły z jego nazwiskiem i nazwą firmy. Wcześniej nie widzi w swoich słowach nic nadzwyczajnego, niestosownego, czy po prostu obelżywego. Od oskarżonego dowiedzieliśmy się też, że tylko raz zdarzyło mu się użyć podobnych określeń. Tymczasem z przebiegu procesu wynika, że pozwany nieraz już odnosił się do swoich pracowników w ten sposób. Pozwalał sobie na to również w poprzednim miejscu pracy, o czym zeznali świadkowie.

Hans G. z jednej strony przyznaje, że rozumie wzburzenie Polaków, bo gdyby ktoś tak mówił o Niemcach, on też poczułby się urażony. Potem jednak tłumaczy się, że wcześniej nie był świadomy delikatności i wagi stosunków polsko-niemieckich. Czy ta nieświadomość, jak twierdzi, może złagodzić znaczenie słów, jakich użył?

Jego tłumaczenie jest kuriozalne. Przecież to inteligentny człowiek, a nie biznesmen po podstawówce. Jest bystry, ma wiedzę, również historyczną, dlatego niepojęte jest, że przedstawia się jako hitlerowiec i początkowo nie widzi w tym nic złego. Jednocześnie przyznaje, że gdyby coś takiego usłyszał z drugiej strony, toby się obraził. Takich sprzeczności było więcej.

Jaką więc wartość mają zeznania oskarżonego dla strony pozywającej.

Bardzo dużą ze względów procesowych. Pozwany przekazywał niekiedy informacje sprzeczne z zeznaniami złożonymi przez świadków powołanych przez jego pełnomocników. To świadczy o małej wiarygodności zeznań tych świadków. To będzie bardzo ważny argument w sprawie.

Ruszyła kontrola w KNF. Skontrolują m. in. bank Zygmunta Solorza

Ruszyła kontrola wewnętrzna w Komisji Nadzoru Finansowego, która skupić się ma na trzech bankach. Dwa z nich należą do Leszka Czarneckiego, a...

zobacz więcej

Jakie zeznania ma Pani na myśli?

Choćby zeznania pracownicy, która dalej pracuje w firmie pozwanego. Zeznała ona, że Hans G. skierował przeprosiny pod adresem wszystkich pracowników, a kilku z nich przeprosił również osobiście, zapewniała, jak bardzo było mu przykro. Sam pozwany stwierdził natomiast, że nikogo osobiście nie przeprosił. Przeprosił jedynie ogólnie za „niedogodności”, co jest dziwnym określeniem tego, co zrobił.

Podstawową linią obrony Hansa G. był fakt, że wszystkie epitety skierowane do Polaków zostały wykrzyczane pod wpływem emocji spowodowanych złą sytuacją w firmie. W końcu wszystkim może się zdarzyć gorszy dzień, zwłaszcza gdy ktoś ma charakter choleryka. Tak sąd może na to spojrzeć?

Oczywiście, że nikt nie żyje bez trosk i złe dni mogą się przydarzyć. Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że podobne odzywki do pracowników, jak wynika z przebiegu procesu, nie były czymś incydentalnym. Pozwany uznał, że może w ten sposób wyrażać swoje emocje. Po prostu traktował swoich polskich pracowników jako istoty gorsze i nie ma na to innego wytłumaczenia.

Jego choleryczny charakter wcale go nie tłumaczy?

Dlatego powódka [Natalia Nitek-Płażyńska] spytała, czy pozwany leczy się, korzysta z porad psychologa. Usłyszała odpowiedź, że nic z tym nie robi. A to oznacza, że uznaje swój sposób zachowania, tzn. wykrzykiwanie, że jest hitlerowcem i że najchętniej by nas pozabijał, za coś zupełnie naturalnego.

Pani Nitek mówiła też, że Hans G. wygłaszał swoje poglądy nie tylko w chwilach wzburzenia, ale także zupełnie spokojnie, niejako w formie wykładu.

To prawda i potwierdzili to również inni świadkowie.

Domagacie się państwo przeprosin i kwoty 150 tys. złotych. To dużo większa kwota niż ta, jakiej pozwany domaga się z kolei od was za naruszenie prywatności.

To prawda, domagamy się przeprosin przesłanych do pracowników. Oni powinni mieć świadomość, że ktoś - też trochę w ich imieniu - walczył o dobre imię Polski. Domagamy się też 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie [dokumentujące zbrodnie niemieckie na Pomorzu w czasie II wojny światowej]. Ta kwota wydaje się duża, ale w naszej ocenie adekwatna do jego czynu. Ma mieć ona charakter przypomnienia niemieckiemu przedsiębiorcy, który chce zabijać Polaków, gdzie jest i czego szczególnie tu nie wolno robić. Może mieć poglądy, jakie chce, w porządku, został wychowany tak, a nie inaczej, ale skoro przyjechał do Polski i w dodatku ma firmę, gdzie jego niemieccy rodacy popełnili takie zbrodnie, to musi wiedzieć, czego nie powinien robić. Te 150 tysięcy mają mu o tym przypomnieć.

Czy któraś z organizacji antyfaszystowskich, tropiących przejawy nazistowskiego zachowania lub mowy nienawiści, kontaktowała się z państwem w sprawie Hansa G.?

Nie, ani Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ani żadna inna organizacja zajmująca się piętnowaniem ksenofobii czy mowy nienawiści, nie kontaktowała się z nami w tej sprawie. Nigdy nas nie wsparły, można więc zaryzykować tezę, że nie dostrzegają w tym nic niestosownego.

źródło:
Zobacz więcej