Ojciec Niepodległości. Książę Lubomirski zapomnianym bohaterem

Książę Zdzisław Lubomirski miał ogromny wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości (fot. Wiki/Fundacja Książąt Lubomirskich)

Józef Piłsudski nazywany jest Ojcem Polskiej Niepodległości i choć jego zasługi są niepodważalne, była jeszcze jedna postać zasługująca na to zaszczytne miano. To książę Zdzisław Lubomirski, członek Rady Regencyjnej, który przekazał Piłsudskiemu władzę. Pamiętamy o Romanie Dmowskim, Ignacym Janie Paderewskim czy Wincentym Witosie, ale bez wątpienia winno się otaczać należną czcią także arystokratę, którego losy jak w soczewce skupiają w sobie zarówno wielką, jak i tragiczną historię II Rzeczpospolitej.

„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Legenda Pierwszego Ułana II RP

Birbant i hulaka, a jednocześnie bohater i postać tragiczna, jak cała ojczyzna. Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski jak w soczewce skupia w sobie...

zobacz więcej

Tradycyjnie przyjmuje się datę 11 listopada 1918 roku jako dzień odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Tego dnia Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu władzę nad podległym jej wojskiem. Znaczenie tego aktu było niebagatelne, ale był to efekt kolejnych istotnych wydarzeń. Do pierwszych kluczowych należy się cofnąć ponad dwa lata wcześniej.

W czerwcu 1916 roku dowódca rosyjskiego Frontu Południowo-Zachodniego gen. Aleksiej Brusiłow zapoczątkował potężną ofensywę, której ewentualne powodzenie realnie mogło spowodować nawet rozbicie Trójporozumienia i która faktycznie zmieniła bieg I wojny światowej. Tam, gdzie nie doszło do przełamania frontu, dowództwo austro-węgierskie zleciło działania opóźniające.

Powstrzymali Rosjan

W dniach 4-6 lipca doszło do krwawej bitwy pod Kostiuchnówką na Wołyniu, która była efektem rozkazu o spowalnianiu ofensywy Brusiłowa. Rosjanie mieli znaczną przewagę i impet, z jakim zaatakowali, wywołał paniczną ucieczkę węgierskiej 128 Brygady Honwedów. Po stronie Austro-Węgier na placu boju pozostała i wspaniale walczyła ponaddwukrotnie mniej liczna I Brygada Legionów Polskich Piłsudskiego, która nie dopuściła do przerwania frontu, choć poniosła przy tym znaczne straty.

Siły polskie musiały się w końcu wycofać, ale cel strategiczny, jakim było opóźnienie rosyjskiej ofensywy i niedopuszczenie do załamania frontu, został osiągnięty. Męstwo Polaków pod Kostiuchnówką miało swoje dalekosiężne konsekwencje. Po bitwie gen. Erich Ludendorff, generalny kwatermistrz Armii Cesarstwa Niemieckiego, zaapelował do władz w Berlinie o utworzenie państwa polskiego i zbudowanie polskiej armii.

„Samodzielne” państwo polskie zaproponował niemiecki generał Erich Ludendorff (fot. Wiki/Bauernfreund)

Zapasy z losem. Tragiczna historia Sosabowskich

Znał ból sieroty i ojca, którego jeden syn stracił życie, a drugi wzrok. Znał głód i zawód, gdy mimo poświęcenia i niezwykłych dokonań, bohatera...

zobacz więcej

Oczywiście nie należy podejrzewać Ludendorffa o zbytni altruizm. W jego ocenie państwo polskie miało być całkowicie zależne od Niemiec. Jego terytorium miało być buforem oddzielającym Niemcy od Cesarstwa Rosyjskiego, ale nade wszystko wobec przedłużającej się wojny państwom centralnym potrzebni byli polscy rekruci. Niezależnie od intencji kości zostały rzucone.

Akt 5 listopada

Na przełomie października i listopada 1916 roku odbyła się konferencja w Pszczynie z udziałem przedstawicieli Niemiec i Austro-Węgier. Generalni gubernatorowie Hans Hartwig von Beseler i Karl Kuk ustalili, że koniecznym jest skorzystanie z zasobów okupowanego Królestwa Kongresowego. W efekcie cesarz Niemiec Wilhelm II i cesarz Austrii oraz król Węgier Franciszek Józefa I ogłosili tzw. akt 5 listopada. Obiecano w nim budowę nowego państwa polskiego, tyle że w bliżej nieokreślonych granicach i statusie, wskazano bowiem, że monarchia nie będzie „niepodległa”, a „samodzielna”.

Kolejnem etapem było utworzenie 6 grudnia 1916 roku pod patronatem zaborców Tymczasowej Rady Stanu w Królestwie Polskim. Przewodniczącym Referatu Wojny został Piłsudski. Choć Niemcy łudzili się, że Polacy nie będą w stanie wybić się ponad państwo satelickie, podporządkowane idei Mitteleuropy, ale wypadki potoczyły się nie po myśli Berlina. Odmowa złożenia przysięgi przez żołnierzy I i III Brygady Legionów Polskich na imię cesarza niemieckiego pokazało, że Polacy są gotowi walczyć o niepodległość.

Na podstawie Aktu 5 listopada Tymczasowa Rada Stanu przekazała władzę zwierzchnią Radzie Regencyjnej Królestwa Polskiego. Zgodnie z wytycznymi Berlina, choć Polska miała być monarchią, to jednak nie mogła liczyć na króla ani choćby na regenta. Rada miała być łatwiejsza do sterowania, ale wobec słabnących Niemiec mechanizmu nie dało się już zatrzymać.

Członkami rady zostali biskup Aleksander Kakowski, który podczas Bitwy Warszawskiej wspierał żołnierzy pierwszej linii, siedząc z nimi w okopach wokół Radzymina, wiekowy hrabia Józef Ostrowski, w którego warszawskim mieszkaniu odbyło się przekazanie władzy Piłsudskiemu, oraz książę Zdzisław Lubomirski. Zdecydowanie najważniejszym członkiem rady był ten ostatni. W jednym z listów do księcia Piłsudski podpisał się skromnie „sługa”. Kim zatem był ów jeden z ojców polskiej państwowości?

Legiony Polskie i „Marsz Pierwszej Brygady”. Co pozostawił nam Józef Piłsudski?

Legiony Polskie były pierwszą polską formacją wojskową w XX w. Skupiły w sobie oddziały „Strzelca” Józefa Piłsudskiego, Drużyny Strzeleckie, Polowe...

zobacz więcej

Książę Zdzisław Lubomirski herbu Szreniawa bez Krzyża urodził się 4 kwietnia 1865 roku w Niżnym Nowogrodzie jako syn księcia Jana Tadeusza i Marii z Zamoyskich. Jego ojciec miał ogromne zasługi, dzięki niemu uratowano przed rozbiórką kolumnę Zygmunta, założył też Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, które m.in. budowało przytułki i organizowało opiekę medyczną dla najuboższych. Za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Syberię.

Patriotyczne tradycje

Rodzice chcieli, żeby Zdzisław od małego miał wpajane poczucie polskości, dlatego wcześnie wysłali go do Galicji, gdzie austriacki zaborca był stosunkowo liberalny, jeżeli chodzi o sprawy narodowościowe. Ukończył słynne Gimnazjum św. Anny w Krakowie, następnie studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i w austriackim Grazu. W 1893 roku ożenił się z hrabianką Marią z Branickich i doczekał trójki dzieci – Julii Marii, Jerzego Aleksandra i Doroty.

Wcześnie zaangażował się w działalność publiczną. Na jawną aktywność niepodległościową się nie zdecydował, zdając sobie sprawę, że będzie nieskuteczna. Wzorem ojca za ważniejszą uznał działalność dobroczynną, czyli pozytywistyczną pracę u podstaw. Był m.in. prezesem Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, angażował się również w prace Instytutu Oftalmicznego, który nie tylko prowadził badania naukowe, ale także organizował bezpłatne leczenie wzroku dla najbiedniejszych.

Po wybuchu I wojny światowej, podobnie jak biskup Kakowski, również zdawał się być zwolennikiem orientacji prorosyjskiej (choć była to gra, gdyż niemiecki generał-gubernator Von Beseler opisywał go jako „z tradycji i usposobienia stojącego w obozie antyrosyjskim”). Tak jak późniejszy współregent, który wystosował telegram dziękczynny do cara Mikołaja II Romanowa po odparciu ataku wojsk niemieckich na Warszawę w 1914 roku, książę podpisał telegram dziękczynny po deklaracji wodza naczelnego wojsk rosyjskich wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza Romanowa.

I Brygada Legionów Polskich stanowiła zalążek polskiej armii (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

„Ziuk. Młody Piłsudski”. Prapremiera nowego serialu TVP

W warszawskim kinie Iluzjon odbył się przedpremierowy pokaz specjalnego odcinka historycznego serialu TVP „Ziuk. Młody Piłsudski”, w którym będzie...

zobacz więcej

Deklaracja, podobnie jak Akt 5 listopada, zapowiadała – oczywiście bez konkretów – „odrodzenie Polski (...) swobodnej w swej wierze, języku i samorządzie”, jednak „pod berłem” cara. W dodatku nie była podpisana przez cara Mikołaja II, była więc de facto pozbawiona znaczenia prawnego. Mimo to w depeszy dziękczynnej napisano m.in. że „krew synów Polski, przelana łącznie z krwią synów Rosyi w walce ze wspólnym wrogiem, stanie się największą rękojmią nowego życia w pokoju i przyjaźni dwóch narodów słowiańskich”.

Już na początku wojny książę Lubomirski wszedł w skład Komitetu Obywatelskiego miasta Warszawy, który był w zalążkiem przyszłego samorządu. Po wycofaniu się Rosjan Niemcy przekazali mu funkcję kierowniczą w Komitecie, traktując organ jako władzę pomocniczą. Arystokrata z godną pochwały energią zajął się walką z bezrobociem, rozwiązywał problemy z zaopatrzeniem, transportem czy organizował prace interwencyjne dla najuboższych. Wykazywał też opór wobec okupanta, Niemcy domagali się nowych rekrutów, ale przewodniczący Komitetu regularnie odmawiał przekazania list poborowych.

Dobry administrator

Książę był chwalony za swoją działalność na rzecz przyszłej stolicy Polski. „Jakkolwiek skutki wojny zachwiały ekonomiczny i finansowy byt Warszawy, to jednak nie odbiły się one dotąd zbyt silnie na zewnętrznym wyglądzie miasta. Powierzchownie sądząc, można by mniemać, że Warszawa nie ucierpiała zbyt silnie. Życie w mieście płynie względnie normalnie” – odnotował działacz społeczny Stanisław Dzierzbicki.

„Szkoły, szczególniej polskie prywatne, działają bez przerwy i liczą niewiele mniej uczniów jak zwykle. Sklepy, magazyny, teatry, kinematografy otwarte, tramwaje – jakkolwiek w trochę mniejszej liczbie i nie tak długo w nocy – kursują dość prawidłowo. Wodociągi działają bez zarzutu; zredukowanie prawie do połowy oświetlenia gazowego i elektrycznego na ulicach nie daje się odczuwać zbyt dotkliwie. Dowóz produktów, utrudniony wskutek zupełnego prawie zatamowania ruchu kolejowego, jest jeszcze o tyle wystarczający, że poza czasowymi brakami opału, nafty, soli itp. zaspokojenie koniecznych potrzeb życiowych jest możliwe i głód, który Łodzi dał się już silnie we znaki, nie sroży się jeszcze w Warszawie, a to głównie dzięki staraniom i pracy Komitetu Obywatelskiego” – przyznał.

W czasach zaborów i powstań to był symbol polskości i niepodległości

Przed 90 laty, 2 lipca 1927 roku, odbyła się w Wilnie uroczystość koronacji słynącego z cudów obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej, od lat celu...

zobacz więcej

Lubomirski okazał się być też niezwykle sprawnym dyplomatą. Namówił niemieckich okupantów do zwiększania autonomii samorządu Warszawy i zorganizowania wyborów samorządowych, po których został prezydentem miasta. Również jako członek Komitetu Narodowego Polskiego, którego celem było „zjednoczenie Polski i założenie podwalin swobodnego rozwoju narodu”, współpracował z utworzoną Tymczasową Radą Stanu, której rolę już znamy. Zasiadał w kluczowej Komisji Sejmowo-Konstytucyjnej.

W międzyczasie poznał Józefa Piłsudskiego, z którym związała go wieloletnia znajomość, a przypuszczalnie i przyjaźń, dość szczególna trzeba przyznać. Naturalnie celem życia i wspólną płaszczyzną obu była służba Polsce i walka o odzyskanie niepodległości, ale dzieliło ich wiele. Z jednej strony arystokrata, z drugiej wprawdzie szlachcic, ale też działacz socjalistyczny i „terrorysta”. Po raz pierwszy spotkali się 13 grudnia 1916 roku. „Piłsudski odwiedził dzisiaj prezydenta w Ratuszu. Zdziś odniósł raczej dodatnie wrażenie; wszystko co mówił Piłsudski, byłby sam podpisał” – odnotowała w pamiętniku księżna Maria Lubomirska.

Gdy Piłsudski został osadzony w twierdzy magdeburskiej po kryzysie przysięgowym, właśnie do Lubomirskiego zwrócił się z prośbą o pomoc. Skłoniła go do tego m.in. wielomiesięczna rozłąka z ukochaną Aleksandrą Szczerbińską, która była już w ciąży z ich pierwszą córką. „Służbę w wojsku pełniłem prawie nie pobierając pensyi, a właśnie podczas wojny stosunki moje prywatne zawikłały się jeszcze bardziej, niż to było przedtem” – pisał w liście, który znajduje się w archiwum Fundacji Książąt Lubomirskich.

Delikatna gra

Arystokrata doprowadził do uwolnienia Piłsudskiego, choć w tym czasie prowadził delikatną grę z Niemcami. Ci dopiero we wrześniu 1917 roku, wiele miesięcy po Akcie 5 listopada – gdy ich wojska już mocno się wykrwawiały w okopach na froncie zachodnim – podjęli działania na rzecz „samodzielnej” monarchii polskiej. Namiastką polskiej władzy wykonawczej miała być Rada Regencyjna. Strona polska należycie wykorzystała sposobność. Namawiany do członkostwa w Radzie Lubomirski postawił twarde warunki.

Józef Piłsudski otrzymał władzę od Rady Regencyjnej (fot. Wiki/Adam Dulęba)

Morawiecki: Patriotyzm jest owocem drzewa pamięci. Dziękuję wszystkim, którzy podlewają to drzewo

– Patriotyzm jest owocem drzewa pamięci. To drzewo jest nam bardzo potrzebne. Dziękuję wszystkim, którzy podlewają to drzewo, dbają o nie –...

zobacz więcej

„Zdziś nie wstąpi do Rady Regencyjnej, jeśli Niemcy nie przystaną na jego warunki, a mianowicie: 1. Ogłoszenie amnestii politycznej, aby móc rozpocząć pracę z realnym czynem, a nie samymi obietnicami. 2. Beseler winien wydać okólnik do władz, aby w przyjazny sposób odnosiły się do ludności. 3. Warunkiem późniejszym – przeto nie sine qua non – powrót legionów i wojsko polskie” – odnotowała Maria Lubomirska.

Książę miał obawy, szczególnie o możliwą utratę popularności z faktu bycia członkiem władz, które siłą rzeczy nie mogły naprawić wszystkiego i musiały układać się z zaborcami. „Gdybym był egoistą – powtarza Zdziś – to niewątpliwie usunąłbym się obecnie, czekając końca wojny (lub trwałbym na stanowisku prezydenta miasta), a to tym bardziej, że wychodzę z dotychczasowej rezerwy i wchodzę w kompromis z państwami centralnymi BEZ PRZEŚWIADCZENIA O ICH ZWYCIĘSTWIE, a więc bez tych poglądów, które kierowały Radą Stanu” – wspominała w pamiętnikach jego żona.

Mimo obaw dołączył do Rady Regencyjnej, która pod jego kierownictwem wykonała ogrom pracy i stworzyła rzecz nie do przecenienia – zręby administracji przyszłego państwa polskiego. Lubomirski był niezwykle sprawnym administratorem. Wcielał w życie rozwiązania opracowane dla samej Warszawy. Swoisty rząd, choć był organem wykonawczym w państwie bez granic i nieuznawanym na arenie międzynarodowej, stopniowo zwiększał zakres suwerenności, by po odzyskaniu niepodległości kraj był niezależny nie tylko politycznie, ale przede wszystkim gospodarczo. Zadanie było trudne, gdyż pod trzema zaborami całkowicie różnie rozwijało się życie społeczno-gospodarcze Polaków. Trzeba było nie lada zdolności i autorytetu, żeby wszystko przygotować. Książę regent je miał.

Deklaracja niepodległości

Gdy sytuacja dojrzała, książę regent mógł wykonać kolejny krok ku niepodległości. Można pokusić się o stwierdzenie, że co najmniej tak ważny jak Akt z 11 listopada. 7 października 1918 roku rozwiązano Tymczasową Radę Stanu i ogłoszono w dzienniku urzędowym – z inicjatywy Lubomirskiego – Deklarację Niepodległości Polski. Wkrótce nad gmachami urzędów zawisły biało-czerwone flagi, zaś żołnierze przysięgali na wierność Polsce. Marzenie pokoleń właśnie się ziszczało, choć na polskich ziemiach wciąż znajdowały się uzbrojone armie zaborców.

Prezydent: Polska odnawia się i zyskuje piękną twarz

W tej chwili odnawia się Polska. Polska zyskuje piękną twarz. Polska, która będzie się ambitnie i pięknie rozwijała, tak jak ambitnie i pięknie...

zobacz więcej

W deklaracji poinformowano o odrodzeniu państwa polskiego, wzywano również rodaków do aktywności politycznej i gospodarczej, żeby ogłoszona niepodległość nie pozostała jedynie informacją prasową. „W stosunku do Polski zasady te prowadzą do utworzenia niepodległego państwa, obejmującego wszystkie ziemie polskie, z dostępem do morza, z polityczną i gospodarczą niezawisłością, jako też terytorialną nienaruszalnością, co przez traktaty międzynarodowe zagwarantowanem będzie. Aby ten program ziścić, musi naród polski stanąć jako mąż jeden i wytężyć wszystkie siły, by jego wola została zrozumiana i uznana przez świat cały” – podkreślono.

Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Rada Regencyjna dowiedziała się od Niemców, że 10 listopada do Warszawy ma przyjechać Piłsudski. W komendancie, jak stwierdziła Lubomirska, książę regent widział męża opatrznościowego, który „jeden Polskę zbawić potrafi w tym historycznym momencie”. „Rankiem 10 listopada pojechałem na kolej. Przybył tam również Adam Koc, stojący na czele POW, który też się jakoś o terminie przyjazdu komendanta dowiedział i karetę dla marszałka przygotował” – opisywał później te dni książę regent w wywiadzie dla tygodnika „Bunt Młodych”.

Herbata z Piłsudskim

„Gdy Piłsudski wyszedł z wagonu (...) zaprosiłem go do siebie na herbatę. Wobec tego wsiadł do mej maszyny i pojechaliśmy na Frascati (książę miał tam pałac – przyp. red). Tam przedstawiłem Piłsudskiemu stan rzeczy, wyraziłem przekonanie, że powinien prędzej czy później objąć władzę w Warszawie. Piłsudski na to mi odpowiedział: »Ja muszę pojechać do Lublina« (7 listopada powstał rząd lubelski Ignacego Daszyńskiego, lidera Polskiej Partii Socjalistycznej – przyp. red.). Chciał nawet tam zaraz jechać, ja mu to odradzałem, tłumaczyłem, że jest to rząd jednostronny, partyjny. »Jest to rząd mój, rząd moich przyjaciół« – odpowiadał na to Piłsudski” – wspominał Lubomirski.

Nazajutrz – po rozbrojeniu przez Polaków niemieckiego garnizonu w Warszawie – książę regent przekazał komendantowi władzę wojskową, a trzy dni później również polityczną. Aby nie dopuścić do dyktatury, czy wręcz wojny domowej, Lubomirski zobligował Piłsudskiego do powołania w krótkim czasie rządu, w którym będą reprezentanci wszystkich liczących się ugrupowań politycznych, oraz do zwołania wyborów parlamentarnych.

Regentami zostali hrabia Józef Ostrowski, biskup Aleksander Kakowski i książę Lubomirski (fot. Wiki)

Mapa na 100-lecie niepodległości. „Szczyt niechlujstwa. Wstyd ją wieszać”

Samorząd woj. warmińsko-mazurskiego wydał okolicznościową mapę upamiętniającą 20-lecie powstania województwa i 100-lecie odzyskania niepodległości....

zobacz więcej

„Przez najbliższe trzy dni odbywało się przekazywanie władzy przez Radę Regencyjną Piłsudskiemu. Konferowaliśmy nie na Zamku, ale w mieszkaniu regenta Ostrowskiego (który był chory), w pałacu Krasińskich przy Krakowskim Przedmieściu, tam gdzie dziś mieszka minister Beck. Trudno nam było zdecydować się na formę przelania władzy. Piłsudski śpieszył się i groził: »No, jak nie wiecie, jak to zrobić, to ja pojadę do Wilna«. Wreszcie 14 listopada podpisaliśmy dokument. Z początku mieliśmy przekazać Piłsudskiemu tylko władzę wojskową, potem jednak przekazaliśmy mu całą władzę z zastrzeżeniem utworzenia rządu narodowego, w ręce którego władzę złoży. Nazajutrz, 15 listopada, Piłsudski powołał rząd ludowo-robotniczy Daszyńskiego, którego potem wobec silnej opozycji zastąpił Moraczewski” – wspominał Lubomirski.

„W związku z czym udałem się zaraz do Piłsudskiego, który mieszkał wówczas u Świrskiego na ul. Mokotowskiej i tam doszło między nami do bardzo ostrej wymiany zdań w sprawie utworzenia rządu Daszyńskiego. Rozstaliśmy się bardzo chłodno. Pod wieczór zjawił się u mnie Świrski – ciągnie książę – i w imieniu Piłsudskiego, mówiąc, że Piłsudski przyjedzie. Naturalnie, że jak najuprzejmiej wyraziłem zgodę. Gdy w niedługim czasie Piłsudski przyjechał, na powitanie oświadczył: »Ja się uniosłem«. »Panie komendancie, ja już o tym nie myślę« – odpowiedziałem. Wypiliśmy herbatę, rozmawialiśmy, Piłsudski przesiedział u mnie z półtorej godziny” – opowiadał.

Usunął się w cień

Po przekazaniu władzy książę regent rozwiązał Radę Regencyjną i wzorem cesarza Dioklecjana usunął w cień, nie chcąc ingerować w życie polityczne młodego państwa, które pomógł utworzyć. Do biegu wydarzeń dołączył po przewrocie majowym. 13 maja 1926 roku spotkał się z Piłsudskim, który wskazał Lubomirskiego jako jednego z czterech kandydatów na prezydenta po ustąpieniu Stanisława Wojciechowskiego. Książę odmówił. Nie chciał być niczyim stronnikiem, prowadził własną politykę łagodzenia sporu, by nie dopuścić do wojny domowej, której widmo zawisło nad Polską. W tym celu mediował z obiema stronami, wykorzystując swój ogromny autorytet.

Choć sytuacja z czasem się uspokoiła, polityka nie chciała zapomnieć o Lubomirskim. W 1928 roku został senatorem i był nim przez kolejnych 10 lat. W 1932 roku po rozpoczęciu procesu brzeskiego wymierzonego w lewicę złożył mandat, to jednak premier Walery Sławek poprosił go o dalsze sprawowanie godności senatora. Po śmierci Piłsudskiego wybitnie nie było już mu jednak po drodze za rządami sanacji. Wobec biernego oporu księcia nie pozwolono mu na ubieganie się o mandat w listopadzie 1938 roku.

100 lat temu Polki otrzymały prawa wyborcze. Wystawa w TK

28 listopada 1918 r. Polki otrzymały prawa wyborcze dekretem Józefa Piłsudskiego. Tą decyzją Polska wyprzedziła wiele europejskich państw. Ma o tym...

zobacz więcej

W tym czasie nad Polską wisiało już nowe niebezpieczeństwo – nazistowskie Niemcy wysuwały żądania terytorialne. Agresywna polityka Adolfa Hitlera zmierzała i w końcu doprowadziła do wojny, co dla Lubomirskiego oznaczało konieczność oglądania upadku dzieła swojego życia. W odróżnieniu od wielu polityków, którzy po inwazji szybko czmychnęli z Polski, Lubomirski pozostał w kraju. Już podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku włączył się aktywnie w prace Komitetu Obywatelskiego, któremu przewodził prezydent miasta Stefan Starzyński.

Upadek dzieła życia

Choć groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo, książę zaangażował się także w organizację Polskiego Państwa Podziemnego. W Rządzie Obrony Narodowej gen. Juliusza Rómmla miał być ministrem spraw zagranicznych, ale ostatecznie władze centralne zdecydowano się utworzyć w Paryżu, a po jego zajęciu – w Londynie.

10 listopada 1942 roku został aresztowany przez Gestapo. Przez dwa miesiące 72-letni książę był więziony na Pawiaku i poddawany torturom. Niemcy w końcu go zwolnili bez postawienia zarzutów, ale zadręczony i skrajnie wyczerpany zmarł 31 lipca 1943 roku w wyniku obrażeń w swoim majątku w Małej Wsi pod Grójcem. Pochowano go na prywatnym cmentarzu rodzinnym w Belsku Dużym.

Historia życia księcia Zdzisława Lubomirskiego w zdumiewający sposób zbiega się z losami Polski. Była pozytywistyczna walka o niepodległość i sukces, jakim było ustanowienie państwowości po 123 latach zaborów. Książę był głównym aktorem tego wzniosłego dramatu, ale i ofiarą tragedii, która się później rozegrała. Mało kto może się z nim równać pod względem zasług na rzecz niepodległości, tym bardziej niesłuszne i niesprawiedliwe jest wykluczanie go z grona najwybitniejszych Polaków XX wieku.

Książę Lubomirski był więziony i torturowany przez Gestapo na Pawiaku (fot. Wiki/Adrian Grycuk)

źródło:
Zobacz więcej