Francja: Trwają blokady dróg, ruch „żółtych kamizelek” już uznano za sukces

(fot. Twoje Info)

We Francji trwają blokady dróg, będące protestem przeciw niedawnej podwyżce akcyzy na paliwa. Choć protestujących jest coraz mniej, to obserwatorzy ruch „żółtych kamizelek” już uznali za sukces. Na sobotę w Paryżu zwołano kolejną manifestację. Zdjęcia otrzymaliśmy od czytelnika portalu tvp.info na platformę Twoje Info.

Francja: Demonstracje przeciwko polityce władz. Jedna osoba nie żyje

Jedna osoba zginęła, dwie są w stanie krytycznym, blisko 30 rannych. To bilans protestów, przeciwko wysokim cenom paliw, które trwają w całej...

zobacz więcej

Od początku podkreślano, że „żółte kamizelki” – jak nazywa się protestujących – to ruch spontaniczny, oddolny, niezorganizowany. Widać to było w ubiegłą sobotę, w pierwszy dzień blokad, gdy ich uczestnicy byli często zagubieni, a ich akcje nieskoordynowane.

Obserwatorzy zauważają, że przygotowania do kolejnej manifestacji w Paryżu, w której uczestniczyć będą prawie wyłącznie przybysze z prowincji, powodują, że pojawiają się zalążki organizacji: wspólny wynajem autokarów czy łączenie kierowców z pasażerami (carpooling) w celu zmniejszenia zarówno kosztów podróży, jak i liczby wozów. Pojawiają się też rzecznicy „żółtych kamizelek”.

Ta ewolucja, jak i udokumentowane sondażami rosnące poparcie społeczne oraz niesłabnące echa w mediach, powodują, że obserwatorzy już mówią o sukcesie „żółtych kamizelek”. Przewidują, że jeśli paryska manifestacja zgromadzi tłumy, ruch, nawet po zakończeniu blokad, będzie dla władz „twardym orzechem do zgryzienia”.

Cytowany przez telewizję BFM rzecznik ruchu w Saint-Brieuc w Bretanii zapowiedział, że tylko połowa protestujących tam zamierza udać się do francuskiej stolicy, m.in. dlatego, że podróż jest zbyt kosztowna. Większość pozostałych zamierza w sobotę manifestować na miejscu. Według BFM TV podobne plany mają „żółte kamizelki” w innych regionach.

Dziennik „Le Monde” przeprowadził ankietę wśród czytelników, z której wynika, że osoby zamożniejsze, mieszkające w dużych ośrodkach miejskich i przez to słabiej odczuwające akcyzę na paliwo, w imię ekologii gotowe są zaakceptować pewne podatki. Choć twierdzą, że „rozumieją »ogólne wkurzenie«, którego wyrazem jest ten ruch, nie popierają sposobu działania i odcinają się od »wartości«, jakie reprezentują »żółte kamizelki«” – tłumaczy interpretująca ankietę Cecile Bouanchaud.

„Żółte kamizelki” wywodzą się głównie z niewielkich miast. To osoby z klas średnich, którym się niezbyt dobrze powodzi.

– Ta ankieta unaocznia przepaść, jaka dzieli dwie Francje – komentuje dziennikarka.
(fot. Twoje Info)

Francuzi wściekli na Macrona. Masowe demonstracje w całym kraju

Około 300 tys. ludzi uczestniczyło we wtorkowych demonstracjach w całej Francji przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona. Manifestanci...

zobacz więcej

Prezydent Francji Emmanuel Macron i przedstawiciele władz ostrzegali uczestników protestów przed „politykierskim wykorzystaniem ich ruchu”. Ekspert od radykalnych ruchów politycznych Jean-Yves Camus stwierdził w wywiadzie dla „Le Monde”, że „»żółte kamizelki« zdają się wymykać przedstawicielom wszystkich kierunków politycznych, łącznie z Marine Le Pen (przywódczynią skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego)”.

– Wszelkiego rodzaju podatki i niepewność tych ludzi co do zatrudnienia, przyszłości ich dzieci, jak i zablokowanie „windy społecznej” (możliwości awansu społecznego poprzez wykształcenie i pracę), to wystarczające składniki do zakwestionowania prawowitości władzy – tłumaczył Camus.

– Nie jest wykluczone, że wielu manifestantów w ogóle już w nic nie wierzy: ani w Zjednoczenie Narodowe, ani nawet w to, że warto głosować – wskazuje badacz i zastanawia się, czy największym zagrożeniem dla kolejnych wyborów nie będzie masowa absencja.

Politolog Jerome Saint-Marie przypomniał na łamach „Le Figaro”, że prezydent Macron wybrany został przez elektorat wywodzący się z lewicy, centrum i prawicy, ale że „tej różnorodności politycznej towarzyszyła spora jednorodność społeczna”, a tradycyjne partie lewicy i prawicy przestały się liczyć.

Ekspert twierdzi, że wytworzył się wtedy „blok elitarny”, jednoczący „rzeczywistą elitę i tych, którzy chcieliby w niej być”. Po przeciwnej stronie – przekonuje politolog – powstał „blok ludowy”, składający się z niemożliwych do pogodzenia skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego i skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean-Luca Melenchona.

– Taka sytuacja zdawała się gwarantować trwanie „macronizmu”, ale pojawiły się „żółte kamizelki”, które „mogą wszystko odwrócić. Oddolna mobilizacja, niezważająca na przynależność polityczną i związkową, stwarza pewną formę zjednoczenia społecznego – przekonuje politolog.

I ostrzega, że „podział, jaki Emmanuel Macron próbuje przeprowadzić między » postępowcami« i »populistami«, przybiera coraz bardziej kłujący w oczy wymiar”. Saint-Marie przewiduje, że rodzący się blok ludowy, dla którego sygnałem są „żółte kamizelki”, powoduje „kontynuację i przyspieszenie politycznej przemiany Francji”.

źródło:
Zobacz więcej