Praga i reszta świata. Stara warszawska dzielnica dalej budzi respekt i podziw turystów

Warszawska Praga dalej budzi respekt przyjezdnych i podziw miłośników starych zabudowań. Na pewno drugiego takiego miejsca na Ziemi nie znajdziemy. Oryginalność, urok, klimat Pragi już dawno odkryli jej mieszkańcy i przyjezdni z Polski. Od kilku lat zadomowiła się na dobre na turystycznej mapie Europy, a według bohaterów naszego reportażu przyciąga ona uwagę turystów z całego świata. Zauważył to także czołowy brytyjski dziennik „The Independent”, w którego zestawieniu 10 najfajniejszych dzielnic na Starym Kontynencie to zabytkowe miejsce zajęło drugą pozycję. Przeczytajmy i zobaczmy, co o naszej ukochanej „Praszce” myślą rdzenni jej mieszkańcy i miłośnicy tej legendarnej dzielnicy Warszawy.

Kultura, tradycja, sztuka i… wódka. Polskie dziedzictwo „narodowego trunku”. #PolskaToWiecej

Jedyne takie miejsce, gdzie polskim dziedzictwem narodowym okrzyknięto trunek. Trunek, który według znawców pierwszy raz został sporządzony właśnie...

zobacz więcej

– Zanim powstała Praga, już po tej stronie Wisły coś się działo. Było kilka miejscowości, wiosek. Główna ulica Pragi, Targowa, pochodzi od nazwy wsi Targowe Wielkie. Wtedy istniały już także Golędzinów, Skaryszew, Bródno, które istniało już od X w. Praga wyłoniła się na przełomie XV i XVI w. jako wieś. Nazwa powstała od prażenia, czyli wypalania pól – wspomina Piotr Wierzbicki, warszawski przewodnik.

– 370 lat temu, 10 lutego 1648 r., król Władysław IV nadał prawa miejskie Pradze – dodaje znany varsavianista.

Kolejnym impulsem rozwojowym w następnych wiekach było powstanie jurydyki, czyli prywatnego miasteczka. Jej obszar był własnością Adama Kazanowskiego i biskupów z Podola, skąd wzięły się określenia „Praga biskupia” i „Praga magnacka”. Nadanie praw miejskich tamtemu organizmowi nastąpiło w 1648 r. Na Pradze i Skaryszewie mieściło się dużo browarów należących do drobnej szlachty, która wtedy ostro konkurowała z browarami warszawskimi.

W latach 70. XVIII w. wszystko po prawej stronie Wisły otoczyły okopy Lubomirskiego, które wyznaczały granicę miasta. Praga należąca już wtedy do Warszawy bez większych zmian terytorialnych istniała w takiej wersji do czasu makabrycznej „rzezi Pragi”, której w 1794 r. dokonali Rosjanie. Zginęło wtedy bardzo dużo jej ludności, zniszczono dużą część zabudowań. Kolejny cios przyniosły czasy napoleońskie, kiedy znów w ruinę obróciło się sporo jej zabudowań. Głównym powodem zniszczeń były fortyfikacje stworzone przez wojska Napoleona.

„Muzyka pozwala mi łączyć się z ludźmi, gdy język jest barierą”. #PolskaToWiecej

O kulturze hip-hopowej w naszym kraju, o tym, czym jest dla niego muzyka, o swoich ulubionych miejscach i o tym, dlaczego używa polskich słów w...

zobacz więcej

Przez następne dziesiątki lat odbywało się mozolne odradzanie dawnego miasta, późniejszej dzielnicy Warszawy. Dopiero w połowie XIV w., wraz z pojawieniem się mostu Kierbedzia, pierwszej stałej konstrukcji łączącej dwa brzegi Warszawy, znów można było zaobserwować znaczne ożywienie się Pragi.

Nic nie trwa wiecznie. Podczas II wojny światowej, w szczególności po wybuchu Powstania Warszawskiego całe miasto uległo zniszczeniu. Niemcy puścili je z dymem.

– Dzielnica ucierpiała znacznie mniej niż te po lewej stronie, i może dzięki temu możemy dalej podziwiać jej uroki w prawie nietkniętej wersji. Niestety po wojnie mieściło tu się sporo katowni, nowy komunistyczny reżim w kilku ocalałych budynkach założył miejsca kaźni UB. – wspomina Piotr Wierzbicki.

Praga i reszta świata

W szalonych latach 90., wieczorową porą mało kto zaglądał tu po zmroku. Tętniło życie w bramach, liczna miejscowa społeczność przyodziana fanatycznie w odzież sportową mogła odstraszać gości.

– Na ul. Ząbkowskiej , zaraz przy wielkiej ścianie od ul Targowej mieścił się kultowy sklep „Dziupla” –wspomina dziś już 50 letni Andrzej, miłośnik trash metalu.

Był to jedyny sklep w Warszawie, w którym było można kupić nagrania subkultur. Były tam kasety, ubrania, no i można było porozmawiać z ludźmi z podobnych klimatów muzycznych. Sklep znała cała zbuntowana młodzież z obu stron Wisły.

teraz odtwarzane
Warszawski przewodnik o dawnej Pradze

75 lat temu w sowieckim łagrze zmarł Eugeniusz Bodo

7 października 1943 roku w sowieckim łagrze zmarł z wycieńczenia znany przedwojenny artysta Eugeniusz Bodo. Jeden z największych symboli kultury II...

zobacz więcej

– Jeśli można w tamtym okresie nazwać Pragę dzielnicą artystów, to chyba tylko dzięki działalności „Dziupli”. Była to typowa szemrana dzielnica, ortodoksyjnie dresiarska, gdzie było naprawdę niebezpiecznie. Do dziś ciężko mi pojąć, jak ci artyści, o których tyle się teraz mówi, tam przetrwali – zastanawia się mieszkaniec starej Ochoty.

– Była i będzie to dzielnica „cudów”. Moda na zakładanie pracowni po tej stronie Wisły była oczywiście związana z niskimi cenami najmu. Znajomi artyści kończyli w ruderach, które sami remontowali. Jedni ściągali drugich i tak według mnie rozpoczął się ten dziki praski szał – twierdzi Tomek, były muzyk z Targówka.

„Peace and love – no dress, no stress”

Marek z siostrą mieszkali na ul. Stalowej, jednak po śmierci rodziców postanowili sprzedać mieszkanie i zamieszkać w bardziej nowoczesnym miejscu. – Miałem już dość wbijania przez „tubylców” ulicznych zasad. Uczysz się - jesteś frajer, pracujesz - jesteś „leszczem niewolnikiem”, tylko jak kręcisz, to jesteś gość. Przez to wszystko „kiblowałem” kilka lat w ogólniaku, bo melanż był zbyt gruby. Jednak po latach z chęcią tu wracam, czuję, że jest to moje miejsce, gniazdo, które mnie ukształtowało – wspomina były prażanin.

– Według mnie w latach 90. i wcześniejszych wszędzie było „elektrycznie”. To był agresywny czas picia wódki i wielkiej złości. To nie Praga była winna i jej mieszkańcy, tylko betonowe lata komunizmu – uważa Dominik, miłośnik praskich klimatów z pobliskiej Kobyłki.

– Zmiany w kraju, MTV w telewizji i oryginalne markowe ciuchy musiały stworzyć europejskie pokolenie – śmieje się mężczyzna.

Tu zakładają rodziny i rozkręcają biznesy. Obcokrajowcy zakochani w Polsce

Od kilku lat nasz kraj przyciąga coraz większą rzeszę cudzoziemców. Poza liczną grupą turystów czy ludzi przybywających wyłącznie w celach...

zobacz więcej

– Jak sami widzicie, piję browara w knajpie na Brzeskiej, a mógłbym robić to na „bananowej” Mazowieckiej. Dla mnie klimat „Praszki” kryje się w tych odrapanych bramach, z kogucikiem wymalowanym na ścianie i słowami „przesuń się, nie posuń”. Jak kochasz to miejsce, to i ono odpłaci ci tym samym – rzuca na koniec chłopak.

Jego kolega od „śledzia w spirytusie” pochwalił się, że ma dla nas „życiowego newsa”. – Wiecie, gdzie jest najwięcej młodych mam? Na Szmulkach. Wprowadziłem się tam kilka lat temu i często wychodząc do sklepu, nie wiedziałem, czy to idzie matka z córką, czy na odwrót – śmieje się Michał, nowy mieszkaniec Szmulowizny.

Kiedyś życie tętniło tu na bazarze Różyckiego i „Wileniaku”

– Na „Różycu” było więcej osób niż na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Jak stanąłeś w głównej bramie, to nie było widać końca ludzi – wspomina pan Czarek, były handlarz z bazaru.

– Z kumplem, z którym swego czasu handlowałem na bazarze ciuchami i kasetami wideo, żeby móc przejść przez tłum, krzyczeliśmy: „uwaga, bo gorące!”. Ludzie słysząc to hasło, rozchodzili się na boki, bo oczywiście bali się poparzenia ciepłymi potrawami. Na bazarze można było dobrze zjeść, wypić i oczywiście kupić coś dobrego – dodaje mieszkaniec z ul. Brzeskiej.

Na „Różyca” przychodziła cała Warszawa. Można było tu kupić dosłownie wszystko. Modne jeansy piramidy, glany, ciuchy z zachodnich żurnali – dodaje pan Piotr, mieszkaniec pobliskiej ul. Jagiellońskiej.

Rozmówcy dobrze wspominają dawny Dworzec Wileński, a przede wszystkim punkty gastronomiczne znajdujące się obok niego. – Zjedliśmy tam setki zapiekanek i innych wynalazków. Cała Praga jadła na „Wileniaku”. Przed dyskoteką i po kończyło się właśnie tam – wspominają panowie.

Tubylcy i „zarobasy”. Nowy rozdział w historii Pragi.

– Głównym momentem w zmianie wizerunku Starej Pragi było oczywiście odnowienie Dworca Wileńskiego. Powstała tam galeria handlowa, do której „słoiki” mogli wjeżdżać dosłownie do środka sklepu – z uśmiechem mówi pani Magda, kwiaciarka z ul. Targowej. Kobiecie i jej córce ta zmiana przypadła do gustu. Według nich wraz z nowym dworcem wkroczyła tu nowoczesność, a dla dzielnicy był to impuls, żeby zabrać się za odnowienie całej reszty. Niestety, według nich tak się nie stało i dużo kamienic zamieniło się w ruiny.

– Praga swoją popularność zawdzięcza tylko sobie i nam, mieszkańcom. Po wojnie nikt tu nie dał złotówki, a przecież można było ratować budynki, których już nie ma. Te, które zostały, wykupią, odnowią, sprzedadzą i będzie po Pradze – zgodnie dodały kobiety.

Warszawski Cmentarz Bródnowski – ważne miejsce dla Polaków

Jeden z największych cmentarzy w Europie, na którym spoczywa ponad 1,2 miliona ludzi. Zostali pochowani w tym miejscu wybitni Polacy, o których...

zobacz więcej

Innego zdania jest pan Piotr, który twierdzi, że dawny Dworzec Wileński i zabudowania powinny zostać w oryginalnej formie, bez ingerencji i zmian.

– Jestem za odnawianiem zabytków, jednak dla mnie połączenie pięknego dworca z galerią handlową było totalną pomyłką. Kto pamięta, ten wie, jaki był to piękny historyczny budynek. Jedno jest pewne, twórca tego tworu wiedział, że pod względem biznesowym stworzył jedno z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie klienci wjeżdżają pociągiem do sklepu – dodaje mężczyzna.

Według mieszkańców Warszawy Praga, przeważnie ta stara, należała do biedniejszych dzielnic miasta. Można było kupić tu nieruchomość znacznie taniej niż w nowych, lansowanych osiedlach z „wielkiej płyty”. Przez lata te budynki stały o własnych siłach, bo mało kto w nie inwestował. Władza komunistyczna nie lubiła starych kamienic należących przed II wojną światową do bogatych mieszczan. Historycy uważają, że celowo Stara Praga była pomijana w inwestycjach, bo celem tamtej władzy było zniszczenie jej. – Kamienice przed II wojną światową należały do bardzo bogatych rodzin. O takich „chatach” w tamtym okresie marzyli wszyscy – twierdzi Piotr Wierzbicki, miejski przewodnik.

„Była to dzielnica bogatych mieszczan”

– Jak słyszę opinie, że na ulicach Wileńskiej, Stalowej, Strzeleckiej czy Brzeskiej mieszkała nędza, to krew mnie zalewa. Fakt, że po II wojnie światowej dużo mieszkań w kamienicach rozdano z „przydziałów” i wprowadziło tam się sporo „motłochu”, m.in. pijaków, meneli, którzy dewastowali i przepijali fragmenty ich własnych domów. Cieszę się, że starzy rdzenni prażanie wiedzieli, kto jest brat, a kto farbowany lis. Grunt, że przetrwaliśmy, i tego życzę kolejnym pokoleniom tutejszych dzieciaków – dodaje 89-letni Kazimierz, stary warszawiak.

Niestety, mieszkańcy praskich kamienic dalej żyją w ciągłym napięciu. Budynki coraz częściej przejmują ich właściciele, czynsze znacznie rosną, a mieszkańcy zazwyczaj pozostają zdani sami sobie.

– Nie wiadomo, co z nami będzie, bo w czasie komunizmu kamienice miały się rozpaść, a w czasach dzikiego kapitalizmu należy wszystko sprzedać, a lokatorów najlepiej się pozbyć albo wywalić do „czworaków” – uważa starsza kobieta, żona pana Kazimierza.

teraz odtwarzane
Smaki Pragi to pyzy i flaki gorące

Zagraniczni turyści coraz chętniej odwiedzają Warszawę. Rosną też ich wydatki

Warszawa jest jedynym polskim miastem sklasyfikowanym w tegorocznym rankingu „Global Destination Cities Index”. Znalazła się na 105. pozycji tego...

zobacz więcej

Pan Adam, który wychował się na ul. Brzeskiej, podziela opinie poprzedników. – Nikt do końca nie wie, jaki będzie nasz los, ludzi z Brzeskiej. Miasto ma na nas pomysł, jednak ja uważam, że starych drzew się nie przesadza. Ludzie dobrze wiedzą, że nasze domy położone są w ścisłym centrum Warszawy, i ktoś po naszym wysiedleniu „przytuli” ładne kilka złotych – mówi.

Mieszkańcy z ulicy Brzeskiej boją się o swoją przyszłość, bo cała ulica ma zostać oddana do remontu, a jak sami twierdzą, ich los jest jeszcze do końca nieznany. – Chcemy tu zostać. Jeśli naprawdę zależy urzędasom na naszym dobru, to zostawcie nasze domy w spokoju – apeluje starszy pan.

– Pan zerknie, jaka jest różnica między odnowioną kamienicą a naszymi. Widzicie tego typa, co boi się zatrzymać pogadać z nami, tylko szybko pryska do garażu? Sprowadziły się „zarobasy”, a inni bogacze już czekają na nasze domy, żeby i nas wykupić. Powiem krótko: z takim podejściem ci ludzie będą mieli tu przerypane życie - mówi napotkany mężczyzna z ul. Brzeskiej.

Wcześniejsi rozmówcy z bazaru Różyckiego także zauważyli brak integracji rdzennych mieszkańców z napływowymi. - Praga zawsze była rodzinna. Wszyscy się znaliśmy. Było dużo małych sklepów, w których brało się „na kreskę”. Jak ktoś „nawywijał”, cała dzielnica wiedziała, zachował się dobrze, to zbierał od wszystkich pochwały. Do tej pory my prażanie rozmawiamy ze sobą, wychodzimy w ciepłe dni przed kamienice, pijemy oranżadę, jemy ciastka i się śmiejemy - zaznacza pan Czarek.

- Na początku cieszyłem się, że Praga odżyła, turyści są wszędzie, powstają nowe knajpy, a Japończycy z kamerami biegają po bramach. Zrobiło się światowo. Jednak z czasem zrozumiałem, że z popularnością przyjdą ludzie z pieniędzmi, wszystko zacznie drożeć, a nasz dawny świat może przestać istnieć - twierdzi pan Piotr. - Kto będzie chodził do nowego Konesera na lufę za 10 zł? No chyba tylko miejscowy albo przyjezdny „zarobas” - dodaje chłopak ze Starej Pragi.

I love Praga!

- Pochodzę z Olsztyna, przyjechałam do Warszawy podziwiać nowe światowe wieżowce. Większość ludzi z Polski szuka w stolicy nowoczesności. Wracając ze Starówki, przypadkowo wsiadłam w tramwaj,który miał zawieźć mnie na pl. Bankowy, jednak jechał w przeciwnym kierunku i znalazłam się na Pradze. Było już ciemno, do dziś pamiętam pięknie oświetloną katedrę św. Floriana, która jak wielka forteca witała przyjezdnych - wspomina pani Kasia.

– Jestem miłośniczką „kredensów”, czyli staroci i miejsc, rzeczy z klimatem. Niestety, Warszawa kojarzy się wszystkim z pośpiechem, zarabianiem, z wiecznym napięciem. Dzięki Pradze można się w tym mieście zatrzymać, bo tu życie płynie znacznie spokojniej niż w innych dzielnicach Warszawy. Chyba już wiem, skąd się wzięło powiedzenie „praskie nie warszawskie” – dodaje Jolanta z Bydgoszczy.

Jarosław Szpakowski i Maksymilian Maj prowadzą znane lokale gastronomiczne na Pradze. Pierwszy z nich jest właściciel baru „Pyzy Flaki Gorące” na ul. Brzeskiej, drugi prowadzi restaurację „Niebieski Syfon” w Muzeum Warszawskiej Pragi na ul. Targowej.

Łączy ich kontynuowanie praskiej tradycji kulinarnej z czasów świetności bazaru Różyckiego. – Pyzy, flaki, śledź w cebulce, meduza w galarecie - staram się mieć w ofercie wszystkie dania i przekąski, które przez lata były w menu praskich starych lokali – zaznacza pan Jarosław.

Powstał nowy film o legendarnym Stanisławie Grzesiuku

Pod koniec listopada odbędzie się premiera nowego filmu „Grzesiuk. Ferajna wciąż gra” w reż. Jarosław Wiśniewskiego. W roku setnej rocznicy...

zobacz więcej

– Pomysł się udał, codziennie przychodzi bardzo dużo osób, w tym wielu turystów z różnych stron świata. Zagraniczni goście biorą przepisy, wypytują się o historię Warszawy, Pragi, chcą wiedzieć dosłownie wszystko. Cieszę się, że przy okazji zarabiania na chleb uczestniczę w promowaniu polskich dań na świecie, bo przecież w czasach komunizmu naszej wspaniałej kuchni nie mieliśmy szans nikomu przedstawić, pochwalić się – dodaje Jarek Szpakowski.

Pan Maksymilian Maj w swoim lokalu też głównie stawia na dania i przekąski z dawnego bazaru Różyckiego. – Udało mi się nawiązać kontakt i zacząć współpracować na stałe z legendarną panią Hanią i jej synami, którzy przez lata sprzedawali pyzy w tym kultowym miejscu – chwali się restaurator z Targowej. – Cieszę się, że wraz z innymi stworzyliśmy kilka miejsc w obrębie „Różyca”, gdzie dalej możemy być nośnikami dawnej praskiej tradycji, opowiadać innym to, co sami usłyszeliśmy od starszych. Praga była, jest i zawsze będzie dzielnicą cudów i tysiąca opowieści – podkreśla pan Maj.

źródło:
Zobacz więcej