Wagarowicz śledzony z... satelity

Nadajnik GPS dla notorycznych wagarowiczów wprowadzono w amerykańskim stanie Kalifornia. Wystarczą cztery nieobecności w szkole żeby uczeń – chce, czy nie – wziął udział w programie inwigilacji. Pytanie, czy pomysł ten sprawdziłby się i w polskich szkołach?

Jest więcej wagarujących niż jeszcze kilka lat temu – stwierdza Aneta Socha, nauczycielka języka polskiego z Gimnazjum nr 5 w Olsztynie.

Na wagary trudno przymknąć oko, dlatego w polskich szkołach coraz częściej instalowane są kamery. Ale uczeń w kajdany zakuć się nie da.

Jeżeli zainstalujemy urządzenie w plecaku, to wagarowicz, wiedząc, że ma coś takiego, podrzuca plecak koledze– uważa specjalista z firmy zajmującej się monitorowaniem Adam Wilczewski.

Innego zdania jest poseł Artur Ostrowski z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Zapytany, czy polscy wagarowicze powinni podzielić los Amerykańskich nastolatków, zdecydowanie zaprzeczył. – Polska młodzież jest znacznie grzeczniejsza od amerykańskich rówieśników – wyjaśnił.

Rozwiązanie to jest z pewnością okaże się korzystne dla budżetu. Koszt jednego urządzenia namierzającego leserów to 400 dolarów.

źródło:
Zobacz więcej