Z niechęci do Kaczyńskiego doprowadził do ewakuacji szpitala. „Miałem dostać kilkaset euro”

Janusz Cz. prowadzony przez policję (fot. policja.waw.pl)

– Miałem dostać kilkaset euro od nieznanego mężczyzny za wywołanie alarmu bombowego w szpitalu, do którego trafił. Byłem pijany i się zgodziłem – tak miał tłumaczyć się 46-letni Janusz Cz., który został oskarżony o fałszywe powiadomienie o zagrożeniu terrorystycznym w szpitalu przy ul. Szaserów w Warszawie w maju br. W placówce przebywał wówczas prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Zadzwonił z Francji, że w polskim szpitalu jest bomba. Grozi mu do ośmiu lat

Stołeczni policjanci ustalili tożsamość i zatrzymali podejrzanego o wywołanie w maju 2018 r. alarmu bombowego w warszawskim szpitalu przy ul....

zobacz więcej

Fałszywy alarm miał miejsce 11 maja br. w szpitalu przy ul. Szaserów. Tego dnia jednym za pacjentów był prezes PiS Jarosław Kaczyński. Po południu pracownicy szpitala odebrali dwa telefony z informacją o podłożeniu ładunku wybuchowego na terenie placówki.

Policja i żandarmeria uznały, że nie można zignorować takiej informacji. Po konsultacjach z władzami szpitala ewakuowano kilkudziesięciu chorych z kilku oddziałów, w tym pacjentów wymagających intensywnej opieki. Po kilku godzinach pirotechnicy skończyli przeszukanie budynku. Żadnego ładunku wybuchowego nie znaleziono.

Ewakuacja Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Akcja pirotechników została zakończona

Około 500 osób zostało ewakuowanych po południu z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Dobrej na warszawskim Powiślu. Na miejscu pracują...

zobacz więcej

Zatrzymanie na lotnisku

Stołeczni policjanci z elitarnego wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw zaczęli szukać „telebombera”. Szybko ustalili, że sprawca dzwonił z terenu Francji. Głównym podejrzewanym był 46-letni Janusz Cz., Polak mieszkający we Francji. Mężczyzna był wielokrotnie karany. Funkcjonariuszom dopisało szczęście. Z ich informacji wynikało, że unikną czasochłonnych procedur związanych z zatrzymaniem we Francji i przesłaniem sprawcy do Polski, ponieważ mężczyzna wybierał się w lipcu do Polski, aby odwiedzić rodzinę.

Policjanci z „terroru” zatrzymali Jarosława Cz. na lotnisku. Miał przy sobie telefon, z którego, jak się okazało, dzwonił do szpitala przy ul Szaserów z informacją o podłożonym ładunku. Kiedy usłyszał prokuratorskie zarzuty, przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Przede wszystkim przekonywał, że pił ze znajomymi alkohol, gdy dowiedział się, że Jarosław Kaczyński przebywa w szpitalu przy ul. Szaserów. Jarosław Cz. nie krył niechęci do prezesa PiS. Powiedział prokuratorowi, że „pewien mężczyzna” nakłonił go do wywołania fałszywego alarmu bombowego. Cz. miał za to dostać kilkaset euro.

Śledczy zweryfikowali wyjaśnienia mężczyzny. Nie natrafili na ślad „zleceniodawcy zamachu”. Uznali jednak, że „inne zgromadzone w sprawie dowody wskazują głównie polityczną motywację sprawcy”.

Prokuratura chce więzienia dla oskarżonego

Akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Cz. trafił do Sądu Rejonowego Warszawa-Praga w drugiej połowie października, ale nie informowano o tym ze względu na kampanię wyborczą. – Podejrzany odpowie za telefoniczne zawiadomienie o zdarzeniu zagrażającemu życiu i zdrowiu wielu osób, podczas gdy miał wiedzę, że takie zagrożenie nie istnieje. Wywołał tym czynności funkcjonariuszy policji oraz żandarmerii wojskowej, mające na celu uchylenie tego zagrożenia. Za ten czyn grozi do 8 lat więzienia – poinformował tvp.info prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

Jarosław Cz. przebywa w areszcie. Śledczy nie kryją, że będą wnosić o karę pozbawienia wolności dla podejrzanego, ponieważ czyn, którego się dopuścił, miał wysoką szkodliwość społeczną. Z informacji portalu tvp.info wynika, że prokuratura może jeszcze wnosić o pokrycie przez Cz. kosztów akcji pirotechnicznej.

źródło:
Zobacz więcej