RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Jarosław Kaczyński i Lech Wałęsa razem w gdańskim sądzie

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i były prezydent Lech Wałęsa złożyli zeznania w procesie o ochronę dóbr osobistych Kaczyńskiego przeciw Wałęsie. Były prezydent przekonywał gdański sąd do rzekomej odpowiedzialności Jarosława Kaczyńskiego za, jak to określił, „wypadek smoleński” i wyjaśniał, co wie o sprawie „teczek Kiszczaka”. Wyrok w sprawie ma zapaść 6 grudnia.

Proces Kaczyńskiego przeciwko Wałęsie. Przesłuchanie odroczone z przyczyn technicznych

Z powodu złej jakości dźwięku nie przeprowadzono w środę przed gdańskim sądem zaplanowanego w formie telekonferencji przesłuchania Jarosława...

zobacz więcej

Kaczyński i Wałęsa stawili się w czwartek w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. To rozprawa w procesie o ochronę dóbr osobistych z powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie, który rozpoczął się w marcu. Sprawa dotyczy m.in. wypowiedzi Wałęsy, że szef PiS jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską.

– Pozwany wielokrotnie twierdził, że ja rozmawiałem w trakcie lotu z moim bratem i „wydałem polecenie”, żeby lądował za wszelką cenę. Chciałem oświadczyć, że nigdy takiego polecenia nie wydawałem, w ogóle nie byłem w stanie wydawać mojemu bratu żadnych poleceń. Nie na tym polegały nasze relacje. A w tej rozmowie jedynym tematem była sprawa stanu zdrowia mojej mamy, przy czym brat mnie poinformował, że nie ma sytuacji zagrożenia i w związku z tym nie muszę zaraz jechać do szpitala – zeznał Jarosław Kaczyński.

Lider PiS podkreślił, że Wałesa rzucił „wyjątkowo ciężkie” oskarżenie. – To jest oskarżenie, że nie dbałem o życie, o swojego brata, ale też o życie 90 kilku innych osób, w tym wielu bardzo mi bliskich – powiedział.

Zapytany, czy wypowiedzi i sugestie Wałęsy wpłynęły na jego wizerunek polityczny, stwierdził, że wpłynęły w oczywisty sposób, a objawia się to na „demonstracjach, w wystąpieniach indywidualnych czy zaczepkach – często skrajnie obraźliwych”.

– Nie przypominam sobie w tym momencie, żeby ktoś bezpośrednio odwoływał się do powoda, natomiast oskarżenia o to, że ja jestem winien tej katastrofy, śmierci 96 osób, w tym mojego śp. brata, odnajduję nawet w listach, które są do mnie kierowane, których otrzymuję bardzo dużo w ogóle, ale zdarzają się też i takie – ich nie jest bardzo dużo – które podtrzymują tego rodzaju tezy – mówił Kaczyński. Jak dodał, być może wśród nich są także takie, które odwołują się do wypowiedzi Wałęsy, choć – jak zaznaczył – w tej chwili sobie tego nie przypomina.

Wałęsa: Dam 250 tys. temu, kto będzie mi świadkiem, że nie byłem agentem

Były prezydent Lech Wałęsa poinformował, że wyznacza 250 tys. zł nagrody dla świadka, który brał udział w prowokacji „wrabiającej go” w agenturalną...

zobacz więcej

Kaczyński opuszcza sąd. Zeznaje Wałęsa

Po zakończeniu składania zeznań prezes PiS opuścił gmach sądu. Pełnomocnicy Wałęsy zwrócili się do sądu o odroczenie sprawy z powodu złego stanu zdrowia byłego prezydenta.

Sąd nie odroczył jednak posiedzenia, lecz zarządził przerwę do godz. 16. Po niej Wałęsa rozpoczął składanie zeznań.

Były prezydent przekonywał sąd do rzekomej odpowiedzialności Jarosława Kaczyńskiego za, jak to określił, „wypadek smoleński”.

Swoją tezę opiera na tym, że Jarosław i Lech Kaczyńscy zawsze konsultowali ze sobą wszystkie decyzje. – Ta decyzja była fatalna – stwierdził.

Sędzia zapytała Wałęsę, na jakiej podstawie „wysnuwał w swoich wypowiedziach na Facebooku oraz w wypowiedziach wobec dziennikarzy, że to właśnie pan powód Jarosław Kaczyński w ostatniej telefonicznej rozmowie z bratem kazał mu doprowadzić do lądowania w Smoleńsku”.

– Wysoki sądzie, wszystko, co uczyniłem w tych sprawach, o których sąd mnie pyta teraz i będzie pytał, uczyniłem to w dyskusji politycznej. Takie mam zdanie o Jarosławie Kaczyńskim – oświadczył b. prezydent. – Wszystko podtrzymuję i będę dalej to robił – dodał.

Sędzia dopytywała jednak, na jakiej podstawie Wałęsa stwierdził, że powód „inspirował decyzję w przedmiocie lądowania”. Wałęsa mówił w odpowiedzi, że z Kaczyńskim zna się wiele lat, był też prezydentem, więc zna sposób podejmowania decyzji w takich sprawach. – I przez te wiele lat decyzji żadnych większych Lech Kaczyński nie podjął bez dyskusji, bez uzgodnienia z Jarosławem. Żadnych – powiedział Wałęsa.

Odnosząc się do lotu z 10 kwietnia 2010 r. i ostatniej rozmowy telefonicznej pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Lechem Kaczyńskim, b. prezydent stwierdził, że „nie rozmawiano o babci zdrowiu”. – W mojej ocenie nie może tak być, że tutaj żołnierze nie wiedzą, co mają zrobić, a oni rozmawiają o kotkach – mówił. – Tam była rozmowa między załogą, która zawsze, zawsze, kiedy były jakieś skomplikowane sytuacje, zawsze przychodziła do prezydenta i mówiła, co się dzieje, i prosiła, jaka ma być decyzja. Zawsze – podkreślił Wałęsa.

Dopytywany, czy kiedy sam pełnił funkcję prezydenta, miał podobne sytuacje, odparł, że „takich decyzji było dużo”.

– Na bazie znajomości tych ludzi i na bazie znajomości podejmowania decyzji jestem przekonany, że tak było, że po mojej stronie jest prawda. Że ta decyzja była źle podjęta przez nich – mówił b. prezydent. Jak dodał, „sam wylot był nieodpowiedzialny, sam wyjazd był nieodpowiedzialny i lądowanie było nieodpowiedzialne”. – Nikt o zdrowym zmyśle, umyśle nie podjąłby takich decyzji nieodpowiedzialnych – powiedział Wałęsa.

Podczas składania zeznań Wałęsa zwrócił się do sądu: „Na temat Smoleńska zakończyłem, proszę nie pytać, bo nie będę odpowiadał”. – No dobrze. Czyli nic więcej w tej sprawie nie chce pan sądowi wyjaśnić? – odparła sędzia wzdychając. – Nie – oznajmił były prezydent.

Lech Wałęsa opowiadał też o dokumentach świadczących o jego agenturalnej przeszłości, przekazanych przez wdowę po gen. Czesławie Kiszczaku. – Nie mam jeszcze wszystkich dowodów, więc nie chcę o tym dużo mówić – stwierdził początkowo. Chwilę później mówił jednak: – Postraszono ją, że zabiorą jej emeryturę i dlatego wydała im te papiery. Ale ja z tymi papierami nie mam nic wspólnego. Nigdy nie byłem agentem – stwierdził.

– Nigdy przez całe życie nie próbowałem nikogo obrazić i ich (Jarosława i Lecha Kaczyńskich) też nie. Odpowiadam, bo jestem pomawiany i atakowany. Odpowiadam tylko w dyskusji politycznej, Mam zdanie o tym, co się dzieje w Polsce – zeznawał Wałęsa.

Gdy sędzia prowadząca rozprawę zwróciła się do pełnomocnika Kaczyńskiego, czy ma pytania do Wałęsy, wówczas były prezydent zapytał pełnomocnika: „Może spieszy się pan na kolację?”.

Proces Kaczyński kontra Wałęsa za słowa o katastrofie smoleńskiej

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się proces o ochronę dóbr osobistych z powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciw Lechowi Wałęsie. Termin...

zobacz więcej

Wałęsa podtrzymuje swoje słowa

Proces o ochronę dóbr osobistych z powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie rozpoczął się w marcu przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Sprawa dotyczy m.in. wypowiedzi Wałęsy, że szef PiS jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską.

Lider PiS zapytany w czwartek przed sądem o możliwość ugodowego zakończenia sprawy powiedział, że musi „doprowadzić do tego, żeby to kłamstwo, wyjątkowo radykalne, zostało jednak w odpowiedni sposób potępione i żeby pan Wałęsa został zmuszony, żeby przeprosić”.

– Jeżeli to nastąpi, to te inne twierdzenia o obraźliwym charakterze mogą być przedmiotem pojednania – powiedział Jarosław Kaczyński. Z kolei Lech Wałęsa stwierdził, że „nie ma się do czego przyznawać i wszystko podtrzymuje”.

Kaczyński domaga się od Wałęsy przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cele społeczne za wpisy na Facebooku od czerwca do września 2016 r. W pozwie stwierdzono, że ze strony byłego prezydenta padły zarzuty, iż „Jarosław Kaczyński podczas lotu samolotu z polską delegacją do Smoleńska, mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych, kierując się brawurą, wydał polecenie, nakazał lądowanie, czym doprowadził do katastrofy lotniczej w dniu 10 kwietnia 2010 r.”

W oświadczeniu, którego domaga się od Wałęsy Kaczyński, ma znaleźć się stwierdzenie, że były to „bezprawne i nieprawdziwe zarzuty”.

Kaczyński domaga się też przeprosin za słowa Wałęsy o tym, że „nie jest zdrowy, zrównoważony psychicznie”. Prezes PiS chce też, by były prezydent przeprosił go za zarzuty wydania polecenia „wrobienia” go, przypisania mu współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

źródło:
Zobacz więcej