Otruł siebie i czteroletniego synka. Są wyniki sekcji zwłok

„Chciał, żeby sąd jemu powierzył opiekę nad dziećmi” (fot. Fb)

Zakończyła się sekcja zwłok 35-letniego Tomasza M. i jego 4,5-letniego syna Artura. Ze wstępnych ustaleń biegłych wynika, że przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Śledczy zabezpieczyli pojemniki, z których ojciec z synem mogli zażyć toksyczną substancję.

Otruł czteroletniego synka i siebie: nowe fakty

Jest śledztwo po tragedii na warszawskim Bemowie. W niedzielę na sali zabaw zmarł 35-letni mężczyzna i jego 4,5-letni syn. Mężczyzna przyszedł tam...

zobacz więcej

– Zakończyła się sekcja zwłok ojca i syna. Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Na szczegółowy protokół z sekcji trzeba poczekać co najmniej kilka tygodni – powiedziała PAP we wtorek zastępca rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Mirosława Chyr.

Dodała, że biegli z zakładu medycyny sądowej pobrali do badań także próbki krwi Tomasza M. oraz Artura M. do badań toksykologicznych. Zbadane pod kątem zażycia niebezpiecznych substancji zostaną także próbki krwi pobrane ofiarom jeszcze w szpitalu. Tomasz M. zmarł w lecznicy w niedzielę, a chłopiec w poniedziałek rano. W szpitalu zostały przeprowadzone badania na obecność „acetonu i rozpuszczalników” w krwi Tomasza M., ale dały one wynik ujemny.

Biegli z ZMS dostali także do analizy zabezpieczone na miejscu zdarzenia plastikowe pojemniki, z których – jak podaje prokuratura – mogła zostać podana nieznana toksyczna substancja. Posłużą one ekspertom do badań porównawczych z wynikami toksykologii.

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w niedzielę po południu. Na sali zabaw przy ulicy Konarskiego na warszawskim Bemowie przebywał 35-letni Tomasz M. z 4,5-letnim synem Arturem i 6-letnią córką Kornelią. Spotkanie było nadzorowane przez kuratora społecznego, który jest jednocześnie funkcjonariuszem policji. Około godziny 17 mężczyzna miał poprosić kuratora o możliwość udania się do toalety z chłopcem. Zaniepokojony kurator po około dwóch minutach udał się do toalety. Tam znalazł nieprzytomne dziecko na podłodze, a po wyważeniu drzwi do kabiny – odnalazł również nieprzytomnego ojca. Mężczyzna najprawdopodobniej otruł siebie i dziecko.

Molestował i gwałcił niepełnosprawną dziewczynkę. Jest wyrok

Sąd Okręgowy w Kaliszu podtrzymał wyrok ostrowskiego sądu w sprawie molestowania i gwałcenia niepełnosprawnej dziewczynki - poinformowała rzecznik...

zobacz więcej

Jeszcze w niedzielę przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczono monitoring, przesłuchano też pierwszych świadków – w tym kuratora. Śledczy zabezpieczyli samochód, który należał do M., przeszukane zostało także jego mieszkanie w województwie dolnośląskim.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola wszczęła w poniedziałek w tej sprawie śledztwo. Śledczy zbadają trzy wątki. Pierwszy to zabójstwo 4,5-letniego chłopca, czyli art. 148 p. 1 kodeksu karnego. Drugi to art. 151 kodeksu karnego, czyli „kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Trzeci to przestępstwo z artykułu 231 p. 1 kodeksu karnego, czyli niedopełnienia obowiązków przez kuratora. Czynności wyjaśniające w związku z działaniem kuratora prowadzi też Wydział Kontroli Komendy Stołecznej Policji.

Rodzina M. pochodziła z Wrocławia. Jak powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Małgorzata Klaus, 35-latek miał status podejrzanego w sprawie prowadzonej w Prokuraturze Rejonowej Wrocław- Krzyki (Zachód). Zarzuty dotyczą uprowadzenia syna oraz uporczywego nękania byłej żony i naruszania miru domowego. Wobec M. stosowano policyjny dozór i miał zakaz zbliżania się do Justyny M. oraz dzieci. Mógł się z nimi kontaktować tylko w czasie wyznaczonych mu przez wrocławski sąd spotkań. Rzeczniczka prokuratury dodała, że mężczyzna był badany psychiatrycznie. – Z opinii psychiatrycznej wynika, że było on poczytalny i nie miał zaburzeń – powiedziała rzecznik.

O sprawie rodziny M. wypowiedziała się także rzeczniczka Sądu Okręgowego we Wrocławiu, sędzia Sylwia Jastrzemska. Przed tym sądem toczyła się sprawa rozwodowa, rozstrzygany był wątek opieki nad dziećmi.

Matka podejrzana o pobice niemowlęcia. Dziewczynka ma złamaną rekę

Prokuratura Rejonowa w Chojnicach prowadzi postępowanie wobec 22-letniej mieszkanki powiatu chojnickiego, która jest podejrzewana o pobicie...

zobacz więcej

Jak podała sędzia Jastrzemska, sprawa rozwodowa małżeństwa M. zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem z 8 października tego roku, ale czas na złożenie apelacji jeszcze nie upłynął. Sąd okręgowy przyznał opiekę nad dziećmi byłej żonie Tomasza M. Wcześniej, w trakcie rozwodu, sąd wydał postanowienie, że ojciec może widywać dzieci w nieparzyste soboty i niedziele, w obecności kuratora sądowego. 35-latek wielokrotnie składał wnioski o zmianę tej decyzji.

– Chciał, żeby sąd jemu powierzył opiekę nad dziećmi – tłumaczyła rzeczniczka sądu. Wnioski te sąd oddalał. Jednak gdy latem M. złożył wniosek o możliwość zabrania dzieci na wakacje, sąd wydał zgodę. Tomasz M. wyjechał z synem i córką na dwa tygodnie, od 4 do 18 sierpnia. Matka się temu nie sprzeciwiała. Spokojny przebieg letniego wyjazdu zaowocował kolejną decyzją sądu, który pozwolił M. zabrać dzieci na jeden z weekendów, od 22 do 23 września.

Sędzia Jastrzemska podała, że matka dzieci nie zażaliła tej decyzji. Kolejne wnioski – na weekendy od 28 do 30 września i od 26 do 28 października – były już przez sąd oddalane. Sąd 17 października uregulował M. kontakty z dziećmi, które miały się odbywać od soboty od godz. 10 do niedzieli do godz. 18, bez udziału kuratora. Ale żona Tomasza M. złożyła zażalenie, domagając się obecności kuratora. Przedstawiła także dokumenty, które miały świadczyć o niewłaściwym zachowaniu ojca jej dzieci. Nie wnosiła jednak o zakaz kontaktu.

– Nieprawidłowości, które podnosiła mama, dotyczyły dwóch sytuacji, które miały miejsce jednego dnia. Ojciec dzieci miał wyjść na dach z synem, a następnie spożywać alkohol w samochodzie. Obowiązkiem sądu jest w sposób obiektywny dokonać kontroli podnoszonych zarzutów. I sąd został poinformowany, że policja zatrzymała Tomasza M. na stacji benzynowej, gdy spożywał alkohol w stojącym samochodzie. Mężczyzna został przewieziony do szpitala psychiatrycznego, ale lekarz stwierdził brak podstaw, żeby go w tym szpitalu zostawić – podkreśla sędzia Jastrzemska.

Sąd 15 listopada ponownie zastrzegł, że kontakty Tomasza M. z Arturem i Kornelią mają się odbywać w obecności kuratora. Opiekuna przyznał jeden z warszawskich sądów rejonowych, bo matka przeprowadziła się z dziećmi do Warszawy. Sędzia podała także, że w toku postępowania rozwodowego małżeństwa M. opinie kilkakrotnie sporządzał opiniodawczy zespół sądowych specjalistów. – Z żadnej z nich nie wynikało, że ojciec stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla dzieci. (...) Jesteśmy tą tragedią głęboko poruszeni – powiedziała sędzia Jastrzemska.

źródło:

Zobacz więcej