Giertych przyznaje: Kartki z jednym procentem nie ma

Leszek Czarnecki twierdzi, że szef KNF położył na stole wizytówkę prawnika, którego Czarnecki miałby zatrudnić (fot. arch. PAP/Jakub Kamiński/Szymon Łaszewski)

Nie ma żadnej kartki z notatką: „1 procent” – taką linię obrony planuje przyjąć w prokuraturze były przewodniczący KNF Marek Chrzanowski. To właśnie w oparciu o nią „GW” opublikowała tekst okładkowy pt. „40 mln zł i nie będzie kłopotów”. - Słynnej kartki rzeczywiście obecnie nie ma - przyznaje Roman Giertych.

„Zanim sprawa Amber Gold trafiła do prokuratury minęło 2,5 roku, a nie dwa dni”

Działania prokuratury ws. KNF były bardzo szybkie, działaliśmy niezwłocznie i to nasze działanie fundamentalnie różni się od tego, co było za...

zobacz więcej

„Gazeta Wyborcza” napisała, że w marcu 2018 r. szef KNF Marek Chrzanowski miał zaoferować Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla jego banku w zamian za około 40 mln zł dla wskazanego prawnika. Kwota ta została wyliczona jako 1% wartości banku. Taką sumę miał na kartce, wg Czarneckiego i „GW” wpisać Chrzanowski. Wygląda jednak na to, że takiej kartki nie ma.

Właściciel Getin Noble Banku Leszek Czarnecki, który miał nagrać tę ofertę, 07.11 br. zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Chrzanowskiego, a szef KNF podał się do dymisji.

W trakcie rozmowy nie padła żadna kwota. Leszek Czarnecki twierdzi natomiast, że szef KNF położył na stole wizytówkę prawnika Grzegorza Kowalczyka, którego Czarnecki miałby zatrudnić i – mówiąc o powiązaniu wynagrodzenia prawnika z wynikiem banku – miał wskazał na kartkę z napisem „1 procent”.

   "Adwokat miliardera mec. Roman Giertych przyznaje, że słynnej kartki z jednym procentem rzeczywiście obecnie nie ma, ale - jak przekonuje - jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała." - czytamy na stronie RMF FM. 

Według tej stacji Marek Chrzanowski będzie chciał udowodnić, że nigdy nie napisał na kartce, że polecany przez niego prawnik miałby zarabiać u Czarneckiego 1 proc. wartości banku, a ujawnione nagranie jego rozmowy z Leszkiem Czarneckim zostało pocięte i usunięto z niego niektóre wątki.

Roman Giertych zadeklarował, że jego klient jest gotów poddać się badaniu wykrywaczem kłamstw. Takie badanie nie jest jednak w sądzie mocnym dowodem.

źródło:
Zobacz więcej